online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
Pętla czasu (poprawione) (długie) (2/2)
>
Praca Wyróżniona

Opis:

O coś mi chodziło

Tagi: #bizarre #bizarro #chujwieco

Supersam (one-shot)

 Kierownik stał i darł się do tłumu pracowników zgromadzonych z tyłu fabryki. Kołonotatnik był otwarty na stronie z gryzmołami. Nie on gryzmolił.

 — Kto dziś pierwszy na produkcję żywności? Ty? Pokaż ręce! — ryczał, a wytypowany wychodził przed grupę i pokazywał ręce.

 Czarne szpony, bo paznokciami tego nie sposób z czystym sercem nazwać, odznaczały się na wyszorowanych rękach jak plama z gówna na białych spodniach.

 — Co to jest? Myślałeś, że nie zauważę? Na dział przetwórczy! I ty, i ty! I ty, i wy dwaj... Reszta na dwór przed supersam! W ogóle, z takimi rękami, fuj... wszyscy pozostali za fabrykę i rozładowywać ciężarówki! Porcjować maczetami!

 Jego wzrok spoczął na dwóch pracownikach w niebieskich kombinezonach.

 — Wy dwaj, Knuta, Hirga, zaproszenie potrzebujecie? Jak zawsze, brać mopy i szorować podłogę w sklepie pod działem konserw. — Zamknął kołonotatnik z trzaskiem. Hirga i Knuta popatrzyli na siebie i wzruszyli ramionami. — Chodzą słuchy, że Madame ma dzisiaj przyjść — dodał do siebie po cichu i westchnął. W kieszeni ciążył mu nóż do tapet. Spojrzał na zegarek. Ósma czterdzieści. — Byle przeżyć do wieczora.

 Przed sklepem stali pracownicy działu mopów i naganiali klientów. Trzymali się w kupie dla bezpieczeństwa.

 — Konserwy! Mięso dla kotów! Żarcie dla psów! Świeże! Zdrowe! W pudełkach i w puszkach! Wszystko świeżo mielone! Zapraszamy! — Wymachiwali rękami i szczotkami, mimo że padlinożerców nie było nigdzie w zasięgu wzroku. Ale wiadomo, że nie mogli być daleko; po prostu siedzieli ukryci w norach i za kamieniami.

 Podjechał ogromny samochód i wysiadła z niego kobieta. Nie byle jaka. Dobrze ubrana, w obcisłej sukience która niewiele zasłaniała, z pudelkiem na jednej smyczy i kotem birmańskim na drugiej. Szła, postukując wysokimi obcasami, a ogromna grzywa rudych włosów na jej głowie zdawała się żyć własnym życiem. Minęła tłum naganiaczy, podeszła do jednego, obejrzała od góry do dołu spod długich rzęs, kiwnęła na niego upierścienionym palcem i poszła prosto do przyfabrycznego supersamu. Wybrany podążył za nią w milczeniu.

 Stuk, stuk, stuk, robiły jej obcasy. Zwierzęta na smyczach podzwaniały lekko dzwoneczkami, które miały na obrożach. Dzyń, dzyń. Dzyń, stuk, dzyń, stuk. Z tyłu człapał wybrany przez kobietę pracownik.

 Pani szła pewnym krokiem, a wszyscy pracownicy w niebieskich uniformach odwracali za nią głowy. Kierownicy działów, z nieodłącznymi kołonotatnikami pełnymi bazgrołów i długopisami na kablach kłaniali się nisko, gdy przechodziła. Podeszła do dwóch sprzątaczy, którzy zagradzali drogę. Stanęła i czekała, aż ją przepuszczą. Hirga spojrzał na kolegę. Cicho przez zęby wycedził:

 — Ona tu jest... Co robisz? Odsuń się. — Knuta nawet nie drgnął. Patrzył na Madame Thorú jak zaczarowany, czyli mniej więcej tak, jak wszyscy.

 — Droga Madame, żadna z obecnych konserw nie odpowiada jakościowo potrzebom pani futrzastych ulubieńców, niestety wczorajsza partia okazała się nazbyt bogata w dżins i metalowe elementy! W imieniu firmy muszę panią poprosić o chwilę zwłoki. — Usiłował ratować sytuację Hirga.

 Cały świat wstrzymał oddech, niektórzy kierownicy z kołonotatnikami sprawdzali ukradkiem własne noże do tapet, żeby komisyjnie poderżnąć gardło Hirdze i Knucie, a potem wyrżnąć siebie nawzajem, żeby nie musieć oglądać niezadowolenia w oczach Madame.

 A Madame czekała. Sięgnęła do wewnątrz swojej ogromnej fryzury, i wyciągnęła stamtąd podłużne, złote pudełeczko. Otworzyła je i skierowała do sprzątaczy. Pudełko okazało się pozłacaną bambusową papierośnicą, pełną długich, białych papierosów ze złotymi filtrami. Sprzątacze, zachęceni gestem, poczęstowali się. Thorú włożyła sobie papierosa do ust, po czym złożoną papierośnicą odpaliła sobie i obu sprzątaczom. Nie odmawia się Madame.

 Zanurzenie nosa w korzennych przyprawach z najdalszych zakątków świata nie mogło równać się z bogactwem i natężeniem aromatu, którym w mig wypełniła się sklepowa alejka. Hirga podszedł do pracownika, którego Madame wybrała na zewnątrz. Szepnął mu coś na ucho, po czym przeprowadził przez składane drzwi i wrócił, zamykając je szczelnie za sobą. Otrzepał ręce. Podszedł do niego z gracją pudel i podstawił głowę do pieszczot. Hirga wytarł pospiesznie ręce w kombinezon, ocenił ich czystość i na próbę pogłaskał psa.

 — Życzy sobie pani w puszkach, w workach, czy w pudełku, Madame? — zwrócił się do kobiety, która paliła papierosa i patrzyła na Knutę. A Knuta stał, nagle czerwony jak burak i usiłował nie patrzeć w wydatny, perkaty, niemalże cały na wierzchu, biust kobiety. Kot ocierał mu się o nogi, mrucząc jak traktor. Z kącika ust zwisał Knucie papieros, którym co chwila zaciągał się i wypuszczał kółka z dymu.

 — Życzę sobie, żeby pan... — wskazała Knutę palcem wskazującym, na którym złoto pierścionków i różne kolory kamieni szlachetnych usiłowały wywalczyć sobie drugie miejsce w dominacji kolorystycznej na palcu. Po bieli paznokci, oczywiście, dla której opisania wymyślono kiedyś słowo "Vizir".

 — Knuta — wybąkał Knuta ze spuszczonym wzrokiem. Madame przestąpiła z nogi na nogę, a oczy Knuty zauważalnie drgnęły. Jej twarz ozdobił uśmiech.

 — Życzę sobie, żeby pan Knuta wybrał i mi towarzyszył do domu. Mój kot wydaje się go lubić.

 Hirga, nie przestając głaskać psa, nacisnął przycisk na panelu na ścianie. Rozległo się burczenie, a potem cichy mlask. Po dłuższej chwili rozległo się kilkakrotnie "PIIP" zza drzwi.

 — Knuta? — zapytał Hirga. — Knuta, pani prosi, żebyś wybrał. Knuta, Madame... — Szturchnął Knutę Hirga. Przez chwilę Knuta stał i patrzył w dół. Po czym podniósł głowę i spojrzał na Madame tak, jak skazani na śmierć przez rozstrzelanie patrzą na słońce - bez obaw, że oślepną. Knuta przybrał zacięty wyraz twarzy, jego krótkie, siwo-rude włosy zdawały się stać na baczność.

 — Weźmiemy pudełko — powiedział mocnym głosem Knuta, rzucając na ziemię kiepa. Spojrzał beznamiętnie na drzwi, za którymi chwilę temu zniknął człowiek, po czym odwróciwszy głowę z powrotem do Thorú, przydeptał leżący na ziemi filtr wysokim, skórzanym buciorem. Zakasał rękawy jednoczęściowego uniformu i podał ramię kobiecie. — Madame. — Ni to spytał, ni rozkazał.

 Madame Thorú spojrzała na niego łaskawie, upuściła na ziemię wypalonego do połowy papierosa i, choć wyższa od Knuty o pół metra fryzury i obcasów, przyjęła jego ramię. Za nimi Hirga z papierosem w zębach odbierał zza drzwi pudełko i pakował je na wózek. Pozwolił, by Knuta w uniformie prowadził Madame do wyjścia, a sam szedł kilka kroków za nimi. Za nimi, a przed Hirgą, krokiem niemalże majestatycznym, szły zwierzęta.

 Gdy ten mini-korowód złożony z: pracownika w niebieskim uniformie, madame Thorú, jej psa, kota i Hirgi przeszedł i upewniono się, że nie zawróci, pierwsi w stronę tlącego się niedopałka wystartowali kierownicy. W drodze wyciągnięto noże i zadawano cięcia. Odpychano się brutalnie.

 Hirga niepytany podszedł do tyłu ogromnego pojazdu. Kilkuosiowy, wysoki na dwa metry i szeroki na dwa i pół błyszczący chromem pick-up był otwarty, więc Hirga przygotował pudełko do podniesienia. Obok, tego był pewien, Madame i Knuta obmacywali się łapczywie. Kilka metrów za jego plecami zbierał się tłumek.

 W chwili, gdy Hirga pakował do bagażnika pudełko pełne mięsa, Knuta i Madame całowali się tak, że naganiaczom przed sklepem mowę odebrało. Wyciągnęli noże. Hirga zamknął oczy i zaczął liczyć w głowie do siedmiu. A potem do dziesięciu. A potem jeszcze do sześciu.

 Sądząc po dźwiękach, Knuta przeszedł od pierwszej bazy do łomotania czekoladowej rozgwiazdy w niecałe pół minuty. Kobieta najwyraźniej musiała trzymać się samochodu, bo ten, choć z pewnością nielekki, trząsł się tak, że Hirga, zabezpieczający pudełko taśmami, ledwo powstrzymywał się od choroby morskiej. Sądząc po dźwiękach, za nimi zebrał się tłumek rozładowywaczy i walczyli z niedobitkami kierowników i naganiaczy. Słychać było stłumione cięcia, zduszone krzyki z jednej strony, a z drugiej jęki i mlaśnięcia. Hirga odwrócił się i zasłonił uszy.

 Tłum ludzi masakrował się sam. Cięto, chlastano, bito, zabijano. Każdy każdego. Każdy z każdym, każdego. Poza nimi dwoma i Madame. Gdy skończyli i nikt już się nie ruszał, Knuta postukał kolegę w ramię i wręczył mu smycze.

 — Pies cię lubi — rzekł, obszedł samochód i usiadł na siedzeniu pasażera. Madame zawsze prowadziła sama.

 Hirga podskoczył kilka razy ze szczęścia w miejscu, po czym wsiadł i delikatnie zamknął drzwi. Od razu obsiadły go zwierzaki. Połaskotał je za uszami.

 Za ich plecami w wielkiej kałuży krwi leżało kilkudziesięciu martwych ludzi. Gdy samochód zniknął za zakrętem, nie minęła minuta i pierwsze odgłosy mlaskania i szarpania tkanek rozdarły ciszę pustyni.

 Tylko najbogatszych było stać na świeżo mielone mięso prosto ze sklepu.

 Byle biedak musiał znaleźć i przeżuć sobie sam.

8808 zzs

Liczba ocen: 2
87%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Okropny
Kategoria: inne

Liczba wejść: 28

Dodano: 2021-10-10 18:49:36
Komentarze.
*Canulas 17 d.
z dużym wykopem
Już kiedyś czytałem. Tak samo dobre dziś
Odpowiedz
~Okropny 16 d.
Canulas Czekam aż przeczytasz mój fanfic
Odpowiedz
*Canulas 16 d.
Wiedźmiński?
Odpowiedz
~Okropny 16 d.
Canulas taa
Odpowiedz
!jacek79 14 d.
Później przeczytam … teraz Gratulacje!!!
Odpowiedz
~Okropny 14 d.
jacek79 dzięki!
W ogóle jak fajnie, że znowu na głównej
Odpowiedz
!jacek79 13 d.
z dużym wykopem
… ciekawe opowiadanie … a końcówka bardzo „pouczająca” ..mięso mięsem ale jest coś w tym prawdziwego ( a najbogatszych stac
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.