online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
S.T.A.L.K.E.R. Zdążyć przed Zoną cz. 19
<
S.T.A.L.K.E.R. Zdążyć przed Zoną cz. 17
>

Opis:

z wizytą u handlarza

Tagi: #stalker #zona #czarnobyl #anomalia #mutant #artefakt

S.T.A.L.K.E.R. Zdążyć przed Zoną cz. 18

 Link do części 17: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=8947&am

 

 

  Skręciliśmy z Mychajłem w lewo i wkroczyliśmy na gruntówkę prowadzącą do bazy stalkerów. Był to przedsionek prawdziwej Strefy, swoisty przedsmak przed poważnymi wyzwaniami czekającymi na szaleńców nam podobnych. Coś mnie jednak niepokoi. Teraz czuję, że jest jakby groźniej, jakoś złowieszczo. Nie widać stalkerów, obozowisko też jakieś wyludnione. Przywitał nas tylko wrak niebiesko-białego autobusu – nikt nie pilnował wejścia do zrujnowanej wioski. Byłem tu nie raz, nie dwa i zawsze było słychać gitarowe brzdąkanie któregoś z chłopaków, śmiechy albo brzęczenie szkła. W tej chwili jedyną muzyką, jaką mogliśmy usłyszeć, był szelest liści w znajdującej się nieopodal Karuzeli i dalekie wycie stada ślepych psów. Jakoś tak dziwnie, pusto.

  Miałem nadzieję, że Sidorowicz nadal prowadzi swój sklepik. Pamiętałem go jako niezłego cwaniaka, który wiedział jak zarobić na Kotach. Bez trudu jednak można było w jego „kiosku” dostać trochę amunicji, podstawowe pukawki, leki i prowiant. Poza tym zawsze dało się złapać u niego jakąś fuszkę – handlarz współpracował z ludźmi spoza Zony i dostarczał im skupione od stalkerów dobra. Czasem były to artefakty, a czasem przykładowo oko takiego mięsacza – podobno naukowcy kiedyś sporo płacili za możliwość rzucenia swoim mądrym okiem na świeżą świńską gałkę. Sidor zawsze był też nieźle poinformowany – można było dowiedzieć się, co tam ostatnio w okolicy piszczy. Miałem nadzieję, że uda się od niego wyciągnąć coś pożytecznego. Mogło mi to bardzo pomóc po tak długiej absencji w Zonie, a informacja to potęga, tak przynajmniej słyszałem.

  Szliśmy ostrożnie środkiem ulicy (umówmy się, że tak można nazwać drogę biegnącą na przestrzał między zabudowaniami), rozglądając się i uważnie nasłuchując dźwięków otoczenia. Niektóre domy były na wpół zburzone czy to przez działanie anomalii, czy po prostu sypały się w wyniku całych lat zaniedbań – kto wie. Z każdego budynku patrzyły na nas puste, mroczne okna z dawno powybijanymi szybami. Pomyśleć, że kiedyś kwitło tu wiejskie, sielskie życie. Przygnębiająca myśl, ale jakby tak człowiek zaczął się rozdrabniać i rozwodzić nad każdym opuszczonym domostwem w Zonie, to by się z tych wszystkich żalów nie wygrzebał. Może kiedyś były to szczęśliwe, rodzinne domy, teraz jednak pozostały po nich jedynie puste skorupy, w których można się przespać, coś zjeść i załatwić potrzeby fizjologiczne. Smutna prawda, ale prawda.

  Właśnie dochodziliśmy do miejsca w centralnej części wioski, gdzie zwykle stalkerzy gawędzili, pili i śpiewali przy ognisku, kiedy nagle zauważyłem coś nienaturalnego obok wejścia do małej podziemnej piwniczki.

  – Stój! – rzuciłem krótko i wskazałem partnerowi palcem coś, czego widok aż mnie zmroził. To coś leżało nieruchomo na ziemi w kałuży zaschniętej krwi. Truchło, ze względu na antropomorficzny kształt mogło przypominać człowieka, ale dobrze wiedziałem, że istota ludzka nie może być aż tak ohydna i przerażająca.

  Z bronią gotową do strzału powoli zbliżałem się do zastygłej w bezruchu kreatury. Może nie było to zbyt mądre, ale musiałem upewnić się, że na pewno mamy do czynienia z trupem. Jeśli okazałyby się, że nie, to bardzo możliwe, że za chwilę w tym miejscu pojawiłoby się dwóch nowych denatów rasy ludzkiej.

  Mychajło szedł za mną, rozglądając się i pilnując naszych boków i tyłów. Zatrzymałem się dwa-trzy metry od celu. Rzuciłem w niego śrubą, po pierwsze sprawdzając, czy zaabsorbowany znaleziskiem nie wdepnę w jakąś przyczajoną anomalię, a po drugie, żeby uzyskać stuprocentową pewność, że bestia zapadła w wieczny sen. Kreatura nie poruszyła się, więc po chwili stanąłem nad nią. Miałem okazję z bliska przyjrzeć się ciemnej postaci o muskularnej posturze, łapach zakończonych ostrymi pazurami i łbie, z którego zamiast żuchwy zwisały obrzydliwe zębate macki. Pijawka – jak najbardziej namacalna i realna legenda Zony leżała nieruchomo tuż obok moich stóp.

  Wymieniliśmy z Mychajłem skonsternowane i pełne obaw spojrzenia, jednak wbrew pozorom to nie wygląd stwora nas przerażał. Gorsze było to, że w ogóle znalazł się on tutaj, na Kordonie! Tych mutantów po prostu nie spotykało się przy samej granicy Strefy. Owszem, każdy metr Zony jest niebezpieczny i można tu zginąć na różne sposoby, ale widok Pijawki w wiosce Kotów nie był widokiem naturalnym, nawet jak na nieprzewidywalne warunki tego przeklętego miejsca. Jeśli miałem jeszcze jakiekolwiek wątpliwości czy w Zonie faktycznie dzieje się coś niepokojącego, to teraz dostałem na to taki dowód, że gdyby to był sąd, mógłbym wyjść przed oblicze Wysokiego w samych gaciach i bez adwokata, a wygraną sprawę miałbym w kieszeni. Chociaż gdzie kieszeń, jak byłbym w samych gaciach? Nieważne.

  Teraz już nie chowaliśmy broni. Napięci jak gitarowe struny ruszyliśmy w kierunku wejścia do leżącej tuż za wioską piwniczki, w której mieścił się przybytek pana Sidorowicza.

  – Stać! Kto idzie?! – rozległ się okrzyk zza otwartych na oścież drzwi.

  Mało mi serce nie wyskoczyło. Całe szczęście, że nie trzymałem palca na spuście. Ani moje PDA, ani sprzęt Mychajła nie zasygnalizowały o niczyjej obecności, widocznie krzykacz wyłączył swojego palmtopa. Zobaczyłem głowę wyglądającą z osadzonego na zboczu niewielkiego wzgórza wejścia. Szybko opanowałem oddech i odkrzyknąłem:

  – Spokojnie, my od naukowców. Mamy sprawę do Sidorowicza!

  – Stójcie w miejscu, opuśćcie broń! Czekajcie! – zawołał, po czym głowa zniknęła w otworze. Posłusznie staliśmy, rozglądając się czujnie dookoła. Po niecałej minucie znów usłyszeliśmy głos strażnika.

  – Schowajcie broń i podejdźcie.

  Zrobiliśmy, jak powiedział nasz bezcielesny rozmówca. Gdy stanęliśmy u wejścia, odźwierny, jednak kompletny pod względem podstawowych członków, zmierzył nas wzrokiem.

  – Szef pakuje graty i niedługo wyjeżdża z Zony. Zdążyliście na styk. Za godzinę nikogo by tu nie było.

  – Sidorowicz ucieka z Zony? Coraz ciekawiej… – mruknąłem pod nosem.

  – Właźcie do środka, na powierzchni niebezpiecznie. Widzieliście Pijawę?

  Potwierdziłem skinieniem głowy, po czym zeszliśmy schodami. Ciężkie metalowe drzwi, przez które wchodziło się do bunkra, były otwarte, a za nimi, tuż za kratą odgradzającą część gospodarczą od strefy dla klientów krzątał się jakiś stalker i starszy, łysiejący wąsacz w kamizelce – nasz domniemany informator. Handlarz podniósł wzrok znad pudła pełnego szpargałów i spojrzał na nas. Jego twarz błyszczała od potu, po ruchach widać było, że zależało mu na czasie. Jego kompan przerwał krzątaninę i bacznie nas obserwował.

  – Czego chcecie? Mam niewiele czasu – powiedział Sidorowicz ochrypłym głosem.

 Facet mnie nie poznał, ale w sumie nie byłem zaskoczony. W końcu przez dłuższą chwilę nie zaglądałem do Zony, a przez jego kramik zawsze przewalała się spora ilość klientów. Faktem było natomiast, że wyglądał na schorowanego – był blady, miał wory pod oczami i mętny wzrok.

  Atmosfera była dość napięta więc żeby uspokoić rozmówcę i udowodnić czystość naszych intencji, pokazaliśmy mu legitymacje. Powiedzieliśmy, zgodnie z oficjalną wersją, której mieliśmy się ściśle trzymać, gdzie się kierujemy i co robimy w Zonie. W sumie to wersja oficjalna nie różniła się bardzo od rzeczywistej, bo faktycznie zostaliśmy tu wysłani przez Instytut badawczy w celach naukowych. Pod żadnym pozorem jednak nie wolno nam było wspominać o Graalu, którego istnienie miało pozostać w ścisłej tajemnicy. Naszą wiarygodność musiały też potwierdzać kombinezony SSP-99M – bardzo podobnych używali stalkerzy ochraniający ekspedycje naukowe.

  Sidorowicz jeszcze raz zmierzył mnie wzrokiem od stóp do głów i wyczekująco spojrzał mi w oczy, więc przechodząc do sedna, zapytałem go, co się tu właściwie ostatnio dzieje.

  – Sprawy mocno się skomplikowały. Zbieramy sprzęt i wynosimy się stąd w cholerę, przynajmniej do czasu aż wszystko się jakoś ustabilizuje.

  Trochę zdziwiła mnie desperacja Sidorowicza, facet znany był ze swojej przedsiębiorczości – dla niego żaden pieniądz nie śmierdział. Na handlu w Zonie potrafił się ponoć ładnie obłowić, a jeśli wierzyć historiom o jego skrajnie chciwej naturze, to od biznesu trzeba by go było chyba odciągać końmi. Ktoś taki bez wyraźnego powodu nie rezygnowałby z intratnej działalności.

  – Ale skoro Zona jest taka rozbudzona, to czy stalkerzy nie przynoszą więcej artefaktów? – zapytałem. – Anomalie widzieliśmy niedaleko granicy, a skoro ich ilość w okolicy się zwiększyła to i powinno być więcej fantów do pozbierania?

  – Problem w tym, że nie ma kto ich przynosić. Tym bardziej po tym, jak ten zasrany mutant wpadł do wioski i przerobił kilku chłopaków na krwawą sieczkę. Na samym moim progu Pijawka, rozumiesz to?! To jest, kurwa, nie do pomyślenia – handlarz zrobił pauzę, żeby złapać oddech. – Poza tym Emisje nie dają ostatnio żyć. Zwykle można było tutaj bez żadnego problemu wszystko przeczekać, a teraz? Parę metrów pod ziemią, a podczas jednej z ostatnich myślałem, że zdechnę tu jak pies. Obudziłem się na podłodze, obolały jakbym zleciał ze schodów po całonocnym chlaniu. Wydawało mi się, że to jakiś wypadek przy pracy, wyjątkowa sytuacja, ale następna Emisja była jeszcze gorsza. Za stary jestem na takie coś, przenoszę interes poza Zonę. Jak mówiłem, wrócę, jak się całe to gówno uspokoi.

  Sidorowicz otarł chustką pot z czoła i ponownie spojrzał na nas ze zniecierpliwieniem.

  – Ale do rzeczy, czego chcecie? Bo jak tylko dowiedzieć się, co u mnie słychać, to nie mam na to czasu.

  Pomyślałem, że handlarz jako miejscowy może też mieć swoje przypuszczenia lub chociaż cień informacji na temat powodów obserwowanej ostatnio kapryśności Zony.

  – Wiemy, że pochrzaniło się tutaj stosunkowo niedawno, może krążą jakieś plotki, co mogło doprowadzić do tego wszystkiego? Coś nietypowego się działo?

  – To jest Zona, tutaj ciągle dzieje się coś nietypowego. Ale faktem jest, że jakiś czas temu kręcił się tu stalker z amnezją, wołaliśmy na niego Naznaczony, z powodu tatuażu. Wiem, że miał obsesję na punkcie jakiegoś gościa, chciał go dopaść. Pomógł mi w kilku sprawach, po czym ruszył w kierunku centrum. Niedługo potem droga do głębokiej Zony stanęła otworem. Coś, co do tej pory ją blokowało, zniknęło. Podobno to jego sprawka, podobno też dotarł do samej Elektrowni. Nie wiem ile w tym prawdy, ale krótko po tym, jak te informacje do mnie dotarły, w Zonie zaczęło się dziać to, co się dzieje. Tylko to przychodzi mi do głowy.

  No nieźle, jakiś koleś wlazł tu, gdzie nie potrzeba i przez niego cały syf się rozlał. Ciekawe czy coś w tym jest, czy to tylko jedna ze stalkerskich anegdotek. Dużo niewiadomych, mało faktów.

  Spytałem jeszcze Sidorowicza czy dysponuje jakimikolwiek informacjami, które pomogłyby nam w przedostaniu się do punktu docelowego. Chodziło nam przede wszystkim o dane o potencjalnych kryjówkach bandytów, mutancich gniazdach czy rejonach, które w danej chwili najlepiej omijać. Taka wiedza pozwoliłaby nam choćby oszacować czy nasza zaplanowana trasa jest w miarę „czysta” i określić mniej więcej czas potrzebny na dotarcie na miejsce oznaczone współrzędnymi. Pokazałem handlarzowi mapę naszej podróży. Jednocześnie zapewniłem go, że jesteśmy przygotowani na to, że informacja może nas kosztować. Sidorowicz powiedział wtedy coś, czym znów mnie zaskoczył.

  – Nie wezmę od was kasy, bo i nic wam konkretnego nie powiem. Jeszcze do niedawna orientowałem się kto, gdzie i kiedy się kręci. Ludzie płacili mi za to, żebym wiedział. Od tygodnia nie mam żadnych konkretnych informacji. Każda Emisja miesza w tym całym układzie, a na pewno już wiecie, że Emisje są teraz częste i silniejsze. Anomalie rosną jak grzyby po deszczu, mutanty rozlazły się na wszystkie strony bez ładu i składu, jakby same były zaskoczone tym, co się dzieje – Sidorowicz rozłożył ręce i wzruszył ramionami. – Nie pomogę.

  – Naprawdę nie jesteś w stanie nic nam powiedzieć? Cokolwiek, co mogłoby się nam przydać.

  – Mówię przecież, aktualnie wiem pewnie tyle, co i wy. Moi informatorzy się nie zgłaszają, a ja sam nie łażę po Zonie, jestem handlarzem, a nie jakimś pieprzonym turystą. Jesteście od naukowców, więc wasza głowa w tym, żeby dowiedzieć się, co jest grane. Badajcie, co trzeba, zbierajcie próbki czy cholera wie, co tam planujecie robić.

  Sidorowicz wyglądał na coraz bardziej zniecierpliwionego.

  – Jeszcze coś? Jeśli nie to spadajcie, bo nie mam całego dnia na bezsensowne rozmowy – rzucił na koniec i wrócił do pakowania pudeł.

 

 

 Link do części 19: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=9087&am

12591 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: !CptUgluk
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 20

Dodano: 2021-10-06 23:09:17
Komentarze.
Czekam na całość a tytuł ...bardzo intrygujący
Odpowiedz
!CptUgluk 10 d.
behemot48 dzięki bardzo! Wstawiam wytrwale, kto wie, może i dociągnę proces do końca
Pozdrawiam!
Odpowiedz
CptUgluk Dociągnij bo temat bardzo ciekawy
Odpowiedz
!CptUgluk 10 d.
behemot48 dzięki raz jeszcze za dobre słowo!
Odpowiedz
Ha! Pijawka - świetna towarzyszka na wieczorne czytanie.
Ja widzę, że tam się chyba jeszcze grubsza akcja kroi, bo jak się wszystko już totalnie wywróci na drugą stronę, to nie będzie co zbierać! No cóż, jestem na bieżąco znowuż, możesz kontynuować!
Odpowiedz
alfonsyna Taka pijawka mnie kiedyś zestrachała nie na żarty i to w biały dzień! Nie ma śmichów!
Noo, to na razie sam przedsionek, przyjdzie czas i na grubsze akcje. W każdym razie - im dalej w las, tym więcej anomalii, czy jakoś tak
Kontynuuję zatem Dzięki za odwiedziny!
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.