online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
TW #1 — 24h
>

Opis:

Znaki: 7440

Tagi: #TW #Kalia #wojna #broń #zabojstwo #karaśmierci #nieśmiertelny

TW #2 — W dobrą stronę

 Postać: Nieśmiertelny

 Zdarzenie: Samosąd

 Efekt "Marzenie, które się nie spełni" - Twoi bohaterowie mają wielkie pragnienia, do których dążą z całych sił. Sprowadź ich na ziemię i przejedź walcem po tych marzeniach.

 

 Miałem w życiu tylko jeden cel. Zakończyć Wielką Stuletnią Wojnę, która w rzeczywistości trwała lat sto sześć i wybuchła dokładnie w dniu moich dziesiątych urodzin. Dlatego zawsze starałem się podążać dobrą stroną. Jednak, gdy w końcu nadszedł mój czas, a ja nie umarłem, zdałem sobie sprawę, że pomyliłem te dwie, niemalże identyczne drogi.

 Zasłaniałem się sztuczną jasnością i namalowanym dobrem. Uświęcałem środki celem. Bo ten, kiedy blaknął w umysłach moich przyjaciół, u mnie wyostrzał się niczym ląd widziany z okrętu.

 Za blisko. Za daleko. Być może go dosięgnąłem. Ale obiecane za młodu fajerwerki nigdy nie przecięły bezkresu nieba, a ciemne chmury nie rozproszyły się znad naszych głów.

 Bardzo przyjemnie żyło mi się ze świadomością, że osiągnąłem mój cel. Pokonałem Czerwoną Armię. Czekałem na koniec, który mógłby dokończyć robotę i wypłukać moją duszę z pozostałego prochu wybuchowego, krwi i resztek gnijących ludzkich ciał. Zrobiło się mniej przyjemnie, wiedząc, że nigdy nie miał nadejść.

 Przypomniałem sobie o tym dosyć niedawno. To było jak dziś. Wtorek. Koniec miesiąca, początek nowego, zimowego w stolicy klimatu. Po wojnie stacje zaczęły funkcjonować normalnie. Pracownicy przerzucający towar na półki, brzęk kas i pieniędzy, roztaczający się wokół smród wódki i toalet zaraz obok.

 Trzymałem w ręku najtańsze papierosy, bułkę zawiniętą w papier. Gdy rzuciłem je na ladę, taki harujący za najniższą krajową, odezwał się do mnie:

 — Dorzuciłby pan parę centów? Taki napiwek. Na obiad dla rodziny.

 Skrzywiłem się, bo gniótł pieczywo w brudnych palcach.

 — Po moim trupie, dzieciaku.

 Wtedy spuścił głowę.

 — Czyli nigdy…

 — Hę? — Nie sądziłem, że odważy się odpowiedzieć.

 — Ikati nie umierają, proszę pana.

 Rozmowa brzmiała jak jedna z tych z moich snów. Zupełnie niedorzeczna. Zapisałem datę tamtego dnia jednak na kartce, jako ta, uświadamiająca mnie o życiu wiecznym, dzięki własnej rasie. Wrzuciłem ją do pieca tydzień później.

 

 Minął miesiąc i nie potrafiłem wytrzymać gryzącego sumienia. To takie nowe uczucie, nigdy wcześniej nawet nie czułem, jak drgało. Przez te wszystkie lata emocje obserwowałem z daleka, u innych, stojąc w bezpiecznej odległości. Dbałem, by cierpienie, strach i rozpacz nie wzbudzały we mnie litości. Poświęciłem na to całą energię, a teraz, gdy tama budowana latami tak po prostu puściła, wiedziałem, że już nigdy nie wrócę do dawnej postaci.

 Roztrzaskałem moją duszę na milion kawałeczków. Każdy z nich, upadając na bruk, wciąż pozostawiał za sobą kropelki krwi.

 Krwawym szlakiem dotarłem pod drzwi mojego najdroższego przyjaciela za czasów Wielkiej Stuletniej Wojny. Dokładniej, w samym jej środku, gdy walczyliśmy z Czerwoną Armią w otwartych starciach.

 Musiał jeszcze żyć.

 Zimna klamka ani drgnęła przez następne minuty. Zadzwoniłem jeszcze raz.

 Pomarszczona, poszarzała twarz stanęła w progu, uchylając dla mnie szparę, dopiero za ósmym razem. Matowa, pełna fałd i blizn skóra sprawiła, że ciepło rozlało mi się po karku, ciarki po kręgosłupie. Wykrzywione w grymasie usta w niczym nie przypominały mojego Bena, mojej prawej ręki. Staruszek patrzył się na mnie z miną, którą zazwyczaj widziałem w lustrze.

 Młodego Bena już nie było. Młodość przeminęła. Pierwszy raz w życiu oblałem się rumieńcem, wstydząc się tego, że w przeciwieństwie do zwykłych ludzi, Ikati pozostawali wiecznymi nastolatkami. Czerwień pokryła moje policzki niczym bryzgi krwi z jego kikutów.

 Otóż stary Ben stracił obie dłonie, które teraz kamuflował chustami, by nie przyciągały natarczywych oczu. Sam je odrąbałem. Pamiętałem to, jak dziś. Ciężar toporu ściągający mnie na ziemię, dwoje rosłych mężczyzn, zakleszczonych we wzajemnym potrzasku. Pomiędzy paczka od dowódcy. Zamglony obraz. Przed moimi oczami wyświetliły się dwa wyjścia, jak tytuły filmów, na które nie mogę się zdecydować.

 Uratować Bena, ale stracić paczkę albo zabić człowieka z Czerwonej Armii, przy okazji naruszając ręce Bena, ale odzyskać paczkę.

 — Czego chcesz, śmieciu? — ochrypły głos zadźwięczał mi w uszach, brutalnie zmywając wspomnienie melodyjnego basu.

 Nie mogłem się ruszyć. Coś ściskało moją pierś. Strach? Ból? Nie miałem nawet pojęcia, jak rozpoznać targające sercem uczucie. Zawiesiłem się na drzwiach z otwartymi ustami.

 — Nie dość, że rozum, to jeszcze mowę odjęło? Wynoś się z mojego domu!

 Miłe wspomnienia i bańka najdroższego przyjaciela prysła, chlapiąc w moją twarz błotem. Nie zrozumiałem.

 Prawdopodobnie mnie nie rozpoznał.

 — Ach, Ben, to ja! Nie pamiętasz? Walczyliśmy u swojego boku! — podjąłem, i chcąc rozchylić drzwi, staruszek prawie przytrzasnął mi palce.

 Na pewno z kimś mnie pomylił. Mimo że się zestarzał, dorósł, nic nie mogło wymazać przeszłości. Wygraliśmy Wielką Stuletnią Wojnę. Razem.

 — Prawda? Zrobiliśmy to razem — zaśmiałem się. Jego oczy pociemniały. — Tak za tobą tęskniłem…

 — I dla tego ignorowałeś mnie przez ponad czterdzieści lat? — krzyk zmienił się w szept. — Nie chcę mieć z tobą do czynienia, łajzo. Pamięć też straciłeś?

 Zamachał w powietrzu obowiązanymi błękitną chustą kikutami, przez które nadal widziałem zarys wystającej kości. Zmarszczyłem brwi.

 — Wiem, przepraszam za to. Chciałem właśnie prosić cię o wybaczenie, naprawdę tęskniłem. Chciałbym, żeby było jak dawniej i wiesz, wydajesz się samotny. Mógłbym dotrzymać—

 Ben postukał w drewno, roześmiał się gardłowo. Spierzchnięte, linijne wargi nie drgnęły w żadną ze stron. Pomyślałem wtedy, że nie pamiętał, jak mówiłem mu o dobrej stronie.

 — Przepraszam — powtórzyłem. — Jestem w drodze, by przeprosić resztę naszych przyjaciół.

 Cisza. Znów przerwana gorzkim chichotem.

 — Kogo niby? Wszyscy nie żyją. Trish zmarła dwa lata temu przez zakażenie, Stella ze starości, a Jack zginął jeszcze na wojnie. Ale ty tego nie pamiętasz, prawda? Obchodziła cię tylko misja. Nawet nie przyszedłeś na jego pogrzeb.

 Chciałem zaprzeczyć, powiedzieć, że śmierć Jacka niezwykle mną poruszyła, lecz w głowie pojawiła mi się Trish. Jej wijące się ciało, kiedy wlewałem do oczu dziewczyny kwas, by wyostrzyć resztę zmysłów. Ponownie, osiągnęliśmy cel. Wytropiliśmy dzięki niej ślady wroga na froncie.

 Nie rozumiałem Bena.

 I wreszcie zbliżył się tuż do mojego ucha. Zionął cuchnącym oddechem, nieogolona broda otarła się o mój gładki policzek.

 — Nie wszyscy są nieśmiertelni. Nie wszyscy są Ikati — szeptał. — Zniszczyłeś mi życie.

 Zacisnąłem szczękę.

 — Zrobiłem to, żeby uratować paczkę.

 Parsknął. Zachłysnął się śliną. Usłyszałem brzęk metalu. Serce zabiło głośniej, gdy położył pozostałość ręki na moim ramieniu.

 — A wiesz, co w niej było?

 Ostry zapach tytoniu i alkoholu, połączenie mydła ze zgnilizną, odchodzącym naskórkiem. Przybliżył się, chuchając lepkim oddechem. Przestałem wierzyć, że droga prowadząca do takiego zakończenia nazywała się dobrą.

 Ale przecież osiągnęliśmy cel, prawda?

 — Prezerwatywy. Dowódca chciał się tylko zabawić, Matt.

 Cichy głos zmroził mnie od stóp do głów. Sparaliżował, gdy kryjący się za plecami Bena obcy mężczyzna przyłożył lufę do mojego czoła. Aż do momentu, nim kula nie wdarła się do organizmu, nie dotknęła nerwów, nie czułem nic. Potem nikły ból, przeradzający się w silne uderzenie. Pocisk utknął, gdzieś obok prawego oka rozdzierało mnie na strzępy żywe cierpienie. Głuchy stuk ciała, kiedy staczało się z plaskiem po marmurowych schodkach. Wyrok śmierci, na który czekałem, na który zasłużyłem. Ale on nigdy nie miał nadejść, jak kula nigdy nie miała już przestać świdrować mojego mózgu. Bo Ikati nie umierają. Nie potrafią również osiągać właściwych celów.

7767 zzs

Liczba ocen: 3
71%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Kalia
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 40

Dodano: 2021-10-10 23:32:53
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?id_watku=18
Odpowiedz
Dzień dobry!
Właśnie ruszyło głosowanie!

Głosujemy tutaj:
https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?ktg=trening%2

Zapraszamy do czynnego udziału
Odpowiedz
*Canulas 15 d.
z wykopem
Helloł.
Lecim.

Od progu sugestia: Tnij personalne dookreślenia.
Przykład.

"Bardzo przyjemnie żyło mi się ze świadomością, że osiągnąłem mój cel."
"mój" do utylizacji.

Jest takich kwiatków sporo, ale sam świat wykreowany starannie.
Nie uważam, by to był Twój sufit, ale poziom trzymasz.

Odpowiedz
*Canulas 15 d.
No i

"Pracownicy przerzucający towar na pułki" - ałaa
Odpowiedz
!CptUgluk 14 d.
Ciekawa kreacja świata i postaci. Marzenie o wybaczeniu ładnie przemieszane z naiwnością głównego bohatera. Interesujący tekst, tak jak wspomina Can, było parę dookreśleń, których można by się pozbyć (sam mam często z nimi problem, ale dzięki temu też więcej dostrzegam w cudzych tekstach ), ale opko solidne. Pozdrowienia!
Odpowiedz
*Hiraeth 13 d.
Uszanowanko,
trochę ekspozycji się zebrało i zanim chwyciłam należyty rozbieg, opowiadanie już się skończyło. Mam wrażenie, że to urywek jakiegoś znacznie większego fragmentu z konkretnymi podwalinami świata przedstawionego. Światotwórstwo zawsze jest jak najbardziej na plus
Odpowiedz
~alka666 13 d.
Podobało mi się, chociaż zgodzę się z Hiraeth - początek trzeba czytać uważnie.
Najsilniejsza jest końcówka! W tym tonie - jest w porządku. Bardzo obrazowo opisany ból.
Odpowiedz
~Zdzislav 12 d.
z wykopem
Czytając początek miałem przed oczami kultowego - dla mnie - "Nieśmiertelnego" z Lambertem w roli głównej. Doświadczenia wszystkich nieśmiertelnych są chyba podobne Opowiedziana przez Ciebie historia jest ciekawa, ale przyznaję, że wątek szarpaniny o paczkę dowódcy, który kończy się obcięciem dłoni, mnie nie przekonał, jest jakiś taki naciągany. Jednak pamiętaj - to tylko moja opinia. Z drugiej strony - mimo wszystko - dobrze wybrnęłaś z efektu. Stworzyłaś bohatera tragicznego. Końcówka (ostatni akapit) bardzo dobra, a przy okazji tajemnicza.
Odpowiedz
~justyska 11 d.
z wykopem
Bardzo na tak. Musiałam wprawdzie wrócić do początku, żeby wszystko zrozumieć, ale to może wina nieuwagi. Ciekawy pomysł i dobrze zrealizowany zestaw.
Pozdrawiam!
Odpowiedz
Cześć,

jakoś mi się nie spięła ta historia, chyba nie zrozumiałem. Fajny za to motyw nieśmiertelnego, ciekawy jest ten upływ czasu, czterdzieści lat pewnie minęło dla niego jak chwila.

Małe czepiando:

"I dla tego ignorowałeś mnie przez ponad czterdzieści lat?"

<<Dlatego>>

"Spierzchnięte, linijne wargi nie drgnęły w żadną ze stron."

Linijne? Co to znaczy? Może zamienić na wąskie?

Pozrawiam!
Odpowiedz
~Adelajda 10 d.
Troszkę jest potknięć, niektóre zdania ponownie do prześledzenia. Co do samego świata, tym razem chyba troszkę nie zagrało. Zamysł fajny, ale troszkę to wszystko kuleje, tak jakby trochę na ostatnią chwilkę napisane.
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.