online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
EJSKELFER wspak
>
Tagi: #TW #trening #postapo

TW#1 - CUG

 Postać: Spóźniony gość

 Zdarzenie: Tęsknota za nieistniejącym

 Efekt: 20. Twój bohater oszalał.

 

 – Tak dawno nie widziałem prawdziwego słońca… – Zrobił kolejną rundkę wkoło starego stołu zbitego z powykrzywianych desek. Od kiedy tu weszliśmy, zastanawiałam się, kto go zrobił i w jakim celu? Kto miał odwagę zatrzymać się tu na dłużej niż jedną noc.

 – Powinniśmy dziś ruszyć – rzuciłam i czekałam na reakcję.

 – Nikt nie ukradnie mi tego zapachu, mam to! – Chwycił coś niewidzialnego i zamknął w pięści. Brudne ręce ułożył wzdłuż postawnej sylwetki. Klamry przy rękawach skórzanej kurtki zabrzęczały, zahaczając o pasek w spodniach.

 Zacisnęłam na chwilę powieki. Wiedziałam, że to nadchodzi, od paru dni powtarzał kilka zdań. Na pozór nieistotnych, niemających ze sobą nic wspólnego. Musiałam przyznać, że nie byłam gotowa go oddać.

 – Wiesz, że skończyły się zapasy… – Kolejna próba, może jeszcze się ocknie, może otumaniony umysł puści go, chociaż na dzień.

 – Pokuty nie zdążę dostać, on urwie mi ten film. Zniknęły mętne usta. Mętne usta… – Powtarzał coraz ciszej. Chwycił w grube palce wstążkę. Gładził ją. Odwrócił się do mnie plecami i zaczął balansować na piętach. Szare szmaty, którymi obwiązane miał łydki, opadły. Plątały się wśród stóp. Czekałam, czy upadnie zaraz na pysk. Oczami wyobraźni widziałam, jak kwadratowa szczęka grzęźnie w warstwach kurzu. Subtelne szepty odbijały od pustych ścian. Spojrzałam w dół, przy każdym ruchu sypki piasek wzbijał się w powietrze. Uderzał w nozdrza poświatą mikroskopijnych perełek. Strugi światła wpadające przez szczeliny nadawały aury wyjątkowości tej zatęchłej chacie. Może w opowieściach byłoby to fascynujące, a nawet trąciłoby przygodą. Niestety nic z tych rzeczy. Stałam pośrodku i prawie modliłam się o lekarstwo. Prawie. Dawno przestałam wierzyć w coś więcej, boski plan nie zakładał chyba wybicia połowy ludzkości. A może?

 – Pamiętasz tego fanatyka, którego minęliśmy dwa dni temu? – zagadnęłam. – Mówił, że jest jak Noe, tylko w pustynnej wersji. To było nawet zabawne, pamiętasz? Zapytałeś, czy ma swoją arkę.

 – Miała takie mętne usta…

 Przetarłam dłońmi twarz. Wzniosłam na chwilę oczy w górę, brunatny sufit nie odznaczał się niczym, zlewał ze ścianami.

 – Idziemy – rzuciłam i pchnęłam go lekko do przodu. Wyczułam delikatny opór.

 – Proszę… – Moje ramiona ciut opadły w dół, ale zaraz potem wzięłam głęboki wdech. – Nie możemy tu zostać.

 Wolno podeszłam do okna, odchyliłam starą, brązową szmatę. Zmrużyłam oczy od blasku, za chwilę jednak przyzwyczaiłam się i z rozmysłem spojrzałam na drogę przez umierający las. Grafitowe, poskręcane konary zaczynały uwalniać drobinki. Tworzyły iluzję śniegu w środku piekielnego lata. Szare wióry tańczyły jak kopciuszek na balu. Tak było tylko rano, gdy wiatr po nocnej wichurze jeszcze nie do końca się uspokoił.

 Totalna destrukcja, a mimo wszystko uwielbiałam na to patrzeć.

 Za plecami słyszałam cały czas te same słowa, zaczynały wgryzać się w głowę. Przewiercać przez twardy pancerz czaszki. Wróciłam w kąt, gdzie spałam tej nocy. Długi płaszcz zarzuciłam na ramiona, opadł do samej ziemi. Plecak miałam zawsze spakowany, na wszelki wypadek. Podniosłam okrycie Leo. Podeszłam do niego i dłońmi sunęłam po jego rękach, ramionach w górę. Zimne. Potwornie zimne, jakby cały chłód, który zniknął z ziemi, wbił się właśnie w to ciało. Drgnęłam samoczynnie. Wolno założyłam mu ubranie, pasowałoby je wyprać, ale to luksus, na który nie mogliśmy sobie pozwolić.

 Z dziurawego skrawka materaca zabrałam scyzoryk i podniosłam zawiniątko. Oplotłam nim pas. Na karku zawiązałam końce. Zabezpieczyłam dół i okryłam szczelnie klatkę piersiową. W doszytą szlufkę z boku włożyłam nóż, który chciałam mieć zawsze pod ręką. Z nadgarstka zdjęłam rzemień i przewiązałam nim włosy. Splątane na końcach coraz mniej chciały współpracować.

 Gdyby Leo mógł coś powiedzieć, z pewnością zganiłby mnie za pomysł wędrowania w środku dnia. Nie mieliśmy jednak wyboru, musieliśmy się przemieścić. Chata na skraju lasu, przy drodze to miejsce, gdzie czeka tylko śmierć. Z głodu lub z rąk doliniarzy. Przygryzłam wargę i znów pchnęłam go do przodu, zrobił dwa kroki i stanął przed drzwiami. Uchyliłam je lekko i skuliłam się przez uderzenie gorąca. Wyrzuciłam z siebie głęboki wydech. Pieprzeni ludzie i ich eksperymenty.

 ***

 Szliśmy długo, słońce niepokojąco majaczyło nad nami. Wydawało się, że nigdy nie zajdzie.

 Kiedy ruszaliśmy, obraliśmy pewien cel. Im dalej na zachód tym miało być lepiej, chłodniej. Tak mówiono, a może to złudna nadzieja szaleńców. Dotknęłam łańcuszka na szyi. Ela umarła dwa tygodnie temu, wędrowaliśmy dokładnie tyle samo, a nie czułam różnicy. Czas wcale nie goił ran, niezmiennie jakiś ciężar tkwił mi na klatce piersiowej. Drzewa nadal się rozpadały. Nic się nie zmieniło. Z horyzontu zniknęły góry. Nadal nie było ptaków.

 Tak, to chyba ważne.

 Brak ptaków.

 ***

 Leo powłóczył jedną nogą. Zamilkł w pewnym momencie, co było jeszcze gorsze. Przekrwione i zapadające oczy odbierały mu ludzki wyraz. Stał się cieniem, pustą skorupą. Coraz częściej patrzyłam mu na ręce. Drgały. Od rana ze zdwojoną siłą dopadał go koniec.

 Za lekkim wzgórzem zobaczyłam więcej drzew. Nie były już tak rzadko rozsiane, przeplatały między sobą konary. Były też bardziej rozłożyste u góry. Zmieniały się. Podczas przystanków dotykałam ziemi, zrobiła się twardsza, bardziej zbita. Mniej sypka niż w chacie, nie uroiłam sobie tego. To dobry znak.

 Butelek z wodą mieliśmy niewiele, tylko zamoczyłam usta i resztę wsunęłam pod płaszcz.

 ***

 Wieczór nie był lepszy, nie miałam sił na próbę wydobycia racjonalnych zdań z Leo, nie chciałam już walczyć. Wydawało mi się, że jestem tylko po to, by zobaczyć, ile człowiek tragedii jest w stanie unieść. Szliśmy wolno. Znalazłam długi, twardy kij, wcisnęłam go w drżącą dłoń Leo. Zataczał się, coś ściskało mnie w żołądku, gdy na to patrzyłam.

 ***

 W oddali zobaczyłam zabudowania. Strategiczne pytanie brzmiało: Ominąć czy sprawdzić?

 Byłam zbyt osłabiona, nie mogłam nas narażać. Pociągnęłam Leona za ramię. Materiał trzasnął, ale mój towarzysz niedoli zmienił tor. Planowałam obejść obiekt górą, miałam złe przeczucie. Wiedziałam, że nieszczęścia chodzą parami. Zerknęłam do plecaka.

 – Wody nie przybędzie, głupia – warknęłam. Jednak musieliśmy zahaczyć o budynki i sprawdzić, czy cokolwiek uda się zdobyć.

 – Tylko sam skraj – rzuciłam na głos, jakbym chciała przekonać siebie.

 ***

 Nie było końca drzew, jakby wrosły w miasteczko, a to przecież niemożliwe. Chwilowe podtopienia, a potem ogromny żar od kilkunastu miesięcy, żywcem wypalał rośliny. Umierały. Nie miały możliwości rozrosnąć się, a jednak na brukowanej drodze, na środku, dumnie prężył się konar. Rósł w górę w cieniu ceglanego, wyniszczonego muru. Nie kojarzyłam gatunku, moją uwagę odwrócił Leo, który wsparł plecy na drzewie i wolno osunął się na ziemię.

 Rozejrzałam się, czekała nas zasadzka?

 Cisza aż dźwięczała w uszach. Czułam bicie serca pod płaszczem. Idąc, dłonią badałam mur. Rękawiczki bez palców zapobiegały oparzeniom. Nadal był rozgrzany.

 Budynek bez okien nie zapowiadał szczęśliwego finału poszukiwań. Zanim weszłam do środka, usłyszałam szmer, jakiś odgłos.

 Gałki oczne wędrowały od jednej strony ulicy do drugiej, szybko bez chwili zastanowienia sięgnęłam po nóż i ruszyłam w stronę Leo.

 Stąpałam cicho, stawiając kroczki zewnętrzną krawędzią stopy. Rękę wsunęłam pod ubranie.

 Nieustająca obserwacja. Między budynkami wyłoniła się sylwetka. Przełknęłam ślinę.

 Nieznajomy zbliżał się, odgarnęłam kaptur z czoła. Będzie walka? Dam radę? Muszę…

 – Eva? – usłyszałam swoje imię i ten głos…

 – Marcel? To ty? – Jego ogromna kapuza opadła. Z daleka widziałam tylko blask wysokiego czoła. Na bolące ramiona spłynęła mi ulga.

 – Dziewczyno potrafisz napędzić stracha. Myślałem, że cię nie znajdę.

 – Trzeba było zadzwonić – przyłożyłam dwa palce do policzków, udając telefon. Oboje wybuchnęliśmy śmiechem, jego zęby nadal wyjątkowo odznaczały się na tle hebanowej skóry.

 – Wszystko dobrze? – zapytał już poważnie, łapiąc mnie w ramiona. Pachniał chyba gliną. Ciasno związany warkocz na czubku głowy opadł mu do przodu.

 – Jakoś. – Uśmiechnęłam się niepewnie i wskazałam głową drzewo. Leo wpatrywał się w jeden punkt, bezgłośnie poruszał ustami. – Po stracie El zaczął wariować. Dziś dopadło go totalnie.

 – Wiesz, jak jest, wykańczamy się sami. – Pokiwał głową.

 – Trochę masz rację.

 – Schudłaś. – Przejechał kościstymi palcami pod moimi oczami, zrobiłam unik.

 – Chyba bardziej się już nie da. Jaszczurki to mało, a puszki muszę mieć.

 – Ty też jesteś ważna – zganił mnie.

 – Znalazłeś osadę?

 – Tak. – Po minie nie wyglądał na zadowolonego.

 – Bardzo źle? Nie zgodzili się na nas?

 – Momentami jakbym maczał się w bagnie bez końca.

 – Może powinniśmy szukać dalej.

 – Musimy mieć przystanek. Zgodzili się, chociaż to ten typ, że wchodzą i biorą jak swoje. Poza tym żyją jak w stajni Augiasza. – Uśmiechnęłam się półgębkiem, uwielbiałam jego porównania. Przy nim nie musiałam udawać, być silna. Akceptował moje wady. Spojrzałam w te czarne węgielki, widziałam w nich radość. Cieszył się, że nas znalazł.

 – A są jakieś wieści? Z innych stron?

 – Duża część Europy nadal zalana, gloftsztorm nie ochłodził wszystkiego, jak się spodziewali. – Wyciągnął butelkę z wodą i wcisnął mi. Z wdzięcznością pociągnęłam łyk. – Wszystkie te prądy się popieprzyły. Szczerze to chyba nikt nie przypuszczał, że będzie aż tak źle. Sześć stopni w górę.

 – Mówili o przygotowaniach na dwa, może trzy. Co teraz?

 – Nic, ponoć nadal zachód jest najlepszym wyjściem, powstały jakieś azyle, ale nikt stamtąd nie wrócił – odparł i zbliżył ręce do mojego płaszcza. – Mogę?

 – Już nie śpi – powiedziałam i uchyliłam lekko materiał. Wiedziałam, że będziemy mieć czas na dyskusje. – Naszym oczom ukazała się mała, jasna główka.

 – Cześć łobuzie, wujek znalazł nam dom. – Zniekształcając głos, wygugał do niego. Kuba spojrzał w górę i uśmiechnął się, szczerząc dwa małe ząbki.

 – To nie będzie prawdziwy dom. One już nie istnieją – mruknęłam i założyłam maluchowi czapeczkę na głowę. Stary prezent od Marcela.

 – Przepraszam, że się spóźniłem… – Dotknął lekko mojego nadgarstka, a potem spojrzał na Leona. – Jakby opanował go Venom czy inny syf.

 – Jemu już nie pomożemy. – Wolno z jego ust zaczynała spływać piana. Znów szeptał.

 – Mętne usta… Mętne usta… Ela miała mętne usta. – Z dłoni wypadła mu liliowa wstążka.

 – Jeśli chcemy zdążyć przed wichurą, musimy ruszać.

 

10574 zzs

Liczba ocen: 7
99%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~SylviaWyka
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 51

Dodano: 2021-09-17 23:28:50
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?id_watku=18
Odpowiedz
Hej!

Klimatyczne i nastrojowe opowiadanie, chociaż na mój gust trochę zbyt "leniwe". Możliwe, że gdzieś po drodze mi to umknęło i właśnie strzelę gafę, ale na mój gust zabrakło wyjaśnienia, co tak naprawdę wydarzyło się w uniwersum, że bohaterowie muszą szukać bezpiecznej przystani i walczyć o przetrwanie.

Pa!

M.
Odpowiedz
MHSchaefer Duża cześć Europy zalana, gloftsztorm nie ochłodził wszystkiego. Drastyczne ocieplenie klimatu
Dziękuję za miłe słówko!
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
z dużym wykopem
Wow, Sylvia, ależ klimat stworzyłaś! Bardzo w me gusta, świetne opisy, dużo mi się podoba w tym opowiadaniu.

"Drzewa nadal się rozpadały. Nic się nie zmieniło. Z horyzontu zniknęły góry. Nadal nie było ptaków.
Tak, to chyba ważne.
Brak ptaków"- lubię takie migawki

Dobra robota!
Odpowiedz
Ritha oo dzięki! Jest tu jeszcze w czym grzebać, ale dobrze, że jest klimat
Odpowiedz
z dużym wykopem
Z przyjemnością przeczytałem ...
Odpowiedz
behemot48 a to mi miło bardzo
Odpowiedz
Solidna historia, ładnie dałaś sygnał niespodzianki wcześniej. Lubię jak jest jakaś wskazówka, a nie zaskoczenie znikąd
Historia toczy się leniwie, ale pasuje mi to do bohaterów, którzy są na skraju sił. Było klimatycznie.
Odpowiedz
pkropka dzięki, mam plan na to i będzie trochę akcji, ale czas jest tu największą przeszkodą
Odpowiedz
z dużym wykopem
Bardzo dobre opowiadanie. Opisy sugestywne, nienużące, świetnie skonstruowane. Zbudowałaś fajny, intrygujący klimat. Czytanie takich tekstów to czysta przyjemność.
Odpowiedz
Zdzislav strasznie mi miło, dzięki ❤️
Odpowiedz
*Canulas 29 d.
z dużym wykopem
Bardzo fajnie się rozkręciło. Także plus za duży wachlarz słów.
Opko bardzo spoko, choć wygląda na wstęp do czegoś większego.
Czy usta mogą być mętne? Czy to nie domena oczu?

Odpowiedz
Canulas tak, myślę, że może to być coś większego
Szaleństwo ma swoje prawa, będą mętne Aaa co
Odpowiedz
~Mia123a 29 d.
z dużym wykopem
Porządnie napisany tekst. Płynna, nienachalna narracja, piękne opisy, wyraziści bohaterowie. Dobra robota, bardzo mi się podobało
Odpowiedz
Mia123a dziękuję
Odpowiedz
Dobry wieczór!
Właśnie ruszyło pierwsze, inauguracyjne głosowanie w czwartym sezonie Ligi TW!
Tym razem można obdarować punktami aż 7 osób!

Głosujemy tutaj:
https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?ktg=trening%2

Zapraszamy do czynnego udziału
Odpowiedz
~justyska 28 d.
Przeczytane z przyjemnością. Obrazowe opisy, wykorzystany zestaw, wszystko jest jak trzeba. Gratulacje i pozdrawiam!
Odpowiedz
justyska dzięki!
Odpowiedz
~Adelajda 27 d.
z dużym wykopem
Lekko napisane, bardzo dobrze się czyta, solidnie wykorzystany zestaw, cóż chcieć więcej
Odpowiedz
*Hiraeth 26 d.
Uszanowanko, taka mała uwaga na początek - strasznie dużo masz "się" w opowiadaniu, niekiedy czasowniki zwrotne zajmują całe akapity i troszku mnie to peszyło ;x
A tak to całkiem zacny tekst
Odpowiedz
Hiraeth oj te się deptają mi po piętach od początku :/ ogarnę Dzięki wielkie za uwagę ❤️❤️
Odpowiedz
z dużym wykopem
Cześć,
fajna historia, wydaje się pełna i jednocześnie niedopowiedziana. Kimat lekkiego postapo przypadł mi do gustu - trochę przypomina "Drogę" McCarthy'ego.

Malutkie czepiando:

"Tak było tylko rano, gdy wiatr po nocnej wichurze jeszcze szalał."
Coś nie teges ten szyk.

Pozdrawiam!
Odpowiedz
KluczDoPiwnicy „Droga” łoo ezuu to wyżyny!
Bardzo dziękuję za wpadnięcie, to zdanie faktycznie się nie klei, już w nim tu grzebałam i pogorszyłam
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.