online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
TW#2 – Niech świat płonie
<
TW #7 - To był piękny dzień, ale…
>

Opis:

Kurczę wyszło coś zupełnie innego, niż miało wyjść. Zrobiło się z tego małe love story.

Tagi: #MHSchaefer #TW

TW#1 – Purée ziemniaczane

 Postać: Gorący tatusiek

 Zdarzenie: Skręcone kolano

 Efekt: 64. Pojedynek – czy to na broń białą, palną czy słowa. Rozpisz scenę w klimacie tarantinowskim.

 

 I

 Czując wbijające się w plecy długie szpony blondynki, zamknął oczy. Z każdym mocnym pchnięciem, pozwalał, wciągać się coraz bardziej uniwersum fantazji. Przepadał. Po stokroć przepadł.

 Intensywne skupienie pozwoliło choć przez chwilę poczuć teksturę czarnych włosów, zapach orchidei, a nawet smak czekolady, którą uwielbiała pijać wieczorami przed kominkiem. Przyśpieszył. Kobieta pod nim jęknęła, wdzierając się piskliwym głosem, do świata marzeń Larego. Otworzył oczy i obraz wściekłych od namiętności tęczówek, zastąpiły błękitne, przezroczyste, niemal nijakie.

 Zamykając ponownie oczy, próbował powrócić w świat fantazji, lecz gniewne walenie w drzwi, łączące siły z wysokim pokrzykiwanie blondynki, skutecznie psuło nastrój. Z westchnieniem frustracji wstał, owinął biodra ręcznikiem i zszedł na dół. Ewa, a może Ewelina pisnęła sfrustrowana. Uderzenia w drzwi z każdą chwilą przybierały na intensywności, odzwierciedlając narastającą frustrację zakończoną kopnięciem w drewnianą płytę. Po otwarciu drzwi ujrzał fioletowe oczy przypominające burzowe niebo. Oparł się swobodnie o próg, uśmiechając zarozumiale.

 – Czyżbyś się stęskniła?

 – Czy wyglądam, jakbym usychała z tęsknoty? – warknęła. – Posłuchaj. Nie mam czasu na słowne przepychanki. Frank Franklin ukradł mojej siostrze kamień rodowy i właśnie ucieka, cholera wie gdzie.

 – Nie moja sprawa.

 – Już jest. Jesteś mi dłużny i zabijesz go dla mnie.

 – Od kiedy potrzebujesz pomocy przy zabijaniu? Franklinowie to jakiś pomniejszy ród, nie słyszałem, żeby kiedykolwiek wydali na świat potężnego czarodzieja.

 – Jesteś mi dłużny.

 Obserwując Esrę, nerwowo tupiącą nogą, nie mógł pozbyć się przeczucia, że coś ukrywa.

 – Jeśli chcesz pomocy, powiedz całą prawdę. – Chwila zawahania jedynie potwierdziła jego podejrzenia.

 – Obiecałam Val, że nie zabiję drania – mruknęła sfrustrowana.

 – Co obiecała ci w zamian?

 – Odda kamień rodowy pod moją pieczę, ale ten sukinsyn musi zginąć, inaczej wszyscy pomyślą, że ród Arche można bezkarnie okradać. Nie pozwolę, żeby przeżył, tylko dlatego, że kilka razy porządnie przeleciał moją kochaną siostrzyczkę! A teraz wywal dziwkę z łóżka i rusz dupę. Musimy dorwać Bogusia. Wysłał Fraka jednym ze swoich transportów.

 Lary syknął, czując, że sytuacja zaczęła śmierdzieć jak jeden z dwustuletnich sikaczy ojca. Jeśli przemytnik pomagał Franklinowi, ten mógł być już w innym kraju.

 – Będę gotowy za dziesięć minut. Idź po Igora! – krzyknął, będąc przy schodach.

 

 II

 – Wiesz. Nawet jeśli wydepczesz dziurę w podłodze to Boguś i tak nie wróci szybciej.

 – Powinniśmy pójść do Zdechłej Kaczki i wyciągnąć go z baru za kudły.

 Esra była niecierpliwa i podchodziła do sprawy zbyt emocjonalnie. Lary nienawidził swojej siostry, ale rozumiał, dlaczego kobieta, wręcz kipiała wściekłością. Zastała Valentine w kałuży krwi i wyrwanym z piersi rodowym kamieniem mocy. Bez niego Arche byli narażeni na utratę pozycji. A gdyby któryś stracił moc, nie byłoby sposobu na jej przywrócenie. Do tej pory nie rozumiał, dlaczego zmarła matka niewiast powierzyła opiekę nad kamieniem rodowym starszej córce. Esra przypominała stal hartowaną w ogniu. Była jak mały dynamit. Potężna, wybuchowa i inteligentna. Była idealna. Valentine mógł porównać jedynie do purée ziemniaczanego. Taka ciapa z ziemniaków. Miała dobre serce, jednak ono, nawet jeśli przyjęłoby cios za każdego z członków rodu Arche, nie było w stanie ochronić nikogo, a jedynie zginąć.

 Sfrustrowana przeszła trzy kroki i szarpnięciem otworzyła chłodziarkę, w której mroźny krasnal stał oparty o lodową ścianę. Widząc nieznajomą twarz, zmarszczył brwi, lecz jak na dobrego pracownika przystało, nie powiedział słowa. Czarownica przetrząsała półki w poszukiwaniu kwasu pszenicznego. Ciszę przerwało skrzypienie drzwi. Do salonu z aneksem kuchennym wszedł rudy skrzat. Zszokowany stanął w progu. Próbował odwrotu, lecz Igor jednym silnym pchnięciem, posłał Bogusia w stronę Larssena, siedzącego przy dużym stole.

 – Nic nie zrobiłem – jęknął.

 – Siadaj!

 Skrzat grzecznie przysiadł na stołku naprzeciwko czarodzieja.

 Szperając w chłodni, Esra kupowała czas potrzebny na opanowanie wściekłości. Nie mogła nawalić. Nie po raz kolejny w sprawie z Frankiem. Wiedziała, że coś kombinuje. Zamiast być z rodem, który przez wieczne spory umierał, on zabawiał się z Val, z każdym dniem coraz bardziej urabiając naiwną idiotkę. Próbowała przemówić Valentinie do rozsądku. Obserwowała sytuację i pilnowała drania, a ten i tak wyrwał kryształ, który nosiła pod sercem. Zabrał serce rodu, którego starsza siostra przyrzekała strzec za cenę życia. Jej przysięga była warta tyle, co mięciutkie serce z waty. Nic. Nawet jebanego miedziaka.

 – Gdzie jest Frank Franklin?

 – Skąd mam to wiedzieć? – jęknął skrzat.

 – Nie okłamuj mnie. Nie jestem w nastroju.

 Wściekła Esra zatrzasnęła chłodnię. Przemierzyła kuchnię szybkim marszem, po drodze chwytając nóż kuchenny. Płynnym ruchem podeszła do rudzielca przybijając ostrzem jego dłoń do stołu.

 – Nie denerwuj mnie – warknęła jak rozjuszony niedźwiedź. Larson nie mógł oderwać wzroku od drobnego ciałka, napędzanego furią. Boguś jęknął, próbując drugą ręką wyrwać nóż z blatu.

 – Esra – ostrzegł Lary. – Posłuchaj Boguś. Wiem, że wy przemytnicy, macie czasami problem z logiczną oceną sytuacji, ale nawet ty musiałeś się już zorientować, że lepiej dla ciebie, żebyś rozmawiał ze mną. Moja towarzyszka ... ma drobne problemy z kontrolowaniem agresji, a co gorsza w tej chwili nie może wyładować jej na właściwej osobie. Nie każ mi zostawiać cię z nią sam na sam. Słyszałem, że ofiary jej halucynacji są w stanie jedynie ślinić się na poduszkę.

 – Saraj. Wysłałem go dyliżansem do miasta portowego Saraj – piszczał, desperacko próbując uwolnić dłoń i zatamować krwawienie.

 – Kiedy?

 – Wczoraj rano. Jest ukryty w jednej ze skrzyni transportowych na dachu.

 

 III

  Po pięciu dniach jazdy konno minęli prowincję Haster. Boguś jechał przewieszony przez grzbiet konia Igora. Czując na żebrach każde wybrzuszenie drogi, wciąż nie mógł pojąć jakim cudem wplątał się w porachunki rodów Arche i Wechsler z Franklinami. Był po uszy w gównie i gdyby nie jego kontakty w mieście portowym Saraj, już dawno byłby martwy. Zamglonym wzrokiem spojrzał na przesiąkniętą krwią szmatę, w którą owinęli ranną od noża dłoń. Pieprzeni czarodzieje nawet nie zadali sobie trudu, by uzdrowić jego obrażenia.

 – Są siebie warci – splunął pod kopyta szaraka.

 – Czyżby źle ci było na koniu mojego ucznia? Może powinniśmy pociągnąć cię na linie za zadem kobyły – zaproponował czarodziej.

 – Spowolniłby nas magiku – prychnęła dziewczyna. – Wbicie odrobiny rozumu do głowy tego ścierwa nie jest warte opóźnienia.

 – Dlaczego właściwie do tej pory nie wzięliście ślubu? Czy rodzice nie zaręczyli was jakieś pięć, czy sześć lat temu?

 – Przeliczyli się, licząc, że kiedy odmówię małżeństwa, urażona duma Larego zaciągnie nas do ołtarza szybciej niż rodowe narzekania i manipulacje.

 – Pasowalibyście do siebie. Jesteście tak samo antypatyczni.

 Larson wyjął nogę ze strzemienia i precyzyjnym ruchem, złamał skrzatowi nos. Biedny idiota nie mógł wiedzieć, że pięć czy sześć lat temu to Lary poszedł prosić o dziewczynę. Nie jego ojciec. O nie. Ten skurwysyn nigdy nie zrobiłby nic, by pomóc czarodziejowi. Rudzielec odruchowo próbował unieść dłonie, by zatamować krwawienie, lecz więzy uniemożliwiły desperacki ruch.

 – Kurwa! – wrzasnął.

 – Ty naprawdę nie wiesz co dla ciebie dobre.

 – Za to nie jestem zdesperowaną suką, która goni za kochasiem swojej siostry. Czyżby zabolało, że pokochał ją, a nie ciebie?

 – Franklin nigdy nie kochał Val.

 – Spróbuj się zakochać. Kto wie, może to roztopi twoje zgorzkniałe serduszko dziwko – splunął krwią na spodnie Larego, który w odpowiedzi zrzucił skrzata z konia. Rudzielec opadł na żwir, a po chwili jego ciałem szarpnęła lina przywiązana do siodła.

 

 IV

  Kiedy czarodzieje przywiązali konie do pionowej beli przy korycie, powóz stał naprzeciwko tawerny po drugiej stronie ulicy. Lary ruszył w stronę dyliżansu, jednak Esra wyciągnęła rękę w bok, zagradzając czarodziejowi drogę. Spojrzał na nią zdziwiony, zastanawiając się, dlaczego kobieta go powstrzymuje. Czyżby nie chciała już śmierci Franklina?

 – Jedziemy za nim dziesięć dni i jesteśmy pół dnia drogi przed miastem portowym Saraj. I tak będziemy musieli do niego dojechać, żeby znaleźć nocleg i uzupełnić zapasy. Równie dobrze możemy się odrobinę zabawić – mruknęła z kocim uśmiechem. Za plecami usłyszeli głuche uderzenie bezwładnego ciała o ziemię. Skrzat z jękiem bólu podniósł się z błota, by po chwili znów w nie runąć.

 – Kurwa, musiałem skręcić kolano, kiedy rzuciłeś mnie na ziemię, jakbym był pieprzonym workiem kartofli!

 Igor nacisnął podeszwą buta na czubek głowy więźnia, aż zamiast wiązanki przekleństw usłyszeli bulgot spod warstwy błota, a znad grząskiego podłoża wystawała jedynie kępa rudych loczków. Trójka czarodziei roześmiała się, kiedy Boguś wynurzył głowę, kaszląc i plując gliną.

 

 V

  Postój zakończyli trzy godziny później i przez resztę drogi jechali, obserwując ciągnięty za powozem kufer. Skrzynia holowana na linie podskakiwała przy każdym wyboju. Co chwilę słyszeli wydobywający się z niej jęk uciekiniera. Gdy na horyzoncie dojrzeli mury obronne miasta portowego Saraj, Esra za pomocą czaru przerwała linę. Kufer potoczył się po żwirze i zatrzymał wiekiem na podłożu.

 Nerwowe szarpanie z zamkiem poprzedziła wiązanka przekleństw, podczas której czarodzieje zeszli z koni. Igor rozciął więzy Bogusia.

 – Uwolnij go – rozkazał Larson.

 – Równie dobrze, magik sam może to zrobić – odpyskował, jednak widząc wzrok Larego, podpełzł do kufra i uwolnił Franklina. Po raz pierwszy dokładnie przyjrzał się Frankowi. Mimo podeszłego wieku nadal był w dobrej formie i patrząc na przystojną twarz, mógł zrozumieć, jak zawrócił Val w głowie. Naprawdę gorący z niego tatusiek.

 Larson wyjął z płaszcza rewolwer, rzucając przedmiot pod nogi uciekiniera. Nie lubił zabijać bezbronnych skurwieli. Już dziesięć dni temu postanowił, że do walki z tym beztalenciem nie użyje magii. To byłby nierówny pojedynek. Frank podniósł rewolwer, jednak nie strzelił.

 – Twoja siostra ci nie wybaczy.

 – W dupie mam zdanie Val – powiedziała dziewczyna. Po ponad tygodniu zdążyła ochłonąć i teraz kierowała się wyłącznie zimną logiką.

 – Matka miała rację, przekazując jej klejnot. Ktoś taki jak ty nie powinien być sercem rodu. – Larson nie zobaczył na twarzy czarownicy nawet jednego drgnięcia. Imponowała mu, bardziej niż gotów był przyznać nawet sam przed sobą. W końcu skurwiel wymierzył do Esry i wtedy Lary wyciągnął drugi rewolwer, posyłając pięć kul w serce gnidy. Ciało Franka upadło na ziemię.

 – Nie wierzę, że dałeś mu nabity pistolet. Nie zrobiłeś tego prawda? – Boguś zajrzał do lufy. – Magiku?

 – Nie.

 Skrzat pociągnął za spust, a po pustkowiu rozniósł się huk wystrzału. Ciało przemytnika upadło na pierwszym trupie. Lary podszedł do kupki śmieci i zrzucił rudzielca z czarodzieja. Ukląkł i wbił nóż w plecy złodzieja, wydłubując z ciała pulsujący klejnot rodu Arche. Podszedł z kryształem do Esry.

 – Wiedziałeś, że pociągnie za spust?

 – Nikt nie będzie nazywał mnie magikiem, jakbym wyciągał pieprzone króliki z kapelusza.

 – Ja ciągle nazywam cię magikiem.

 Patrząc w burzowe oczy czarnowłosej czarownicy, Larson przebił się pomiędzy żebrami przez jej lewe płuco, wkładając klejnot pod serce dziewczyny. Kiedy upadała na kolana, podtrzymywał jej ciało i leczył wszystkie obrażenia, pilnując, by nie wykrwawiła się w jego ramionach.

 – Teraz zrozumiesz, jak to jest być sercem rodu. Zrobisz wszystko by je chronić. Jeśli siostra nie wybaczy ci, że zabiłem Franka w twojej obronie, będziesz musiała się jej pozbyć, żeby wasza waśń nie zniszczyła kryształu.

 – Nie pozwolą mi wygnać Val.

 – Wiem. Będziesz musiała ją zabić – szepnął. – A potem poczujesz rozpacz całej rodziny. – Był pewny, że to udźwignie. Miał też nadzieję, że to ją zmieni i skruszy, choć grudkę stali, by dodać odrobinę purée ziemniaczanego do głazu, którym była.

 

12249 zzs

Liczba ocen: 5
82%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~MHSchaefer
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 76

Folder: TW
Dodano: 2021-09-16 17:36:27
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?id_watku=18
Odpowiedz
TreningWyobrazni zadanie wykonane, bez odbioru.
Odpowiedz
Uszanowanko,
do gorącego tatuśka musiałam wbić : )
* – Czyżbyś się stęskniła? – Mruknął.
– Czy wyglądam, jakbym usychała z tęsknoty? – Warknęła. – Posłuchaj – jęknęła sfrustrowana – nie mam czasu na słowne przepychanki. Frank Franklin ukradł mojej siostrze kamień rodowy i właśnie ucieka, cholera wie gdzie.

A co to za dziwny zapis dialogowy? – mruknęła, warknęła
* Nienawidził swojej siostry, ale rozumiał, dlaczego kobieta, wręcz kipiała wściekłością. Zastała Valentine w kałuży krwi i wyrwanym z piersi rodowym kamieniem mocy. Bez niego Arche byli narażeni na utratę pozycji. A gdyby któryś stracił moc, nie byłoby sposobu na jej przywrócenie. Do tej pory nie rozumiał, dlaczego zmarła matka kobiet powierzyła opiekę nad kamieniem rodowym starszej siostrze.
Tutaj troszku za dużo „sióstr” i „kobiet”.

* Czarownica przetrząsała pułki – półki, no chyba, że chodzi o wojskową formację ; )

Przeczesałabym też tekst pod kątem nagromadzeń dookreśleń – te wszystkie „jej”, „jego” czasami rzucały się w oczy.
Zacna historia, choć czasami nie nadążałam za jej tempem i niektórymi skrótami myślowymi oraz relacjami między bohaterami ;x Ale to mi się często zdarza, także do boju

Odpowiedz
Hiraeth Hej!
Dla gorącego tatuśka zawsze warto wpaść.
Ależ babol. Chociaż pułki też można by przetrzepać, mogłoby to być nawet zabawne, tylko w lodówce pewnie by się nie zmieściły.
Podejrzewam, że nawet jeśli kiedyś napiszę jakąś powieść, będzie to lektura dla wytrwałych, lubiących szybką akcję i masakrycznie dużo bohaterów, powiązań oraz skrótów myślowych i niedopowiedzeń.
Dzięki za odwiedziny i wszystkie sugestie.
Pa!

M.
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Hello

"Esra była niecierpliwa i podchodziła do sprawy zbyt emocjonalnie. Nienawidził swojej siostry, ale rozumiał, dlaczego kobieta, wręcz kipiała wściekłością" - tutaj uciekł podmiot, kto nienawidził?

"Esra przypominała stal hartowaną w ogniu. Była jak mały dynamit. Potężna, wybuchowa i inteligentna. Była idealna" - ładny opis, w me gusta

Dużo imion, dużo wszystkiego, Twoje opowiadania często są jakby wyrwane z większej całości – to bardzo dobrze wróży pod pisanie książek Lubisz opowiadać historie. Dla poćwiczenia innych sposobów tworzenia scen, warto spróbować zminimalizować ilość bohaterów, np. do dwójki (będzie klarowniej) i w ten sposób spróbować coś kiedyś napisać. Na plus pęd i dynamika, lubię
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
ps. Na jaki film Tarantino w końcu się zdecydowałaś?
Odpowiedz
Ritha Hej!
O rzeczywiście podmiot gdzieś mi uciekł.
Mała ilość bohaterów to może być prawdziwe wyzwanie, niemniej jednak warte rozważenia.
Dzięki za odwiedziny.
Pa!

M.

Odpowiedz
Ritha Do "Bękartów wojny" byłam sceptycznie nastawiona, ale ostatecznie nawet przypadły mi do gustu. "Pulp fiction" to była totalna porażka, natomiast "Nienawistna ósemka"... to był strzał w dziesiątkę, więc stanęło na "Nienawistnej ósemce". Początek podróż w powozie, trójkącik Majora Marquisa Warrena, Daisy Domergue i Johnego Rutha (szubienicy) to było, to co najbardziej przypadło mi do gustu i z czego chciałam czerpać inspirację. Zakończenie też fenomenalne. Nazwijcie mnie nieuleczalną romantyczką, ale śmierć wszystkich bohaterów to perfekcyjne zakończenie.
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
MHSchaefer "Bękarty wojny" zaczęłam oglądać, ale już od progu było widać, że ten film to nie jest jego top (nie dokończyłam, bo jakos nie mialam ochoty wówczas na klimaty SS).
Kurde, ja uwielbiam "Pulp fiction", więc hm, wszystko widzisz kwestia gustu 😅
"Nienawistna osemka" jest niezaprzeczalnie wspaniala, fajno, że cos siadło!
Odpowiedz
Ritha No właśnie, jak można nie lubić "Pulp fiction"?
Odpowiedz
*Ritha 27 d.
KluczDoPiwnicy no nie wiem!
Odpowiedz
z wykopem
Fajna, rozbudowana historia ze świata rewolweru i magii Mocny początek dla świntuchów A poza tym dobrze skrojone opowiadanie przygodowe. Był moment, że trochę pogubiłem się w panteonie postaci, ale to pikuś.

"Ewa, a może Ewelina pisnęła sfrustrowana." - dobre

"Od kiedy potrzebujesz pomocy przy zabijaniu?" - fajny tekst, Tarantino by go kupił

Mroźny krasnal w chłodziarce - he, he


Drobnica techniczna pod rozwagę:

"Intensywne skupienie pozwoliła" --> pozwoliło

"w którą owinęli ranną od noża dłoń dłoń" --> okroiłbym tutaj tekst o jedną "dłoń"
Odpowiedz
Zdzislav Hej!

Dzięki za odwiedziny i wyłapanie błędów.
Jak to mówią dobre świntuszenie nie jest złe. Cieszę się, że się podobało.

Pa!

M.
Odpowiedz
Helloł

Na początek uwaga, odnośnie zapisu podialogowego. Widać, że masz podstawy ogarnięte, wiesz co z czym, ale jednak w momencie, gdy podkreślasz zdanie wykrzyknikiem, czy kończysz pytaniem, zapisujesz błędnie.

Np. tu:
"– Będę gotowy za dziesięć minut. Idź po Igora! – Krzyknął, będąc przy schodach." - normalnie, gdyby nie było wykrzyknika, zapisałabyś pewnie z małej. I tak należało zrobić.

"– Będę gotowy za dziesięć minut. Idź po Igora! – krzyknął, będąc przy schodach."

Wklejam i czytam dalej

Odpowiedz
"Siadaj! – Skrzat grzecznie przysiadł na stołku naprzeciwko czarodzieja." tutaj albo bym dodał coś narracyjnego albo bym przeniósł skrzata niżej.

Wariant A
Siadaj! – warknął. Skrzat grzecznie przysiadł na stołku naprzeciwko czarodzieja.

Wariant B

— Siadaj!
Skrzat grzecznie przysiadł na stołku naprzeciwko czarodzieja.

Skłaniam się ku B

"Szperając w chłodni, Esra kupowała czas potrzebny na opanowanie wściekłości." - spoko ujęte. I w ogóle dalszy fragment również spoczi.


Wklejam, czytam dalej

Odpowiedz
Canulas Też skłaniam się ku wariantowi B. Mając na uwadze twoje wcześniejsze wskazówki pod innymi opowiadaniami starałam się już tak nie robić, a tu mi jeszcze umknęło, stare nawyki to jednak dziadostwo. No nic poprawione.

Odpowiedz
z dużym wykopem
Trzecie część bardzo dobra, lecz ostatnia najlepsza.
Przydałoby się czasem tego czarodzieja potraktować synonimem, ale ogólnie bardzo zgrabnie wyszło.

Mamy tu naprawdę kawał pełnokrwistej opowieści, a przekleństwa i potoczny język tylko dodają oryginalności temu ciekawemu uniwersum.

Podoba mi się również, że Twoi bohaterowie nie są tacy och, ach, słodcy.

Good job
Odpowiedz
Canulas Hej!

Przyznam, że pisanie tego opowiadania było prawdziwą przyjemnością, choć po operowaniu takim językiem muszę się pilnować, żeby na co dzień go nie używać. Nie lubię przekleństw w mowie, wręcz nie cierpię ich używać, a tu proszę. Czytanie i pisanie łaciną zupełnie mi nie przeszkadza.

Cieszę się, że opowiadanie, z którego byłam, tak zadowolona po zakończeniu pisania, Ci również przypadło do gustu.

Dziękuję za wszelkie wskazówki.

Pa!

M.
Odpowiedz
Ciut pogubiłam się w bohaterach, ale poza tym ładny urywek. Zdecydowanie zasługuje na więcej.
Takie love story mogę czytać. Było wyraziste, na pierwszym planie postawiłaś świat i fabułę.
Polecam rozpisać te historię
Odpowiedz
pkropka Hej!

Właśnie jestem na etapie przymierzania się do powieści. Technika może jeszcze pozostawia sporo do życzenia, ale tekst zawsze można poprawić, a jeśli wyjdzie gniot to od razu nie muszę go przecież wydawać. I tak sobie myślałam, że może warto byłoby użyć historii Esry i Larego jako miłego oderwania od cięższych wątków, a przy okazji ją rozwinąć. No nic, zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Dzięki za odwiedziny!

Pa!

Odpowiedz
MHSchaefer w takim razie powodzenia! Trzymam kciuki
Odpowiedz
Hej,

"...pozwalał, wciągać się coraz bardziej uniwersum fantazji." Ten przecinek po pozwalał mnie zaskoczył na wdechu...

"...drzwi z każdą chwilą przybierały na intensywności, odzwierciedlając narastającą frustrację zakończoną kopnięciem w drewnianą płytę. Po otwarciu drzwi..." - wszędzie te drzwi. Może lepiej w drugim zdaniu napisać "Po ich otwarciu..." ?

" – Będę gotowy za dziesięć minut. Idź po Igora! – krzyknął, będąc przy schodach." - będę, będąc, może za drugim razem użyć słowa np. wchodząc?

"- Są siebie warci – splunął pod kopyta szaraka." - widzi mi się kropka po warci i dalej Splunął z dużej litery,bo nie odnosi się bezpośrednio do dialogu.

"– Równie dobrze, magik sam może to zrobić" - tu też po dobrze mnie gryzie ten przecinek.

Cdn










Odpowiedz
Agnieszka Hej!
Dzięki za wszystkie wskazówki, na pewno wszystkie rozważę na spokojnie.
Odpowiedz
Ok doczytałam i, cóż,sporo się dzieje,sporo tu osób,trochę trudności zajęło mi niepogubienie się w fabule.
Widać,że akcja toczy się w uniwersum,które masz w głowie ale nie mając wprowadzenia,ciężko sobie zwizualizować pewne rzeczy.
Pomysł na opko fajny i wart dopracowania.
Pozdrowionka
Odpowiedz
Agnieszka Hej! Dzięki za odwiedziny. Cieszę się że mimo niedoskonałości opowiadanie choć trochę przypadło do gustu. Kiedyś przestanę pisać rzeczy które tylko ja rozumiem w 100%, ale ewidentnie to jeszcze nie ten dzień.
Pa!
M.
Odpowiedz
Dobry wieczór!
Właśnie ruszyło pierwsze, inauguracyjne głosowanie w czwartym sezonie Ligi TW!
Tym razem można obdarować punktami aż 7 osób!

Głosujemy tutaj:
https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?ktg=trening%2

Zapraszamy do czynnego udziału
Odpowiedz
z wykopem
Fajna historia, bogata. Trochę wylewa się poza limit, ale cóż - zaciekawiło mnie
Odpowiedz
KluczDoPiwnicy Hej!
Nie wylewa się poza limit. Mimo krwawiącego serca ciełam tak długo aż było poniżej 12 000 zzs. Nie mam pojęcia jak ten licznik liczy ale ewidentnie musi przestać brać cokolwiek bierze.
Dzięki za odwiedziny.
Pa!
M.
Odpowiedz
KluczDoPiwnicy Hej!
Nie wylewa się poza limit. Mimo krwawiącego serca ciełam tak długo aż było poniżej 12 000 zzs. Nie mam pojęcia jak ten licznik liczy ale ewidentnie musi przestać brać cokolwiek bierze.
Dzięki za odwiedziny.
Pa!
M.
Odpowiedz
MHSchaefer tak, tak - formalnie się nie wylewa. Chodziło mi o to, że czuć, że to coś większego, przyciętego do limitowych kształtów
Odpowiedz
*Canulas 27 d.
MHSchaefer zgadzam się. Ja uciąłem też ledwo, ledwo, a licznik pokazuje ponad 100znakow więcej.
Dam se jajko uciąć, że się zmieściłem, więc i Ty pewnie też
Odpowiedz
~Zdzislav 27 d.
Podłączę się. MHSchaefer, u mnie licznik pokazuje więcej znaków niż u Ciebie, a na bank się zmieściłem w limicie, bo swój tekst sprawdzałem w kilku licznikach. No nie ma bata, jak mawiają bdsm-owcy
Odpowiedz
~Adelajda 27 d.
Trochę mi zajęło, nim odnalazłam się w tym świecie. Dużo się tu dzieje, początek też nie dał żadnych wskazówek. To dobry podkład pod większą historię Potrafisz wykreować ciekawy świat i bohaterów, może warto spróbować z klasycznym wstępem, rozwinięciem i zakończeniem, skupić się na dwóch, zamiast kilku bohaterach i zakręcić ich właśnie w ten świat magii i przygód
Odpowiedz
Hej!

Ograniczanie się i kondensacja tekstu, to prawdziwe wyzwanie. Spróbuję, choć nie wiem, co z tego wyjdzie. Ale nikt nie mówił, że będzie łatwo.

Pa!

M.
Odpowiedz
~Mia123a 25 d.
z dużym wykopem
Bardzo mi się to opowiadanie podobało. Lubię takie romantyczne ale nie przesłodzone historie. Dla mnie bomba.
Odpowiedz
Mia123a Hej! dzięki za odwiedziny i cieszę się że opowiadanie przypadło do gustu.
Pa!
M.
Odpowiedz
*marok 23 d.
z wykopem
Powiem szczerze, że trochę się zamotałem w tym opku. Pewnie przez to umknęło mi sporo, ale ogólnie nie męczyłem się jakoś bardzo. Mimo sporej objętości było ciekawie
Odpowiedz
marok Hej!
Dzięki za wizytację i miłe słowo.
Pa!
M.
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.