online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
TW#04 — Do krwi w zębach
<
Bajki
>

Opis:

Radośnie cwałujem w kiedunku the endu

Tagi: #znowbar #SI #brzydkiesłowa #brzydkierzeczy #martwemile

Pistolvania — część IV

 

 *

 "Niosłem wczoraj trupa, mamo. Stary Mathew zeskoczył z gałęzi. Banki go wykończyły. Strzeż się uśmiechniętych ludzi o rybim uścisku. Pamiętasz?

 No ale wracając; musiałem przeciągnąć ciało za obornik. Dobre dwieście jardów. Wiesz, jak jest. Portki zobowiązują. Staruszek napęczniał, śliskie ciało leciało mi z rąk. Wyglądałem jak upaćkana świnia. Jak wyświntuszona świnia nawet. Wiesz, jak jest, mamo. Wiesz, jak jest. Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że podczas przeciągania zwłok, nie mogłem pozbyć się smrodu. Nie jego smrodu. Swojego. Powinniśmy coś zrobić dużo wcześniej. To źle, że został sam.

 Zagrzebałem go pod drzewem dwie godziny temu. Wyglądał naprawdę paskudnie. Noc na dworze dała mu popalić. Piękne lato mamy tego roku. Słońce zwleka z opuszczeniem nieba. Jest bardzo ciepło. Cudnie długie dni upiornego lata.

 Zabrałem strzelbę. Leżała pod podłogą. Pudło naboi, trochę świńskich pisemek, paczka trawki i ona: milady Śmierć. Poszedłem na werandę i usiadłem. Trzymałem ją w dłoniach, a wiatr kołysał fotelem. Potem zarżnąłem świnie, potopiłem koty i wytłukłem wszystkie nasze psy. Nie chciałem mieć już odwrotu, rozumiesz mnie? Samemu postawiłem się pod ścianą i czekałem aż wrócą. Wierzyłem, że nie skończyli.

  I wiesz co, droga mamo? Przyszli.

 Czuję, że powinienem stąd pryskać. Zmywać się jak najprędzej. Zrobię to, gdy tylko dokończę z nimi sprawy. Znaczy, kiedy wyschną i będą gotowi do odarcia.

 Gdy kiedyś razem łowiliśmy, stary M. wyznał, że zabijanie jest naprawdę łatwe, póki nie patrzysz ofierze w oczy. Uznałem to za tchórzostwo. Nosze portki, mamo. Noszę portki i nie jestem tchórzem. Nie jestem boidutkiem. O nie. Mam zamiar spoglądać im w oczy cały czas".

 

 *

 "I co? Spoglądałeś im pan w oczy, panie SI?"

 Zbył pytanie, upychając trupy na tylnym siedzeniu. Przetarł krwawą plamę z przedniej szyby. Świadomość tego, że w pamięci ciągle ma obszary, do których Diabłoń nie posiada wstępu, uznał za najważniejszą wiadomość ostatnich miesięcy.

 Jechał wolno.

 

 *

 Miasteczko przypominało pinezkę wbitą w pożółkły obrus pustynnego stanu. Garstka kamiennych, w większości parterowych domków tkwiła zbita w kupę, niczym trzy ostatnie rzymskie legiony, otoczony przez przytłaczające siły wroga. Do końca wierne wierze swoim Bogom i pędzące ślepo za dowódcą. Gladius, pilun, hasta – oręż rzucony pod stopy Cezara. Trzy legiony bitwy Teutobuskiej* czekające na niechybną śmierć.

 W centrum wybudowano niewielki kościółek obstalowany meksykańską symboliką i mosiężnym dzwonem, do którego przywiązano długi sznur. Z miejscem tym kontrastował szeroki budynek o papiastym dachu wyglądający na lokalny zajazd. Nad drewnianymi drzwiami namalowano czaszkę w zielonym sombrero grającą na gitarze. Litery pod spodem dawno temu wypaliło Słońce.

 "Różaniec lub kieliszek, oczywiście"

 Zatrzymał samochód pod drzwiami i wysiadł. Miejscowe hieny pokazywały go sobie palcami, gdy otwierał drzwi.

 

 *

 Rustykalny urok zniszczonego wnętrza tworzył kompromis pomiędzy stylem vintage* a urokliwym brudem w mniej więcej równych proporcjach. Po lewej stronie ustawiono prostokątne ławy. Niewielkie okienka z ledwością oświetlały środek każdej z nich. Naprzeciwko półokrąg szynku w nieheblowanym drewnie z prowadzącą na zaplecze brudną szmatą, robiącą za kotarę. Umęczone twarze piątki mężczyzn. Każda z parą kontrastujących do tej apatii, ciekawskich oczu. Proste szaty bez wzorów ani żadnych kolorowych upiększeń. W powietrzu zaduch walczący na szpady z kwaśnotą gnijącego mięsa. Chmary włochatych much obsiadających tak ludzi, jak i talerze wypełnione żarciem.

 "Nie przesadzają z oświetleniem, nie?"

 Faktycznie, poza parą brudnych okien bardziej pasujących na lufciki w celi, pomieszczenie nie posiadało oświetlenia. W akompaniamencie skrzypienia desek i powarkiwania kundla SI podszedł do szynku. Zrobił to solidnym półkolem, tak, żeby mieć pewność, że każdy z tu obecnych go zobaczy.

 Za ladą stał typ o tak niewielkiej istotności, że jego opis litościwie pominiemy. Dość wiedzieć, że po bliższych oględzinach, nawet w półmroku, nie odznaczał się przyjemną twarzą, a gdy przemówił, nie nadrabiał głosem. Za to oczy... Oczy w nim żyły bardziej niż w całej reszcie pastuchów razem wziętych.

 — Żartujesz, gringo?

 SI wyciągnął broń i złożył na ladzie. Po chwili to samo zrobił z nożem. Sądząc z szurania krzeseł, powstawali i byli teraz za nim. Słyszał świszczące oddechy. Odczuwał moc skupionych na sobie spojrzeń.

 Dobrze.

 Przez chwilę mierzyli się wzrokiem. Potem typ zza szynku postawił przed nim niewielkie naczynie z zielonego szkła.

 — Wiele widać w szklaneczce tequili.

 SI przykrył szklankę dłonią i pokręcił głową.

 — Więc co?

 "Właśnie, kurwa — odezwał się Diabłoń. — Więc co?"

 — Szukam waszego herszta.

 Jeden z nich, rumiany na twarzy kolos, odciął go od wyjścia. Poza tym nic nowego. Pies nadal warczał. Musze bzyczenie ciągle grało w tle.

 — Naszego kogo, gringo?

 — Herszta — ponowił SI, cofając się o krok. Tak, żeby pokazać, iż nie planuje nagle chwycić spluwy i rozpocząć tu cholernej jatki. Splótł na plecach dłonie.

 Brzydki człowiek splunął brzydką śliną.

 — Nic nie wiem — odparł. — Mamy tu herszta, Trent?

 Spaślak wyglądający na psa w gromadzie szczurów burknął, że nie mają.

 — No właśnie — zgodził się barman. — Musiałeś coś pomylić, przyjacielu. No ale tak z czystej ciekawości. Gdybyśmy, dajmy na to, mieli herszta. Nie, że mamy, ale gdybyśmy mieli. Czego byś od niego chciał?

 "Tylko mu nie mów, że właśnie przyjechałeś go zajebać?"

 — Jestem tu, by go zabić — rzucił SI, wskazując ręką na ogromną broń. — Tym.

 Barman również skupił na niej wzrok. Skrzypnęły drzwi i dwóch podobnych reszcie wmaszerowało do środka.

 — Tym? — dopytał.

 — Taaa. Dokładnie tym.

 Po cieple oddechów oraz smrodzie przepoconych ciał uznał, że stoją bliżej. Zacieśniają krąg. Półtora do dwóch jardów. Raz, dwa, trzy. Baba Jaga patrzy. Świat to iluzja generująca jedynie to miejsce, na które właśnie patrzymy. Wszędzie indziej pustka. Nie ma nic.

 — A później co? — zapytał brzydal o świecących oczach, pozwalając sobie na dotknięcie broni. Zrobił to spokojnie i bez nerwów, ciągle doszukując się fortelu. W końcu jednak wzniósł armatę wysoko nad głową. — Ciężka — zauważył.

 SI zignorował wtręt o wadze sprzętu, mówiąc, że później ma zamiar odciąć łeb ich herszta i go zabrać, jednak uzbrojony barman nie wyglądał, jakby się przejmował.

 — Odciąć głowę, mówisz?

 — Taa. — Palec SI wskazał na leżący nóż. — Ostrą stroną tamtego przedmiotu.

 Pewny siebie barman już bez krygowania się podniósł nóż i obejrzał z bliska.

 — Jesteś pewien, że to nie jest żart?

 — Na zewnątrz stoi samochód pełen waszych ludzi. Mają pokancerowane bańki, ale rozpoznacie po mundurach.

 Ktoś z tyłu musiał potwierdzić, bo brzydal spoważniał. Nastał ten rodzaj ciszy, po której nie wszystko powraca do normy. Cicho otwarte drzwi przepuściły odrobinę światła. SI się nie odwrócił, ale Diabłoń wiedział.

 "Nie chciała Mahometa góra, bo to była zwykła rura" — rzucił. — "Ciągle nie wiem, czy to dla nas dobrze, panie SI."

 SI wiedział.

 

 – Styl vintage: występuje w ubiorze lub aranżacji wnętrz. Polega na stylizacji na minioną epokę lub mix epok.

 – Bitwa w lesie Teutoburskim: bitwa stoczona 9 roku naszej ery w lesie Teutoburskim. W potyczce tej trzy rzymskie legiony wpadły w zasadzkę zastawioną przez plemiona germańskie.

 

7358 zzs

Liczba ocen: 4
96%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: inne

Liczba wejść: 41

Folder: Pistolvania
Dodano: 2021-11-08 15:27:42
Komentarze.
justyska 26 d.
z dużym wykopem
Helo! Kurde w trakcie pracy przeczytałam... jak zawsze mnóstwo świetnych porównań i opisów, ale ten o gościu zza lady mega
Pozwolę się czepić jednej rzeczy, aczkolwiek nie wiem czy słusznie. Porównanie dotyczące legionów wydaje mi się trochę zbyt rozległe i trochę wytraca z rytmu. Zaczęłam więcej myśleć o tej bitwie niż do czego porównanie prowadzi. Ale to oczywiście tylko moje odczucia. Mało światła w historii jestem.

Ale no... super. Gratki, płyniesz.
Pozdrawiam!

Odpowiedz
Canulas 25 d.
justyska kurcze, nie chciałbym z tego opisu tak od razu rezygnować, ale może go za bardzo rozbujałem. Noo, jest to jakiś sygnał. Zobaczymy czy ktoś jeszcze cuś bydzie w tej kwestii gadał.
Odpowiedz
justyska 25 d.
Canulas no coś Ty, z niczego nie rezygnuj. To Twoje opowiadanie, skoro czujesz, że tak ma być to niczego nie zmieniaj.
Odpowiedz
Canulas 25 d.
No nic na razie nie zmieniam
Odpowiedz
alfonsyna 22 d.
z dużym wykopem
Początek bardzo sztosowy, dalej zresztą też trzymasz poziom zarówno opisami, jak i samą relacją pana SI z Diabłoniem (nie ukrywam, że to mnie przyciąga najbardziej i najbardziej zatrzymuje moją uwagę i ciekawość).
Klimat przyjemnie ciężki, a jednak dobrze i łatwo się płynie naprzód.
Odpowiedz
jacek79 19 d.
z dużym wykopem
Klimat tej części iście tarantinowski … napięcie i scena w barze mistrzostwo!!!
Odpowiedz
Canulas 19 d.
jacek79 w swojej głównej serii, Martwych Milach, mam scenę w barze, która jest (tak mi się zdaje) dużo ciekawsza. W ogóle lubię tego typu anturaż.
Dzięki za wizytex
Odpowiedz
Ritha 9 d.
z dużym wykopem
"Niosłem wczoraj trupa, mamo. Stary Mathew zeskoczył z gałęzi. Banki go wykończyły. Strzeż się uśmiechniętych ludzi o rybim uścisku. Pamiętasz?" - świetne, skojarzenie z "Żółtymi ludźmi" mam

Całe kursywą kapitalne, świetny klimat, w to: "Cudnie długie dni upiornego lata" jest rewelacyjnym podsumowaniem tego akapitu

"Garstka kamiennych, w większości parterowych domków tkwiła zbita w kupę, niczym trzy ostatnie rzymskie legiony, otoczony przez przytłaczające siły wroga" - to!

"Za ladą stał typ o tak niewielkiej istotności, że jego opis litościwie pominiemy. Dość wiedzieć, że po bliższych oględzinach, nawet w półmroku, nie odznaczał się przyjemną twarzą, a gdy przemówił, nie nadrabiał głosem. Za to oczy... Oczy w nim żyły bardziej niż w całej reszcie pastuchów razem wziętych" - i to super, w ogóle opisu miodzio

"Spaślak wyglądający na psa w gromadzie szczurów burknął, że nie mają" - i to plus oszczędny dialog, ach!
"Tylko mu nie mów, że właśnie przyjechałeś go zajebać?" - czy tutaj ma być pytajnik?
"Świat to iluzja generująca jedynie to miejsce, na które właśnie patrzymy. Wszędzie indziej pustka. Nie ma nic" - i to (!)
"Nastał ten rodzaj ciszy, po której nie wszystko powraca do normy" - i ten detal również

Kolejna, świetna cześć. Pistolvania jest mega :3
Odpowiedz
Canulas 7 d.
Ritha dzięki pięknie. Już reperuje knota.
Fajnie, że siedzi. W zasadzie część 6 będzie ostatnią chyba i lecę z Milami
Odpowiedz
Ritha 6 d.
Can bajabongo
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.