online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
Mój bóg
>
Praca Wyróżniona

TW#2 Doren Matan musi umrzeć

 Postać: Prześladowany uczeń

 Zdarzenie: Inba

 Efekt: "Świat o nas zapomniał"; wykreuj wątek, który w pełni odda tę frazę.

 

 

 

  Ludzie, którzy są wyłącznie pseudonimem, mają w sobie tajemniczość oraz głębię – zostają z niej odarci, gdy tylko zdradzą prawdziwe imię i pokażą twarz. Gdy Barrett poszukiwał informacji o swoim celu, stworzył w głowie wizję mistycznej nieznajomej, objawiającej się w formie krótkich zdań i intrygujących, mrocznych obrazów. Za każdym razem widział ją inaczej.

 Osaczyła go.

 Raz była wyniosłą, smukłą kobietą o zimnej urodzie i platynowych włosach. Innym razem cechowała ją orientalna, piękna twarz, którą skrywała za długim, purpurowym wachlarzem.

 Jakże się rozczarował, gdy stanął w sypialni Doren Matan, wyciągnął pistolet i wycelował w pokraczną, łysą istotkę z bliznami na głowie. Kobieta nie miała prawej ręki i patrzyła na niego jasnymi, obojętnymi oczami. Zupełnie jakby się spodziewała. Milczała, unosząc kąciki ust w kpiącym uśmiechu.

  – Doren Matan, za działania przeciw rodzajowi ludzkiemu i zdradę własnego gatunku, skazuję cię na śmierć – rzucił Barrett i wystrzelił.

 

 *

 Doren Matan bała się życia. I miała ku temu powody. Gdy do codziennej udręki, w której była typową ofiarą, doszło słyszenie głosów oraz śnienie o przyszłości była pewna, że zwariowała. To się nie mogło dziać. Nie naprawdę.

 Którejś nocy spojrzała w niebo i zobaczyła dwa księżyce. Jeden migotliwie chwiał się, a drugi wchłaniał go, niczym żarłoczne zwierzę. Wtedy dziewczyna pomyślała, że świat nie jest prawdziwy.

 Innym razem, gdy „koledzy” ze szkoły – „w ramach żartu” – zamknęli ją w toalecie, uprzednio zabierając z torby szkicownik, dorysowując do każdej ilustracji – nad którymi siedziała tyle czasu! – multum przezabawnych kutasów i wyrywając kartki, myślała, że nic gorszego już stać się nie może.

 Mogło.

 Otworzyli drzwi, wykręcili Doren ręce i zadarli bluzkę.

 – Ale ma wymiona.

 – Co to za szmata? – Ktoś poszturchiwał jej zszarzały, sportowy biustonosz. Potem zaczęli gasić papierosy na ciele dziewczyny.

 Każdego dnia było podobnie. Utknęła w parodii świata, stworzonej przez jakiś okrutny byt, w którym poniżenie, wyzwiska i bicie było normą. Dziewczyna czasami modliła się, aby przestali. Jednak Bóg wymownie milczał, zajęty waleniem konia z myślą o cierpieniu miliardów innych istot.

 W domu Doren nie mówiła o niczym. Praktycznie w ogóle nie mówiła. Nie było komu słuchać.

 – Dlaczego po prostu im się nie sprzeciwisz? – zapytała kiedyś znajoma z klasy.

 b

 

 o

 n

 

  a

 t

 o

 

 z

  a

  s ł u

 g

 

  u

 j

  ę

 jestem gównem

 dlaczego nikt nigdy nie stanął w mojej obronie

 

 Gdy dorosła, niewiele się zmieniło.

 Tylko szepty się nasiliły. A sama Doren coraz mniej czuła się człowiekiem. Głosy mówiły, że niedługo coś się wydarzy. Więc czekała.

 Były jej jedynymi przyjaciółmi.

 Więc je pokochała.

 Znalazła pracę, w której każdego dnia gniła żywcem, pakując sterty nikomu niepotrzebnych przedmiotów. Ludzie stamtąd szybko zauważyli, że z Doren coś jest nie tak.

 Doren

 j

  e

 s

  t

 

  p

 s

  y

 c

  h

 i

  c

 z

  n

 a

 Kto raz został złamany, tego już nie da się naprawić.

 Można zakrywać blizny. Ale one nadal są.

 

 

 *

 – Zrozumiesz to później. To po prostu droga, którą musisz przejść – mówiły głosy. Droga nigdy się nie kończyła. Może dlatego Doren lubiła się okaleczać.

 Nie.

  Nie "lubiła", to złe słowo.

 Tak przywykła do bólu, że był jej naturalną reakcją na jakikolwiek stres.

 Boisz się ludzi?

 To wbij sobie cyrkiel w rękę. Rozdrap ją do krwi. Co ci szkodzi?

 przecież…

 wiesz to.

 To zostało już powiedziane setki razy, powiedz to znowu. Wykrzycz to.

 Gówno, a nie człowiek.

 Śmieć.

 Żałuję, że się urodziłaś

 Doren też żałowała. Kiedyś miała odwagę, aby przekroczyć cienką granicę między życiem a śmiercią. Ostatecznie, nawet to jej się nie udało. A po tym… już nie miała odwagi. Zimna, obojętna ciemność także zaczęła przerażać.

 

 

 *

 – Jesteś typem schizoidalnym – zawyrokowała elegancka kobieta w ołówkowej spódnicy. Odruchowo postukała długopisem w kartkę papieru, jakby chciała podkreślić, że o-o tutaj, wszystko jest napisane. – Zaburzenia schizotypowe, obejmujące poczucie derealizacji – wyliczała dalej. – Prowokujesz ludzi z własnego otoczenia, aby byli wobec ciebie agresywni.

 – Nikogo nie prowokuję – bąknęła Doren, ale tamta nic sobie z tego nie robiła. Być może właśnie dlatego konsultacje u niej były najtańsze.

 – Utknęłaś w projekcji autoagresywnej. To zapewne wynik twoich złych relacji z ojcem. – Terapeutka powiedziała to z wyraźną dumą, jakby rozwiązała niesamowicie skomplikowaną zagadkę. – Należy się sto pięćdziesiąt – dodała, zerkając na zegarek, który wybił pełną godzinę.

 Doren mogłaby przysiąc, że dopiero tu weszła. Że godzina nie mogła już minąć. Tak jak nie mógł minąć ostatni tydzień, miesiąc, rok… Wszystko się zlewało. I było tylko jednym, boleśnie rozciągniętym dniem.

 – Musisz to po prostu znieść – dodała kobieta, gdy Doren wręczyła banknoty. – Nie mam uprawnień do wypisywania recept, więc widzimy się w przyszłym tygodniu.

 Doren przeszła setki kilometrów pustki. Nie było ani początku ani końca. Nie było żadnej puenty, ani uzasadnienia cierpienia. A potem zniknęła. Świata nie obchodzą tacy jak ona; odrzuceni, niechciany, rozbici.

 – Doren, zrób to – szeptały głosy, gdy stanęła na moście. I wtedy go zobaczyła. Stał nad brzegiem rzeki, trzymając mocno za biodra wypiętą dziewczynę z podwiniętą sukienką. Mężczyzna poruszał się rytmicznie, posapując przy tym, a jego długie włosy opadały swobodnie na plecy. Doren nie widziała dobrze twarzy tamtej kobiety, ale on przez jedną, krótką chwilę był piękny. Robiący coś, specyficznego. Zakazanego. Brudnego, ale i wyzwalającego jednocześnie. Coś, czego nikt nie chciał zrobić z Doren. Gdy wróciła do klitki, którą zamieszkiwała, czuła żar. I wstyd zarazem.

 

 *

 – No, to normalne, że boli. Jakby nie bolało, to by tu pani nie było, nie? – mruknął nabrzmiały, czerwony na twarzy mężczyzna, odsuwając się od ginekologicznego fotela, na którym siedziała Doren.

 – Widzę tu coś brzydkiego. No, badania mamy, ale co ja mogę? To jest do wycięcia, a nikt pani nie wytnie. Do więzienia by poszedł. Pani młoda jest, dzieci urodzi, to wtedy się ciachnie.

 – Ale… to jest niebezpieczne?

 Lekarz parsknął, ostentacyjnie zdejmując rękawiczki.

 – No, raczej, tak. Ale ja tego nie tknę, tu jest cała macica i prawy jajnik do usunięcia. Ale ja tego nie tknę – zapewnił. – Bo wie pani, bezpłodna będzie i co?

 – Ja i tak nie chcę mieć dzieci.

 Doren pomyślała o małych, uszkodzonych istotkach takich jak ona. Takich popsutych, którym ukazano by tylko pogardę.

 – Chce, czy nie chce. Mnie to nie obchodzi. Takie jest prawo. Zresztą, co to za baba, jak nie chce?

 W domu Doren usiadła przed telewizorem i bezmyślnie patrzyła w ekran. Podbrzusze pulsowało tępym bólem, ale tak być musiało. Nie było innej drogi. Dziewczyna przypomniała sobie mężczyznę, który uprawiał seks przy moście. Dziwne. Bardzo dziwne.

 

 *

 – Boli mnie wszędzie. Nawet w miejscach o których nie sądziłam, że istnieją.

 Terapeutka zanotowała coś i znów zwróciła obojętne oczy w stronę Doren, jakby chciała zachęcić do dalszych zwierzeń.

 – Ciężko mi być. To znaczy… Sama nie wiem. Mam dość istnienia w tym świecie.

 – Chcesz popełnić samobójstwo? – Kobieta w ołówkowej spódnicy wyniośle uniosła głowę.

 – Tak. Znaczy nie, nie chcę. Ja chcę żyć. Tylko nie tu, nie tak. To wszystko jest nie takie, jakie być powinno. Mam dość. Dość samej siebie, otoczenia, tego jak to wszystko wygląda. I przede wszystkim własnej bezsilności. Boję się, że jestem zepsuta. Z drugiej strony, ja to wiem. Wiem, że kiedyś coś we mnie pękło, obumarło i nie zmartwychwstanie. Jest zgnilizną. A przez to ja nią jestem. Rozumiesz mnie, prawda? Proszę, powiedz, że rozumiesz.

 Nie rozumiała.

 *

 – Mogę zapisać panią na chemioterapię. Operacyjnie nic nie da się załatwić. To co, zapisywać na fundusz?

 Doren śmierdziała ropą i krwią, która wylewała się z jej genitaliów. Cuchnęła rakiem. Zionęła śmiercią.

 Skinęła tylko głową.

 – Dobrze, pierwsza wizyta za pół roku. Do tego czasu zalecam nasiadówki z wodą z mydłem.

 – A łyżeczkowanie? Niech pani to wytnie, jeśli trzeba.

 Kobieta uśmiechnęła się dobrodusznie.

 – Proszę pani, tu nie wykonuje się TAKICH zabiegów.

 

 *

 Jej świat także był chory. A na inny nie było dziewczyny stać.

 – Wydaje ci się, że śnisz o przyszłości. To jednak projekcje o charakterze magicznym. Twój umysł z braku bodźców, wytwarza je. Na dodatek prowadzisz monotonne życie. Podświadomie przewidujesz to, co się wydarzy, bo to samo dzieje się każdego dnia.

 Tak. Przecież to było logiczne. Głosy w głowie mówiły to samo.

 

 *

 Znowu kuliła się na szkolnym boisku, gdy okładali ją pięściami. To było zabawne, w pełni zasłużone. Ktoś wczepił gumę w długie, jasne włosy. To też było zabawne. Pozostał tylko krzyk i płacz, zlekceważone przez wszystkich. A Doren wciąż wracała do tych wspomnień.

 

 *

 – Ty pierdolony przygłupie, patrzysz w ogóle co robisz?

 Doren uniosła nieprzytomnie głowę. Ostrożnie położyła ostatni pakunek na palecie.

 – Ja pierdolę, wszystko źle. Gdzie kod? Zeskanowałaś go? A-13 odkładasz tam, czy to takie trudne? I skanuj pierdolone kody, debilu.

 – Zaniża tylko normy.

 – Takich ludzi powinno się usuwać.

 „Tak” przyznała im wszystkim rację.

 *

 Zobaczyła na ulicy mężczyznę bardzo podobnego do tego, którego widziała na moście. Bezmyślnie poszła za nim, zupełnie jakby mógłby przekazać jej tajemnicę wszechświata. Wszedł do sklepu z bronią, więc wślizgnęła się także i tam.

 – Idź żebrać gdzie indziej – warknął na nią sprzedawca. Cienkie, zaniedbane włosy, brzydki, stary filcowy płaszcz i tanie, wielokrotnie klejone buty sprawiały, że naprawdę wyglądała jak stworzenie ulicy.

 – Chcę coś kupić – mruknęła niepewnie, zerkając na nieznajomych. Obcy, za którym tu przyszła, machnął lekceważąco dłonią.

 – Roth, daj spokój, niech się gapi.

 Ktoś był dla niej miły. Ktoś nie był wrogi. To znaczyło wiele.

 Mężczyzna kupił karabin Barrett M82. Nazwa wyjątkowo wpadła Doren w ucho. Też musiała coś kupić.

 – Dla ciebie mam coś takiego – rzucił sprzedawca, pokazując malutki, tani pistolecik.

 Wzięła.

 Skoro Barrett może mieć broń, to ona też.

 

 *

 

 Czasami fantazjowała o tym, że mści się na wszystkich, którzy ją skrzywdzili. Wyciąga broń i bez wahania strzela im prosto w głowy.

  I w jednej, krótkiej chwili nie była już ofiarą.

 Kiedy indziej marzyła o tym, że zdradza ludzkość w jakiś spektakularny sposób. Jest wręcz cesarzową zła, która skinieniem dłoni posyła własny gatunek na zagładę.

 To pomagało.

 Pomagało wstać z twardego, pustego łóżka.

 Dawało siły, aby po prostu wepchnąć kawałek jedzenia do ust, ubrać się i iść tam, gdzie nikt nie chciał. Do lichej wegetacji, która zdawała się nie mieć końca.

 Ból wciąż się nasilał. Doren cały czas nosiła podpaski, które zbierały ropną wydzielinę.

 Doren

 

 ś

 

  m

 i

  e

 r

  d

  z

 i

  a

 ł

 a

 

 Nie była człowiekiem. Była odpadem.

 

 Niech ból już się skończy.

 Mam dość, naprawdę.

 To tylko kwestia czasu.

 Niech przestaną szeptać.

 Ale to osobowość schizotypowa, czego więc oczekujesz?

 To już nie jest tylko tekst.

 To prawda.

 Chcę odejść.

 Niech ktoś zetrze brud, którym jestem.

 

 Doren otworzyła oczy i zdała sobie sprawę, że już nie chce tego robić nigdy więcej. Nosiła to w sobie bardzo długo. Nie było przystojnego Barretta, ścigającego ją za zbrodnie przeciwko ludzkości, choć tak właśnie lubiła myśleć.

  Nie było nikogo ani niczego.

 Pusta droga pośrodku nicości.

 Dziewczyna wyjęła niewielki pistolecik, odbezpieczyła. Z zupełną obojętnością, martwa w środku, przyłożyła lufę do powieki.

 Strzeliła bez wahania.

 

11762 zzs

Liczba ocen: 11
87%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Hiraeth
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 139

Folder: Konkursy
Dodano: 2021-09-30 21:47:39
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?id_watku=18
Odpowiedz
z wykopem
Hej!

Jest tu wiele rzeczy, które mi się podobają i opowiadanie nie porusza kilka ważnych kwestii, więc naprawdę wywarło na mnie pozytywne wrażenie. Choć to chyba złe określenie.
Mam jedną uwagę. W tym momencie: "Należy się sto pięćdziesiąt cebulionów" po prostu poczułam zgrzytanie zębów po tablicy, jakby ktoś miętosił przeklęty styropian. Na mój gust lepiej byłoby podać prawdziwą nazwę waluty albo wymyślić coś, co nie ma takiego wydźwięku jak "cebuliony", albo darować sobie walutę i napisać "Należy się sto pięćdziesiąt". Po prostu ten krótki moment zepsuł przyjemność odbioru. Choć może się czepiam albo czegoś nie załapałam.
Pa!

M.
Odpowiedz
MHSchaefer mała poprawka. ...porusza kilka ważnych kwestii...
Nie wiem skąd wzięło się tam to "nie".
Odpowiedz
*Hiraeth 17 d.
MHSchaefer Hej, bardzo dziękuję za odwiedziny i komentarz. Te "cebuliony" miały być jednocześnie makabrycznym i humorystycznym puszczeniem oka do czytelnika, ale chyba faktycznie nie wyszło ;x Wywalam
Odpowiedz
~justyska 17 d.
z dużym wykopem
Bardzo dobre opowiadanie. Poruszajace i dogłębne. Chwilami zbyt czarno-białe, ale to tylko moje odczucie. Świetny początek wciągający czytelnika od razu w świat i odpowiedni klimat.
Podoba mi się też zapis głosów, zmusza do zwolnienia tempa.
Pozdrawiam!
Odpowiedz
*Hiraeth 17 d.
justyska Uszanowanko, bardzo dziękuję za komentarz i odwiedziny. Mi też przy pisaniu troszku trąciło zbytnią czernią, ale w sumie, żyćko też takie jest :3
Odpowiedz
!CptUgluk 16 d.
Jeden taki widzimiś mam:
"Innym razem cechowała ją orientalna, piękna twarz, którą skrywała za pomocą długiego, purpurowego wachlarza" - nie lepiej byłoby "(...) którą skrywała za długim purpurowym wachlarzem"?
Kurka, mocne, pesymistyczne i pokręcone. Podoba mi się motyw Barretta i końcówka, choć przyznam, że po przeczytaniu całości musiałem wrócić na sam początek, żeby domknąć układankę. Ale nie traktuję tego jak wady, w żadnym razie, wręcz przeciwnie. Dobry tekst moim zdaniem. Nie ma co marudzić
Odpowiedz
*Hiraeth 16 d.
CptUgluk Uszanowanko, dzięki, że wbiłeś Hm, "pomoc" wywalona. Chyba istniejemy po to, by marudzić, także tego...
Odpowiedz
*Canulas 15 d.
z dużym wykopem
Nie ma nic ponad to, że opowiadanie zapada w pamięć. No może jeszcze, że wzbudza emocje, ale tutaj idzie to w parze.
Świetne pisanie.
Kapitalny tekst.
Piszesz zbyt mało. Świat nie zasługuje na ciszę od Ciebie.
Odpowiedz
*Hiraeth 15 d.
Canulas Dzięki, że wpadłeś. Kurde, jeszcze trochę takich miłych słów, a poczuję się królową świata
Odpowiedz
~jotka 14 d.
z dużym wykopem
Dawno tu coś czytałam. Cieszę się, że padło na Twój tekst.
Świetny.
Odpowiedz
*Hiraeth 14 d.
jotka Bardzo mi miło Dziękuję!
Odpowiedz
~Mia123a 14 d.
z dużym wykopem
Kurde, mogłam sobie z rana coś lżejszego poczytać 🙄 Chyba się nie spodziewałam, że to będzie aż tak mocny i wstrząsający tekst. Noo robi wrażenie.
Wykoppy!
Odpowiedz
*Hiraeth 14 d.
Mia123a Dzięki! Faktycznie, wyszło nieco ciężkostrawnie
Odpowiedz
~Zdzislav 14 d.
z dużym wykopem
Ech, Twój tekst jest pierwszym, który czytam w tej edycji TW i - choć wiem, że to brzydko zakładać, że nic się nie zmieni - obawiam się, że nikomu innemu nie uda się odcisnąć głębszego i bardziej wyrazistego piętna w mojej psychice. Tekst-walec. Przejechałaś po mnie i zostawiłaś czerwoną plamę. Przeczytałem jednym tchem. Bardzo, bardzo dobre. Dałbym co najmniej mega wykop (+5), ale nie ma.
Odpowiedz
*Hiraeth 14 d.
Zdzislav Kurde, Zdzichu, jesteś zbyt łaskawy Bardzo dziękuję
Odpowiedz
^Ozar 13 d.
z dużym wykopem
Twój tekst czytałem kilka razy i nie dlatego żebym go nie rozumiał, a dlatego że w większości jest mi bliski, nawet powiem więcej jest w bardzo dużym stopniu opisem mnie, moich przeczuć, tego co czuje, jak postrzegam swoje jestestwo itd.
Piszesz „jestem gównem, czemu nikt nigdy nie stanął w mojej obronie” (tu raczej bym dał dlaczego) – znam takie uczucie, często mnie dopada.
Piszesz "Kto raz został złamany, tego już nie da się naprawić. Można zakrywać blizny. Ale one nadal są" – prawda. Jak człowieka doprowadzić do skraju i w nim coś pęknie, trudno to naprawić, samemu a kiedy nie ma pomocnej dłoni jest to praktycznie niemożliwe.
Piszesz "Gówno, a nie człowiek.  Śmieć. Żałuję, że się urodziłaś" – słyszałem takie słowa nie tylko w swoim umyśle, ale także od ludzi, tych którzy niby są moją rodziną i to najbliższą.
Piszesz "Jesteś typem schizoidalnym. Zaburzenia schizotypowe, obejmujące poczucie derealizacji – wyliczała dalej. – Prowokujesz ludzi z własnego otoczenia, aby byli wobec ciebie agresywni" – taka jest reakcja na niebyt, na niemoc itd. To może się wydawać nienormalne, ale tak jest.
Piszesz "Utknęłaś w projekcji autoagresywnej. To zapewne wynik twoich złych relacji z ojcem. – tu znowu jak mi się wydaje trafiłaś w punkt idealnie (oczywiście z mojego puntu widzenia)
"Nie było ani początku ani końca. Nie było żadnej puenty, ani uzasadnienia cierpienia. A potem zniknęła. Świata nie obchodzą tacy jak ona; odrzuceni, niechciany, rozbici" – znam te klimaty aż do bólu.
Piszesz "Ciężko mi być. To znaczy… Sama nie wiem. Mam dość istnienia w tym świecie" i dalej "Chcesz popełnić samobójstwo? - pytanie zadawane chyba wszystkim którzy są w takim stanie. Mnie też pytano. Chcieć nie znaczy móc. Nikt kto nie myślał, czy nie próbował nie wie czy da radę.
Problemem nie jest to czy chcesz, czy nie, bo zazwyczaj kiedy dochodzisz do ściany to już chcesz. Problemem ostatecznym jest tylko to "Czy Starczy Ci Odwagi" Zazwyczaj nie wystarcza, bo inaczej mielibyśmy setki samobójców dziennie w każdym większym mieście .
Samobójstwo wymaga ogromnej odwagi (oczywiście jeśli podchodzimy do sprawy na trzeźwo, bez używek wszelkiego typu).
Piszesz "To wszystko jest nie takie, jakie być powinno. Mam dość. Dość samej siebie, otoczenia, tego jak to wszystko wygląda. I przede wszystkim własnej bezsilności" – tu bym jeszcze dodał brak oparcia, miłości, zrozumienia innych (rodzina itd.)
Reasumując podałaś bardzo dobrą analizę psychiki człowieka który doszedł już do ściany, albo stoi tuż nad przepaścią. Przepraszam za tak osobiste wyznania, ale gdybym ich nie miał, to bym tego wszystkiego nie pisał.
Bardzo dobry, choć do bólu smutny tekst. Niestety czasami życie jest takie i opisywanie tego jest trudne, ale potrzebne.
Kończysz samobójstwem.
Cóż i tak czasami bywa, ale jak już napisałem stać na to niewielu, a większość kroczy w tym zalewającym ich aż po szyję bagnie licząc na cud...

Odpowiedz
*Hiraeth 13 d.
Ozar Bardzo dziękuję i za poświęcony czas, i za naprawdę mocny komentarz. Przykro mi, że miałeś podobne doświadczenia co bohaterka, ale cieszę się, że wytrwałeś. Do tego zawsze trzeba zdumiewającej siły, mimo że wydaje się, że tylko tkwi się w bagnie
Odpowiedz
z dużym wykopem
"za działania przeciw rodzajowi ludzkiego" - ludzkiemu;
"Doren lubiła się okaleczać.
Nie.
Nie lubiła, to złe słowo" - trochę inaczej bym to ujęła, ewentualnie załatwi to przecinek:
"Doren lubiła się okaleczać.
Nie.
Nie, "lubiła" to złe słowo"
albo:
"Doren lubiła się okaleczać.
Nie.
"Lubiła" to złe słowo"; - taka moja sugestia jedynie;
"Bezwiednie poszła za nim" - nie wiem, czy "bezwiednie" to dobre słowo w tym kontekście, bo zapewne wiedziała, że za nim idzie, może bardziej "Bezmyślnie poszła za nim" - bo chyba bardziej chodzi o to, że zrobiła to automatycznie, bezrefleksyjnie.
A poza tym powiem Ci, że Ty masz chyba dar z niebios albo z piekieł do opowiadania naprawdę pełnowymiarowych, poruszających historii. Uznaję Cię za mocną kandydatkę do podium, a ja się bardzo rzadko mylę!
Odpowiedz
*Hiraeth 12 d.
alfonsyna Królowa nie bez powodu jest królową. Cześć i chałwa się należą Wielkie dzięki, że wpadłaś i wyłapałaś baboki. No i za miły komentarz. Piekło się o nas upomni, więc może stamtąd ziomek łypie, gdy piszę. Jakby co, tapczan już rozłożony, także zapraszam
Odpowiedz
~sensol 10 d.
z dużym wykopem
poruszające. może dlatego, że trochę Doren może być w każdym z nas. ukrywamy to, nosimy maski. właściwie całe życie nosimy maski. zmieniamy je w zależności od sytuacji. od człowieka, z którym przebywamy. jak się odkryjemy - już po nas. szare ptaki zawsze zadziobią malowanego ptaka
Odpowiedz
*Hiraeth 10 d.
sensol Wielkie dzięki i za komentarz, i za odwiedziny. Faktycznie, sporo osób może poczuć się zagubionymi "Dorenami", których rzeczywistość przytłacza
Odpowiedz
Dzień dobry!
Właśnie ruszyło głosowanie!

Głosujemy tutaj:
https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?ktg=trening%2

Zapraszamy do czynnego udziału
Odpowiedz
z dużym wykopem
Hej, hej,

no, cóż można dodać... Mocne fest, aż za bardzo chyba. Nie ma ani iskierki nadziei. Nic tylko strzelić sobie w łeb, dobrze, że bron nie jest tak łatwo dostępna.

Mini czepiando:

"za działania przeciw rodzajowi ludzkimu"
Literóweczka.

"Innym razem, gdy „koledzy” ze szkoły – „w ramach żartu” – zamknęli ją w toalecie,"
IMHO, koleżanki lepiej by zagrały tutaj. 1. Chłopcy raczej nie robią takich rzeczy, bo są zbyt niedojrzali, a dziewczyny często dziłają na nich jak kryptonit. 2. Ta akcja wymagałaby wejście do damskiej toalety. 3. Brutalność kobiet jest bardziej oryginalna.

Pozdrawiam!
Odpowiedz
KluczDoPiwnicy Cześć, dzięki za odwiedziny i wyłapanie baboka.
Właśnie mi bardziej pasowali "koledzy" z wielu powodów, choć klasyfikacja dziecięcej przemocy nie jest czymś, czym chcę się zajmować. Wejście do damskiej toalety/wepchnięcie dziewczynki do męskiej, to małe piwo wobec skali brutalności, która ma miejsce w szkołach
Odpowiedz
Hiraeth pewnie tak, moje subiektywne odczucie, Twoja decyzja
Odpowiedz
Hiraeth jeszcze dodam, że super ten pisany w dół tekst wygląda, wprowadza faktycznie taki inny poziom komunikacji, zrobiło to na mnie wrażenie, dobra robota!
Odpowiedz
Obrzydliwie prawdziwy tekst. Podałaś na tacy jak okrutny potrafi być świat, do tego zrobiłaś to niesamowicie obrazowo.
Mocna rzecz
Odpowiedz
pkropka Dzięki Doren zajmuje szczególne miejsce w moim serduszku, także niejako cieszy mnie, że inni też mogli ją dostrzec
Odpowiedz
z dużym wykopem
Pełnokrwiste mięcho. Dobre opko, klimat jak w filmie Joker. Mrocznie i dobrze napisane.
Odpowiedz
Adelajda A dziękuję, też mi się trochu z Jokerem kojarzyło. Inspiracja była
Odpowiedz
Mocny tekst. Smutny koniec, ale inaczej nie mogło się skończyć.
Odpowiedz
MagdalenaElJot Dzięki. Tak, właśnie taki był zamiar od samego początku
Odpowiedz
^Ozar 5 godz.
Hiraeth MagdalenaElJot
Panie wybaczą ale nie zgodzę się z waszymi przemyśleniami. Niestety lub stety w takich stanach o których pisze autorka wszystko nie kończy się w większości samobójstwem. To, co piszecie – wybaczcie – to dywagacje stricte akademickie. Znam te klimaty, ale zanim się odniosę trochę statystyk. Kiedy tak mówiąc kolokwialnie człowiek dochodzi do ściany oczywiście myśli o samobójstwie. To prawda. Jednak ten czyn wymaga wierzcie mi ogromnej odwagi a tej prawie zawsze brakuje. W zależności od źródeł od 90 do 95% ludzi nie odważa się na to. Brak im odwagi.
Znakomita większość siedzi w swoim bagnie i pogrąża się w nim coraz bardziej, tracąc nadzieję i sens życia. Zazwyczaj nie dostają pomocy z zewnątrz od nikogo, bo są traktowani albo jak wariaci, albo jak ludzie którzy gdzieś tam zboczyli z jasnej drogi i zmierzają w ciemność. Efekt jest taki sam. Tu od razu uwaga bardzo prozaiczna. Przy takich stanach pomoc jest znikoma, iluzoryczna, bo człowiek staje się czymś w rodzaju wroga ludu (także rodziny). Większość społeczeństwa nie wie, co to depresja i zazwyczaj kojarzy im się albo z tumiwisizmem, albo z jakimiś wymysłami chorego.
Reasumując samobójstwo jest wyjściem, to prawda, ale tylko dla „wybranych” , reszta zapada się coraz głębiej i głębiej tonąc w swoim i tylko swoim świecie. Warto to wiedzieć, bo co innego dywagacje akademickie, a co innego doznania prawdziwe. Wierzcie mi, że rzeczywiście czasami targnięcie się na swoje życie jest sensowne i jedyne, choćby dlatego że otwiera oczy wszystkim tym, którzy patrzyli na ciebie jak na dziwaka, czy wariata. Niestety nie jest to łatwe. Znacznie gorsze jest takie życie, które nas niszczy każdego dnia i my o tym wiemy, ale nie mamy odwagi na ten akt ostateczny, który być może zakończyłby takie chore życie.
Odpowiedz
*Canulas 3 godz.
Ozar bardzo ciekawy, przemyślany wpis. Trza Ci oddać, że jak się wkręcisz, nie oszczędzasz klawiatury
Odpowiedz
^Ozar 2 godz.
Canulas Nie łatwo pisać o takich klimatach, bo to sprawy bardzo osobiste, ale kiedy przechodzisz takie coś sam masz swoje przemyślenia i to nie akademickie, ale własne wynikające z życia. Jednak czasem warto jak mi się wydaje podzielić się z innymi wrażeniami z takiego stanu. Może komuś to pomoże, albo chociaż uzmysłowi gdzie jest i co przed nim. Wyjście jest, ale wymaga po pierwsze silnej wili, a po drugie wytyczenia sobie jakiegoś celu (o pomocy z zewnątrz nie pisze, ale oczywiście jest bardzo pomocna, choć rzadko jej doświadczamy). Ja powoli wychodzę z dołka i dlatego o tym pisze.
Odpowiedz
^Ozar 2 godz.
Ozar silnej woli miało być
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.