online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
"NOS4A2" Joe Hill (recenzja)
<
Zlot t3
>

TW #2 – Żądze

 Postać: Dzieci gorszego boga

 Zdarzenie: Modlitwa o szybką śmierć

 Efekt: "Nie ma dobra, nie ma zła, jest tylko ból, gdzie silniejszy depcze słabszego". – Stwórz w opowiadaniu wątek, który całkowicie zakwestionuje istnienie jakiejkolwiek moralności.

 __________

 

 Stał w sklepie, zastanawiając się, czy ukraść, czy poprosić na zeszyt.

 Kraść.

 Czy prosić?

 Ukraść, zachowując pozorną godność, licząc, że uda się niepostrzeżenie. Czy płaszczyć się na granicy błagania, odkrywając przed obcą osobą całą paletę własnych problemów, zamkniętych w przepełnionym wstydem pudełku z napisem „bieda”?

 

 Wtedy zrobił to po raz pierwszy, obwarzanek i jabłko zjedzone na murku za zakrętem ulicy, przy której znajdował się sklep. Nie było kamer, jedynie czujne oko ekspedientki. Nie dość czujne, by dostrzegło drobnego, wygłodniałego złodziejaszka. Zbyt mało uważne, by doprowadzić do kompromitacji i obnażyć słabości mężczyzny.

 

 System był niezmiernie ważny. Musiał coś kupić, zawsze, bez dwóch zdań, musiało być go stać na cokolwiek. Podchodził do lady, kościstą dłonią kładąc na niej kilka ziemniaków lub najtańszy ryż, czasami cukier lub mleko, które w połączeniu z ryżem stanowiło wartościową zupę. Gotował ją tylko w niedzielę.

 Ekspedientka brzydziła się drobnych wygrzebanych z kieszeni dawno niepranych spodni. Mężczyzna uśmiechał się nieśmiało. Radość potęgował krok kolejny – z zakupami w reklamówce podchodził do stoiska z gazetami, wertował kilka, pytał o tytuły, których ewidentnie nie było. Kobieta niecierpliwiła się z minuty na minutę, by po chwili zająć się swoimi sprawami, liczeniem pieniędzy, zamiataniem lub sprzątaniem stoiska z mięsem. I wtedy, wychodząc, sięgał po pieczywo lub owoce, czasami nawet słodycze. Zawsze coś. Za każdym razem, codziennie, coraz pewniej i śmielej.

 Potem odkrył bazar.

 

 Tłumy ludzi, kobiety pochylone nad straganami, zaabsorbowane grzebaniem w kolorowych łaszkach, rozmawiające, świergoczące, gdakające. A każda z torebką przerzuconą przez ramię, zarzuconą na plecy, dyndającą gdzieś tam z tyłu. Wtedy nauczył się kraść pieniądze. Kradł pieniądze i wracał do sklepu. Kradł je i czuł, że dawne życie to zamknięta przeszłość, a dylemat odarcia z godności, czy drobnych przewinień gryzących sumienie nie stanowi już rozterek. Uśpił sumienie, stłamsił, opanował, zastraszył, ukrył. Zniszczył podstawowe mechanizmy, które owo sumienie aktywowały.

 

 Kupował pieczywo, nabiał, nawet mięso.

 Kupował alkohol i gazety, zawsze marudząc, że nie ma interesujących go tytułów.

 Kupował sporo, sprzedawał natomiast puste, skórzane portfele.

 A potem odkrył kościoły i cmentarze.

 

 Długo nie mógł zrozumieć, czemu narażał się na ryzyko przyłapania, kręcąc w miejscach, których istotę stanowił obrót gotówki. Gdzie sprzedawano i kupowano. Gdzie jedni i drudzy, zarówno sprzedający, jak i kupujący pilnowali właśnie gotówki, liczyli ją, trzymali na niej łapy.

 A w takim kościele ludzie modlili się w skupieniu, tłum spowijał półmrok, a organy zagłuszały każdy ruch.

 Najbardziej lubił pogrzeby, gdy zapłakane rodziny kuliły się pod czarnymi parasolami i mało kogo w tych momentach obchodziła doczesność. Kupił nawet czarny garnitur. Udając zapłakanego, tuż przed wyjściem tarł oczy cebulą, kupioną w sklepie, za cudze pieniądze.

 Uznał, że te banknoty już były jego. Bo miał odwagę i władzę nad własnym sumieniem. Bo był obserwatorem, lepszym niż tłum, w którym się krył, pozornie upodobniając do wszystkich wokół.

 A potem to także przestało mu wystarczać.

 

 Chciał jeszcze raz poczuć ten stan, co wtedy, w tamtym sklepie, kradnąc jabłko i obwarzanka. Znów przyspieszyć oddech za sprawą omiatającego plecy wzroku. Jeszcze raz zmierzyć się z przekonaniem, że nie jest tak łatwo, że to wyczyn, a poprzeczka ustawiona na tyle wysoko, by adrenalina zasygnalizowała walkę. Wstyd i prośba na zeszyt była ucieczką, a on nie wybrał drogi uciekiniera.

 

 Udając elektryka, okradał domy, ubierając życie w spokojne szaty. W dni powszednie wchodził do pustych kościołów, pewnym krokiem przechodząc przez główną nawę wprost do ołtarza, skąd zabierał pozłacane świeczniki i z niezmienionym wyrazem twarzy wychodził na zewnątrz. Wymyślił, żeby owe świeczniki podrzucać do domów, w których z opieszałością fachowca gmerał w instalacji, napychając kieszenie i plecak po brzegi. Ludzie zawsze byli tacy naiwni, proponowali kawę, zostawiając go samego, następnie wracali, prowadząc krótką, mdłą rozmowę o pogodzie i tym, że jak budowano dom, to ta instalacja, bla, bla, bla...

 Ludzie zawsze są tacy podobni.

 Psikus elektryka, świecznik postawiony między bibelotami. Lubił wyobrażać sobie człowieka siedzącego w swoim fotelu, oglądającego ulubiony serial, który nagle, mimochodem, raz po raz zerkał na półkę, ze zdziwieniem zarzekając się w duchu, że takiego świecznika tutaj nie było.

 Lubił zdziwionych ludzi.

 Zasypiając, wyobrażał sobie wszystkie te kobiety z bazaru, które prędzej czy później orientowały się, że portmonetka zginęła. Każda z nich doznawała zaskoczenia. Absolutnie każda. Mężczyzna chciał zadziwić je jeszcze bardziej. Osaczyć sumienia, cudze, obce, nienależące do niego. Zmusić do modlitwy, przed nim, na chodniku, złapać za tył głowy, szarpnięciem za włosy nakazać klęknięcie. Usłyszeć jak oblane ciepłem strachu kolana opadają na kostkę brukową. Było kilka takich miejsc w jego wsi, gdzie światło latarni po zmroku nie sięgało.

 Na bazarze kupił nóż i króliki. Wieczorami przyglądał się ich kopulacji, pieszcząc ostrze noża polerującą ściereczką. Nie bez powodu mówi się „pieprzyć się jak króliki”. Kąpał je w zupie mlecznej z ryżem, obklejającym szare futerka. One także były zdziwione, co jednak nie przeszkodziło im zlizywać z siebie resztek kąpieli. Zwierzęce zachowania. Ludzkie odruchy. Miks jednych i drugich. Normalność, której definicja narzuca „normy”, czyli to, co częste w danej populacji, powtarzane, przeciętne. Wzorcowa forma zachowania. Fundament pod stereotyp.

 Chciał, żeby ktoś je zabił. Dla niego, bo tak postanowił. Żeby to była kobieta.

 I żeby zlizała mleko z ich futerek.

 Żeby wyjadła z nich ryż.

 Żeby jej kolana gruchnęły o beton za sprawą kościstej dłoni szarpiącej za włosy.

 

 By wyszła poza normę.

 

 Tylko jedna osoba sprawiała, że tak mocno czuł wstyd. I, że miał dylemat.

 Tego dnia listopadowy chłód dało się odczuć wyjątkowo solidnie. Przekręciła górny klucz, dolny, szarpnęła za klamkę, sprawdzając, czy odpowiednio zabezpieczyła wejście do sklepu. Mieszkała siedemset metrów dalej.

 Mężczyzna czekał w bramie.

6470 zzs

Liczba ocen: 8
99%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Ritha
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 65

Dodano: 2021-10-10 22:18:21
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?id_watku=18
Odpowiedz
Dzień dobry!
Właśnie ruszyło głosowanie!

Głosujemy tutaj:
https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?ktg=trening%2

Zapraszamy do czynnego udziału
Odpowiedz
!CptUgluk 16 d.
Kurde, mocny tekst. Potrafisz stworzyć psychola, to trzeba Ci przyznać Stopniowa degradacja człowieka, gdzie ze skąpanego w poczuciu wstydu biedaka powoli staje się pokrzywionym moralnie potworem. Nie wiem do końca, jak te dzieci gorszego Boga tu wpasować, ale domyślam się, że to po prostu metafora. W każdym razie efekt wykreowałaś bezbłędnie. Pozdrowionka!
Odpowiedz
*Ritha 16 d.
CptUgluk psychopaci to mój konik 😅 dziękuję za wizytę i miłe słowa, tekst, hm, swoje odleżał tu i tam
Pozdrawiam!
Odpowiedz
!jacek79 16 d.
z dużym wykopem
Za krótko… super budowane napięcie… i końcówka
Odpowiedz
*Ritha 16 d.
jacek79 dziękuję!
Odpowiedz
*Canulas 16 d.
z dużym wykopem
"Kupił nawet czarny garnitur. Udając zapłakanego, tuż przed wyjściem tarł oczy cebulą, kupioną w sklepie, za cudze pieniądze." - kwintesencja magii

No co tu dużo gadać. Przezajebiste, ale... czy mogło być inaczej?
Odpowiedz
*Ritha 16 d.
Can patrz, akurat odpowiadam, a tu bach, Canulardo.
Za pierwszym razem też Ci się podobał
Dziękować!
Odpowiedz
*Canulas 16 d.
Ritha nooo, taki już masz styl. 95% pod druk.
Odpowiedz
*Ritha 16 d.
Należy Ci się 🪓
Odpowiedz
~sensol 16 d.
z dużym wykopem
no ładnie się rozkręca. pełna profeska. trzymasz równe tempo, co nie zawsze wychodzi nam piszącym tutaj. czasem zaczynamy dostojnie, a potem bęc! nagle koniec jakby paliwa zabrakło. albo na odwrót początek pędzi, a potem nagle akcja zwalnia. miałem w podstawówce kolegę, który potrafił kraść wydawało się "na oczach" sprzedawczyń. wyglądało to tak, jakby umiał hipnotyzować, brał co chciał patrząc im bezczelnie w oczy, a one nic... on po prostu nie czuł strachu, ani żadnych wyrzutów sumienia. był psychopatą właśnie. kiedyś nabrał cały kosz produktów w supersamie i spokojnie wyszedł z nim obok kasy nie płacąc. potem spokojnie zapakował towary do siatki i wyszedł ze sklepu. ja raz w życiu ukradłem książkę dawno temu i mało co się nie posrałem ze strachu
Odpowiedz
*Ritha 16 d.
sensol ja raz ukradłam batona, a potem wpadłam jedną nogą do studzienki ściekowej,do dziś uważam, że to była kara Boska 😅
Dzięki za komentarz, kłaniam się
Odpowiedz
*Canulas 15 d.
sensol na przeprowadzce zajebalem kiedyś buty firmy Giacomelli. (oni się wycofywali z Polski, bo kończyła się ochrona podatkowa). Czuliśmy się Janosikami, działającymi słusznie. Każdy cos zajebal, ja też.
Dwa buty. Oba lewe.
Było mi szkoda wyrzucić, uznałem, że jak będę nosił na chama, w końcu się wyprostują. Prawie se zwichnąłem kopyto
Odpowiedz
~sensol 15 d.
Canulas jakbyś miał dwie lewe nogi byłoby jak znalazł. Jak ukradł właściwie..
Odpowiedz
*Canulas 15 d.
sensol ano byłoby
Odpowiedz
*Ritha 14 d.
Can hahaha, brawo
Odpowiedz
z dużym wykopem
Poruszasz .....
Odpowiedz
*Ritha 14 d.
behemot48 dziękuję
Odpowiedz
~Zdzislav 14 d.
z dużym wykopem
Tekst o progresywnym psycholu. Mocne, mroczne, przygnębiające. I chyba prawdziwe. Mechanizm, o którym śpiewał Kazik w "Gdy mam co chcę, wtedy więcej chce" funkcjonuje niezależnie od "branży" i stanu umysłu. Bardzo dobre opowiadanie
Odpowiedz
*Ritha 13 d.
Zdzislav dziękuję pięknie ❤️ lubię takie tworzenie
Odpowiedz
~jotka 13 d.
z dużym wykopem
Bardzo dobre! Z tym królikami okropne, ale przyznam, że przeczytałam na jednym wdechu. Napięcie budujesz świetnie. Końcówki nie zrozumiałam. Przed kim czuł wstyd 🤔.
Odpowiedz
*Ritha 13 d.
jotka przed ekspedientką, u której brał na kreskę
Dzięki za wizytę
Odpowiedz
~justyska 11 d.
z dużym wykopem
Bo najważniejszy pierwszy krok, a potem samo idzie... i poszło. Świetne opowiadanie. Wzdrygnęłam się na myśl o królikach 🥴
Odpowiedz
*Ritha 10 d.
justyska dziękuję pięknie
Odpowiedz
~Adelajda 11 d.
z dużym wykopem
Świetne opko, kwintesencja emocji, jeszcze ta scenka z królikami, zajebiste.
Odpowiedz
*Ritha 10 d.
Adelajda dziękować <3
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.