online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
TW#2 – W imię nauki
<
TW#8 – Transfer
>

TW#1 – Dobry człowiek

 Postać: Policjant z prowincji

 Zdarzenie: Ostatni łyk martini

 Efekt: Efekt: 94. Yandere, tsundere, deredere – zapoznaj się z tymi terminami i stwórz trzy postacie, bazując na podanych typach osobowości.

 

 Jeśli gdzieś we wszechświecie istniało miejsce, w którym czas się zatrzymał, to była nim knajpa u pani Basi, w Bawidłach Małych, pięćdziesiąt kilometrów od wielkomiejskiego postępu i światłowodowych prędkości. Zagubiony wędrowiec mógłby upierać się, że czas tutaj nie tyle zatrzymał się, ile dreptał w tempie gryzącego nikotynowego dymu, który bardziej niż leniwie rozpływał się po dwóch surowych w swej aparycji salach. Przy niewielkich oceratowanych stolikach, pamiętających nieznośność peerelowskiej smuty, siedzieli mężczyźni w roboczych ubraniach ściśnięci w czworoboki. Czasem gdzieś od strony narożnika wciskał się piąty, o ile we wpraszających się dłoniach trzymał szkło wypełnione po szyjkę płynem z efemerycznym szczęściem. Kąt w mniejszej sali zajmowało kilku miejscowych chłopaków, którzy świadomi swojej mniejszości, chowali się za podwójną ścianą dymu, pokasłując przy tym dwa razy bardziej i po dwakroć bardziej ściszając głosy. Gdzieś w rogu, przy pojedynczym stoliku, niepasujący do nikogo i niczego blady mężczyzna czytał gazetę. Resztę knajpianych gości stanowili nonszalancko głośni robotnicy sezonowi, którzy zwabieni marnym zarobkiem przy zrębie, zjechali tu z całego kraju. Na stołach królowała parująca golonka i zimne nóżki w asyście butelek, kieliszków i ciężkich kufli. Przy barze natomiast siedział on, wpatrując się nieobecnym wzrokiem w świecącą pustkę lady chłodniczej.

 Edward Wójcik. Siwiejąco-łysiejący starszy aspirant z jedynego w promieniu kilkudziesięciu kilometrów posterunku policji. Jedynak w życiu, jedynak na służbie. Mimo profesji był powszechnie lubiany. Swój chłop, mówili o nim. Dobry człowiek. Teraz jednak każdy, kto przechodził obok, dostrzegał na twarzy aspiranta skumulowany smutek całego świata. Na ten widok wszyscy wycofywali się za dymną zasłonę, bo smutek zakrapiany wódką zarażał jak najpaskudniejszy wirus.

 – Niech się pan nie martwi, kochany panie Edwardzie – pocieszała właścicielka knajpy, delikatnie poklepując odpoczywającą od kieliszka dłoń mężczyzny. – Emerytura to nie wyrok, da się z nią żyć.

 – Co też pani mówi, pani Basiu? – Aspirant miał już mocno bełkotliwy głos. – Żyć? Przecież to jest moje życie. Bez niego… ech!

 – Przecież są ludzie… kobiety… – zatrzepotała niemłodymi już rzęsami – które pomogą panu odnaleźć się w nowej rzeczywistości.

 – Praca była moją kobietą, jedyną…

 – Kochany panie Edwardzie, zobaczy pan… – Poklepywanie dłoni płynnie przeszło w głaskanie. – Wszystko będzie dobrze, niech mi pan zaufa.

 – Ufam pani, Basiu. – Uśmiechnął się ciepło, z wiarą. – Zawsze ufałem.

 – No to zrobimy tak, dzisiaj zakończy pan służbę z przytupem, a jutro, z moją pomocą, zacznie pan nowe życie. Co pan na to?

 – Nie wiem…

 – Ale ja wiem. Niech pan postawi wszystkim kolejkę, rozgonimy te chmury. Ja zapłacę za połowę, a panu policzę po kosztach, zgoda?

 – Niech będzie, dziękuję.

 – To my dziękujemy. – Kobieta przechyliła się przez blat barowej lady i spojrzała policjantowi w oczy. – Zawsze mogliśmy na pana liczyć.

 – Ech, taka służba…

 – Nie. Taki człowiek. – Prawie dotknęła ustami nosa mężczyzny, po czym wycofała się, wgramoliła na taboret stojący za barem i wrzasnęła: Uwaga! Jutro pan starszy aspirant przechodzi na emeryturę. – Wzięła głęboki oddech. – Pożegnajmy go, jak należy!

 W knajpie zawrzało. Machina gratulacyjna uruchomiła dobrze naoliwione tryby i tłoki. Wydarzenia zdominował klasyczny przekładaniec okolicznościowy.

 Poklepywanie.

 Pięćdziesiątka.

 Uściski.

 Pięćdziesiątka.

 Anegdota.

 Pięćdziesiątka.

 Sto lat!

 Pięćdziesiątka…

 – A tutaj pana ulubione martini. – Właścicielka knajpy postawiła kieliszek przed policjantem, balansującym już na stołku niczym klaun-akrobata na linie. – Na koszt firmy.

 – Basiu, kochana… – Bełkoczący mężczyzna dotknął dłoni kobiety. – Mówmy sobie po imie…

 – Panie aspirancie? – Romantyczną filmową scenę brutalnie przerwał blady mężczyzna, który przez cały wieczór czytał gazetę w rogu sali.

 – Ekhm, tak? – Policjant uśmiechnął się błogo, zakładając, że to kolejny poklepywacz, z którym należy się napić.

 Mężczyzna nachylił się nad uchem policjanta.

 – Obawiam się, że wkrótce, ktoś umrze. Musi pan jechać ze mną, nie ma czasu.

 – Co u licha? Kim pan jest?

 – Opowiem po drodze.

 – Dobrze. Pani Basiu, niedługo wrócę, proszę nie zamykać.

 Ku zdziwieniu kobiety, policjant wychylił ostatni łyk martini i na miękkich nogach wyszedł z tajemniczym mężczyzną. Był służbistą i jako taki, nie potrafił zignorować żadnego, nawet nietypowego, zgłoszenia. Nawet jeśli ledwo utrzymywał równowagę. Nawet jeśli następnego dnia miał przejść na emeryturę. A może właśnie dlatego.

 Minęli służbowego Aro 246 i wsiedli do wielkiego czarnego suva.

 Po kilku minutach jazdy, pojazd skręcił w leśną, całkowicie zasypaną śniegiem, drogę, która wydawała się nie mieć końca. Wszechobecna przytłumiona biel kontrastowała z czernią wieczornego nieba, odbijając każdy strumień światła, który odważył się naruszyć nietykalność cielesną śnieżno-lodowego lustra. Aleja dominujących po obu stronach drogi wielkich sosen wydawała się zapraszać do innego świata, w którym majestat ludzkiego prawa był jedynie niewartą odnotowania egzotyką.

 – Dokąd jedziemy? – Policjant próbował zwalczyć bełkotliwy sposób artykulacji, ale przerastało to jego doraźne możliwości.

 – To niewłaściwe pytanie. – Kierowca nie odrywał wzroku od drogi. – Bardziej odpowiednie brzmiałoby: po co?

 – Więc, po co?

 – Widzi pan, wykonuję dość specyficzny zawód…

 – Mianowicie?

 – Jestem przewoźnikiem.

 – To rzeczywiście specyficzne – parsknął policjant. – Wspominał pan, że ktoś umrze?

 – Tak, rzeczywiście. Kiedy ostatnio zastanawiał się pan nad swoim życiem?

 – Panie, o co panu chodzi?! Pytałem…

 Aspirant nie dokończył, bo przy drodze, między drzewami, zauważył machającego do nich uśmiechniętego chłopca. Już sama obecność dziecka w tym miejscu, o tej porze, była podejrzana, ale fakt, że miał na sobie typowo letnie ubranie, podziałał na policjanta jak kubeł chluśniętej w twarz lodowatej wody.

 – Pamięta go pan?

 – Co?

 – Czy pamięta pan tego chłopaka?

 – Nie, chyba nie.

 – To Filip. Gdy miał jedenaście lat, ukradł ze sklepu czekoladowy batonik. Sprzedawca go złapał. Pan zapłacił za batona, a chłopaka puścił wolno, dając jedynie kuksańca w ucho.

 – Mój Boże, rzeczywiście…

 – Miły gest, przyznaję.

 – Ale przecież to… niemożliwe. – Aspirant odwrócił głowę, patrząc tępo na mijanego chłopca. – Dlaczego pan się nie zatrzymał?!

 – Ponieważ jeszcze nie dojechaliśmy do celu.

 – Celu? Panie, co tu się wyprawia? – Policjant odruchowo sięgnął do kabury, ale była pusta. Szlag, pomyślał.

 – Mieszkańcy Bawideł Małych mówią, że jest pan dobrym człowiekiem. Filip pewnie by to potwierdził, prawda?

 – Nie wiem! – warknął, czując, że właśnie wyparowują z niego resztki alkoholu.

 – A Tadek Smolarski, co by powiedział?

 Aspirant pamiętał tego typka spod ciemnej gwiazdy. Okoliczny kloszard, pozbawiony aspiracji asymilacyjnych, żyjący według własnych zasad. Zadra na zdrowym organizmie społeczności lokalnej. Niepewny, zawsze podejrzany, element. Dziesięć lat wcześniej jeden z drwali odkrył w lesie dół wypełniony oskórowanymi kocimi ciałami bez głów. Gdy odkrycie dotarło do ludzi, rozpoczęło się poszukiwanie odpowiedzialnego za rzeź zwyrodnialca. Podejrzenia padły od razu na Tadka. Ówczesny młodszy aspirant Wójcik nadał mocy powszechnym oskarżeniom i zamknął kloszarda w areszcie. Gdy prowadził mężczyznę na posterunek, kobiety opluwały go, a co bardziej krewcy młodzieńcy, grozili śmiercią. Policjant nie reagował, pozwalał trącać, popychać, uderzać aresztanta. Sam zresztą też obrzucał go inwektywami, wierząc w winę, zanim została udowodniona. Tadek trząsł się ze strachu, błagał, tłumacząc, że nie ma z tym wszystkim nic wspólnego. Nie wytrzymał presji. Następnego dnia aspirant znalazł go powieszonego na okiennej kracie.

 – Pan oczywiście wie, że z tymi kotami to nie jego sprawka? – zapytał retorycznie kierowca.

 – Człowieku, co ty mówisz?! Skąd możesz wiedzieć?! – Aspirant czuł, że zaczyna w nim płonąć ogień.

 – To chłopaki Matysiaków postanowili się zabawić. Takie tam, szczenięce wygłupy.

 – Skąd… ty… to… wiesz…kurwa?!

 Policjant nie otrzymał odpowiedzi, ale przestał jej oczekiwać, bo równie szybko zapomniał o samym pytaniu. Kątem oka wychwycił nieznaczny ruch na zewnątrz i od razu skierował tam całe skupienie. Uznał, że traci zmysły. W oddali, na gałęzi bujało się ciało wisielca. Aspirant nie rozróżniał rysów twarzy, ale i tak wiedział, kim jest ów nieszczęśnik. Samochód jechał dalej.

 – Oszalałem.

 – Słabo panu? Włączę nawiew. – Kierowca, który wyglądał na autentycznie przejętego, sięgnął do schowka po stronie pasażera i wyjął małą butelkę wody mineralnej. – Proszę, niech się pan napije. Dobrze to panu zrobi.

 – Dziękuję. – Pił łapczywie, nie przejmując się wodą, która ściekała po brodzie.

 Policjant próbował w milczeniu, racjonalnie, przeanalizować sytuację, w której się znalazł. Nie potrafił jednak zebrać myśli. Przed oczami pojawiały mu się twarze ludzi, których spotkał kiedyś na swojej drodze. Niektóre uśmiechały się do niego, mówiły, coś tłumaczyły, ale po chwili pojawiały się inne: krzyczące, płaczące, błagające.

 – Przestańcie! – krzyknął, bo czuł, że kakofonia dźwięków zaczyna rozsadzać głowę. Złapał ją obiema rękami, próbując zagłuszyć opętańcze głosy.

 – Już prawie jesteśmy, panie Edwardzie. – Kierowca zatrzymał samochód. – Jednak dalej musi pan iść sam.

 – Jak to iść, kurwa?! Zwariowałeś?! – Aspirantowi puściły nerwy. – Już wiem! To nie ja oszalałem, tylko ty!

 – Proszę… Pokonaliśmy już prawie całą drogę. To już ostatni etap. I tak musi pan przez niego przejść.

 – Etap? O kurwa, dobra, idę, jak najdalej od ciebie, świrze!

 Policjant wysiadł z samochodu i chwiejąc się, pobiegł zaśnieżoną drogą wzdłuż wiązek reflektorów. Biegł przez kilka minut, nie patrząc za siebie. W końcu zatrzymał się, bo płuca i nogi odmawiały posłuszeństwa. Zgięty w pół, oparty rękami o uda, opuścił głowę i oddychał. Najpierw szybko i płytko, potem coraz głębiej.

 Gdy podniósł wzrok, odskoczył wystraszony. Kilkanaście metrów przed nim, na środku drogi, stała kilkunastoletnia dziewczyna w niebieskiej przewiewnej sukience, sięgającej tuż za kolana. Na sukience, na wysokości narządów płciowych wykwitały czerwone plamy. Krew spływała strużkami po gołych nogach. Dziewczyna cicho płakała, wpatrując się w policjanta nierozumiejącym wzrokiem.

 – Zamknąłeś oczy… – wyszeptała. – I odwróciłeś się. Nie wydałeś ich, bo to byli twoi znajomi. Zamknąłeś oczy.

 – Boże… – Policjant upadł na kolana. Oczy nagle zapełniły się łzami, a dłonie zadrżały. – Przepraszam, przepraszam... To było tak dawno, tak dawno...

 Poczuł, jak ognisty wulkan eksploduje i wypala go od środka. Świat zawirował, wciągając mężczyznę, kawałek po kawałeczku, w spiralę nienazwanego. I wirował tak, dopóki nie zgasł.

 

 ***

 

 – To był taki dobry człowiek – łkała pani Basia.

 – Ale serce słabe – wtrącił lekarz, ściągnięty do knajpy z sąsiedniej gminy. – No i głowa też w nie najlepszej formie.

 – Jutro miał przejść na emeryturę.

 – No to przeszedł już dzisiaj – dodał sierżant z patrolu interwencyjnego. – Szkoda chłopa.

 – Nie wiem, co mu odbiło – mówiła przez łzy właścicielka knajpy. – Zawsze był oazą spokoju, taki wesoły, kulturalny… A tuż przed tym zawałem dosłownie oszalał. Gadał do siebie, krzyczał, szklanki tłukł. Nigdy nie widziałam go w takim stanie.

 – Skąd ma pani tę gazetę? – Drugi z policjantów podszedł do stolika w rogu sali.

 – Gazetę? To nie moja. Klient przyniósł. Taki wysoki, bardzo blady. Powiedziałabym, że trupio blady, ale zupełnie nie pamiętam twarzy.

 – Wydanie sprzed dziewięciu lat. Facet czytał o gwałcie na nastolatce z Dębiny. Nieprzytomną porzucono na skraju lasu, pod kapliczką, wykrwawiła się. Pamiętacie?

 – Taa, sprawców nie wykryto.

 – Wielu szeptało, że to ktoś z tutejszych, ale wiadomo, swój swojego kryje.

 – Chyba nie sądzicie panowie, że ktoś z mieszkańców…? – Właścicielka knajpy oburzyła się w stopniu, w jakim pozwalały jej na to spływające po twarzy łzy. – Pan Edward, nigdy by tak tego nie zostawił. To był dobry człowiek.

 

12484 zzs

Liczba ocen: 13
99%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Zdzislav
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 60

Dodano: 2021-09-18 09:01:52
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?id_watku=18
Odpowiedz
z dużym wykopem
Hej!

Kurcze, nie wiem, czy zrealizowałeś efekt, ale samo opowiadanie jest świetne. Przeczytałam na jednym wdechu. Zakończenie też świetnie skrojone. Podoba mi się ukazanie głównego bohatera tak niejednoznacznie.

Pa!
Odpowiedz
MHSchaefer, Cześć! Cieszę się, że się podobało. A jeśli chodzi o efekt, to po pierwsze jest świetny. Poważnie! Chyba najfajniejszy spośród tych, które dotychczas trafiły mi się w ramach TW. Po drugie, niestety, nie dałem rady poświęcić mu tyle uwagi, na ile zasługuje. Po trzecie, trzeba do niego (w mojej aranżacji) podejść z przymrużeniem oka, co nie znaczy, że zupełnie go zignorowałem. O co to, to nie Niejednoznaczne ukazanie bohatera to m.in. pokłosie efektu. Dzięki za odwiedziny. Pozdrawiam serdecznie
Odpowiedz
z dużym wykopem
Dobre… nie wiem dlaczego ale samo imię Edward już sprawia ze człowiekowi się wierzy.. a tu niespodzianka …każdy ma mroczne oblicze szybko się czytało … za szybko.. podoba mi się cała historia !!!
Odpowiedz
jacek79 Cześć! Edward to co najmniej tak samo dobre imię, jak Zdzisław, więc ono robi tutaj bardzo konkretną robotę Fajnie, że opowiadanko trafiło w gusta. Dzięki za wizytę. Pozdrawiam serdecznie
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
z dużym wykopem
Zdzichu, rozwaliłeś system, znakomity pomysł, znakomite wykonanie, chapeau bas!
Odpowiedz
Ritha, e tam, od razu "rozwaliłeś"... Uczę się od najlepszych na TW, to i efekty zaczynają w końcu kiełkować na mojej pustyni kreatywności literackiej Dzięki za odwiedziny i dobre słowa. Pozdrawiam serdecznie
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Zdzislav rozwaliłeś! Świetny tekst, pozdrawiam i ja
Odpowiedz
^Ozar 1 m.
z dużym wykopem
Ja pierd...!!! to chyba najlepszy komentarz jaki mogę napisać tak na gorąco. Znakomity tekst, coś jakbym czytał jakiegoś klasyka gatunku horroru pomieszanego z nutką kryminału. Cóż mogę dodać, chyba tylko to, że dawno już nie czytałem tu takiego czegoś, nawet bardzo dawno.
Jak by powiedział poeta "Chylę czoła przed waścią do samej ziemi"
Odpowiedz
Ozar Cześć! O kurczę, fajnie byłoby kiedyś uchodzić za klasyka. Córki by się cieszyły. Może i jakieś kupony mogłyby od tej mojej klasyki odcinać Ozar, bardzo się cieszę, że opowiadanie przypadło Ci do gustu. Dziękuję za dobre słowo. Biję pokłony! Pozdrawiam serdecznie
Odpowiedz
z dużym wykopem
Rozwaliłeś mnie
Odpowiedz
behemot48, no, nie planowałem aż tak drastycznych kroków, ale cieszę się, że tekst przypadł Ci do gustu Raz na ruski rok zdarzy mi się napisać coś znośnego Dzięki za odwiedziny. Pozdrawiam serdecznie
Odpowiedz
Ostatnia droga dobrego człowieka. Biedna pani Basia będzie musiała upolować innego chłopa.
Dobry klimat, samo opowiadanie skłania do refleksji. Człowiek jest sumą swoich czynów, ale czy można je odpokutować?
Odpowiedz
pkropka Pewnie można, ale panu Edwardowi już się to nie uda Dzięki za odwiedziny. Pozdrawiam serdecznie
Odpowiedz
~sensol 29 d.
z dużym wykopem
chyba pierwszy raz jestem u ciebie pod tekstem. i nie żałuję. całkiem dobrze się czytało. potrafisz utrzymać ciekawość czytelnika do końca. w równym tempie. i początek nie sugeruje jaki będzie koniec. gut job
Odpowiedz
~Zdzislav 29 d.
sensol, a ja u Ciebie nie pierwszy. Jakiś czas temu zostałem obdarzony zbiorem opowiadań "Bolesne disco", więc od strony literackiej nie jesteś mi całkiem obcą osobą Cieszę się, że czytanie moich wypocin nie wiązało się z jakimś większym bólem Dzięki za dobre słowo. Pozdrawiam serdecznie
Odpowiedz
Smutne, ale jakże prawdziwe...tylko wyrzuty sumienia niestety nie zawsze są regułą...
Odpowiedz
~Zdzislav 29 d.
amiartist, tak, smutne i chyba bardzo... ludzkie. Dzięki za odwiedziny. Pozdrawiam serdecznie
Odpowiedz
*Canulas 29 d.
z dużym wykopem
Takie teksty mogę czytać 😏
Słowem wywijasz bezbłędnie. Konstrukcja super. Treść nie odstaje.
Jeden z szybszych koni w tym wyścigu
Odpowiedz
~Zdzislav 29 d.
Canulas, wow! Dzięki. Staram się, choć jeszcze sporo pracy przede mną. Widzę, to zwłaszcza, gdy zerkam przez płot do innych uczestników TW Dzięki za odwiedziny. Pozdrawiam serdecznie
Odpowiedz
Dobry wieczór!
Właśnie ruszyło pierwsze, inauguracyjne głosowanie w czwartym sezonie Ligi TW!
Tym razem można obdarować punktami aż 7 osób!

Głosujemy tutaj:
https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?ktg=trening%2

Zapraszamy do czynnego udziału
Odpowiedz
~justyska 28 d.
z dużym wykopem
Czytam teksty grzecznie według kolejności dodanych linków. Teraz wpadłam na faworyta. Dobrze wyważone, akcja i opisy idą w parze. Dzieje się i wszystko można sobie wyobrazić. Pomysł też super.
Gratuluję, dziękuję i pozdrawiam!
Odpowiedz
~Zdzislav 28 d.
justyska, bardzo dziękuję tak wysoką ocenę, choć przyznam, że określenia w rodzaju "faworyt" są dla mnie zawsze krępujące. Bez wątpienia wiele rzeczy w tym tekście mogłem zrobić/napisać lepiej, niemniej bardzo się cieszę, że się spodobało. Dziękuję za odwiedziny. Pozdrawiam serdecznie
Odpowiedz
*Hiraeth 26 d.
z dużym wykopem
Uszanowanko,

zacny tekst, klimatyczny i z mrocznym morałem. Wiem, że już zwrócono uwagę na efekt, ale chyba ja też tutaj mogę pokręcić nosem - tutaj i tylko tutaj, bo tak to nie ma się czego czepiać, fajna historia
Odpowiedz
~Zdzislav 26 d.
Hiraeth, kręcenie nosem jest jak najbardziej uzasadnione, bo na pewno można było zrobić to lepiej, dużo lepiej. Próbowałem efekt – skądinąd świetny – ugryźć, ale gdy zabrałem się do roboty, okazało się, że zapomniałem zamontować szczękę No i wyszło słabo, efekt to ledwie wgniotek na skórze. Ale jeśli poza tym czyta się w miarę dobrze, to i tak jestem bardzo kontent. Dzięki za odwiedziny i dobre słowo. Pozdrawiam serdecznie
Odpowiedz
z dużym wykopem
Hej, hej,

gratulacje, bardzo dobry tekst Umieściłeś tutaj taki motyw podrózy przez zycie bohatera jakby z "Opowieści Wigilijnej", okraszając go lokalnym kolorytem i złem, które kryje się pod powierzchnią jak rdza przebijająca spod nowej warstwy lakieru. Język historii pięknie oddaje klimat z nielicznymi wyjątkami (kilka uwag niżej).

"który bardziej niż leniwie rozpływał się po dwóch surowych w swej aparycji salach."
Hmmm... może "wolniej niż leniwie", no bo co to znaczy, że "bardziej niż leniwie"?

"– Etap? O kurwa, dobra, idę, jak najdalej od ciebie, świrze!"
Jakoś nienaturalnie. Marudzę, wiem... W ogóle dialog w aucie, wg mnie, do przeczytanie na głos i do zastanowienia czy wypadł naturalnie... Dla mnie trochę za dużo didaskaliów.

Pozdrawiam!

Odpowiedz
~Zdzislav 24 d.
KluczDoPiwnicy, dzięki za dobrą ocenę i uwagi. Przeczytam sobie jeszcze raz, na spokojnie, dialog w aucie. Może i masz rację Dziękuję za odwiedziny. Pozdrawiam serdecznie!
Odpowiedz
z dużym wykopem
Uwielbiam „Opowieść Wigilijną” więc od razu przy chłopcu zaświeciły mi się oczy. Do samego końca było już wyśmienicie. Genialnie napisane, ja tu nie od literek, a od emocji i tych dostałam cały worek!
Odpowiedz
~Zdzislav 24 d.
SylviaWyka, super, że opowiadanie przypadło Ci do gustu i wywołało emocje. To chyba najlepsza nagroda dla autora (nie licząc oczywiście pokaźnej sumki za sprzedaż praw do ekranizacji ). Dziękuję za odwiedziny. Pozdrawiam serdecznie
Odpowiedz
*marok 23 d.
z dużym wykopem
Nooo,powiem Ci że widać tu pewny pomysł i pewne wykonanie. Od początku do końca historia płynie. Jedno wynika z drugiego przez co cały tekst jest równie interesujący. Bardzo dobra robota.
Odpowiedz
~Zdzislav 22 d.
marok, cieszę się, że tekst dał radę. Sam nie wiem, jak to jest, że raz wychodzi lepiej, a raz gorzej. Kolejny będzie pewnie do bani. Dzięki za odwiedziny. Pozdrawiam serdecznie!
Odpowiedz
~Adelajda 23 d.
z dużym wykopem
Świetne opowiadanie. Wciągające i coraz to bardziej zapadające w głąb człowieka. Skojarzyło mi się trochę z Opowieścią Wigilijną, jednak na szczęście poszedłeś w zupełnie innym kierunku. Super.
Odpowiedz
~Zdzislav 22 d.
Adelajda, Dziękuję! Zawsze miło czytać takie słowa. Emocje są bardzo ważne w każdej opowieści, ale nie zawsze udaje się je wycisnąć. Jeśli tym razem ta sztuka mi się udała, to jestem przeszczęśliwy. Dzięki za odwiedziny. Pozdrawiam serdecznie!
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.