online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
Czas nagli
>
Tagi: #karaluch

TW#4 - Na północ od śmierci

 Postać: Policjant z prowincji

 Zdarzenie: Polska nigdy nie odzyskała niepodległości

 Efekt: 30. "Czy to już?" - Twoi bohaterowie wciąż idą i idą - dokąd? Ty zdecyduj

 

 

 Widzicie Warszawę? Ja widzę tylko szary kleks na mapie zagnieżdżony w trzewiach obżartego narodowościami Europy kloca. Nad tym kleksem widnieje nazwa miasta. Nadwiślanka. Przetłumaczyłem to dla was z rosyjskiego na nasze, już dawno wymarłe. Jestem jednym z niewielu szczęśliwców, którzy potrafią jeszcze mówić po polsku. Jasne, to zakazane. Pod karą śmierci i to dość bolesnej – przez poćwiartowanie. Stara szkoła wychowywania społeczeństwa. Pokazowe egzekucje zbierają przed miejscami wykonania rzeszę gapiów. Wszyscy krzyczą, nie, wrzeszczą. Pезать, Pезать, Pезать! A ja stoję przed ich twarzami. Z każdej cuchnie inny wachlarz zgnilizny. Glina z prowincji – to brzmi jak synonim pachołka obstawiającego miejsce egzekucji przed dziką tłuszczą.

 

 ***

 

 

 Ruszamy o świcie. Jak przykazał czerwony hrabia na najwyższym piedestale. Wraz z krwawą łuną brzasku. Na moim osiedlu senna powłoka nadal otula większość łóżek. Mglista karawana snuje się po alejach placu zabaw i obok fontanny, zdewastowanej kilka lat temu przez młodych gniewnych, rebeliantów praw życia. To będzie nasz dzień. Czuję to. Ten wilgotny, rześki zapach jak skumulowana energia chcąca wsiąknąć w krwiobieg. Delikatnie poruszam jej barkiem. W pierwszej chwili odtrąca moją dłoń, niczym zaspane dziecko proszące matkę o jeszcze pięć minut snu. Uśmiech sam wkrada mi się na twarz. Mimo że zwykle nie jest nam po drodze, tym razem tak się dzieje.

 — Musimy iść. — Szepczę jej do ucha delikatnie, ale wyraźnie. Zwłoka jest słabością, która zaciągnie nas do wąwozu bez wyjścia.

 — Czemu? Przecież... tak wcześnie.

 Czy gdybym ją zostawił, byłby to akt samolubstwa czy miłosierdzia? Najwcześniej za siedem godzin dotrą tu pierwsze oddziały zbrojne. Każdy ruchomy cel zginie. Zajrzą do każdego mieszkania, piwnicy, dziecięcego wózka. Nie zapomną o szafie. My (Ja) będziemy (będę) daleko, może poza granicami Guberni Nadwiślańskiej. Przez kolejne kilka godzin główne szlaki nie przysporzą problemów. Nie mam zamiaru, ani planu wędrować lokalnymi drogami, przez lasy i mokradła. Dlatego tym razem szarpię jej ramię. Nadal staram się uważać, nie zrobić krzywdy. Ale jednocześnie wiem doskonale, że to ostateczna prośba i kolejne nie będzie.

 Sekundy mijają. Ewa siedzi na łóżku i patrzy na mnie jak na kata jej rodziny. Nie, to nie ja. To nasze państwo. Wielka, wspaniała Rosyjska Federacyjna Socjalistyczna Republika Radziecka.

 — Tylko godzina. Proszę o zbyt wiele?

 Przez moment milczymy. Właściwie to ja milczę, bo ona jest teraz tylko słuchaczem odpowiedzi, której ode mnie oczekuje.

 — Godzina. Trzy, cztery kilometry. Dla mnie brzmi to jak brakujący element naszej ucieczki. Odległość od granicy Guberni, kiedy nas dopadną, zarżną, ciebie zgwałcą. Potem zakopią na ugorze. Każą mi patrzeć, zanim wpakują ostatnią kulę.

 Wydaje się zdziwiona. Jakby w ogóle nie chciała zrozumieć.

 — Jak ci to zrobią?. Jeden za drugim, nawet gdy przestaniesz oddychać — kontynuuję, a jej wargi drżą.

 — Przestań! Po co to mówisz?!

 — Żebyś zrozumiała! To nie kolejna szybka przeprowadzka. Nie ucieczka przed gangiem małoletnich narkomanów. Spieprzamy przed pierdolonym państwem i jego armią!

 Przeszłość gliniarza zawsze pozostawia w tobie pierwiastek misji. Choć o tym nie wiesz, sam sobie ją nadajesz. Moja pojawiła się, kiedy plotki o zbrojnych czystkach ludności guberni „polskich” stały się rzeczywistością. Na moim osiedlu wszyscy wierzą, że to rutynowy przemarsz wojsk. Swoista prezentacja siły zbrojnej państwa. Przestroga dla tych, którzy czują się w jego granicach niewygodnie. Zapłacą za tą naiwność najwyższą cenę. Ja nie zamierzam.

 — Mam ochotę zostać. Przekonać się ile to twoje gadanie jest warte.

 Czy miałbym siłę ją zostawić? Jeśli by nalegała? Odejść szybko, zapomnieć, wymazać z pamięci. Jutro będzie zgwałconym truchłem pośród innych. A w noc po rzezi przyjdzie do mnie we śnie i zapyta: Dlaczego mnie zostawiłeś, Darek? Było ich dziesięciu i każdy to zrobił.

 — Dziesięć minut — wskazuję na budzik stojący na szafce nocnej.

 

 ***

 

 Czekam na Ewę pod drzwiami. W korytarzu panuje nieprzyjemny półmrok. Budzi we mnie wszystkie lęki, które do tej pory próbowałem ujarzmić w swojej głowie. Wychodzą, jeden za drugim i mkną w korowodzie. Nie może nam się udać. Trafimy na patrol. Nie są głupi. Wysłali jednostki, żeby zatrzymać przemarsz tych, którzy wiedzą więcej. Mogą strzelać. Zginiemy na miejscu. Nie. Przecież... muszą jej to zrobić, a ja... będę na to patrzeć. Do końca, do ostatniej...

 — Chodźmy. — Jej aksamitny, lekko drżący głos wyrywa mnie z letargu. Poprawiam zawieszony na plecach plecak. Możemy iść i już nigdy nie wrócić.

 Schodzimy po schodach nie mijając nikogo. Dla wielu to po prostu kolejny, rutynowy dzień. Wszystko wygląda tak samo, nie czuć większego podniecenia, iskry niepewności. Ja czuje ją w sobie, ale staram się zadławić ten szkodliwy pierwiastek. Ewa milczy. Może to jej sposób na pokonanie obaw. Zmierzenie się z nimi we własnej głowie. Kiedy idziemy alejką na osiedlu, o mało nie wpada w murowany, poplamiony wymiocinami śmietnik. W porę łapie ją za ramie i odciągam. Nasze spojrzenia przecinają się. Nie mówię nic, a jej to odpowiada.

 Myślicie, że nie wiem co zrobić potem? Kiedy przekroczymy, jakimś boskim cudem, granicę Guberni? Macie rację. Nie wiem. I nie dlatego, że mój plan kończy się dokładnie w miejscu, gdzie kończy się nasz świat, a zaczyna obca cywilizacja zachodu. Ponad wszystkie nadzieje nie wierzę, że dotrzemy tam żywi. Nieważne kto pierwszy odpadnie. Żadne z nas nie przekroczy granicy, nie ujrzy wymarzonej w snach krainy dostatku. Powloką nasze ciała w las i tam zostawią, na pożarcie zwierzyny. Patrole już czyhają. Dziwne to uczcie, kiedy przez ten cały czas masz pewność, pierdolone sto procent powodzenia, a w trakcie realizacji uświadamiasz sobie, że o czymś zapomniałeś. O kurewsko ważnej przeszkodzie. Szanse maleją z każdym kolejnym krokiem. Gdy wyjdziemy z miasta, zmniejszą się dwukrotnie.

 Mimo że idziemy wąskimi, opustoszałymi ulicami brodząc w delikatnej, porannej mgle, każde z nas tak naprawdę podążą po własnym świecie umysłu. Jak może wyglądać idylliczny świat wyobraźni prowincjonalnego gliny? Dużo w nim odcieni niebieskiego, suchych zasad moralnych i powszechnego dostępu do broni palnej? To ostatnie to chyba największa bzdura, z jaką się spotkałem, ale pamiętam, jakby to było wczoraj, kiedy w jednym z pubów ktoś tak opisał wyobrażenie świata oczami gliniarza. Był nawalony w trzy dupy i zaciągał mazurską gwarą.

 Tak naprawdę mam przed sobą nieznany świat. Wokoło dziwne, nierealne budynki. Wyobrażam sobie, że na zachodzie wznoszą budowle o dziwnych, surrealistycznych kształtach. To idealna przeciwwaga dla naszej szarej, betonowej rzeczywistości, gdzie cudami architektury mogą być co najwyżej osmolone kominy elektrociepłowni. Myślę, że co bogatsi, ludzie sukcesu, budują swoje domy na przekór wszystkim stereotypom. Ze szkła. Wielkie, przeszklone prostopadłościany, graniastosłupy i ostrosłupy. Dla każdego coś miłego.

 

 Po godzinie drogi stajemy. Nie, nie przewidywałem przerwy. Tak naprawdę liczyłem, że do granicy dojdziemy bez żadnego postoju. Mogą nas wtedy zauważyć. Rzucam Ewie spojrzenie surowego ojca. Czuje je na twarzy. Pali jej policzki i czoło. Spuszcza wzrok i siada na konarze dawno powalonego drzewa. Do lasu weszliśmy kwadrans temu. Będzie się ciągnął przez najbliższą godzinę, może więcej. Potem kilka wsi i jedno, zapomniane miasteczko. Dalej? Przejdźmy tylko tyle, a uznam to za największy sukces w życiu.

 — Boli — mówi, i pokazuje na lewą piętę.

 Wzruszam tylko ramionami.

 — To nie powód, żeby się zatrzymać. Możemy zwolnić.

 — Nie. Nie dam rady iść. Muszę odpocząć.

 Patrzy na mnie i wie, że wcale mnie to nie rusza. Może nawet przypieczętowuje nasze rozstanie. Nie porzucenie, rozstanie. Każdy swoją drogą. Kto dojdzie do granicy, ten wygrywa życie i trochę nadziei w nowym, obcym świecie.

 — Spowalniasz nas — mówię i wcale nie czuję się z tym źle. Adaptacja do nowej sytuacji zawsze przychodziła mi łatwo.

 — Nie chciałam tego. Mogliśmy tam zostać, jak reszta. Oni są tu normalni, a ty nie. — Odwraca głowę, jakby nie chciała patrzeć na mój wyraz twarzy. Jest aż tak źle?

 Chcę coś odpowiedzieć. Cokolwiek. Może jakiś moralizatorski monolog. Tylko po to, żeby uświadomić jej, jak niewspółmiernie jest głupia. Otwieram usta i w tej samej chwili słyszę trzask gałęzi. Po nim szelest listowia i charkliwy głos w oddali. Kulę się i zakrywam ciałem Ewę. Kilka kul mija nasze głowy o parę centymetrów tuż nad ich czubkami. Znaleźli nas. Tak szybko? Słońce zaczyna ogrzewać nasze karki zza chmur. Mgła opada. I tak była już bardzo rzadka. Uderzam Ewę w bark. Patrzy na mnie i nie wie, co się dzieje. Gestem dłoni każe jej biec na północ, między zaroślami. Nie chce. Zaczyna płakać. Coraz mocniej i mocniej. Muszę to zrobić. Uderzam ją w twarz i popycham naprzód. Rozumie. Zaczyna biec skulona i przerażona. Za mną majaczą sylwetki oddziału Zwiadowców. Są już blisko. Jeszcze raz spoglądam w stronę Ewy. Wtedy widzę ją po raz ostatni.

 

 ****

 

 Facet w rozpiętej, brązowej kurtce uśmiecha się i dopija resztę piwa.

 — Nielicha historia — komentuje, odstawiając pusty kufel. Zaraz potem beka prosto w moją twarz.

 — To jak? Mogę liczyć na pomoc?

 — Aaaa, pomoc, taaaa, pewnie. Oferuje jedynie szybki transport. Nic więcej.

 Wychodzimy na zewnątrz. Zaczynam rozumieć, co to miało znaczyć. Auto, którym mamy jechać to wysłużona łada 4 × 4. Polakierowane we wszystkich kolorach tęczy, bez zderzaków i z jednym reflektorem. Kiedy otwieram drzwi pasażera, uderza mnie kolejna innowacja. Zamiast fotela, drewniane krzesło przymocowane do podłogi parcianymi pasami i kilkoma śrubami. Facet mierzy mnie wzrokiem. Szuka odrazy, ale jej tam nie znajduje. Gram średnio zainteresowanego. Po prostu chcę dostać się bliżej granicy.

 Kiedy ruszamy, słońce góruje na niebie. Dochodzi południe. Wiem, że czasu jest coraz mniej. W mieście na pewno już rozpoczęli mobilizację Zwiadowców. Kierowca milczy, ale uśmiecha się. Bez przerwy. Nie wiem co o tym myśleć. Mam wrażenie, że śmieszy go cała sytuacja. Odwzajemniam jego roześmiane spojrzenia chłodny wzrokiem.

 — Co jest? — pyta mnie nagle redukując bieg. Silnik wchodzi na wyższe obroty, a w szoferce hałas zaczyna przekraczać cienką granicę bólu.

 — Ty mi powiedz?

 — Nooo, cooo? Zabawnyś. Straciłeś niunię i teraz rozpaczasz. A świat pełen jest chętnych suk. Wystarczy poniuchać, zakręcić gdzie trzeba.

 — Mam nieco inne zdanie.

 — Jaaasneee. Miastowyyyy...

 Dodaje gazu, silnik wyje jeszcze mocniej. Błaga o wyższy bieg. O czwórkę ocalenia. Na desce rozdzielczej nie ma wskaźników, ale tylko kilka chwil dzieli nas od przegrzania pod maską.

 — Taki sam jak ty.

 Dostaje z liścia. Jego twarda dłoń jest jak kamień. Nieoszlifowany, szorstki i z ostrymi krawędziami. Ból rozchodzi się po policzku, szczęce i skroni. Krzywię się w niesmacznym grymasie.

 — Nie porównuj mnie, do was. My rządzim krajem, a wam harować i wdychać spaliny.

 — Pewnie nie żyje.

 — Ktooo niby?

 — Ta, o którą pytasz — odpowiadam bez krzty emocji. Przecież wiem to doskonale. Odkąd widziałem ją po raz ostatni, ubraną w za dużą kurtkę, uciekającą w zarośla przed Zwiadowcami. Nie zaszła daleko. Dorwali ją, zgwałcili i porzucili. Teraz jest tylko jednym z wielu trupów, które zostawi po sobie „nasza” armia.

 — Odeszła, nie żyje, то же самое.

 — Może dla was.

 — U nas dzień jest długi, a noc krótka. Życia w tym tyle, co kot napłakał. A mimo to, to my jesteśmy ci lepsi. Nam dają orędzie w telewizorze, a o was mówią, żeście złodzieje z czarta zrodzenia

 Trudno mi się nie zgodzić. W Dzienniku nazwali ich jedyną słuszną klasą narodu.

 Jedziemy szutrową drogą. Auto podskakuje, wyje. Dobroczyńca wrzucił łaskawie czwórkę w ostatniej chwili. Las rzednie. Pojawiają się pierwsze zabudowania. Na początku małe, biedne gospodarstwa, dalej – nieco większe, często prowadzące usługi. Mijamy kilka auto. Wszystkie kierują się w przeciwną stronę. Nikt nic nie podejrzewa. Czuję się ,jakbym przechytrzył system nie do przechytrzenia.

 Nagle auto zatrzymuje się. Stoimy obok kolejnego pubu u umiejscowionego na parterze piętrowego domu.

 — Nie możemy — mówię, pełen powagi.

 — Owszem — odpowiada i wysiada z auta.

 Zmierzając w stronę wejścia do baru, spogląda w górę. Gestem dłoni każe i mi spojrzeć.

 — Patrz! Rzadki widok — woła, a ja nie mam ochoty wysiadać. Gdyby tylko zostawił kluczyki w aucie...

 Wychodzę. Bez przekonania, ale wolę spędzić ostatnie chwile przy kuflu piwa, niż na starym drewnianym krześle w śmierdzącym złomie. Spoglądam w niebo. Przecinają je samoloty. Siedem, nie, osiem. Lecą w jednej linii. Znajomy widok. Jakby ruchomy obraz z podręcznika do historii, rozdział: druga wojna światowa, temat: Naloty bombowe. Czasami cię gwałcą, a czasami zrzucają ci na głowę bomby. Wybierz jedno.

13020 zzs

Liczba ocen: 6
69%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~KaraluchF
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 34

Dodano: 2021-11-13 14:27:15
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?id_watku=18
Odpowiedz
justyska 19 d.
coś ma
Witam
Zestaw w pełni zrealizowany i całkiem ciekawy pomysł. Niestety jest dość sporo literówek, które psują odbiór. Warto jeszcze raz przejrzeć tekst. I takie wątpliwości jeszcze:
"Poprawiam zawieszony na plecach." - co Poprawiam?
"Otwieram i w tej samej chwili słyszę trzask gałęzi." Co otwieram?
Wydaję się pisane w pośpiechu.
Przepraszam, wolę szczerze. Szczególnie, że dobry pomysł na zestaw.
Pozdrawiam!
Odpowiedz
Canulas 18 d.
z dużym wykopem
" A w noc po rzezi przyjdzie ode mnie we śnie i zapyta: Dlaczego mnie zostawiłeś, Darek? Było ich dziesięciu i każdy to zrobił. : - "do mnie" chyba

"Budzi on we mnie wszystkie lęki, które do tej pory próbowałem ujarzmić w swojej głowie." - spróbuj troszkę poprzycinać słowotok dookreślający. To jeden z przykładów: ". Budzi owe mnie wszystkie lęki, które do tej pory próbowałem ujarzmić w głowie.

" Mimo że idziemy wąskimi, opustoszałymi ulicami brodząc w delikatnej, porannej mgle, każdy z nas tak naprawdę podążą po własnym świecie umysłu." - "każde z nas", bo każdy sugeruje, że idzie dwóch mężczyzn.

Cały czas pikanterii dodaje czas teraźniejszy, przez co opko odbiera się emocjonalniej.
" Są już blisko. Jeszcze raz spoglądam w stronę Ewy. Wtedy widziałem ją po raz ostatni." - tutaj też zakończyłbym spójnością czasową. "Wtedy widzę ją po raz ostatni".

Masz w kilku miejscach brakujące ogonki i to takie, które zmieniają sens zdania.

" — Owszem — odpowiada i wysiada z auta.

Zmierzając w stronę wejścia do baru, spogląda w górę. Gestem dłoni każe i mi spojrzeć.

— Patrz! Rzadki widok — woła, a ja nie mam ochoty wysiadać. Gdybym tylko zostawił kluczyki w aucie... " - tutaj też się pogubiłem.
"Gdybym zostawił" czy "gdyby". To detale, ale wpływają na odbiór.

Za to od strony zaangażowania czytelniczego, to Twoje na pewno ( i to, nie na pewno, ledwie, ledwie, ale NA PEWNO) twoje najlepsze opowiadanie. Naprawdę kibicowałem Twoim bohaterom. Nie byli obojętni.




Odpowiedz
KaraluchF 18 d.
Canulas, ten bałagan błędów jest spory. Możliwe żebym wrzucił plik który nie czesałem z nich? W każdym razie poprawiłem te, które wyciągnąłeś i jestem za to wdzięczny. I równie za dobry odbiór. Zestaw był bardzo w moim stylu. To też dużo dało. Chyba nawet od ciebie, jeśli dobrze pamiętam. To dziękuję po raz trzeci
Odpowiedz
Canulas 18 d.
KaraluchF a może, może. Piszesz dobrze, już mówiłem-podtrzymuję, ale to pierwsze opowiadanie, gdzie udało Ci się wzbudzić pełne zaangażowanie w losy bohaterów. Wkurzało mnie, że ona się ociągała, wkurzało mnie jego bierne przyzwalanie na to. Nawet te 10min, które jej dał, to o 10 za dużo.
Czasem tryb maszyny to jedyne wyjście.
Odpowiedz
Dzień dobry!
Właśnie ruszyło głosowanie!

Głosujemy tutaj:
https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?ktg=trening%2

Zapraszamy do czynnego udziału!
Odpowiedz
alfonsyna 10 d.
z wykopem
No literówki trochę by trzeba wyczesać, ale zasadniczo zestaw niełatwy, a wybrnąłeś, jak na moje oko, bardzo dobrze. Faktycznie jest to angażujące pod względem emocjonalnym i ciekawe, dynamiczne. Podoba mi się dbałość o detale, dobrze to zbudowało klimat.
Odpowiedz
Zdzislav 10 d.
z dużym wykopem
Emocje, które odczuwa główny bohater z powodzeniem mogłyby być moimi. Bardzo dobrze je oddałeś. Opisałeś historię, która mogłaby wydarzyć się naprawdę. Bardzo przekonujące opko.
Odpowiedz
Cała historia napisana sprawnie technicznie.
W fabule jednak brakło mi jakiegoś mocnego uderzenia, pointy. Szkoda też że nie wytłumaczyłeś jak główny bohater uciekł zwiadowcom. Trochę niewykorzystany pomysł moim zdaniem, ale zestaw dostał ci się naprawdę wymagający. Koniec końców nie wyszło źle.
Odpowiedz
z wykopem
Historia trzyma w napięciu, czuć emocje, tu gdzie trzeba. Walka o przetrwanie czasem wiąże się z przekraczaniem barier, o których przekroczenie człowiek nigdy by się nie posądził. Dobrze to ugryzłeś, fajnie zrealizowany zestaw. Mnie też, podobnie jak Nazarethowi, brakuje jednak pointy, opko jest jakby urwane tuż przed zakończeniem. Ale może taki był zamysł, żeby sobie czytelnik dopowiedział resztę? Pozdro!
Odpowiedz
Manta 7 d.
Wciągające opowiadanie. Emocje, cała historia dla mnie super.
Odpowiedz
pkropka 6 d.
"Ja czuje ją w sobie, ale staram się zadławić ten szkodliwy pierwiastek. Ewa milczy. (...) W porę łapie ją za ramie i odciągam." - czuję, łapię
" Wokoło dziwne, nierealne budynki. Wyobrażam sobie, że na zachodzie wznoszą budowle o dziwnych, surrealistycznych kształtach" - 2x dziwne
"Uderzam Ewę w bark. Patrzy na mnie i nie wie, co się dzieje. Gestem dłoni każe jej biec na północ, między zaroślami." - każę
" Dostaje z liścia. Jego twarda dłoń jest jak kamień." - dostaję. O ile wcześniej ogonki to drobnica, o tyle tu zmienia sens całego zdania i błąd ten wybija z rytmu czytania

Ogólnie rzecz ujmując, zbudowałeś solidną historię. Momentami chciałabym więcej emocji, ale w sumie pasuje mu takie wypranie.
Odpowiedz
z wykopem
Hej, hej,

fajna historia, dośc płynnie napisana, dobrze się czytało.

Nieco się zgubiłem, kiedy perspektywa się zmieniła, nagle okazuje się, że Darek opowiada swoją historię przy kuflu piwa - nieco to zakręcone, dla mnie lepiej byłoby prosto. Ale to ja

Pozdro!
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.