online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
Myrsky cz. 7
<
Miłość zza szyby – miniatura
>

TW # 1 – Pogawędki z diabłem

 Postać: Chłopak spod latarni

 Zdarzenie: Pogawędki z diabłem

 Efekt: Efekt: 47. Jedna z postaci jest niesamowicie infantylna i ma obsesję na punkcie bajki z dzieciństwa.

 

 

 Noc wypchnęła Alberta na dwór. Jakby zabraniała mu patrzeć na cierpienie matki albo zwyczajnie wykorzystywała okazję, by pobyć z nim sam na sam. Noc lubiła Alberta, a Albert lubił noc, oboje nie znosili słabości.

 Niebo było bezchmurne. Chłopiec szedł po krawężniku, pogwizdując wesoło. Strach nie szedł za nim, ale zawsze kręcił się gdzieś obok jak żona po czterdziestu latach małżeństwa obok znudzonego męża. Albert czasem oglądał się za siebie i uśmiechał pod nosem, jakby chciał powiedzieć: „no chodź, chodź”, aż można było sobie wyobrazić pluszowe lęki merdające ogonem, gotowe do wykonania polecenia.

 Droga mijała szybko. Cel rósł w oczach, raził żółtym światłem, odstraszał i przyciągał jednocześnie. Chłopiec spoglądał na latarnie pustym wzrokiem. Czerń oczu zdawała się pochłaniać światło, tłamsząc je gdzieś w środku. Było bez znaczenia. Tak samo, jak miejsce. Wiele rzeczy nie miało dla niego znaczenia. Wiedział tylko, że za chwilę oprze się o metalowy słup i szczupłymi palcami przeczesze gęste, blond włosy, oprze głowę i będzie czekał. Długość czekania też nie miała znaczenia.

 Nigdy nie wiedział, kogo spotka, ale było mu wszystko jedno, byle zapłacił. Byle dał mu trochę czasu, który upychał w malutkich flakonikach, brzęczących jak grzechotki, a może kajdany?

 – Cześć mały – zabrzmiało powitanie, wydobywające się z czarnego forda.– Ile masz lat?

 – A ile byś chciał, żebym miał?

 – Załóżmy, że jesteś pełnoletni.

 – Świetnie – powiedział Albert i wsiadł do samochodu, zajmując przednie siedzenie. – Gdzie chcesz jechać? – zapytał, ale nie dostał odpowiedzi. Nie naciskał. Takie sytuacje zawsze wyjaśniały się same.

 – Ile bierzesz? – mężczyzna zapytał po chwili jazdy.

 – To zależy… – Albert był jakby nieobecny, malował palcem po szybie, próbując dopatrzyć się gwiazd w ciemności pomiędzy światłami latarni. Chwilę jechali w zupełnej ciszy, gęstniejącej i oblepiającej samochód od wewnątrz. Kierowca uchylił okno i rozluźnił krawat.

 – Spójrz. Słyszysz? Spójrz na mnie. – Chłopiec dojrzał błysk lewym kątem oka, ale nie odwrócił głowy od okna. – To koniec, mały. Jedziemy na posterunek.

 – Nie wiedziałem, że odznaki tak błyszczą – ożywił się w końcu. – Długo będziemy jechać? Nigdy nie byłem na posterunku.

 Policjant zmarszczył brwi. Spodziewał się krzyku i płaczu, może nawet próby ucieczki. Nie pierwszy raz zawijał małolata z ulicy, ale nigdy nie widział, by ktoś zachowywał się tak beztrosko.

 – Długo, jestem już po pracy – zmierzył wzrokiem pasażera, próbując go odczytać. Odruchowo przygryzł wargę.

 – A ma pan broń? Taką prawdziwą?

 – Tak, mam.

 – A zabił już pan kogoś?

 – Nie, ale jak się nie zamkniesz, to będziesz pierwszy.

 – Nie będę… – odpowiedział przekornie, znów wbijając wzrok w widok za szybą. Uliczne lampy już nie przeszkadzały w obserwacji gwiazd, w ich miejsce pojawiły się wysokie drzewa, a to oznaczało, że posterunek policji pozostawał daleko za nimi. – Ma pan dzieci?

 – Tak, dwoje.

 – Są pewnie już dorosłe.

 – Aż tak staro wyglądam? – zaśmiał się mimowolnie i znów przygryzł wargę.

 – Nie, ale skoro mnie pan zabrał z ulicy, to pewnie…

 Policjant zacisnął ręce na kierownicy i przełknął ślinę. Żyła na czole uwypukliła się, nadając jego twarzy zupełnie nowy wyraz. Był jak robaczywe jabłko odwrócone zepsutą stroną do dołu, a Albert właśnie je podniósł.

 – Wie pan, tak sobie myślę, że to może dobrze, że to pan mnie dziś zabrał. Czuję się bezpieczny.

 – Tak? Dlatego, że jestem policjantem? – znów uśmiechnął się łagodnie.

 – Dlatego, że ma pan dzieci i pan wie, jak to jest z dziećmi. Prawda? Jestem pewny, że pan… A właśnie, jak pan ma na imię?

 – Antoni, mam na imię Antoni – odpowiedział nerwowo i znów zacisnął ręce na kierownicy. Spojrzał ukradkiem na chłopca. Nagle wydał mu się jakby starszy, poważniejszy, a jednak wciąż delikatny. Nie chciał patrzeć, ale nie potrafił się powstrzymać, Albert niewątpliwie miał w sobie coś magnetyzującego.

 – Antoni i Albert w ciemnym, ciemnym lesie. Brzmi jak z bajki, nie sądzi pan?

 – Nie. Nie prowokuj mnie. Pamiętaj, że mam broń – odparł, siląc się na bycie groźnym, ale głos mu zadrżał.

 – Wiem, ale to nie ja dziś zginę – odpowiedział beztrosko, chuchając w szybę. Jednym ruchem narysował serce. – Tak mówią czasem w westernach. Ogląda pan westerny?

 Antoni nie odpowiedział. Zakręciło mu się w głowie, przypomniał sobie wspólne wieczory z synami, kiedy żona wyjeżdżała na delegacje. Wtedy zawsze oglądali westerny… Ale to niemożliwe, żeby o tym wiedział. To tylko dzieciak, zwykła mała ciota z ulicy. Nic nie może wiedzieć. To nawet nie dziecko, to zwykły, jednorazowy towar. Nic więcej.

 Jechali długo, jakby oboje nie chcieli się zatrzymywać. To mogłoby oznaczać koniec drogi. Nikt nie chce kończyć podróży nocą, kiedy złe przeczucia kładą się na karku zimnym potem. Jednak Antoni czuł, że ze zmęczenia i napięcia zesztywniały mu plecy. Musiał rozprostować kości i odprężyć mięśnie. Zjechał w pierwszą leśną ścieżkę, jaka się napatoczyła.

 – Jesteśmy na miejscu? – chłopiec zapytał cichym głosem i jakby zmalał w fotelu. Nagle wydał się kruchy i niewinny.

 – Muszę odpocząć – odpowiedział, rozcierając dłonie o uda. – Widzę, że się boisz. Nie musisz. Nie stanie się nic, co już się wcześniej nie wydarzyło.

 – Trochę się boję. Nie lubię, kiedy ktoś kłamie. Tatuś często kłamał. Dlatego mama jest teraz chora.

 – Ale ja nie kłamię. Po co miałbym kłamać. Sprawa jest jasna. – Uśmiechnął się krzywo jak złośliwy klaun, wysoko unosząc brwi.

 – Kłamiesz. Nie masz już dwójki dzieci. Jedno zabiłeś. Dlatego w samochodzie masz zdjęcie tylko starszego syna. Na żywego nie możesz patrzeć?

 Policjant zamarł. Już nie wiedział z kim ma do czynienia. Miał wrażenie, że twarz chłopca zmienia się, mutuje, balansując pomiędzy dorosłością a dziecinnością. Obraz zamazywał się i zniekształcał jak krajobraz oglądany zza brudnej szyby w deszczowy dzień. Skąd ten mały może to wiedzieć? Przed oczami stanął mu Adam. W dniu, w którym się powiesił, mówił o wybaczeniu, ale nie zapomnieniu. To tak jakby sam Antoni przygotował szubienicę dla syna. Nagle to zrozumiał. Poczucie winy stało się obezwładniające, wszechobecne, w jednej sekundzie pochłonęło cały świat.

 Albert z satysfakcją obserwował dynamiczne zmiany na twarzy policjanta i uśmiechnął się na widok łez, zbierających się w kącikach jego oczu.

 – Bawi cię to gnojku? Skąd tyle wiesz?! No już, gadaj, albo cię rozwalę!

 – Zgaduję i widzę, że miałem rację od początku. – Albert nachylił się ku swojemu rozmówcy. – Jesteś tchórzem – wyszeptał.

 Antoni nie wytrzymał. Wyciągnął zręcznym ruchem broń i wycelował w głowę chłopca.

 – Daj spokój. Przecież to nie mnie chcesz zabić. To by nie miało sensu. Wyrzuty sumienia, krew na rękach, problem z ciałem no i jeszcze twoja żona. Gdyby wiedziała, dlaczego pierworodny odebrał sobie życie… Jej słabe serce mogłoby tego nie znieść. Mąż pedofil i morderca zabija małego pedzia zebranego z ulicy. Jesteś żałosny.

 Ręce Antoniego drżały. Nie panował nad sobą. Ten mały chłopiec za jednym zamachem zgarnął wszystkie jego pionki i wrzucił na samo dno szamba, aż poczuł smród. Smród rozkładu własnego, marnego istnienia.

 Albert niewzruszony wysiadł z samochodu.

 – Zostawiam cię na chwilę. Widzę, że potrzebujesz samotności. – Trzasnął drzwiami i stanął przed maską odwrócony plecami. Policjant wciąż w niego celował. Miał go jak na dłoni. Wystarczyło pociągnąć za spust i pozbyć się gnojka. Znał już cenę zapomnienia.

 Wokół panowała niemal doskonała cisza. Wiatr jakby wstrzymał oddech i nawet gwiazdy wolniej migotały. Jedynie księżyc oświetlał tych dwoje nieznajomych ciekawy dalszych wydarzeń.

 Strzał. Ptaki odleciały z pobliskich drzew, trzepocząc głośno skrzydłami. Zagubiona mysz wybiegła w pośpiechu spod samochodu. Sprawniejsze oko wychwyciłoby też zapewne niepozorną grupę karaluchów, maszerujących pośpiesznie brzegiem ścieżki. Gdy wystrzał wybrzmiał, znów zapadła cisza, zagęstniając mrok.

 Chłopiec nawet się nie odwrócił, wiedział, że za jego plecami siedzi policjant o imieniu Antoni z dziurą w głowie. Uśmiechnął się, ściskając w ręce mały flakonik i odszedł, zwyczajnie jak odchodzi się z przystanku autobusowego.

 Nad ranem dotarł do domu. Stanął w progu sypialni matki. Oparty o futrynę przeczesał palcami włosy.

 – To ty?

 – Tak to ja.

 – Synku, masz?

 – Kiedyś faktycznie byłem twoim synem. Małym i słodkim, ale po transakcji… – mówił spokojnie, bawiąc się flakonikiem w dłoniach. – Pamiętasz? Tej, gdzie była mowa o ratowaniu twojego życia i oddaniu wszystkiego w zamian…

 – Co mówisz, synku. Byłam w rozpaczy. Umierałam…

 – Byłaś na głodzie. Sprzedałaś swojego syna, za przerwę w tej rozpaczy. Jesteś żałosna.

 Po tych słowach rozbił zdobyty flakon o podłogę. Matka spojrzała w jego stronę, ale zrozumiała, że to nie mały Albert. W tamtej chwili stał przed nią ktoś obcy. Nie chciała go rozpoznać. Zakryła twarz dłońmi i zaszlochała.

 – I pamiętaj, ze mną się nie negocjuje.

 

9164 zzs

Liczba ocen: 7
98%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~justyska
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 55

Dodano: 2021-09-19 21:02:59
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?id_watku=18
Odpowiedz
*Ritha 29 d.
z dużym wykopem
Świetny, klimatyczny, demoniczny tekst! Kapitalnie wykorzystany zestaw, brawo!
Odpowiedz
~justyska 29 d.
Ritha dzięki piękne
Odpowiedz
Dobry wieczór!
Właśnie ruszyło pierwsze, inauguracyjne głosowanie w czwartym sezonie Ligi TW!
Tym razem można obdarować punktami aż 7 osób!

Głosujemy tutaj:
https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?ktg=trening%2

Zapraszamy do czynnego udziału
Odpowiedz
*Canulas 29 d.
z dużym wykopem
Jeden z Twoich najlepszych tekstów, kapitalny klimat. Papier przyjmie, jak swoje
Odpowiedz
~justyska 28 d.
Canulas dzięki, oby przyjął. Tekst pisany dosłownie z rodziną na głowie, więc cieszę się podwójnie, że wyszłam z opresji na tarczy
Pozdrawiam
Odpowiedz
~Zdzislav 29 d.
z dużym wykopem
Zbrodnia i kara w klimatycznym, piekielnym sosie. Rozmowa w samochodzie daje do myślenie. Czytelnik zastanawia się, kto tu jest "prawdziwym" diabłem i wcale nie chodzi o przynależność rodową z racji urodzenia. Bardzo dobre opowiadanie.
Odpowiedz
~justyska 28 d.
Zdzislav dzięki, miałam nadzieję, że czytelnika najdzie właśnie taka wątpliwość. Fajnie, że się udało.
Pozdrawiam
Odpowiedz
~pkropka 28 d.
Świetny klimat, Mroczna bajka, która pokazała zęby.
Bardzo mocne opowiadanie.
Odpowiedz
~justyska 28 d.
pkropka dziękuję, jest mi bardzo miło. Pozdrawiam!
Odpowiedz
z dużym wykopem
Pozwolę sobie… Zajebiście dobre! Proste w przekazie i słowie, nieprzekombinowane, a zwala z nóg. W pewnym momencie miałam ciary. Mój numer jeden póki co
Odpowiedz
~justyska 27 d.
SylviaWyka dziękuję za te ciary. Kurcze... bardzo mi miło

Odpowiedz
*Hiraeth 26 d.
z wykopem
Uszanowanko, takie uwagi na początek:

"– Cześć mały – zapytał głos, wydobywający się z czarnego forda.– Ile masz lat?" - w pierwszej frazie głos o nic nie pyta, tylko się wita. Zmieniłabym więc konstrukcję dialogu.

A tak zacna historia, zgrabnie napisana.
Mam tylko zastrzeżenia, co do efektu - czy naprawdę wystąpił ktoś nadzwyczaj infantylny z obsesją na punkcie bajki dzieciństwa?
Odpowiedz
~justyska 26 d.
Hiraeth witaj, cenna uwaga z tym dialogiem, jak mogłam to przegapić?
A co do efektu to ogólnie w tekście są tylko namiastki, ale efekt chyba nie obowiązkowy?:/

Odpowiedz
*Hiraeth 26 d.
justyska Nie, jest całkowicie obligatoryjny, ale jak zobaczyłam, że go wpisałaś na początku, to szukałam go w tekście ^ ^
Odpowiedz
~justyska 26 d.
Hiraeth aaa widzisz, nie pomyślałam. Skopiowałam co zostało mi przydzielone. Ok, czyli następnym razem jak nie wykorzystam efektu to go nie wrzucam na wstępie?
Odpowiedz
*Hiraeth 26 d.
justyska yep, wtedy jest jaśniej i takie jęczybuły jak ja nie smęcą
Odpowiedz
~justyska 26 d.
Hiraeth jasna sprawa )
Odpowiedz
~Mia123a 25 d.
z dużym wykopem
Wow! Jedno z najlepszych TW tej edycji. Cuuuuudo
Odpowiedz
~justyska 25 d.
Mia123a dziękuję)) I dziękuję)
Odpowiedz
z dużym wykopem
Hej,
świetny tekst, bardzo dobrze wykorzystany zestaw. Jest tutaj napięcie, jest straszność, są ciekawie poprowadzone o naturalne dialogi. Podoba mi się.
Pozdrawiam!
Odpowiedz
~justyska 23 d.
Dziękuję, bardzo mi miło
Pozdrawiam!
Odpowiedz
~Adelajda 23 d.
Dobrze napisane, fajny, mroczny klimat. Podobało mi się Pozdrówki
Odpowiedz
Adelajda dziękuję bardzo
Pozdrawiam!
Odpowiedz
Mocne, dobre, brutalnie szczere No i dobrze napisane!
Odpowiedz
amiartist dziękuję pięknie
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.