online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
Forum Z.Ł.O
<
TW (4) Zakład
>
Praca Wyróżniona
Tagi: #księżycowe #karaluch

Kosmiczne przypadki Lady Juliette

  Panna Julietta miała jedną poważną zaletę (ukrytą wadę) i równie istotną wadę. Nie gardziła przygodnymi romansami z nowymi sąsiadami, oraz nienawidziła księżycowych listonoszy. Co do zalety – sąsiedzi na księżycu byli jak jesienne liście ułożone obok siebie w szeregu przez jakiegoś dzieciaka. Los decydował kiedy to ułożenie zmieni się diametralnie. Julietta Moore mieszkała na Armstrong Avenue od dwóch lat. Wybrała dom jednorodzinny z dobrze oświetloną kuchnią i niewielkim tarasem na tyłach, w bańce tlenowej numer sześć. Standard ekonomiczny plus. Zapłaciła z góry połowę całkowitej sumy i bez żalu opowiadała swoim przyjaciółkom przez MoonSkype że, gdy odbierała klucze, cieszyła się jak szczur na otwarcie kanałów. Każda z jej trzech psiapsiółek zaklaskała na to głośno, chichocząc przy tym w uznaniu. Potem jedna po drugiej odchodziły od monitora i zieleniały z zazdrości, gnieżdżąc się w swoich ziemskich ruderach z kredytami mieszkaniowymi do trzeciego pokolenia.

 — Pamiętajcie, kochane. Chcieć to móc. A móc można wszystko, jeśli ma się trochę oszczędności — powtarzała jak mantrę ze sztucznie wyszczerzoną klawiaturą zębów bielszych niż śnieżne czapy Alp.

  Uwielbiała dogryzać każdej z nich i pławić się w ich zazdrości. Była lepsza, bogatsza i wolna od długów. A do tego bezdzietna i niezamężna, a więc samowystarczalna miss życia na księżycu. Kiedy inni mogli pozwolić sobie na zaledwie krótki, tygodniowy wynajem, ona pławiła się w swoim królestwie – bańce numer sześć.

  Juliette była kasjerką w hipermarkecie Moonmart. Praca ta była czymś jedynym, co otrzymała bez bzyknięcia dobrze ustawionego sąsiada. Miała odpowiednie kwalifikacje, bo na Ziemi w Walmarcie przepracowała siedem lat. Pozostałe osiągnięcia życiowe, łącznie z własnym domem na księżycu, zawdzięczała kilku ostrym i głośnym nocom w pokoju hotelowym w Los Angeles, a potem, już na ziemskim satelicie, w biurze deweloperskim. Notabene szef osiedla, na którym mieszkała, przez dwa tygodnie wynajmował bańkę tlenową numer pięć o standardzie premium vip. Był to luksusowy metraż dla dygnitarzy przeznaczony jedynie na wakacyjne urlopy nieprzekraczające trzydziestu dni. Spędziła tam dwie, może trzy noce. Jęczała jak zawodowa miłośniczka literatury mongolskiej i szeptała do ucha Rudolfa Wanga najsłodsze świństwa, jakie jej spaczona perspektywą luksusu wyobraźnia podsunęła. Ich owoce zbierała codziennie.

 

 *****

 

  Jimmy Benalix, numer służbowy 6679, rozpoczynał pracę od Armstrong Avenue o dziewiątej rano, czasu ziemskiego środkowoamerykańskiego. Lubił tę ulicę, bo zwykle ludzie na niej mieszkający jedynie wynajmowali bańki, więc praktycznie co tydzień spotykał nowych przybyszy. Wiedział też, że bańka numer sześć jest czarną owcą pośród zapachu biedy klasy ekonomicznej. Nawet nie pamiętał, jak ta lalunia miała na imię. Plan był prosty: wpisać, najszybciej jak tylko się da, kod dostępu do komory zasysającej i załadować paczkę. Przy odrobinie szczęścia tym razem puszczalska kasjerska nie zdąży dobiec do komunikatora.

  Pierwsza część poszła sprawnie. Komora przyjęła sześciocyfrową kombinację, po czym otworzyła wieko. Jimmy wepchnął paczkę na właściwe miejsce i... usłyszał chrzęst w głośniku. Po nim nastąpił sygnał przekierowania rozmowy i komunikat o rozpoczęciu konwersacji z bańką numer sześć. Po drugiej stronie usłyszał znajomy głos.

 — Spóźniłeś się, dupku! Piąty raz w tym miesiącu!

 Na usta cisnęła mu się mała poprawka, że w lipcu dostarcza paczki tylko trzy razy, ale Julietta była w swoim, psychodelicznym żywiole.

 — Kolejna skarga, dupku. Wepchną ci ją w dupę, głęboko, oj tak. Postaram się o to.

 — Według wskazań czasomierza jestem punktualnie. — zdecydował się tylko na tyle, choć zwykle po prostu odchodził w milczeniu, słuchając przez kolejne minuty kolejnych obelg, i wywodów, za każdym razem kończonych słowem „dupku”.

 — Podważasz moją skargę, dupku?! — zagotowała się jeszcze mocniej. — Wylecisz na zbity pysk Jutro! Albo nie! Jeszcze dzisiaj, o tak. Ręczę za to...

 — Cyckami? — Nie wierzył, że to powiedział, ale chyba jego bardziej zdeterminowana strona przejęła tymczasowo kontrolę nad ustami. Czuł, jak kombinezon wypełnia zapach potu, choć filtr powietrza działał bez zarzutu.

 Po drugiej stronie zapanowała cisza. Była przerażająca i wydawało się, że trwa godzinę. Po niej tylko cichy sygnał zakończenia połączenia. Wygrał? Być może. Jednak bardziej prawdopodobna wersja stawiała na utajnioną porażkę z odroczeniem wykonania.

 

 *****

 

 — Spotkajmy się u ciebie. Mam małą prośbę. Jasne. Będę w twojej ulubionej sukience. Pa.

 Tuż po rozłączeniu poczuła, że znowu ma kontrolę nad rzeczywistością. Za godzinę miała ważne spotkanie, gorący numerek zakończony zwolnieniem i ekstradycją Jimmy’ego Benalixa. Oczami wyobraźni widziała jak zdzierają z niego kombinezon i wysyłają w próżnię. Płonne nadzieje, ale zrobi co może, choćby miała jęczeć i stękać jak nigdy dotąd. Fiolet, który zdobił jej skronie i policzki, powoli bladł, a gdy zamawiała taksówkę, był już prawie niewidoczny.

 

 *****

 

  W drzwiach stanął Fiodor. Tak mówili o nim wszyscy, którzy go znali lub widzieli jego twarz w reklamach. Facet władał, dosłownie, firmą kurierską obsługującą cały księżyc. Paczki, pocztówki, listy z groźbami i poufne akta policyjne z Ziemi. PostSpace nie gardziła żadnym zleceniem.

 Fiodor lustrował Juliette, zawieszając oko na kluczowych sferach, które miał zamiar spenetrować dokładnie, tak jak zawsze. Gdy tylko przestąpiła próg, zaczął się do niej dobierać. Nie należał do najbardziej subtelnych. Miał też dziwną przypadłość odruchowego charczenia, kiedy poziom podniety osiągał zakres – zróbmy to tu i teraz.

 — Jeszcze nie — zdusiła jego zapał Juliette. — Najpierw musisz mi coś obiecać.

 — To zależy, na ile jesteś dziś dostępna.

 — Dostaniesz, czego chcesz, ale musisz dać mi gwarancję, że dotrzymasz słowa. — Lekko, ale stanowczo odepchnęła przesiąkniętego wiagrą Fiodora, który przez moment wyglądał na urażonego.

 — O co chodzi? Tylko szybko, nie chcę łykać...

 — Jimmy Benalix. Znasz go?

 — Nie, a powinienem?

 — Pracuje w twojej firmie.

 Fiodor uśmiechnął się z politowaniem.

 — Zatrudniam tysiące pracowników. Dla mnie to tylko numerki. Są, a jutro już ich nie ma.

 — Musisz go zwolnić. A potem załatwić ekstradycję na Ziemię. — Rozchyliła dekolt, dla niego i pewności, że dotrzyma słowa.

 — Da się załatwić. A można wiedzieć, dlaczego mam go zwolnić?

 Zrzuciła sukienkę, odsłaniając ciało, które pieścił każdy liczący się facet w księżycowym mieście. Z kobietami nie próbowała, każda była przy niej dziwką po kosztach.

 — Może dlatego...

 *****

 

  Taksówka pojawiła się pod filią PostSpace kilka minut po czternastej. Jimmy kończył swój przedpołudniowy lunch w stołówce pracowniczej, ale kiedy zauważył żółty łazik stojący obok komunikatora, pogodził się z niedojedzoną pizzą pepperoni i nietkniętym puddingiem. Nigdy nie mógł sobie pozwolić na przerwę przed dwunastą. Obsługiwał gęsto zaludnioną dzielnicę, gdzie zawsze trafiało mnóstwo przesyłek. Wchodząc do taksówki, spojrzał na kierowcę, który wyglądał, jakby od rana pracował non profit.

 — Bez zbędnych pytań — uciął mężczyzna. — Ten dzień to nieporozumienie. Albo wiek emerytalny to jeszcze bardziej ponury żart niż sądziłem dekadę temu.

 — Ile?

 — Dwanaście wiosen. Prędzej wylecę w próżnię i wyrobię normę.

 Łazik ruszył gwałtownie. Jechali bocznymi traktami, ponieważ taksówkarz wolał unikać autostrad w czwartki.

 — To moja niepisana zasada. Dzięki niej nadal jestem bezwypadkowy. Jeden z pięciu w tym zasranym grajdołku.

  Jimmy pokiwał głową z uznaniem, choć szczerze miał w dupie osiągnięcia podstarzałego taryfiarza. Bardziej martwiła go riposta, jaką zapodał laluni spod szóstki na Armstrong Avenue. Odliczał minuty do telefonu z szefostwa. Szybkie zwolnienie i po sprawie. Taki jak on mają na pęczki. A na Ziemi ustawiają się kolejki, aby zwiedzić namiastkę kosmosu.

 — Pan widzę nie bardzo rozmowny. Proszę wybaczyć, za ten przytyk na początku, ale po tej lafiryndzie przed panem myślałem, że będzie tylko gorzej — usprawiedliwiał się taryfiarz. — Popędzała mnie jak wołu przy orce. Myślałem nawet, czy by jej nie wudupcyć na zbitą buźkę, bo pyska to ona nie miała.

 Jimmy poczuł, że więdnie w środku ze strachu. Świat na moment zawirował przed oczami. To była ona. Jechała załatwiać to co obiecała. Już po nim.

 — Mówiła... dokąd — ledwo wykrztusił.

 — Na Golden Street. Nie wiem, po kiego licha ją tam czort niósł, ale może odwiedzała tatusia. Sama też chyba nie z tych siedmiodniowych. A na mężatkę to nie wyglądała. R Raczej jak luksusowy lacho... no wie pan, o co mi chodzi.

 Jimmy wiedział doskonale i wiedział, że ten luksusowy lachociąg zrobi to co umie najlepiej i dopnie swego.

 — Me-ta — zaintonował taryfiarz po kolejnych dziesięciu minutach cichej podróży. Jego krzaczaste wąsy zatrzęsły się jak galareta. — Metoda płatności?

 — Standard — odpowiedział Jimmy i pomaszerował do mieszkania.

 *****

  Kawalerka w długim „wężu” robotniczych przydziałów tonęła w półmroku nawet przy zapalonym świetle. Jimmy siedział w swoim fotelu z poręcznych pistoletem laserowym krótkiego zasięgu. Kupił go rok temu, za jedyną w swoim życiu premię z okazji dziesięciolecia bezwypadkowego działania SpacePost. Nie sądził, że kiedykolwiek mu się on przyda. Ot, kolejny element kolekcji pudełkowej. Miał dokonać żywota w ciemności i zapomnieniu. Teraz jednak miał zagrać główną rolę. Pierwszą i ostatnią. Jeśli się pośpieszy, zdąży na najbliższego busa. Każdy zatrzymywał się przy Golden Street. Wszystkie drogi prowadziły pod drzwi władców.

 

 ****

  Z trudem wydostała się spod spoconej kupy mięsa, rzężącej głośno w swoim przepastnym łożu. Fiodor spał jak zabity. Trzy rundy jedna po drugiej wyzionęły z niego wszelkie pokłady życia. Oddychał płytko i z trudem. Juliette wstała i włożyła sukienkę. Czuła jak na piersiach tworzą się siniaki. Uwielbiał je macać, a potem gryźć. Obiecał wszystko, o co poprosiła. Jimmy miał zawitać w próżni, a ona miała to podziwiać. Wymknęła się po cichu. Wprost pod lufę pistoletu, zimnego jak lód w szklance z martini.

 — To ty dupku? Jak tu wszedłeś? Przecież Fiodor ustawiła alarm. — Nie ukrywała zaskoczenia. Na twarzy malowała się beznadziejna dezorientacja.

 — Na dziesięć minut po czasie właściwego uruchomienia. Chyba za bardzo zawróciłaś mu w głowie.

 Chciała krzyczeć, ale wystrzał z lasera skutecznie pozbawił ją jednej czwartej mózgu. Padła do tyłu bazgrząc tapetę i podłogę skrawkami mózgowia, krwi i płynu mózgowego.

 Jimmy zerwał sukienkę z jej piersi. Były w połowie sine, ale nadal ciepłe i jędrne. Zachęcały, żeby je dotykać. Nie czekał. To on miał rzeczywistość pod kontrolą.

 

 

 

10688 zzs

Liczba ocen: 4
90%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~KaraluchF
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 30

Dodano: 2021-10-07 22:58:41
Komentarze.
*Canulas 16 d.
z dużym wykopem
Zajebiste opowiadanie.
Bardzo dobrze napisane. Do tego los bohaterów nie są obojętny
Odpowiedz
Canulas dziękować panie
Odpowiedz
z wykopem
Fajnie napisane.
Odpowiedz
Zaciekawiony dziękuję
Odpowiedz
~Zdzislav 12 d.
z dużym wykopem
Świetny tekst, przeleciałem przez niego jak rakieta, tak dobrze się czytało. Intryga, narracja, dialogi, opisy - wszystko super i - jak dla mnie - na najwyższym poziomie. Nie wiem, czy już coś wydawałeś, ale jeśli nie, to warsztatowo na pewno jesteś na to gotowy.

Popraw sobie tylko w jednym miejscu i będzie idealnie:
"Przecież Fiodor ustawiła alarm" --> ustawił
Odpowiedz
Zdzislav kłaniam się
Odpowiedz
!jacek79 12 d.
z dużym wykopem
Gratulacje!!
Odpowiedz
jacek79 dzięki
Odpowiedz
Parę drobnych literówek się zdarzyło, ale nie zaburza to odbioru. Przyjemnie się czytało, płynnie, z niegasnącym zaciekawieniem. I przede wszystkim fajny pomysł - niby opko nie jest długie, ale zawiera w sobie akurat odpowiednią ilość treści, by wszystko było jasne i zrozumiałe. Dobra robota.
Odpowiedz
alfonsyna miło mi doprawdy bardzo
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.