online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
Dzień dobroci dla zwierząt - to dziś!
<
Pióro ostrzejsze jest od... bagnetu – Rozmowa z Navalem, byłym żołnierzem GROMu, autorem książek o tematyce wojskowej.
>

Nikt nie kocha tak, jak stary pies

 Większość osób kiedy zaczyna marzyć o psie, wyobraża sobie małego, rozkosznego szczeniaczka, harcującego po mieszkaniu. Nie wiele osób myśli o tym, że szczeniak sika, rozrabia i gryzie meble, a zanim zdążymy się nim nacieszyć, już jest dorosłym psiskiem. Nie chcę robić szczeniakom antyreklamy, ale prawda jest taka, że posiadanie ich nie jest tak kolorowe jak się wydaje. Działa to też w drugą stronę: posiadanie starego psa nie jest wcale takie straszne. A psi seniorzy zawsze mieli i mają specjalne miejsce w moim sercu, ze względu na wspomnienie moje własnej starej psinki.

 Bobę adoptowaliśmy gdy ja miałem dwanaście lat a ona około trzech. Trafiła do nas, ze schroniska, właśnie zamiast szczeniaka – wymarzonego Cocker-spaniela, bo uznaliśmy, że piesek ze schroniska potrzebuje nas dużo bardziej. Czego nie mogliśmy jeszcze wiedzieć to to, że my potrzebowaliśmy jej jeszcze bardziej niż ona nas.

 Nie była małym wesołym pieskiem, gdy ją przygarnęliśmy. Była dorosła, nieufna, wystraszona i strasznie skrzywdzona przez ludzi. Uczyliśmy się siebie nawzajem. Z dnia na dzień, tygodnia na tydzień, roku na rok. Postępy było widać na każdym kroku. Nim się obejrzeliśmy, została członkiem rodziny i było tak jakby była z nami od zawsze. Nawet mój tato, który z początku, był przeciwny psu w domu, niedługo witał się z nią jako pierwszą po przyjściu z pracy i dzielił kolacją.

 Nie będę pisał o czternastu latach, które było nam dane razem spędzić, nie starczyłoby mi na to wieczoru, ani stu następnych nocy. Napiszę o tych ostatnich, kiedy Boba była starym psem. Kiedy wyprowadziłem się już z domu i wracałem najpierw co kilka tygodni ze studiów, a potem raz do roku, z innego kraju. Moja psina natomiast czekała na mnie wiernie, i za każdym razem jak wchodziłem przez drzwi, cieszyła się tak samo, jakby nie widziała mnie piętnaście minut albo całą wieczność, bo dla psa to dokładnie tyle samo, kiedy za kimś tęskni. Nawet kiedy już zupełnie oślepła i ogłuchła, poznawała mnie na węch. Cieszyła się wtedy tak samo jak kiedy była młoda i w pełni sił. Zmuszała zjedzone artretyzmem kostki do posłuszeństwa, wstawała i witała mnie „jak się należy”, pomimo moich protestów i zaklinania, żeby leżała.

 Te ostatnie wizyty nie były łatwe. Bolały, ale nie oddałbym jednego dnia, jednego spaceru, jednej chwili spędzonej z nią, żeby tego uniknąć. Bo wiem, że nikt nigdy nie kochał mnie tak bardzo i bezwarunkowo jak moja stara psina.

 Wiadomość o jej śmierci, przyszła nagle, kiedy nie było mnie w kraju. Byłem dorosłym człowiekiem miałem już swój dom, żonę, stałą pracę, masę szalonych przygód za sobą, opinię tak zwanego „twardego faceta” i... ryczałem jak dziecko. Zanosiłem się szlochem, smarkając sobie na brodę i za nic nie mogłem przestać. Nie wstydziłem się tego wtedy, nie wstydzę teraz – straciłem członka najbliższej rodziny.

 Ze wszystkich, sił chciałem ją z powrotem; starą, chorą, głuchą i ślepą. To nie miało znaczenia. Ani to, że nie mogła się już bawić, ani że nie umiała już chodzić schodach i trzeba było ją wnosić i znosić. Umiała kochać i robiła to ze wszystkich sił, bo starym psom zostaje już tylko kochać. Aż kochać.

 Boli mnie to, w jak najdosłowniejszym znaczeniu, że są stare psiaki, które spędzają te najtrudniejsze, najbardziej bezbronne lata swojego życia, bez takiej miłości i opieki, jaką miała Boba. Bez własnych rodzin, bez buziaka w czoło na dobranoc, bez człowieka, który ułożyłby je obok siebie wygodnie na kanapie, aby wspólnie pooglądać telewizję. Mimo że, w wielu schroniskach mają doskonałą opiekę weterynaryjną, wspaniałych opiekunów dbających o ich wygody, znajomych wolontariuszy starających się dać im namiastkę rodziny… to nie to samo. A ich światło powoli gaśnie i nie ma przy nich osoby, która w pełni doceniłaby jego piękno, nim będzie za późno.

 

3799 zzs

Liczba ocen: 2
87%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Nazareth
Kategoria: wspomnienia

Liczba wejść: 17

Dodano: 2021-09-29 08:56:23
Komentarze.
zetbeka 2 m.
z dużym wykopem
Przeczytałem z przyjemnością, ale i zadumą. Taak... Właściwie nie mam nic do dodania. Dobry, wspomnieniowy, emocjonalny tekst.

Drobne uwagi do zapisu:
*Nie wiele - Niewiele
*ja miałem - miałem (wystarczy, wiadomo, że "ja"
*chodzić schodach - chodzić po schodach (literówka)
- interpunkcja mocno szwankuje, ale to zawsze można poprawić.
Odpowiedz
jacek79 2 m.
z dużym wykopem
Nie jestem miłośnikiem psów ( wole koty) ale nic to nie zmienia w obliczy śmierci pupila.. refleksyjna opowieść . Ten co nie miał zwierzaka nie „zrozumie” tekstu a Ci co „mieli (mają)” znają temat. Moje koty żyły 22 i drugi 17 lat wiec „przywiązanie” jest ogromne.
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.