online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
Bal maturalny
<
Sztachety śmierci 2: Ostatnie spotkanie
>

TW#1 - Food Truck i pierogi

 

 Postać: Szalony kucharz

 Zdarzenie: Zlot osobliwych food trucków

 Efekt: 37. Osadź siebie w roli głównego bohatera. Niech zachowuje się tak, jak Ty byś się zachował/zachowała w danej sytuacji.

 

 

 Ostrze kuchennego noża mignęło za jej plecami w świetle księżycowego blasku. Gładka tafla jeziora stała się cichym obserwatorem kolejnego ostatniego spotkania.

 — Kiedy ruszamy? — zapytała dziewczyna, budząc uśpioną toń wodną gołą stopą.

 — Wiesz, że to nie jest proste.

 Mężczyzna wydawał się za jej plecami o wiele za dużym i za silnym kamiennym posągiem, który strzegł swoimi silnymi dłońmi przed podobnymi niewygodnymi pytaniami.

 — Nie chcę znów na ciebie czekać. Nigdy nie wracasz wtedy, kiedy cię o to poproszę. Dwa miesiące, czasem cztery. Ile teraz? Pół roku?

 — Musisz być cierpliwa. To dla mnie tak samo ważne, jak miejsce, gdzie jadę.

 Dziewczyna spojrzała teatralnie w niebo. Zasmuciła się równie sztucznie, choć w lekkim półmroku nie miał prawa tego zauważyć. Miała już nowego kucharzyka owiniętego wokół palca. Ale sztuka toczy się dalej i do ostatniego aktu musi wyglądać wiarygodnie.

 — Byłam, jestem i chcę nadal być. Ale... to jest dla mnie ciężkie, Woodrow. — Odwróciła głowę. Niepotrzebnie. Chciał, aby jej ostatnim obrazem była martwa tafla wody, pełna pustki i niezrozumienia dla jej głupiego losu, o który sama się prosiła.

 Ostrze gładko zatopiło się w szyi dziewczyny i rozpoczęto spacer od lewej do prawej, przepoławiając skórę, mięśnie, żyły i tętnice. Zgodnie z jego obawami ostatnim obrazem, jaki ujrzała, była twarz mężczyzny, którego już dawno odstawiła na boczny tor. Dwie zupełnie odrębne sztuki teatralne spotkały się ze sobą nad brzegiem jeziora. Ale tylko jedna wiedziała o istnieniu drugiej.

 

 ****

 

 Podróż dłużyła się niemiłosiernie. Zmierzał na południe rozległym stepem, mijając nielicznie stacje benzynowe z przybocznymi knajpami. Czasami miał wrażenie, że został sam na Ziemi, ale wtedy z naprzeciwka nadjeżdżał jakiś stary cadillac, albo buick i rozwiewał jego wątpliwości.

 Trochę tego ścierwa jeszcze zostało, nie musisz się obawiać.

 Jego van był leciwy jak pierwsze Game Boye i cuchnął na milę starymi skrzydełkami kurczaka w sosie barbecue. Wnętrze kumulowało wszystkie możliwe trendy stylizacyjne, jakie prześlizgnęły się w historii przez deski rozdzielcze aut wszelkiej maści. Tego roku Woodrow Kwiatkowsky podjął ważną decyzję. Postanowił, że na kolejny festy Food Truck przyjedzie z czymś wyjątkowym. W opowieściach najstarszych kucharzy, którzy gościli na festynie ludzie wręcz padali oszołomieni smakiem tego czego spróbowali. Historie te wydawały się głupie, irracjonalne. Ale ci, którzy je opowiadali, nie wyglądali jakby mieli kłamać wyłącznie dla podtrzymania publiki, jeśli nie jadłem, to czczą gadką. Dla Woodrowa najcenniejszą z nich była historia Gordona, nastolatka, który uciekł z zakładu poprawczego w Pensylwanii. Chłopak pojawił się na zlocie kilka dekad temu i nie miał ze sobą wiele pieniędzy. Właściwie miał ich tylko tyle, żeby kupić jednego burgera z vana jakiegoś podstarzałego rednecka parającego się po godzinach pracy grilowaniem doskonałej wołowiny. Kiedy chłopak spróbował jego kotleta, padł na ziemię niczym rażony piorunem. Miał atak padaczki, po którym spojrzał w stronę kucharza i próbując okiełznać szok, rzekł: Dziękuję. Chwilę później jacyś obcy ludzie zabrali go ze sobą i istniało duże prawdopodobieństwo, że wrócił do poprawczaka odsiedzieć wyrok, a tęsknota za tamtym burgerem sprawiła, że była to katorga dziesięć razy gorsza niż przed ucieczką.

 Dwie mile przed celem trafił na patrol policji. Spodziewał się ich. Festyn był wydarzeniem ogólnokrajowym. Przyciągała rzesze amatorów żarcia i kilka promili seryjnych morderców oraz gwałcicieli. Zjechał na piaszczyste pobocze, zgodnie z zaleceniami. W bocznym lusterku obserwował, jak dwójka funkcjonariuszy spacerowym tempem podąża ku niemu. Rozmawiali ze sobą i wydawali się być w doskonałych humorach. Obaj nie spuszczali rąk z pasów, na których dyndały pistolety. Opuścił szybę.

 — Na festyn? — spytał policjant prosto z mostu.

 — Zależy, kto pyta.

 — Ślepy, czy zjarany? Odpowiadaj, albo resztę pytań usłyszysz na komisariacie.

 Woodrow zacisnął dłonie na kierownicy. Facet wyglądał na coraz bardziej poirytowanego. Kątem oka kucharz zauważył, że policjant zbliżył rękę do kabury.

 — Ciężki poranek, co? Aut od cholery, wszyscy zapieprzają osiemdziesiąt osiem mil i o mało nie wyrąbią tunelu czasoprzestrzennego. Oprócz jednego.

 — Dokumenty i nie licz, że odjedziesz stąd szybko.

 — Ano właśnie. — Wyciągnął rękę w stronę schowka ulokowanego obok stacyjki. W myślach trąba powietrzna obaw szalała, rozrzucając racjonalne pomysły po wszystkich zakamarkach. — Kto wam tyle zapłacił, kutasy?

 Przekręcił kluczyk. Silnik wydawał zdławiony, ale zdrowy pomruk, po którym nastąpiło spiętrzenie konwulsji sześciocylindrowego rzęcha na gnojówkę. Wrzucił bieg lewym łokciem, pozdrawiając policjanta i łamiąc mu przy okazji nos. Facet wrzasnął z bólu. Krew trysnęła cienką wiązką hańby. Drugi, niższy stopień żółtodziób począł wyciągać broń, co przyszło mu z niewielkim na nieszczęście Woodrowa trudem, natomiast odblokowanie i celne oddanie strzału okazały się barierami ze stali. Furgonetka z nadrukiem kosmonautów w postaci burgerów z pierogami ruskimi pędziła w stronę festynu, zostawiając za sobą tylko swąd spalin i dwie dwunożne szmaty za dolara.

 

 ****

 Jak wyglądał zlot Food Truck? Jak wesołe miasteczko, które bez przerwy jest w rozpakowywaniu. Wszędzie, gdzie okiem sięgnąć furgony, ale żadnych karuzel, diabelskich młynów, gości z popcornem i watą cukrową. Zamiast nich stały pstrokate vany na ścianach pak, których wymalowane były fascynacje ich właścicieli własnymi pomysłami kulinarnymi. Od bzykających się indyków na cieście po stare dobre porachunki mafijne burgerów z zatrzęsieniem wyboru sosów i dodatków. Woodrow odebrał bilet i otrzymał dane miejsca, na którym miał stanąć. Gdy tam dotarł, cześć jego potencjalnych sąsiadów już zachęcała pierwszych przyjezdnych do skosztowania ich smakołyków. Kucharz zaparkował między furgonem z chińskimi makaronami a karawanem pogrzebowym, gdzie chuderlawy młokos z wyraźnym południowym akcentem sprzedawał tortille nadziewane ludzkimi palcami i łechtaczkami o smakach słonych paluszków lub frytek. Wyglądało to obrzydliwie, ale z jakiegoś powodu przyciągało masę męskiego narybku z karalnym wąsem pod nosami. Wszyscy oni brali zawsze wersję mieszaną, jakby łudzili się, że tak naprawdę nie jest to zasłona dymna dla ich jedynego słusznego wabika.

 — Dobry człowieku — westchnął nieco przygarbiony, ale zadbany na cerze facet koło pięćdziesiątki z kilkoma fragmentami siwizny na włosach, kiedy Woodrow przygotowywał furgon na otwarcie. — Pewnie w duchu już mnie przeklinasz, że musiałem zawrócić tyłek akurat tobie, ale jestem na tym festynie, zlocie... pierwszy raz.

 — Każdy był tu kiedyś pierwszy raz. Taka kolej rzeczy.

 — Nie w tym problem. Skusiłem się na ten festyn, bo w ogłoszeniach mieli naprawdę dobre pióro i zaciekawili mnie. Po części nie żałuję, ale... są argumenty przeciwne.

 — Jeśli nie zależy od tego życie ludzkości, niestety muszę...

 — Zależy tylko twoje i innych na tej imprezie.

 Woodrow poczęstował nieznajomego swoim firmowym, nieco morderczym i pełnym złych emocji wzrokiem. Efekt miał być przepustką do dalszej samotnie pracy przy przygotowywaniu vana. Nie potrzebował męczydupy w średnim wieku na zapętleniu przy uchu. Miał zadziwić tych wszystkich pustych, zawładniętych rządzą jedzenie najlepszych smakowitości ludzi swoimi pierogami.

 — Na żarty ci się zebrało? Idź, zatruj życie komuś innemu, mam robotę do wykonania — spławił go machnięciem dłoni, ale zanim zdążył się odwrócić dłoń mężczyzny opadła na jego bark. — Zły ruch — oznajmił twardo.

 — Musisz mi pomóc, amigo. Powiem krótko, za godzinę wszystko tu pierdolnie, a głównym epicentrum wybuchu będę ja. Noszę... w środku – pokazał na klatkę piersiową – bombę zegarową.

 Woodrow uśmiechnął się. Całkiem szczerze. Było w tym też trochę litości z czasów, kiedy poziom odchylenia od standardów społeczeństwa nie był u niego tak wyraźny.

 — Jeszcze raz powtórzę, ale bardzo powoli, dziadku. Wy-no-cha.

 Mężczyzna nie zamierzał na to przystać. Stał jak wryty z tym samym desperackim wzrokiem i trzęsącą się lewą dłonią.

 — O co ci chodzi? Jesteś od tym, co przekupili gliny, żeby mnie zatrzymać? Jeśli tak, powiedz od razu. Będę miał więcej argumentów, żeby obić ci ryj za utrudnianie roboty.

 — Jestem nią, kurwa — syknął przez zaciśnięte zęby. — Za niecałą godzinę, wszystko wyleci w powietrze i obyś w tamtym świecie umiał gotować, bo na bezrobociu długo nie pociągniesz.

 — A jak powiem, że prawie ci wierzę, to się odwalisz? Czasami mam tak, że potrafię komuś upierdolić łeb bez zapowiedzi, w międzyczasie.

 — Dziesięć mili stąd jest stary szyb kopalni. Zawieziesz mnie tam i zostawisz.

 — Chcesz wybuchnąć bez świadków?

 — Dla mnie nie ma już ratunku. Połączyli to ustrojstwo z sercem. Dezaktywacja jednego to taki sam los dla drugiego. W obu przypadkach mam przesrane, ale przynajmniej będzie głośne bum. Pomożesz mi?

 Kucharz nadal się lekko uśmiechał. Spojrzał na zegarek, a potem na ludzi chodzących od furgonów do furgonów. Apogeum jeszcze nie nadeszło. Obstawiał, że przyjdzie za trzy, cztery kwadranse.

 — Nie za darmo.

 — Mam dwie dychy.

 — Musi wystarczyć, ale pozwolisz, że przed podróżą zapobiegawczo się wysram?

 — Byle szybko. Czas goni.

 — Podobnie jak moje jelita. Czekaj tu.

 Rząd plastikowych wychodków znajdował się w jednym z rogów placu. Jak co roku śmierdziały zeszłorocznym łajnem i szczynami. Woodrow miał farta, bo gdy już miał wracać rozeźlony, że każdy wychodek jest zajęty, z jednego wyszedł otyły amator wszystkiego, co jadalne, zapewne gotowy na kolejną ciężarówkę żarcia, która trafi do jego żołądka.

 Wszedł do środka, czując w nozdrzach fetor o sile rażenia gazu bojowego. Gdy jego jelita posiadałyby zmysł węchu, prawdopodobnie dalszy proces wypróżniania przebiegłby w jego spodniach.

 — Obyś kurwa tam na mnie nie czekał — powiedział, łypiąc oczami na tekturowy rulon po papierze toaletowym.

 ***

 — Zdawało mi się, jakbym przed chwilą modlił się o to, żeby cię tu nie było — powiedział z nieukrywanym zawodem Woodrow. Kompletnie zignorował przy tym fakt, że facet-bomba stał skrępowany między pięcioma innymi facetami, o wiele szerszymi i bardziej nieogolonymi. Do tego trzymali w rękach tasaki.

 — Wspominałem ci o moich kolegach?

 — Myślałem, że jesteś bezdomny. A twoi koledzy to...

 — Zabieramy go i przy okazji ciebie. Podobno jesteś jego... wspólnikiem — orzekł jedne z nich. — Pakuj manatki kucharzyno.

 — Nie mam w zwyczaju odchodzić z pustym żołądkiem. Małe co nieco przed drogą.

 Oprawcy wydawali się zainteresowani. Dowódca przystał na propozycję, sam wyglądając, jakby nie jadł od tygodnia.

 — Na mój koszt.

 — Inaczej już byś nie żył, jełopie — zaśmiał się dowodzący, a w kanonadzie upiornie kiczowatego śmiechu wspomagało go równie upośledzona, życiowo świta.

 — Ja też dostanę jednego? — spytał człowiek-bomba.

 — Nawet gryza. W niezłe gówno mnie wpakowałeś.

 — A czas tyka. I chyba tylko ja tym wiem.

 Woodrow zignorował obawy. Miał wrażenie, że w kiblu spędził dziesięć minut, więc mieli jeszcze jakieś czterdzieści. Do szybu nie dojadą, ale jak się rozleci na pustkowiu, to też nikt nie będzie płakał. Byle z dala od ludzi.

 Przygotował kilka porcji pierogów ruskich. Dla każdego po cztery duże okazy. Wciągnęli wszystko jak sok pomarańczowy przez rurkę w gorący dzień.

 — Nie jest złe, jełopie. Nawet bym ci darował życie, ale twój wspólnik wisi nam sporo gotówki, której nie ma. Więc zamiast kasy inkasuję dwa trupy. Wybacz — skwitował, przełykając ostatni kęs.

 — Żegnajcie.

 Po chwili dowódcza szajki i reszta poczuli w brzuchu dziwne uczucie. Na początku mrowienie, a potem wzmagający się ból. Po chwili zwijali się w agonii na piaszczystym podłożu, plując krwią i trzymając się za podbrzusze, z którego zaczęła sączyć się krew. Po niej nastąpił wylew wnętrzności zmieszanych ze sobą w jednolitą breję. Nim cała jej zawartość zdążyła wypłynąć, każdy był już martwy. Woodrow patrzył na wszystko z dumą. Miał to czego chciał. Pośrednio, ale miał. Danie, które zwala ludzi znów. Dosłownie, jak Gordona z opowieści tamtego starucha.

 — I ty się nazywasz kucharzem? Otrułeś ich.

 — Uratowałem ci dupsko. Okaż więcej wdzięczności, albo będziesz kolejnym degustatorem. Ruszajmy.

 

 ****

 

 Według Raciollego, który przedstawił się dopiero gdy Woodrow zatrzymał wóz, bomba miała wybuchnąć za max siedem minut.

 — Spieprzaj stąd. Będzie gorąco — powiedział, nabierając coraz więcej smutku.

 — Nie martw się. Docisnę go jak nigdy.

 — Dziękuję za pomoc. Sytuacja trochę wymknęła się spod kontroli.

 — Bywaj. Nie znamy się dostatecznie długo, żeby skusił się na coś więcej. Obcy gość, który ma wylecieć w powietrze i ochlapać wszystko wokół... sobą. — Nieco przytłumił głos, do tej pory wyraźny, teraz jakby lekko zatroskany. Znowu ten dawny Woodrow.

 — Rozumiem, ale doceniam co mam. Nauczyłem się tego późno.

 — Jasne, trzymaj się, gdziekolwiek trafisz.

 Uścisnęli sobie dłonie. Równo sześciu minutach nastąpił wybuch. Woodrow był wtedy prawie u celu. Na zlocie pewnie słyszeli to tak samo mocno jak on.

 

 

 

13299 zzs

Liczba ocen: 6
78%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *marok
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 50

Dodano: 2021-09-19 22:44:21
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?id_watku=18
Odpowiedz
*Ritha 29 d.
z wykopem
Marok, brawo za walkę, opowiadanie mam wrażenie troszkę przepakowane, ale opisy zacne, np. tutaj:
"Jego van był leciwy jak pierwsze Game Boye i cuchnął na milę starymi skrzydełkami kurczaka w sosie barbecue. Wnętrze kumulowało wszystkie możliwe trendy stylizacyjne, jakie prześlizgnęły się w historii przez deski rozdzielcze aut wszelkiej maści"
Łap wykop!
Odpowiedz
*marok 29 d.
Ritha do niczego więcej niż do wywalenia to się nie nadaje. Taka prawda. Nie trzeba ugrzeczniać tego faktu
Odpowiedz
*Ritha 29 d.
marok ale po co ta dramaturgia, czytałam gorsze rzeczy
Odpowiedz
*marok 29 d.
Ritha żeby nie owijał w bawełnę
Odpowiedz
*Canulas 29 d.
13k ponad, ale to zjebane, bo nie każdy jest krótkodystansowcem. Sam się wyrobiłem, ale ze stratą dla opka. Tak, poświęciłem fragmenty. Uważam, że jeśli już limit, to minimum 18 (to w końcu portal literacki) + obrazki
Odpowiedz
*marok 29 d.
Canulas pewnie dałoby radę to skrócić, ale miałem już dosć tego tekstu. Jest, bo musi być, ale to najgorszy tekst tej edycji
Odpowiedz
Dobry wieczór!
Właśnie ruszyło pierwsze, inauguracyjne głosowanie w czwartym sezonie Ligi TW!
Tym razem można obdarować punktami aż 7 osób!

Głosujemy tutaj:
https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?ktg=trening%2

Zapraszamy do czynnego udziału
Odpowiedz
Hejo, początek dobry, zwiastujący coś fajnego, liczyłam na morderczą i tajemniczą podróż
Ciut mi się dłużyło, ale jakoś poszło
Jest git.

Odpowiedz
*marok 29 d.
SylviaWyka niepotrzebnie wrzuciłem Ale nie chciałem tracić punktów
Odpowiedz
marok oj przestań były zdecydowanie gorsze Opla w historii Tw
Odpowiedz
*marok 28 d.
SylviaWyka ano Ople są najgorsze, wolę polonezy
Odpowiedz
marok kuurde hahaha wiesz co się wydarzyło powinna być możliwość edycji.
Nun! Przybywaj! Ratuj!
Odpowiedz
*marok 28 d.
SylviaWyka Nun marzy teraz o lepszym świecie w łóżku. Niestety wszyscy już sie dowiedzieli, że nie lubisz Opli
Odpowiedz
marok znikąd ratunku, znikąd pomocy
Odpowiedz
*Canulas 29 d.
z wykopem
"Jak wyglądał zlot Food Truck? Jak wesołe miasteczko, które bez przerwy jest w rozpakowywaniu." - to jest przewykurwiste. I to naprawdę szczerze.

Jeszcze kilka kawałków bym wyjął, choć nie takich, jak ten.
Opko obleci.

Spoko pomysł, przepakowane opisy i miejscami infantylne, bliźniaczo brzmiące dialogi.

Nie ugrzeczniam wpisu. Mówię, jak to widzę.
Natomiast naprawdę są gorsze teksty, więc nie pękaj i nie dramatyzuj.

To jest jeden z tych brzydkich meczów, które wymęczyłeś na 1;0 w 93minucie.
Punkty są, więc za 3tyg nikt nie będzie pamiętał, w jakim stylu wpadły.

Zasłużyłeś na 1 wykop
Odpowiedz
*marok 28 d.
Canulas kto wie czy za 3 tyg tego nie powtórzę, nie chciałbym Ale cholernie źle się czuję że zaczynam ligę taką chujowizną. Dzięki
Odpowiedz
*Canulas 28 d.
marok za 3tyg będziemy jeszcze w a Kampinosie
Odpowiedz
*Hiraeth 28 d.
z dużym wykopem
Dotarłam i do pana Marudy
Opowiadanie mi się podobało - szkoda, że przekroczyłeś limit znaków, śmiało można było sporo wyciąć bez szkody dla opowiadania. Niektóre wydarzenia wydawały się dosyć... infantylne, np. otrucie tych gałganów. Albo nie byłam w stanie tego wyłapać, albo to jakiś absurd plot twist, połączony z plot armor.
Napisane zacnie, zgrabnie, byków się nie dopatrzyłam. Jest za to humorystycznie i absurdalnie.
Dialogi pocieszne, zwłaszcza w tym stylu:
— Musi wystarczyć, ale pozwolisz, że przed podróżą zapobiegawczo się wysram?

— Byle szybko. Czas goni.

— Podobnie jak moje jelita. Czekaj tu.

Takie idealne rozluźnienie atmosfery, hehe
Odpowiedz
*marok 28 d.
Hiraeth chyba ci się ocenka źle kliknęła, ale przynajmniej mam średnią wyższą. Czy to nie ironia, że w tekście który jest średniakiem nie ma zbyt wieku byków, a w tych dobrych zwykle robie je regularnie?.
Odpowiedz
*Hiraeth 28 d.
marok I już marudzi, pan Maruda ;P Czy ja wiem. Jak na moje, to nie jest "średniak" (i nie, nie jest poniżej średniej). Więc ciii, czytaj i komentuj opka innych, albo cho na partyjkę giery
Odpowiedz
*marok 28 d.
Hiraeth dobrze, nie marudzę już więc, a w gry nie umiem grać, chyba że w wojnę
Odpowiedz
~pkropka 28 d.
Hmm. Nigdy nie brać jedzenia od Maroka, zapamiętane.
Opowiadanie ładne narracyjnie. Treść niczego sobie, trochę w stylu poważnych filmów klasy c. Klimat jest, przekaz gdzieś ucieka na rzecz pokazania jak zajebisty jest główny bohater.
Odpowiedz
*marok 28 d.
pkropka nie wiem czy moim celem było pokazanie, jak zajebisty jest bohater. Raczej nie. Wyszło tak w praniu, niecelowo. Ale no, nie jestem dumny z tego tekstu. Lepiej szybko zapomnieć
Odpowiedz
~Zdzislav 28 d.
z wykopem
Bardzo spoko opowiadanie. Znakomity wstęp, mroczny, klimatyczny. Dalej zaczyna się dużo dziać. Nie wiem, czy nie za dużo, jak dla mnie. Niemniej absurdalny humor na duży plus. Ogólnie dobrze się czytało.

" — Kiedy ruszamy? — zapytała dziewczyna, budząc uśpioną toń wodną gołą stopą" – świetne.

"Ostrze gładko zatopiło się w szyi dziewczyny i rozpoczęto spacer od lewej do prawej" – u la, la

"Dwie zupełnie odrębne sztuki teatralne spotkały się ze sobą nad brzegiem jeziora." - rewelacja

Odpowiedz
*marok 27 d.
Zdzislav dzięki, w pośpiechu niestety nie zwróciłem należytej uwagi na rozłożenie odpowiednie dynamiki
Odpowiedz
z dużym wykopem
Jest w twoich tekstach coś, co lubię. Szczypta amerykańskości,humoru,cichy absurd, trochę przemocy, szalone porównania, bizarryczna zabawa słowem. Mieszanka, którą zajebiscie lubię. Wyrobiłeś swój styl.
Odpowiedz
*marok 27 d.
fanthomas dzięki za dobre słowo. Ku chwale bizarro!
Odpowiedz
~justyska 24 d.
Witaj Marok, różne, dziwne fabuły lubię, ale nie rozumiem jaki związek z pierwszą sceną zabójstwa ma resztą opka... Chyba, że coś mi umknęło? Jest ona zdecydowanie najlepsza, potem jest chaos. Mam wrażenie, że postawiłeś na efektowne opisy (dużo fajnych), ale reszta gdzieś zaginęła. To tak oczywiście, moim zdaniem...

Pozdrawiam!

Odpowiedz
~Adelajda 22 d.
z wykopem
"Dwie zupełnie odrębne sztuki teatralne spotkały się ze sobą nad brzegiem jeziora. Ale tylko jedna wiedziała o istnieniu drugiej." - to świetne

Całość nieco dziwna, zapewne nosi znamiona Bizarro, które jeszcze mało rozumiem. Taplamy się nieco w innych dziedzinach jakby nie patrzeć Zestaw też niełatwy, brawo za walkę Marok.
Odpowiedz
Hej, Man,

Całkiem spoko historia, czuć klimat Ameryki: tapicerka o zapachu sosu, amerykańscy gliniarze i śmieciowe jedzenie. Wszystko to uzupełnia człowiek bomba i szybka kupa przed wyjazdem do kopalni. Fajne to

Do czego bym się przyczepił - wg mnie tekst wymaga wygładzenia, przydałoby się kilka razy go przeczytać, poprawiać literówki i błędną auokorektę.

Pozdrawiam!
Odpowiedz
Hej!
Dobrnęłam do ostatniego opowiadania 1 sezony, może i kilka dni po terminie głosowania, ale co mi tam. Zostawiłam sobie Twój zestaw na deser, spodziewając się właśnie opowiadania w tym stylu. Jest ono pocieszne, choć całość troszku zbyt leniwa jak dla mnie. Nie, że ty jesteś leniwy, po prostu akcja opowiadania i narracja jest odrobinkę leniwą (lepiej już zamilknę, bo z każdym słowem się pogrążam ). Nie ważne. W każdym razie jestem pewna, że niektórym opowiadanie mogło siąść perfekcyjnie, bo nie ma tragedii, wbrew twym własnym słowom.
Pa!

M.
Odpowiedz
*marok 9 d.
MHSchaefer przesadny tragizm to moja specjalność
Odpowiedz
Strasznie pokręcone, jak dla mnie dzieje sie za szybko i za wiele...
Odpowiedz
*marok 9 d.
amiartist bywa
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.