online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
Krótka opowieść o Projektancie
<
Myrsky cz. 8
>

Opis:

To był bardzo trudny zestaw, ale się nie poddaje. Postać może nie jest zabójczo przystojna, ale całkiem, całkiem:)

TW # 2 Definicje miłości

 Postać: Zabójczo przystojny dziad

 Zdarzenie: Panika na przyjęciu dla dzieci

 Efekt: Główny/a bohater/ka jest zauroczony kimś tej samej płci.

 

 

 

 – Nigdy nie zapytałeś, czy mam coś do ukrycia. Dlaczego?

 – Dziwne pytanie.

 – Czyżby?

 – Znamy się wiele lat. Jesteś mi bliski jak nikt inny. Jeśli coś przede mną ukrywasz, to wierzę, że masz ku temu poważny powód. Szanuję to.

 Władek jedynie odchrząknął, wykrzywiając przy tym usta i spojrzał jakby podejrzliwie na pomarszczone dłonie. Były dla niego symbolem upływającego czasu, którego nie mógł wstrzymać, będąc w bezruchu, ani cofnąć w podróży. Czasem bardzo się bał, że nie zdąży znaleźć wszystkich odpowiedzi. A pytań przybywało, każdego dnia. Było to jak układanie puzzli na czas, bez świadomości, że kilka z nich leży sobie spokojnie pod dywanem tuż u samych stóp. Nie chciał odchodzić, pozostawiając niedokończony obrazek. To nie miałoby sensu. Wszystko albo nic. Niekompletne idzie na odrzut, tak mawiał. Nikt się nie spodziewał, że miał też na myśli własne życie.

 Mimo siedemdziesiątki na karku i wielu zgromadzonych doświadczeń wciąż rozpatrywał definicję miłości. Pragnął zbudować swoją, by móc się nią podzielić. Zostawić po sobie mądre słowo, jako spadek pokoleniowy. Spoglądał na dwadzieścia lat młodszego Grześka i próbował zrozumieć, dlaczego przy nim trwa. Dlaczego ufa? Przecież skłamał wiele razy, był próżny, czasem wręcz okrutny. Ktoś mógłby powiedzieć, że to taka pieska miłość – za ciepły kąt i pełną michę. Ale to nie to. To nie mogło być to. W jego oczach zawsze było wszystko, czego szukał. Jakby w dwóch zwykłych tęczówkach zamknięty został cały świat. I to właśnie chciał zdefiniować. Ale nie potrafił. Coś stało mu na przeszkodzie.

 – Chodźmy. – Oparł rękę na kolanie towarzysza i wstał. Ławka była bardzo niewygodna, to też potrzebował chwili na rozprostowanie kości. Mimo wieku wciąż trzymał się prosto, był dobrze zbudowany i elegancki. Wciąż przyciągał spojrzenia.

 – Dobrze, chodźmy. – Grzesiek odczekał chwilę i również podniósł się z ławki. Był mężczyzną średniego wzrostu. Jednym z tych, co nie ma problemu z ułożeniem nóg w autobusie. Lekką łysinę, zaczynającą swoją historię od czoła, próbował zatuszować, zaczesując dłuższe włosy z boków głowy. Zawsze nosił ze sobą grzebień i często go używał. Tak i wtedy poprawił uczesanie, wygładzając drugą ręką nieznośne kosmyki.

 – Daj spokój – westchnął, kręcąc głową Władek. – Lepiej byś zgolił całą tę przebierankę.

 Tym razem to Grzesiek odchrząknął i bez słowa ruszył przed siebie.

 – Nie! Idziemy w stronę rynku.

 – Dobrze, dobrze… Gdybyś mi powiedział wreszcie, dokąd zmierzamy, nie musiałbym zgadywać.

 – Łazisz za mną od lat i nigdy nie pytasz o cel. To co ci teraz szkodzi? Nie pójdziesz ze mną w ciemno? – Władek uśmiechnął się ciepło, unosząc wysoko brwi.

 – Wiesz, że pójdę.

 Jednak tym razem było inaczej. Grzegorz podskórnie wiedział, że to nie jest zwykły spacer. Ewidentnie czuł zapach nieoczekiwanego. Z reguły nie lubił niespodzianek, ale wszystko wskazywało na to, że nie miał wyjścia.

 Szedł. Starał się chłonąć wszystkimi zmysłami piękną, słoneczną pogodę, ale ukradkowe spojrzenia Władka zdradzały niepokój, zupełnie jakby rozpylał go w powietrzu. Ukrywanie emocji nie było jego mocną stroną, musiał zacząć rozmowę, żeby dać im ujście.

 – Czemu ze mną jesteś, Grześ?

 – Bo jesteś przystojny. Nawet bardzo. – Oboje zanieśli się śmiechem, takim jakim dzielą się przyjaciele po dowcipie zakropionym prawdą.

 – Ale tak poważnie. Dlaczego?

 Nie uzyskał odpowiedzi, bo Grzegorz jej nie znał, a przynajmniej nie potrafił sprecyzować. Prawda była taka, że nigdy się nad tym nie zastanawiał. Po prostu każda inna droga prowadziła w złą stronę. Taka oczywistość, o którą się nie pyta i której się nie wyjaśnia.

 Szli więc dalej w milczeniu; powoli z nogi na nogę, delektując się ciepłem jesiennego przedpołudnia. Często spacerowali bez celu i bez słowa, ale tym razem Władek był pełen słów. Musiał wyznać ukochanej osobie coś ważnego i na samą myśl miał ochotę zwymiotować. Przypominał sobie wciąż od nowa jak wiele lat temu, po wypiciu w samotności pół litra wódki, tłumaczył rodzicom, że nie jest hetero. Mimo wysokiego stężenia alkoholu we krwi zapamiętał tę rozmowę doskonale. Kiedy było po wszystkim, zrozumiał, że prawda oznacza samotność. Nikt nie chce być samotny. Władek też nie chciał, dlatego milczał wiele lat. Nadszedł jednak czas na dokończenie własnej opowieści.

 – To powiedz mi, czym jest dla ciebie miłość?

 – Co z tobą dziś? Dobrze się czujesz, Władziu? – Grzegorz zatrzymał się i spojrzał Władkowi głęboko w oczy.

 – Wszystko dobrze. – Zrobił unik, odwracając głowę w inną stronę – Odpowiedz.

 – Trudne pytanie. – Zmarszczył brwi i włożył ręce do kieszeni – Myślę, że drogą. Drogą pełną oczywistych wyborów i przeszkód. Taką, którą czasem pokonuje się w pojedynkę, ale zawsze w tym samym kierunku, co druga połowa.

 – No tak… zawsze byłeś mądrzejszy ode mnie. Czemu ja na to nie wpadłem?

 – Taki związek. Ty jesteś ładny a ja mądry. – Uśmiechnął się szczerze, odsłaniając krzywe uzębienie.

 – Jestem Grzesiu stary. Ze stary na bycie ładnym. Już pora na uporządkowanie, kilku spraw. – Nie odrywając wzroku od chodnika, powiedział bardziej do siebie niż towarzysza.

 Grzegorz zmarszczył jedynie brwi. O nic nie pytał. Wiedział, że dowie się wszystkiego w swoim czasie.

 – Zmęczyłem się. Gorący wrzesień w tym roku. Usiądźmy na trochę, Grzesiu.

 Zajęli ławkę na rynku koło fontanny z fokami. Przez chwilę wpatrywali się w milczeniu w tryskającą wodę, ale atmosfera między nimi gęstniała z każdą sekundą. Jakby wytworzyli wokół siebie mikroklimat, kontrastujący z błękitnym niebem i spadającymi w ciszy czerwonymi liśćmi.

 – Dobrze. Zatem, co przede mną ukrywasz? – Gdy pytanie wybrzmiało, na rynku pojawiła się grupka roześmianych dzieci, rozpruwających ciszę niczym ryk koguta o świcie. Kolorowe balony unosiły się nad ozdobionymi papierowymi czapeczkami głowami, a serpentyny wiły się po chodniku niczym bajkowe węże.

 Po chwili przed wejściem do pobliskiej kawiarni powstał mały, wesoły tłum.

 Władek nie spuszczał z nich oczu. Wycierał spocone dłonie o spodnie. Stres wypływał z niego strumieniami jak woda z pobliskiej fontanny.

 – Odpowiesz? – Grzegorz obserwował zmiany na twarzy partnera. Wiedział, że sprawa jest poważna. Zachował pozorny spokój, objawiający się nerwowym uśmiechem.

 – Widzisz te dzieci? Widzisz, przecież nie jesteś ślepy. Masz lepszy wzrok ode mnie… – Władek otarł chustką czoło. – Ta dziewczynka w czerwonej sukience, to moja wnuczka. – Wyrzucił z siebie i gdyby słowa mogły nabrać fizyczności, to narobiłyby sporo hałasu, upadając pod nogami Grzegorza. Ale ten nie odpowiedział. Żadne emocje nie zmarszczyły jego czoła. Jedynie strużka krwi ubrudziła wewnętrzną część kieszeni. Skubanie paznokci to nawyk, którego nie potrafił się wyzbyć.

 Nastała duszna cisza, jedna z tych oplatających klatkę piersiową. Władek musiał nabrać powietrza.

 – Jest piękna po matce – mówiąc, starał się opanować drżenie głosu. Na próżno. Oczy wypełniły łzy.

 – Zna cię? Wie, kim jesteś?

 – Nie. Jej babcia nie chciała mnie znać, kiedy odkryła, że… Sam wiesz. Opowiedziała córce, że je porzuciłem. Wnuczka pewnie nie wie o moim istnieniu. – Przełknął ślinę i nabrał powietrza. – To było dawno temu. W czasie kiedy jeszcze szukałem siebie. Nie mogę nazwać tego związku błędem, ale to nie było to. Zraniłem wiele osób.

 – Rozumiem. Pewnie chciałbyś ją poznać?

 W tym momencie po rynku rozniósł się echem stukot obcasów, a do grupki dzieci podbiegła kobieta. Przytuliła dziewczynkę w czerwonej sukience i wpuściła wszystkich do środka. Znów nastała cisza. Tylko szum przejeżdżających samochodów przecinał rozlany ból Władka.

 – Po to tu dziś przyszedłem. Zaciągnąłem cię, bo nie chciałem być sam, ale teraz widzę, że to bez sensu. Obie mnie nie znają i pewnie nie chcą znać. Zniknąłem z ich życia. Nie pomagałem, nie interesowałem się. A samo myślenie na nic się zdało. Byłem okropnym egoistą i nadal jestem, myśląc, że można wybaczyć coś takiego starcowi. Koniec z tym. – Wstał i chciał odejść, gdy zatrzymała go ręka Grześka.

 – Pewnie masz rację. Ale jeśli nie spróbujesz, będziesz się zadręczał do końca życia. Jeśli cię znienawidzą czy wyrzucą, to nie one pierwsze, ale przynajmniej będziesz wiedział.

 – A ty? Nie jesteś na mnie zły? Okłamywałem cię, przemilczałem posiadanie rodziny, ciągnąłem cię dziś przez pół miasta, żeby na końcu… – tu głos utknął mu w gardle. – Żebyś zobaczył, że w ogóle mnie nie znasz.

 – Dajmy teraz temu spokój. Idziesz tam czy nie? Czas ucieka.

 Władek patrzył na niego nierozumiejącymi oczami. Po tylu latach wciąż potrafił go zaskoczyć.

 – Idę – zdecydowanie wypowiedziane słowo dodało mu pewności siebie. – Tak, idę. –Wyprostował się, przeczesał palcami siwiejące włosy. Spojrzał jeszcze raz na Grześka, szukając oznak gniewu, nienawiści czy cierpienia, ale nic takiego nie znalazł. Czy to jest właśnie miłość i zrozumienie czy obojętność?

 Szedł w stronę kawiarni, zadając sobie to pytanie. Odwróciło jego uwagę od tego, co zaraz miało się wydarzyć.

 Grzegorz siedział w tym czasie na ławce i wpatrywał w drzwi kawiarni, spodziewając najgorszego. Kiedy Władek wszedł do środka, zacisnął powieki. Miał nadzieję, że długo nie wyjdzie, a kiedy to zrobi, będzie szczęśliwszy o tych kilka cennych chwil. Zatapiał się w ciemności, życząc ukochanemu powodzenia, gdy spłoszone dziecięcym piskiem gołębie przeleciały tuż nad jego głową.

 Po chwili obserwował, jak ochroniarz wypycha Władka z kawiarni. Na ten widok poderwał się, ale przystanął, gdy na zewnątrz wyszła również kobieta. Rozmawiali. Ona stała z założonymi rękami i zerkała przez ramię Władka na Grzegorza. Kiwała głową jakby z niedowierzaniem. W końcu odeszła, machnąwszy ręką i wróciła do środka, zatrzaskując za sobą drzwi. Władek został w nieporuszonej, przygarbionej pozycji na środku chodnika. Gdy Grzegorz do niego podbiegł, przystanął na chwilę oniemiały. Miał wrażenie, że jego przyjaciel postarzał się w przeciągu tych paru chwil o dziesięć lat.

 – Co się stało?

 – Jestem idiotą, Grzesiu to się stało. – Otarł twarz rękoma jakby chciał coś z niej zmyć. – Wszedłem do środka i kiedy zobaczyłem małą Anię, bo tak ma na imię… Nie wytrzymałem. Podszedłem ją przytulić. Jakieś dziecko krzyknęło „obcy” i zrobiła się wrzawa. Wyrzucili mnie.

 – Nie jesteś idiotą. Tylko nie panujesz nad emocjami… Ale rozmawiałeś teraz chyba z córką. Prawda? To była ona?

 – Tak. Próbowałem wyjaśnić, kim jestem, ale chyba nie uwierzyła. Uznała mnie za wariata… Pewnie ma rację. Właśnie tak się zachowałem. Stary dureń. Powinienem byś sam. Zawsze, całe życie tylko sam.

 Po tych słowach ruszył przed siebie, nie zważając na Grzegorza. Szedł szybko, jakby celowo zostawiając go z tyłu.

 – Nie łaź za mną jak pies. Lepiej dla ciebie, jeśli mnie zostawisz – rzucił gniewnie, nie odwracając nawet głowy. Ale Grzegorz nie zareagował. Szedł, nie zważając na nic. – No już do budy! Nie idź za mną, kundlu!

 – Nie idę za tobą, tylko w tym samym kierunku.

11100 zzs

Liczba ocen: 7
85%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~justyska
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 63

Dodano: 2021-10-02 07:06:59
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?id_watku=18
Odpowiedz
*Hiraeth 17 d.
z wykopem
Uszanowanko, na początek takie pierdółki wypatrzyłam:

* Władek jedynie odchrząkną, wykrzywiając przy tym usta (&hellip - „ł” uciekło
* – Taki związek. Ty jesteś ładny a ja mądry – uśmiechnął się szczerze, odsłaniając krzywe uzębienie.
– Jestem Grzesiu stary. Ze stary na bycie ładnym. Już pora na uporządkowanie, kilku spraw – nie odrywając wzroku od chodnika, powiedział bardziej do siebie niż towarzysza.

Troszku zapis dialogowi się popsuł, bo po „mądry” powinna być kropka i nowe zdanie, podobnie jak w następnej frazie. Wyjątkiem byłoby, gdybyś napisała „powiedział bardziej do siebie niż do towarzysza, nie odrywając wzroku od chodnika”. W każdym innym przypadku, gdy wtrącenie nie dotyczy czasowników dialogowych, musi być nowe zdanie.
Miałaś trudny zestaw, więc tym bardziej cieszę się, że nie tylko udało Ci się napisać opowiadanie, ile wyszło z tego bardzo fajna historia. Smutna, z nutą nostalgii, lecz nad wyraz udana. Masz dryg do obyczajówek

Odpowiedz
~justyska 16 d.
Hiraeth dzięki dobry człowieku za wskazanie wpadek i słowa otuchy
Babole poprawione.
Pozdrawiam!
Odpowiedz
Hej!

Wyszło nostalgicznie i trochę smutno, taki klimat może nie za bardzo w moim stylu, ale mimo to, było przyjemnie.
"– Nie łaź za mną jak pies. Lepiej dla ciebie, jeśli mnie zostawisz – rzucił gniewnie, nie odwracając nawet głowy. Ale Grzegorz nie zareagował. Szedł, nie zważając na nic. – No już do budy! Nie idź za mną, kundlu!
– Nie idę za tobą, tylko w tym samym kierunku." - dobra puenta. Chyba nie mogłaś tego lepiej zakończyć.

Pa!

M.
Odpowiedz
~justyska 15 d.
MHSchaefer witaj. Dzięki za wizytę nie ukrywam, że się napociłam nad tym tekstem. Zestaw nie siadł mi w żaden sposób, więc cieszę się, że było znośnie.
Pozdrawiam serdecznie!
Odpowiedz
*Canulas 15 d.
z dużym wykopem
Trudny tekst. Wiem tyle, że bym nie umiał. Zaraz dolałbym jakiejś serpentynowej oliwy czy spłodził papierowego twista. Tutaj największą sztuką była umiejętność pozostania w szponach narzuconej konwencji i wyszło bardzo dobrze.
Odpowiedz
~justyska 15 d.
Canulas Witaj, dzięki za odwiedziny i dobre słowo. Lekko nie było, cieszę się, że efekt zadowalający
Odpowiedz
~Mia123a 14 d.
z dużym wykopem
Końcówka robi robotę. Ogólnie cały tekst jest bardzo poruszający. Podobało mi się
Odpowiedz
~justyska 14 d.
Mia123a dziękuję Mia) miło mi.
Pozdrawiam.
Odpowiedz
~sensol 10 d.
z wykopem
ale Cię ktoś urządził tym zestawem

ale dałaś radę. nie polubiłem Twojego bohatera. całe życie z boku. i teraz jak już koniec zagląda w oczy, teraz chce wszystko naprostować. za późno! trudno się dziwić reakcji na to spóźnione odkupienie win
Odpowiedz
sensol witaj. Dzięki za odwiedziny. Zestaw był zupełnie nie mój i bohatera też nie polubiłam ale jakoś taki się stworzył 🤭😁
Pozdrawiam serdecznie!
Odpowiedz
Dzień dobry!
Właśnie ruszyło głosowanie!

Głosujemy tutaj:
https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?ktg=trening%2

Zapraszamy do czynnego udziału
Odpowiedz
"Ławka była bardzo niewygodna, to też potrzebował chwili na rozprostowanie kości." – toteż.
"Wyrzucił z siebie i gdyby słowa mogły nabrać fizyczności, to narobiłyby sporo hałasu, upadając pod nogami Grzegorza." – lubię takie zabiegi
Emocjonalny tekst. Dobrze opisałaś przeżycia Władka. Czuć, jak walczy sam ze sobą, jak zmaga się z przeszłością i sam nie może się w tym wszystkim odnaleźć. Motyw drogi ciekawie wpleciony. Miła (choć nieco gorzka) lektura. Pozdrowienia!
Odpowiedz
CptUgluk witaj i dziękuję za dobre słowo. Babola później poprawie
Odpowiedz
z dużym wykopem
Opowiadanie ze względu na ciężar emocjonalny niełatwe w odbiorze, ale z tego samego względu bardzo dobre. Czułem ból Władka, potrafiłem się z nim utożsamić, choć nie miałem tego typu doświadczeń. Świetna robota.
Odpowiedz
Zdzislav dziękuję, miło mi
Odpowiedz
z dużym wykopem
Hej, hej,

podoba mi się. Nie uważam, żeby to opko było ciężkie, wręcz przeciwnie. Władek spróbował, przełamał się, to bardzo ważne. Wielu ludzi żyje w kłamstwie, które sami sobie fundują, albo w wyimagonowanej nienawiści. Może Władek jutro ponownie spróbuje? Jeżeli jesteś w stanie próbować, nie ma rzeczy niemożliwych No i ma Grześka, więc mimo tego, że czuje się samotny, tak naprawdę samotny nie jest. Fajnie
Odpowiedz
KluczDoPiwnicy witaj. Kto wie może spróbuje, chyba jest rozchwiany... pewnie tak będzie.
Dziękuję za wizytę i pozdrawiam
Odpowiedz
Piękna historia, choć koniec mi nie zagrał. Trochę za ostry, chyba wolałabym żeby nic nie powiedział.
Choć ludzie różnie reagują na upokorzenie, o tyle wydaje mi się, że przesłanie ładnie ujelas wcześniej i nie potrzebowało tego typu podkreślenia. Pies też przewinął się wcześniej.
Ewentualnie nie jestem obiektywna, bo mi szkoda Grzesia. Nie zasługuje na takie traktowanie
Odpowiedz
pkropka dziękuję. Jakoś inaczej nie umiałam zakończyć. Tak wydawało się właściwie...
Cieszę się, że Grześ wzbudził emocje
Odpowiedz
Taka słodko gorzka proza życia. Ciekawie wykorzystany efekt, spodziewałam się raczej młodych bohaterów, a tu proszę
Odpowiedz
Adelajda dziękuję za wizytę. Młodość szybko mija...
Pozdrawiam!
Odpowiedz
z wykopem
Oby ten Władek nie został jednak sam, choć wszystko na to wskazuje... Mam nadzieję, że jednak uda mu się wszystko naprawić: odzyska Grzesia i rodzinę. Ale czy to w ogóle jest możliwe? To jedno z tych opowiadań, w które czytelnik tak bardzo się wczuwa, że nie może pogodzić się z zakończeniem i snuje domysły co jeszcze wydarzyło się w tej historii, lecz nie zostało spisane. Świetny tekst
Odpowiedz
MagdalenaElJot dziękuję. Miło mi, że udało się wzbudzić emocje.
Pozdrawiam!
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.