online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
widok na morze
<
TW#2 - człowiek w bieli - (1 z 2)
>

Opis:

2 z 2

człowiek w bieli (2 z 2)

 

 Wreszcie wybiła godzina zero. Staliśmy w sześciu przy Chronokapsie. Ja, Grodus, Skłeler, Wściekły, Gruby i Długi. Grodus był wyraźnie zdenerwowany, mimo że próbował to ukryć. Rozglądał się niespokojnie, zerkał na nas ukradkiem, drapał co chwilę po głowie.

 - No to powodzenia, brachu - powiedział Gruby.

 - Pamiętaj, najpierw jeden strzał. A potem dwa razy z bliska poprawka - odezwał się Skłeler

 - Jasne - odparłem. - Wszystko wiem, powtarzaliśmy to tysiąc razy.

 Ubrany byłem w marynarkę, spodnie i buty w fasonie typowym dla lat dwudziestych ubiegłego wieku. Wypożyczyliśmy je z rekwizytorni Wytwórni Filmów Fabularnych mieszczącej się koło Hali Stulecia. Pierwszy plan był taki, że miałem zastrzelić Hitlera z Parabelki, potem zrezygnowaliśmy z tego pomysłu na rzecz nowoczesnego Walthera 9 mm. Parabelka pasowała do epoki ale mogła zawieść. A my musieliśmy mieć pewność.

 - Gruby, ustaw parametry - powiedział Grodus.

 Pięć minut później wsiadłem do Chronokapsu. Na chwilę wszedł tam również Grodus.

 - Sprawdzę jeszcze pańskim okiem, czy wszystko gra - powiedział.

 Siedziałem w fotelu, A Grodus stał odwrócony plecami do mnie, i gmerał coś przy pulpicie sterowniczym.

 - Wszystko okej? - zapytałem.

 - Tak. Tylko sprawdzam - odparł.

 A potem odwrócił się, popatrzył mi w oczy i położył dłonie na ramionach.

 - Nie spieprz tego - rzekł - na pewno masz giwerę? Czekaj, zobaczę.

 I włożył mi rękę do kieszeni.

 - Jest - powiedział - stuknij śmiecia i wracaj w jednym kawałku. Trzymaj się.

 Wyszedł, a ja zostałem sam w kapsule czasu. Nacisnąłem czerwony guzik.

 

 ***

 

 Tym razem podróż trwała dłużej niż za pierwszym razem, a szum w uszach i gwizd były wyrazistsze. Przemieszczałem się nie tylko w czasie ale i w przestrzeni. Po kilkunastu minutach usłyszałem znajomy stuk i wiedziałem, że podróż dobiegła kresu.

 Otworzyłem stalowe drzwi Chronokapsu. Noc była wyjątkowo jasna. Wielki jak bania księżyc w pełni nasączał powietrze srebrnym światłem. Wyszedłem na polanę porosłą trawą, która stopniowo rzedła i zamieniała się w piaszczystą plażę. Lustro wody lśniło w blasku księżyca. Popatrzyłem w prawo. Tak jak zakładał plan - zobaczyłem las. Popatrzyłem w lewo...

 - Tam nic nie ma! - wyszeptałem sam do siebie i przeszedł mnie zimny dreszcz. Zamiast pensjonatu Speicherstad rozciągało się pole przekwitłego rzepaku. Popatrzyłem uważnie przed siebie. Niby zgadzało się - wylądowałem nad wodą. Mniej więcej czterdzieści metrów od lustra. Tyle, że to nie było jezioro, a rzeka!

 Coś poszło nie tak. Najwyraźniej wylądowałem nie tam gdzie zaplanowaliśmy. Nie było pensjonatu, nie było Hitlera. Kompletne fiasko. Co robić?

 Wróciłem do Chronokapsu. Postanowiłem przeczekać do świtu i przeanalizować sytuację. Sam nie wiem, kiedy zasnąłem. Obudziłem się już w jasny dzień. Co się stało z pensjonatem? Czy maszyna czasu nawaliła? Mogłem być albo w innym miejscu, albo w innym czasie, albo jedno i drugie. Przypomniało mi się dziwne zachowanie Grodusa. Zawsze był taki spokojny i opanowany. W końcu nasz szef. Czy coś przeczuwał? Czy wiedział coś, czego my nie wiedzieliśmy? Ale przecież sprawdzaliśmy Chronokaps. Wszystko było okej. Jakby coś wiedział, to by powiedział. A może nie mógł?

 Przypomniałem sobie, że Grodus wsiadł ze mną na chwilę do Chronokapsu, tuż przed odlotem. Sprawdzał, czy mam broń. Po co? Przecież wiadomo, że mam. Widział przecież jak wkładam ją do kieszeni marynarki. Kieszeń...

 Tak! Była tam! Była wiadomość. W kieszeni marynarki znalazłem złożoną w kostkę kartkę papieru. Rozprostowałem ją. Kartka zapisana drobnym maczkiem. To musiała być wiadomość od Grodusa!

 A więc nie zostawił mnie bez niczego... Miałem punkt zaczepienia.

 

 ***

 

 Niestety... Ani szef, ani żaden z kolegów z Anty Nazi Frontu nie wiedział, że mam wadę wzroku plus trzy dioptrie i nie byłem w stanie przeczytać tekstu bez okularów korekcyjnych. Nie ma się czym chwalić. Nie dość, że podobny do Goebbelsa, to jeszcze okularnik... Udawałem, że ze wzrokiem u mnie wszystko okej. Teraz okazało się, że to błąd. Grodus, gdyby wiedział, może napisałby wiadomość większymi literami.

 Musiałem zdobyć jakoś okulary albo lupę. Inaczej nigdy nie dowiem się co jest napisane w wiadomości.

 Zamknąłem starannie Chronokaps i poszedłem piaskową ścieżką w górę rzeki wzdłuż pola rzepaku. Skoro jest pole - myślałem - to może będzie w pobliżu jakieś skupisko ludzkie, jakaś wieś albo jakieś miasteczko. Przeczucia nie myliły mnie. Za kolejnym zakrętem droga z piaszczystej zamieniła się w brukowaną kocimi łbami ulicę. Pojawiły się nieliczne zabudowania, jednopiętrowe domki, schludne, murowane. Spotkałem pierwszych przechodniów. Dwóch panów w surdutach i melonikach, starszą kobietę w długiej plisowanej spódnicy i dziwacznym kapelusiku na głowie. Ze straszliwym stukotem przetaczały się po kocich łbach zaprzęgnięte w gniade konie dorożki.

 Kierowałem się w stronę zwiększonego ruchu. Szukałem jakiegoś rynku, albo parku. Miejsca odpoczynku. Tylko tam mogłem znaleźć kogoś siedzącego w ławce i czytającego. Bo nie wystarczyło odszukanie okularnika. Musiał to być okularnik dalekowidz.

 Wreszcie udało mi się trafić na park. Na jednej z ławek siedział starszy pan i czytał gazetę. Na nosie miał okulary w drucianej oprawie.

 Minąłem go nie patrząc w jego stronę i zaszedłem od tyłu. Nie zauważył, że stanąłem tuż za nim, za oparciem ławki.

 Zaaplikowałem starszemu panu mocnego "karkochlasta", czyli strzeliłem go otwartą dłonią w miejsce gdzie tylna część głowy przechodzi w tylną część szyi. Tak jak przewidziałem facet spadł z ławki gubiąc przy okazji okulary. Podniosłem drogocenne szkła. Starszy pan niezwykle szybko, jak na wiek, doszedł do siebie po ciosie, zaczął się szarpać i protestować. Nie chciał oddać po dobroci, więc musiałam użyć przemocy. A potem kiedy leżał na ziemi i zwijał się z bólu dostał jeszcze kopniaka, bo nadal głośno krzyczał. Dopiero drugi kopniak go uciszył.

 Uciekłem ze zdobytymi okularami z powrotem w stronę Chronokapsu. Czułem się okropnie. Ja, antyfaszysta, zachowałem się jak ohydny naziol. Napadłem w parku na niewinnego człowieka i pobiłem do nieprzytomności. Nie przypuszczałem, że misja będzie wymagała ode mnie tak odrażających czynów.

 

 ***

 

 Zamknąłem się z powrotem w Chronokapsie. Założyłem okulary. Przeczytałem wiadomość od Grodusa.

 

 W Chronokapsie jest podsłuch. Odkryłem go w nocy poprzedzającej twoją misję. Dlatego nie mogłem ci nic powiedzieć. Ale wiedziałem, że sobie poradzisz i znajdziesz wiadomość. Ktoś z nas jest zdrajcą. Podejrzewam Długiego. Jest wtyką faszystów w naszej organizacji. Wysłanie cię w 1923 rok byłoby zbyt niebezpieczne. Skoro nam udało się znaleźć działający Chronokaps, mogli go znaleźć również naziści. Po zdradzie Długiego zrobią wszystko, aby twoja akcja się nie powiodła. Być może czeka tam na ciebie komitet powitalny. Będą chcieli cię zabić, żeby nie dopuścić do śmierci ukochanego wodza. Dlatego kiedy wszedłem z tobą na chwilę do Chronokapsu, zmieniłem parametry podróży. Zmieniłem czas i miejsce lądowania. Zamiast do 1923 przeniosłem cię do 1890 roku. Ale nie nad jezioro, tylko do miasta. I nie do Niemiec, tylko do Austrii. Dokładnie do Branau am Inn. Do miejsca urodzin Hitlera. Jest lato 1890 roku. Adolf Hitler ma rok i dwa miesiące. Mieszka na Kreuzerstrasse 18 w dwupiętrowej kamienicy pod numerem sześć. Pójdziesz tam, zakradniesz się do mieszkania i zabijesz go. Bułka z masłem. Nie potrzebujesz nawet broni. Ułatwiłem ci zadanie i uchroniłem przed interwencją nazistów, z którymi prawdopodobnie współpracuje Długi. Po akcji wrócisz do Chronokapsu odpalisz maszynę i spotykamy się zdrowi i szczęśliwi w teraźniejszości.

 Trzymaj się brachu.

 Grodus.

 

 ***

 

 Aby dostać się do domu państwa Hitlerów wykorzystałem czas, kiedy matka Adolfa poszła wyrzucić śmieci i zostawiła na chwilę uchylone drzwi wejściowe. Było późne popołudnie. Prześlizgnąłem się bezszelestnie z przedpokoju do salonu. Ojciec Hitlera drzemał w głębokim fotelu lekko pochrapując. Przekradłem się do następnego pokoju starając się nie robić najmniejszego hałasu. To był pokoik, w którym stało dziecięce łóżeczko, a w łóżeczku spał mały Adolf Hitler. Wystarczył jeden rzut oka, aby mieć pewność. Mimo, że byłem cicho, niemowlak kierowany chyba szóstym zmysłem wyczuł, że ktoś jest w pokoju, obudził się i zaczął głośno płakać. Schowałem się za grubą zasłoną. Serce zadudniło mi jak most. Usłyszałem skrzypienie drzwi wejściowych do mieszkania, to wróciła mama Hitlera z pustym kubłem na śmieci. Zaraz ktoś przyjdzie i mnie zdemaskują, pomyślałem zaciskając pięści. Mały Hitler płakał coraz głośniej, zanosił się płaczem. Potem na chwilę milkł, żeby wybuchnąć jeszcze głośniejszym szlochem, jeszcze bardziej żałosnym. Ale nikt się nie pojawił. Ani mama, ani ojciec nie zareagowali.

 Wszystko to trwało i trwało. Mały Hitler nie przestawał ani na chwilę płakać. Kątem oka, przez uchylone drzwi, zobaczyłem, że na drugim fotelu ułożyła się do drzemki matka Adolfa, a po chwili rozległo się jej pochrapywanie i mieszało z chrapaniem pana domu.

 Teraz!

 Teraz muszę to zrobić.

 Ale jak?

 Podejść i co? Udusić? Może lepiej kark skręcić? Rozbić główkę o kant stołu? Zrobiło mi się niedobrze od samych tych okropnych rozważań. Jak się uśmierca niemowlę? Zmusiłem się, żeby wewnętrzny głos krzyczał mi prosto do serca: to jest Hitler! To niemowlę to Hitler. Największy zbrodniarz w dziejach. Musisz go zabić dla dobra ludzkości. Przez tego malca za pół wieku zapłonie świat! Przez tego malca w piecach będą palić ludźmi, spychacze nie nadążą z zasypywaniem masowych grobów, będą gazować ludzi jak insekty...

 Podszedłem do łóżeczka. Kiedy mały Adolf mnie zobaczył przestał płakać. Pochyliłem się i odruchowo starłem mu rąbkiem kołderki gila pod nosem. Chwyciłem go pod ramiona i wyjąłem z becika. Nastrój małego Adolfa zmieniał się z każdą chwilą. Jeszcze niedawno zapłakany, rozwrzeszczany, teraz patrzył na mnie z ciekawością. A potem uśmiechnął się nieśmiało i zakwilił: gu gu! gu gu! Przygarnąłem go do piersi, drugą ręką objąłem za szyję szukając kciukiem grdyki. A wtedy maluch roześmiał się na głos i objął mnie swymi krótkimi rączkami...

 

 ***

 

 Kiedy ich zobaczyłem wiedziałem, że będzie źle. Znalazłem się w niewłaściwym miejscu o nie właściwym czasie. Trzech wielkich jak goryle, napakowanych sterydami nazioli, kiboli Śląska Wrocław w wąskim przejściu podziemnym na peryferiach miasta spotkanych w środku ciemnej nocy. Czy można trafić gorzej? Mieli bejsbolowe kije i podkute ciężkie buty. Sam nie wiem, co bardziej bolało. Kopniaki, czy ciosy kijem. Kuliłem się na zimnym betonie zakrywając głowę przed uderzeniami. Mimo koszmarnego bólu wybuchającego oślepiającymi rozbłyskami pod czaszką wiedziałem, że to co się teraz dzieje, że teraźniejszość, jest bezpośrednią konsekwencją bliskiej przeszłości, tego czego dokonałem, a właściwe, czego nie dokonałem przed niespełna trzema godzinami.

 Tak... nie zabiłem Hitlera. Nie byłem w stanie tego zrobić. I teraz za to płacę. Jeszcze niedawno mogłem wszystko zmienić. Zmienić los ludzkości ale także swój. Nie zrobiłem tego. Mimo że mogłem. Mimo że los dał mi niepowtarzalną okazję.

 Położyłem małego Adolfa z powrotem do łóżeczka i uciekłem z mieszkania przy Keuzerstrasse 18. Kiedy wybiegłem na ulicę znowu usłyszałem płacz. Hitler zostawiony sam w beciku zaczął się drzeć. Przez nikogo niepokojony wróciłem do Chronokapsu. Trzęsły mi się ręce. Cały drżałem. Miałem dosyć tej popieprzonej akcji. Miałem dosyć zbawiania świata, miałem dosyć bycia antyfaszystą. Miałem dosyć wszystkiego! Zaprogramowałem Chronokaps na powrót do teraźniejszości, ale o miesiąc wcześniej. W ten sposób cały ten cyrk z zabijaniem Hitlera w ogóle się nie wydarzy. Tak sobie kombinowałem. Wrócę wcześniej, moi kumple z Anty Nazi Frontu nic jeszcze wtedy nie będą wiedzieć o Chronokapsie i możliwości jego wykorzystania. Grodus nie wpadnie na pomysł zgładzenia Adolfa. I nie wyśle mnie do przeszłości. Ustawiłem Chronokpas tak, aby wylądował w samym środku miejskiego wysypiska śmieci. Wylądowałem na wielkiej stercie cuchnących odpadów, o czym przekonałem się po wyjściu z Chronokapsu. Stoczyłem się z tej paskudnej sterty razem z urządzeniem, które przechyliło się powoli, a potem sturlało aż na sam dół. Podniosłem ciężki kamień znaleziony obok. Wszedłem do maszyny i rozbiłem ekrany, pourywałem potencjometry, porozbijałem metodycznie całe skomplikowane oprzyrządowanie Chronokapsu, tak aby nikt już nie mógł z niego skorzystać.

 Brudny, śmierdzący i wymięty, oblepiony błotem i jakąś cuchnącą mazią, z resztkami śmieci we włosach szedłem przez ciemną i cichą noc. Aby wrócić do domu musiałem zapuścić się w rejony stadionu piłkarskiego, który wybudowano na Maślicach we Wrocławiu przed Euro 2012. Mój błąd polegał na tym, że zapomniałem, iż w dniu, na który ustawiłem mój wcześniejszy powrót odbył się mecz Śląska z Arką Gdynia. W dzień rozgrywek nikt rozsądny nie zapuszcza się w takie rejony. "Strzeż się tych miejsc" śpiewał Lech Janerka dawno temu, a ja powinienem o tym pamiętać.

 

 ***

 

 Ale stało się.

 - Jebać policję! - krzyknął jeden z osiłków wyglądający na największego troglodytę - i sprzedał mi potężnego kopa.

 - Ale ja nie jestem z policji - zaprotestowałem słabym głosem.

 - Jebać pedałów! - zawrzasnął drugi z nazioli. Na gołym ramieniu miał tatuaż ze swastyką.

 - No co ty! - odezwał się trzeci z Polską Walczącą na bicepsie. - Jebać pedałów?

 - Bić pedałów - poprawił się ten ze swastyką i zdzielił mnie kijem.

 - Ale ja nie jestem pedałem - wystękałem, ale nie wiem czy mnie zrozumieli, bo usta miałem pełne krwi i zakrztusiłem się wybitym zębem.

 - Mówi, że nie jest pedałem - powiedział ten z Polską Walczącą.

 - Ale za to jest menelem! - wrzasnął trzeci naziol z najkrótszym karkiem i najniższym czołem. - Jaki łach! Zwykły śmieć śmierdzący rzygami. Zresztą nieważne, mi nie robi to w sumie różnicy.

 - Popatrz na to - powiedział ten ze swastyką i przystawił mi grubszy koniec kija bejsbolowego pod nos. - Widzisz, co tu pisze?

 - Dobro - wycharczałem.

 Mieli kije z firmy "Dobro". Interes prowadził biznesmen, Krzysztof Raskulski. Nazwę firmy umieszczał na każdym produkcie. Dorobił się milionów na kijach bejsbolowych i golfowych. Kiedy kraj się bogacił i klasa średnia rosła w siłę, wtedy sprzedawał kije golfowe. W czasach kryzysu i powszechnej pauperyzacji dobrze schodziły kije do bejsbola. Jaka by nie była koniunktura Raskulski zawsze się bogacił. A kije marki "Dobro" cieszyły się szczególnym wzięciem wśród nazistów. Dzięki tym kijom mogli zwalczać zło dobrem, używając przemocy z czystym sumieniem.

 

 ***

 

 - Zło dobrem zwyciężaj! - wrzasnął naziol ze swastyką. Uderzył mnie. Straciłem świadomość.

 

 ***

 

 Jestem człowiekiem w bieli. Przy łóżku siedzą Grodus, Wściekły i Skłeler. Mają łzy w oczach.

 - Jebani naziole - mówi Grodus - zabić ich to za mało.

 - Ale jak mogłeś być taki lekkomyślny? - dziwi się Skłeler. - W dzień meczu szwendać się po nocy w okolicy stadionu? To samobójstwo!

 - Zapomniałem - mówię do kolegów. A właściwie chcę powiedzieć ale nie mogę, bo mam zadrutowaną szczękę.

 - Zapomniałeś? - Grodus mówi jakby usłyszał mój wewnętrzny głos. - Przecież trąbili o tym wszędzie.

 - Wróciłem z dalekiej podróży - mówię do nich w myślach, a oni kiwają z niedowierzaniem głowami.

 - Ach, gdyby tak mieć jakiś wehikuł czasu, czy coś w tym rodzaju i zabić Hitlera. Może nie byłoby wtedy całego tego syfu. - Grodus zaciska pięści, aż bieleją mu kostki.

 Zamykam oczy i czekam, aż zostanę sam. Przez szpitalne, zamalowane do połowy na biało okno, widzę poruszaną wiatrem gałąź dębu. Jest późna jesień i ostatnie liście odpadają, szybują, obracają się i migocą w niskim słońcu.

 

 

 

 początek:https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=9029&am

15620 zzs

Liczba ocen: 7
81%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~sensol
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 41

Dodano: 2021-10-08 22:36:49
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?id_watku=18
Odpowiedz
@nuncjusz 10 d.
z dużym wykopem
Bardzo dobry tekst czytałem na prawdę z wielkim zainteresowaniem
Zastanawia mnie tylko jedno. Czemu nasz biały bohater nie zabrał małego Adolfa do wehikułu czasu? Skoro nie mógł go zlikwidować, to mógł chociaż tyle i ewentualnie z kumplami dokonać rzezi niewiniatka, ewentualnie wychować na dobrego człowieka.
Odpowiedz
~sensol 10 d.
nuncjusz - pewnie nie wpadło mu to do głowy. poza tym takim czynem zepsuł by całą narrację i pozbawił mnie możliwości ukarania bohatera. dzięki za wizytę i słowa otuchy
Odpowiedz
nuncjusz zgadzam się
Odpowiedz
nuncjusz rozwaliłeś system tym pomysłem
Odpowiedz
z wykopem
Świetny tekst.
Odpowiedz
~sensol 9 d.
Zaciekawiony dzięki za wizytę i słowa otuchy
Odpowiedz
^Ozar 9 d.
z wykopem
Teraz wsio kumam i zwracam honor. Kurdę chyba też nie byłbym w stanie zabić dziecka nawet Hitlera, czy Stalina. Masakra.
Odpowiedz
z wykopem
Hej, ponownie!

No.o... to jest ta lepsza część. I chociaż nie cofam słów spod poprzedniej części to mimo wszystko na upartego, ale to bardzo upartego człowieka można by to od biedy czytać bez poprzedniej części.

Pa!

M.
Odpowiedz
~sensol 9 d.
MHSchaefer danke trochę wyciąłem z tej części i przeniosłem do pierwszej. lepiej jest ale nie do końca. tak w ogóle, to męczący jest ten limit 12 000.
Odpowiedz
sensol ano męczący. 🤷
Odpowiedz
z wykopem
Mały Adolf mówi "gu gu! gu gu!"? He, he, no pękłem. Ogólnie fajny koncept i rzeczywiście w tym przypadku limit psuje trochę odbiór, bo to co najlepsze rozgrywa się w drugiej części: intryga Długiego (nieudowodniona), mały Adolf i dylematy zamachowca, trzy trolle jaskiniowe, zabawiające się "dobrymi" kijami bejsbolowymi... Spoko tekst
Odpowiedz
~sensol 7 d.
Zdzislav dzięki za wizytę i słowa otuchy
Odpowiedz
sensol, otucha zbędna. Tekst znakomicie broni się sam
Odpowiedz
z dużym wykopem
Jezu, liczyłem na to, że go zabierze ze sobą. Ja pierdolę, podróże w czasie to miliardy możliwości pod tkanie opek.
Sztos tekściwo
Odpowiedz
~sensol 6 d.
Canulas danke
Odpowiedz
z dużym wykopem
Fajne Ja tutaj dostrzegam jeszcze jakiś taki problem braku zainteresowania młodym Adolfem ze strony rodziców, czyżby potwór nie urodził się zły, a został taki przez wpływ środowiska?
Odpowiedz
~sensol 6 d.
KluczDoPiwnicy tak! nie wszystko mamy w genach. zimny chów, bicie, to się potem przenosi jak zaraza. i zatruwa kolejne pokoenia. taga sztafeta zła. dzięki za wizytę
Odpowiedz
Też byłam pewna, że zabierze go ze sobą. Albo że zostanie i to on będzie Goebbelsem.

Odpowiedz
"może będzie w pobliżu jakieś skupisko ludzkie, jakaś wieś albo jakieś miasteczko" - już przed miasteczkiem usunąłbym "jakieś", bo wg mnie o jedno za dużo, ot, taka drobna sugestia
Naprawdę dobre opowiadanie! Dylematy moralne, spadająca na bohatera lawina przeciwności - super to zagrało. I mimo że, tak jak wspomniałem pod pierwszą częścią, motyw przenosin w czasie jest już mocno wyeksploatowany, pokazujesz, że nadal można ugryźć temat w ciekawy sposób i przytrzymać czytelnika przed ekranem Pozdro!
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.