online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
Wagner Część III
<
Generał SS Kurt Wagner Część I
>

Opis:

Nawet najwięksi zbrodniarze potrzebują kasy...

Wagner Część II

 Dwa tygodnie później Kurt von Heilitz dostał wiadomość, że generał SS Reinhard Heydrich przyjmie go w swoim biurze w Berlinie. Szedł tam pełen obaw, wiedział, do czego jest zdolny szef SD. Mimo to wierzył, że uda mu się przekonać generała do swojego pomysłu. Gdy przekraczał progi siedziby SS, nogi miał jak z waty. Widział już siebie w areszcie, torturowanego przez esesmanów.

 O dziwo, generał już na niego czekał. W korytarzu było pusto, a siedzący przy drzwiach oficer od razu kazał mu wejść do środka. Kurt szedł powoli, starając się ukryć zdenerwowanie. Generał na jego widok wstał i podał mu rękę. To było trochę dziwne. Kurt był ciekawy, czy Heydrich wie, z czym do niego przychodzi. Zakładał, że wszechwiedzący szef SD już to wie. Niestety, z wyrazu jego twarzy nic nie dało się wyczytać. Von Heilitz nieraz miał okazję uczestniczyć w różnych negocjacjach i znał się na ludziach. Teraz, patrząc w te zimne stalowe oczy, nie czuł niczego poza strachem, który zaczął go oplatać i paraliżować. Stał tak bez ruchu, aż usłyszał:

 – Niech pan siada. – Głos był raczej przyjazny, ale chłodny. Von Heilitz usiadł, starając się nie pokazać, że cały się trzęsie. Nie uszło to zapewne uwadze Heydricha, ale w tym gabinecie prawie wszyscy mieli takie odczucia i generał zapewne był przyzwyczajony.

 – Słucham? – Tym razem głos był już bardziej ostry, władczy.

 

 Kurt zebrał się w sobie i na tyle spokojnym głosem, w jakim stopniu potrafił, przedstawił swoją sprawę. Mówiąc, starał się odczytać cokolwiek z twarzy generała. Ta jednak pozostawała niewzruszona. Nie okazywał nawet odrobiny zainteresowania. Ten człowiek musiał mieć nerwy ze stali. Jeśli nawet wiedział, z czym von Heilitz do niego przychodzi, nie pokazał tego po sobie. Ale też nie przerwał ani razu monologu gościa.

 Kiedy skończył, generał wstał i poszedł do okna. Stał tak dłuższą chwilę i wydawało się, że interesuje go tylko to, co dzieje się na berlińskiej ulicy. W końcu podszedł do biurka i pochylił się nad swoim gościem.

 – Pan wie, że mogę kazać pana aresztować? – spytał suchym nosowym głosem.

 – Tak, panie generale – odpowiedział prawie szeptem.

 – I dlatego ukrył pan swoje dzieci u tego starego durnia, któremu się wydaje, że coś jeszcze może? – Tym razem coś na kształt uśmiechu pojawiło się na jego twarzy.

 

 Kurt zaniemówił. Był pewien, że zawiezienie dzieciaków i żony do majątku Georga odbyło się w całkowitej tajemnicy. Teraz już wiedział, że to nieprawda. Ten potwór wiedział o tym.

 – Ja wiem wszystko, mój panie von Heilitz, szczególnie jeśli chodzi o Żydów. – Teraz głos zabrzmiał jak wystrzał z działa. Oczy generała zaświeciły się dziwnym jasnym blaskiem, biło z nich okrucieństwo. Bankowiec nic nie odpowiedział, tylko skurczył się i jakby zmalał, był zaskoczony tym, co usłyszał. Teraz dopiero ujrzał Heydricha takim, jakim był naprawdę. Zobaczył pana i władcę milionów Niemców. Generał stał nad nim i napawał się jego zaskoczeniem i strachem, którego Kurt nie był w stanie ukryć.

 – Na razie pozwolę panu żyć! Żegnam! – warknął jak ranny tygrys, siadając za biurkiem.

 Von Heilitz wstał i osłupiały wyszedł z gabinetu. Nawet nie wiedział, jak znalazł się w swoim biurze w banku. Usiadł przy biurku i starał się zapanować nad drżeniem rąk. Nalał kieliszek koniaku i wypił go duszkiem. „Zobaczyłem diabła”, pomyślał, i skurcz przerażenia przeszedł mu po plecach. Zamknął oczy, serce waliło mu jak młot. Mimo że minęło już trochę czasu, od kiedy wyszedł z tego piekielnego miejsca, wciąż czuł przerażenie. Dopiero po dłuższej chwili jego umysł zaczął normalnie pracować, a strach powoli ustępował. „Żyję”, ta myśl dodała mu otuchy. Otworzył oczy i jego wzrok padł na złożoną kartkę wciśniętą pod lampę stojącą na biurku. Zdziwiony wyciągnął ją i rozłożył.

 

 „K. jeśli czytasz tę wiadomość, to znaczy, że żyjesz. Jeśli H. cię wypuścił, to znaczy, że połknął haczyk. Gdyby chciał cię aresztować, zrobiłby to od razu. Teraz będzie się z tobą droczył tydzień czy dwa, napawając się twoim strachem. Wytrzymaj. Teraz jego ruch. Musimy poczekać. Nie kontaktuj się ze mną, a o dzieci i żonę się nie martw. On wie o nich, ale na razie nic nie robi, tylko obserwuje, a to dobry znak. G. Spal kartkę”.

 

 Sięgnął po zapałki i zapalił róg kartki. Trzymał ją, aż cała spłonęła. Nalał sobie następną porcję koniaku. Wiadomość od starego przyjaciela dodała mu otuchy. Teraz pozostało tylko czekać i mieć nadzieję, że generał nie zmieni zdania i nie przyśle po niego i jego rodzinę swoich siepaczy. Dla Heydricha była to gra o wielkie pieniądze, a dla niego i jego rodziny gra o życie. Von Heilitz zdawał sobie z tego sprawę. Był tylko pionkiem na szachownicy, na której niepodzielnie królował szef SD.

 

 Następne dni ciągnęły się niemiłosiernie. Kurt przychodził do banku, ale nie mógł się skupić na pracy. Każdego ranka swojej sekretarce mówił to samo: nie ma mnie dla nikogo. Bankowiec martwił się o żonę i dzieci, ale wierzył, że Georg ich pilnuje na tyle, na ile to jest możliwe. Niestety Heydrich o tym wiedział. W każdej chwili mógł ich aresztować i nic nie można było z tym zrobić. Cała nadzieja w tym, że osławiony szef RSHA ulegnie sile pieniądza, a von Heilitz nieraz widział, co pieniądz potrafi zrobić z ludźmi. SS było potężną organizacją i miało przez to równie potężne koszty. To sprawiło, że jej szefowie chcieli przejąć sektor bankowy. Co innego jednak oficjalna kontrola, przejęcie i nadzór, a co innego konto, do którego ma dostęp tylko kilku ludzi. Kurt zdawał sobie sprawę, że wszyscy, którzy będą w tym brali udział, podpisują na siebie wyrok śmierci. Taka jednak była cena wolności i von Heilitz gotów był ją zapłacić.

 

 Było jeszcze jedno ryzyko: jak do tej sprawy odniesie się Reichsführer SS, który prędzej czy później dowie się o koncie. Kurt jednak miał nadzieję, że pozycja Heydricha i jego opieka ochroni go przed szefem SS. Teraz pozostało mu tylko czekać na decyzję Heydricha.

 Po dwóch tygodniach do banku przyszedł ponury gość w długim skórzanym płaszczu. Gdy szedł korytarzem, wszyscy usuwali się z drogi. Wskoczył na schody i po chwili był już na piętrze. Nie spytał, gdzie pracuje von Heilitz, tylko pewnym krokiem skierował się do jego biura. Na sekretarkę nawet nie spojrzał, mimo że próbowała go zatrzymać. Nieznajomy po prostu ją ominął, otworzył drzwi i wszedł do środka.

 – Von Heilitz– warknął.

 – Tak.– Kurt tylko spojrzał na swego gościa i już wiedział, od kogo przybywa.

 – Pójdzie pan ze mną, generał oczekuje pana.– To był rozkaz wydany takim głosem, że nie pozostawiał żadnych wątpliwości.

 

 Bankowiec ubrał się i poszedł z przybyszem. Przed bankiem stał czarny mercedes. Kurt, wychodząc, odwrócił się i spojrzał na budynek. Miał nadzieję, że jeszcze tu wróci. Westchnął i wsiadł do auta. Mimo że czekał na to od wielu dni, ogarnął go paniczny strach. Samochód ruszył, lecz nie kierował się do siedziby SS. To mogło oznaczać wszystko, nawet, że jadą gdzieś do lasu i tam oficer SS zwyczajnie go zastrzeli. Myśląc o tym, oblał się zimnym potem.

 Niestety, nic nie mógł zrobić. Ucieczka nie miałaby żadnego sensu. Jechali ponad dwadzieścia minut, które Kurtowi wydawały się wiecznością. Po jakimś czasie zorientował się, gdzie jadą, i to go trochę uspokoiło. Kierowali się do dzielnicy, w której mieściła się willa szefa SD. Kurt znał to miejsce. Ten piękny, zbudowany w XIX wieku dom należał jeszcze kilka lat temu do Hansa Golda, jednego z najbogatszych Żydów w Berlinie. Jego zakłady zostały już dawno skonfiskowane i przejęte przez nazistowski rząd. Gold wraz z rodziną zdołał uciec do Francji. Rodzina von Heilitzów należała do jego znajomych. Kurt jako dziecko bawił się z dziećmi właściciela domu. Teraz panem był tu Heydrich, choć, o dziwo, większość służby została. Widać generał u siebie nie był aż tak ortodoksyjny.

 

 Gdy von Heilitz wszedł do środka, gospodarz powitał go ciepłym uśmiechem. Przez chwilę wydawało się, że to inny człowiek. Podano wystawną kolację, po której Reinhard zaprosił Kurta na chwilę z muzą, jak to sam określił. Jak się okazało, generał był bardzo dobrym skrzypkiem. Grał z wielkim zaangażowaniem, subtelnie oddając najwznioślejsze uczucia. Kurt nie mógł uwierzyć, że to ten sam bezwzględny sadysta. Miał wrażenie, że znajduje się w domu starego przyjaciela, a nie śmiertelnego wroga. „Albo ten człowiek ma podwójną osobowość, albo jest znakomitym aktorem”, Kurt nie wiedział, co o tym myśleć. Co najdziwniejsze Heydrich ani słowem nie wspominał o koncie. Wyglądało to na zwykłą przyjacielską wizytę. Dopiero wieczorem przy koniaku, siedząc w wygodnych dużych skórzanych fotelach, poruszył wreszcie temat konta. Wtedy w jego zachowaniu zaszła ogromna zmiana. Znów stał się surowym, wydającym rozkazy wszechwładnym szefem. Jak stwierdził, wyraził wspaniałomyślnie zgodę na otwarcie konta, wyznaczył kwoty (oczywiście ogromne) za każdego, kto chciałby wyjechać. Na zakończenie podał Kurtowi nazwisko człowieka, który będzie w jego imieniu kontaktował się z nim w sprawach finansowych, a także dostarczał dokumenty.

 

 Opuszczając wreszcie dom generała, von Heilitz wiedział, że zyskał dla siebie i innych trochę czasu. Co prawda szef SD zażądał ogromnych kwot, ale miał nadzieję zebrać tyle, żeby choć część ludzi mogła spokojnie wyjechać. Mógł też liczyć na diasporę żydowską w USA, która zapowiedziała pomoc w tej sprawie. Jego przyjaciel Georg za pośrednictwem ambasady USA w Berlinie prowadził już tajne rozmowy. Amerykańscy Żydzi zapowiedzieli, że wpłacą tyle, ile zdołają, a Kurt był pewien, że to będą duże sumy.

 Tak rozpoczęła się akcja mająca na celu uratowanie, jak największej liczby niemieckich Żydów. Na konto zaczęły wpływać wielkie pieniądze. Heydrich dotrzymywał słowa i jego człowiek po każdej wpłacie dostarczał odpowiednie dokumenty. Kolejni Żydzi wraz z rodzinami wyjeżdżali do krajów w Europie, do USA lub Kanady. Przez dwa lata na konto wpłynęły miliony marek, które uratowały życie kilkaset osobom. Kurt von Heilitz miał mnóstwo roboty, ale dzięki temu, że jego przyjaciel Georg i kilku jego znajomych zajmowało się logistyczną stroną zagadnienia, mógł skupić się na obsłudze konta. A przechodziły przez nie tak wielkie sumy, że nawet jemu trudno było utrzymać to w tajemnicy. Na szczęście ani SS, ani instancje zajmujące się kontrolą nie przyglądały się zbyt skrupulatnie jego bankowi.

 

 Tylko raz pracownik Deutsche Banku podczas rutynowej kontroli zwrócił uwagę na kilka dziwnych, jak mu się zdawało, transakcji. Wtedy Kurt popełnił błąd, powiedział o kontroli kapitanowi SS Karlowi Nietzke. Kilka dni później znaleziono ciało nieszczęsnego pracownika Deutsche Banku z kulą w głowie. Jak zwykle Heydrich nie żartował. Von Heilitz miał świadomość, że informując kapitana, wydał na tego człowieka wyrok śmierci. Po raz kolejny zdał sobie sprawę, z kim ma do czynienia. Musiał jednak zacisnąć zęby i dalej działać.

 

10851 zzs

Liczba ocen: 1
75%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ^Ozar
Kategoria: thriller

Liczba wejść: 17

Dodano: 2021-10-13 21:33:01
Komentarze.
z dużym wykopem
No to się ,,zaraziłem,,....Bravo ! Czekam niecierpliwie.
Odpowiedz
Aż trudno sobie wyobrazić, jak potężny może być na pozór zwykły człowiek. Co trzeba zrobić, żeby trząść całym krajem, żeby każdy gość przychodzący na audiencję drżał o własne życie. Rzeczywiście, ten Heydrich to taki diabeł w ludzkiej skórze. Nic dziwnego, że Kurt, biedak, roztrzęsiony chodził przez cały czas. No ale za słuszną sprawę cierpiał.
Polecę, rzecz jasna, dalej, panie Ozarze, chcę wiedzieć, jak sobie chłop poradził w tej beznadziejnej sytuacji.
Odpowiedz
^Ozar 9 d.
CptUgluk Tak było.Heydricha najlepiej opisał jego podwładny generał SS Schelenberg szef wywiadu. Napisał ta 'Heydrich by osią wokół której kręciła się III Rzesza' moim zdaniem gdyby nie zginął w 1942 roku w Pradze - będzie o tym odcinek, to już w 1943 rządził by oczywiście z boku poruszając wszystkie sznurki.
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.