online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
czas rozkładu
<
zawinąć czas
>
Praca Wyróżniona

Opis:

Nie wierzcie licznikom! Tekst ma 14992:) (oczywiście bez zestawu i linku)

TW # 4 Krucjata do góry nogami

 Postać: Zaszczuty szambo-nurek

 Zdarzenie: Mroczna krucjata

 Efekt: 25. "Nic na poważnie, zakryj to uśmiechem" - w tym i Twoje opowiadanie! Choćby się waliło i paliło, wszystko opisujesz w pogodnej, wesołej formie.

 

 Cóż tu dużo mówić, grzebanie w gównie to moja specjalność. Taki duchowy spadek po dziadku, pierwszym w rodzinie szambonurku. Nie wstydzę się tego, ale też nie podrywam kobiet, proponując wspólną kąpiel czy dezynfekcję. Samotworzące się w głowie scenariusze nie napawają optymizmem. Weźmy na przykład taki, pierwszy lepszy z brzegu: Witaj skarbie, czy wiesz, że kukurydza się nie trawi? Nie? To może chcesz zobaczyć? To niemal tak egzotyczne jak poławianie pereł… Jedyne co mógłbym w ten sposób osiągnąć, to wywarcie presji. Jestem pewny, że każda po takim wyznaniu będzie żuła żółte ziarna dwa razy dłużej niż zwykle, ale raczej się ze mną nie umówi.

  Dlatego ten śmierdzący wątek omijam zawodowo jak psią kupę na spacerze w parku. Oczywiście musiałem się tego nauczyć. Po wielu nieudanych związkach, urwanych gwałtownie niczym biegunka po stoperanie, stwierdziłem, że nazywanie się hydraulikiem z zamiłowaniem do nurkowania nie jest dużym nadużyciem… Prawda? Zresztą wszystko jedno. Praca to praca. Ważne by kończyć dzień z uśmiechem. Ja się uśmiecham, bo wiem, że gorzej nie będzie.

 Mimo nudnego życia kilka miesięcy temu spotkało mnie coś niesamowitego. Coś czego nie przewidziałbym w swoich najśmielszych wyobrażeniach, a bywają całkiem odważne i zupełnie niedorzeczne. Czasem na przykład wyobrażam sobie, że nurkuję u wybrzeży Australii i podziwiam rafę koralową, albo że to, co mnie otacza, to krem czekoladowy… Tak, ale nie o tym miało być.

  Jak już wspomniałem kilka miesięcy temu, w dniu kiedy odkryłem zespół The Big Push i ich piosenkę „It’s Alright”*, dostałem specyficzne zlecenie. Zadzwoniła do mnie kobieta o aksamitnym głosie i poprosiła o pomoc. Sprawa oczywiście dotyczyła szamba. O szczegółach miałem dowiedzieć się na miejscu. Dość nietypowe, musiałem przyznać. Wtedy nie przyszło mi do głowy zapytać skąd ma mój numer i czemu nie kontaktuje się z szefem firmy. I czemu nie powiedziała od razu w czym rzecz? Przeważnie nikt nie trzyma w tajemnicy śmierdzących spraw. Istnieje jakaś niepisana umowa, według której szambonurek jest jak spowiednik. Można mu opowiedzieć o najgorszych brudach, choć zdarza się również, że słowa bywają zbędne. Zasadne wydaje się przytoczenie powiedzenia śmieciarzy: „pokaż mi swoje śmieci, a powiem ci kim jesteś” , w naszej branży jest podobnie, tylko bardziej dogłębnie.

 Nie myśląc jednak zbyt wiele wsiadłem w samochód i pojechałam pod wskazany adres. Po przemierzeniu niemal dwudziestu kilometrów polnych dróg, minięciu chyba dziesięciu kapliczek i dwóch martwych kotów, byłem pewny, że już nic nie może mnie zaskoczyć. Tak przynajmniej mi się wydawało…

 Dom okazał się zapuszczoną drewnianą chatą w środku lasu. Pomyślałem, że to szaleństwo mieszkać samemu tak daleko od miasta. Codzienne zakupy to wielka wyprawa, a przed domem nie zauważyłem samochodu… Aż przeszedł mnie dreszcz, kiedy spłoszone ptaki niespodziewanie zerwały się do lotu, rozpruwając szare niebo. Całe szczęście w głowie wciąż brzmiał mi głos wokalisty spokojnie śpiewającego „It’s Alright” ta ta taat taata….

 Zapukałem do drzwi, spodziewając się starszej kobiety o trupiej twarzy, z pogrzebaczem w dłoni. Ale ku mojemu zdziwieniu w progu pojawiła się szczupła brunetka, lat może trzydzieści, o głębokim spojrzeniu i cudnym uśmiechu. Kolana się pode mną ugięły. Historia o nurkującym hydrauliku nie przejdzie, ale ponoć prawda wyzwala.

 Po wymianie uprzejmości zaprosiła mnie do środka. Usiedliśmy przy kuchennym stole, a ja miałem nadzieję, że to wszystko sen. Dom był pełen krzyży, krzyżyków, obrazków, witraży i witrażyków, wiszących pomiędzy ikonami i portretami zapewne wszystkich możliwych świętych. Przełknąłem ślinę na myśl, że w kościele nie byłem ze sto lat. Poprosiłem o wodę. I byłem bardzo szczęśliwy, że dostałem ją w szklance z Ikei, a nie w mszalnym kielichu.

  – Sprawa jest następująca… – zaczęła nieśmiało z rumieńcem na twarzy. – Trochę wstyd mi o tym mówić, ale z racji pana zawodu będę szczera. Przypadkiem spuściłam w ubikacji srebrny krzyżyk. Taki… o taki malutki.

 Przykładając palec wskazujący do kciuka, pozostawiła między opuszkami minimalną szparę. Musiałem przymrużyć oczy, żeby pojąć, że w ogóle ta szpara tam jest. Kto robi takie małe krzyżyki? Pewnie ludzie wielkiej wiary, podpowiadała zagmatwana logika.

 – Rozumiem i ja mam go znaleźć?

 – Tak. Jest dla mnie wyjątkowo ważny.

 – Domyślam się – odpowiedziałem, czując jak ściany wchodzą na mnie, odciskając w sumieniu głębokie ślady.

 – Wiem, że to brzmi trochę jak prośba o cud, ale jest pan moją ostatnią nadzieją.

 W jej ustach (zresztą pełnych i subtelnych) te słowa nabrały specyficznie silnego znaczenia. „Cud” i „nadzieja” nie miały miejsca w moim słowniku. Jeszcze nie miały. Byłem ateistą z beznadziejną pracą. A zadanie, które miałem wykonać polegało na nurkowaniu w szambie w poszukiwaniu mikroskopijnego krzyżyka, zgubionego przez najpiękniejszą kobietę jaką spotkałem. Będę taplał się w jej gównie w poszukiwaniu cudu… Kiedyś czytałem, że w prawdziwej miłości ważne jest pokochanie „brzydoty” naszego partnera. Sam nie wiem, co o tym myśleć.

 – It’s Alright… – wymamrotałem śpiewnie ku pokrzepieniu.

 – Proszę?

 – Nie nic, nic. Wszystko porządku. Zrobię, co w mojej mocy.

 – Świetnie, niech Bóg to panu wynagrodzi.

 Uśmiechnąłem się najprzyjaźniej jak mogłem, aczkolwiek wizerunek cierpiącego Jezusa na dwunastej, trzeciej i dziewiątej szybko ostudził mój zapał. Poszedłem więc do samochodu po sprzęt i żałowałem, że nie potrafiłem się modlić.

 Właz do szamba znajdował się w dziko zarośniętym ogrodzie, który uzupełniał doskonale panującą aurę. Późna jesień, las, stara chata wypełniona krzyżami. Odruchowo zacząłem się rozglądać za rzuconą niedbale pokrwawioną siekierą, piłą albo małymi czaszkami zawieszonymi niczym świąteczne bombki na gałęziach, ale na szczęście niczego takiego nie znalazłem. Odetchnąłem z ulgą i założyłem maskę. Spojrzałem w stronę domu. W oknie stała ona, kompletnie nieruchomo z wyrazem twarzy figury woskowej. Nie byłem nawet pewny czy patrzy na mnie, kiedy nagle dostrzegłem coś upiornego! Czerwony błysk w oczach. Nie… niemożliwe, pomyślałem. Spojrzałem jeszcze raz i znów to samo! Przez głowę przeleciały mi wszystkie filmy o nawiedzonych domach, wywołując nieprzyjemny dreszcz. Musiałem zebrać się do kupy. To tylko wyobraźnia. It’s Alright wciąż grało w mojej głowie. Dziękowałem za tę piosenkę.

 Szambo okazało się wyjątkowo duże, szczególnie biorąc pod uwagę małą chatę i jej drobną lokatorkę. Pięć na dziesięć metrów. Pomyślałem, że to będą długie poszukiwania. Zanurzyłem najpierw nogi i kiedy zawartość sięgnęła kolan poczułem jakby stopy po przebiciu się przez pierwszą warstwę zawisły w powietrzu. To było bardzo dziwne. Nie zdążyłem jednak o tym pomyśleć, bo ktoś popchnął mnie(tak przynajmniej mi się wydawało) i wpadłem do środka. Niedorzeczność sytuacji przerosła najdziwniejsze fantazje. Nawet te o kremie czekoladowym.

  Musiałem stracić na chwilę przytomność, bo ocknąłem się na dnie oszołomiony. Nie wiem jak długo leżałem. Nieważne. Ważne było to, że ocknąłem się na dnie! Jakbym wpadł do wyschniętej studni a nie szamba. Zgłupiałem. Wokoło panowała całkowita ciemność. Wymacałem rękami ścianę i oparłem się o nią, by wstać. Wszystko mnie bolało, a głowę wypełniał szum. Nie wiedziałem, gdzie jestem, ani co robić. Zabawne powiedzonko „znalazłeś się po uszy w gównie” nabrało nowych znaczeń. Jedyne czego byłem pewny, to, to że nie można ufać pięknym kobietom. Bywają nieźle popaprane.

 Kiedy ogarnąłem zmysły ruszyłem przed siebie. Cóż innego mogłem zrobić? Posuwałem się powoli, nie znając ani drogi ani celu. Usiłowałem nucić ulubioną piosenkę, ale nawet myśli naznaczała dziwna nieobecność. Natomiast z oddali docierały jakieś głosy. Jakby chór, pieśni religijne czy coś w tym rodzaju. Melodia niosła się z daleka, wypływała z głębi korytarza (wolałem myśleć, że idę korytarzem, ale nie miałem pewności). Ruszyłem za nią w nadziei na cud, w nadziei na ratunek. Zdecydowanie potrzebowałem obydwu składników.

 Droga ciągnęła się w nieskończoność, a przed moimi oczami wciąż stała ona. Jej cudownie szare tęczówki, kasztanowe, spływające swobodnie po ramionach włosy i delikatne ruchy. Miała w sobie magnetyzm, którego dawno nie doświadczyłem. Musiałem przyznać, że doznałem pewnego rodzaju objawienia i za wszelką cenę chciałem odnaleźć ten krzyżyk. Próbowałem zignorować w pamięci wizerunki ze ścian, wmawiając sobie, że stanowią jedynie styl wystroju wnętrz. Oczywiście, nie mam nic przeciwko osobom wierzącym, szczerze podziwiam siłę ducha, ale wiara też powinna mieć swoje granice, a ten dom zdawał się być siedliskiem paranoi. Ale to nic, pomyślałem. Wszystko będzie dobrze. Będzie dobrze…

 Po jakimś czasie zacząłem iść ostro w dół. Nic z tego nie rozumiałem, ale z braku innych perspektyw nie rezygnowałem. W sumie było to nawet zabawne, bo nikomu z firmy nie wspomniałem o tym zleceniu. Potrzebowałem kasy i miałem nadzieję na trochę gotówki, która cudnie wyląduje prosto w mojej kieszeni. A znalazłem się w dziwnym tunelu, zmierzającym do wrót piekieł. Wtedy piekło wydawało się jedynym logicznym wyjaśnieniem. Innej opcji nie widziałem. W sumie to niczego nie widziałem. Z chytrości znalazłem się dosłownie w czarnej dupie.

 Śpiew chóru narastał, a gdzieś w oddali na ścianach pobłyskiwało blade światło. Przyśpieszyłem kroku. Korytarz wił się niczym serpentyna, a to co znalazłem za jednym z kolejnych zakrętów przeszło moje najśmielsze oczekiwania (szczerze to, nie pamiętam czy jakieś miałem, ale wolę myśleć, że tak).

 Cała gromada szczurów siedziała z łapkami złożonymi jak do modlitwy i kołysała się w rytm spokojnej melodii. Przed nimi w blasku świecy dostrzegłem srebrny krzyżyk.

 – Co jest, kurwa?! – rzuciłem pytaniem zbyt agresywnie. Ale to był wynik głębokiego szoku! Nie miałem nic złego na myśli. W takim gównie jeszcze się nie tarzałem.

 Szczury odwróciły się w moją stronę jak na komendę. W sekundzie znalazłem się pośrodku kręgu, zaszczuty przez bogobojną bandę. Spojrzałem z przestrachem na gryzonie i założyłem, że są całkiem słodkie, kiedy już schowają zęby. Ale nie chowały.

 – Czego chcesz? – zapytał największy z nich. Nosił kaptur niczym średniowieczny mnich i mówił ludzkim głosem. Głębokim głosem wydobywającym się z samych trzewi.

 – Krzyż… – wymamrotałem – Właścicielka chce go odzyskać.

 – Ale on jest naszym cudem. Daje nam nadzieję, rozświetlającą te mroczne korytarze. – Wyrecytował niczym regułkę. Nie odezwałem się, więc kontynuował. – Swoją drogą musisz być niezwykle odważny, że dotarłeś aż tutaj. Pogrążone w ciemności tunele budzą w człowieku najgorsze wspomnienia, są jak koszmar na jawie. A ty pokonałeś wszystkie lęki. Opowiesz o tym?

 Musiałem dobrze zastanowić się nad odpowiedzią. W końcu przemawiał do mnie szczur w przebraniu mnicha, mieszkający na dnie szamba. Nadzwyczajna sytuacja wymagała nadzwyczajnego myślenia. Nie wiedziałem jakiego, ale na pewno pozbawionego logiki.

 – Dotarłem tu dzięki piosence zespołu The Big Push – odpowiedziałem w końcu szczerze. – Nuciłem „It’s Alright”. Już pierwszy wers mówi o życiu w ciemnościach. – Dotarło do mnie, jak puste wiodłem życie. Nie znajdowały się w nim nawet, czekające na przebudzenie lęki i koszmary. Może ewentualnie jakieś rozczarowania, ale nic poza tym.

 – Ach tak. – Szczur zmarszczył brwi. Nie znał chłopaków z Brighton. To brałem za pewnik.– Był też chyba wers o szukaniu zbawienia z powodu powtarzanych grzechów? – Zaniemówiłem. On znał chłopaków z Brighton.– Był?

 – Tak… i o tym, że życie to śmietnik i nie ma czasu do stracenia – odpowiedziałem drżącym głosem. Musiałem się jakoś ratować! – Oddacie mi krzyżyk? Jak się domyślasz, nie mam zbyt wiele czasu. Jestem tylko zwykłym śmiertelnikiem.

 – Tak, jesteś. Ale to nic. Jeszcze znajdziesz swoją drogę ku czystości. – Nie wiedziałem czy rozumieć jego słowa dosłownie czy metaforycznie. Powinienem się obrazić?

 – Wiecie, że nie jest wam potrzebny, by pielęgnować w sercach wiarę i nadzieję. To tylko przedmiot. – Byłem dumny z przytoczonego argumentu. Logika wyszła przed szereg!

 – Dobrze, skoro należy do kogoś innego, to nie możemy go zatrzymać. Możesz go zabrać. – Umilkł, ale dałbym sobie rękę uciąć, że zanucił „It’s Alright”.

 Nie mogłem uwierzyć, że tak łatwo poszło. Szczury z szamba po prostu oddały krzyż. A moje słowa dały im nadzieję. Odchodząc wciąż słyszałem chóralny śpiew. Po raz pierwszy w życiu pomyślałem, że wiara czyni cuda.

 Ruszyłem zpowrotem. Ale nie wiedziałem jak mam się wydostać z tego szamba. Wszechogarniająca ciemność wnikała we wszystkie komórki. Czułem na sobie smród rozkładu. To ja się rozkładałem. Albo moje rozczarowania. Potrzebowałem oczyszczenia. Szczur miał rację.

  Ścisnąłem krzyżyk mocniej w ręce, bojąc się, że go zgubię i nagle zakręciło mi się w głowie. Miałem wrażenie, że wpadam w wir. Wszystko zaszło mgłą, a jakaś siła ciągnęła mnie ku górze. Po chwili wynurzałem się już ku powierzchni.

 Zachodzące słońce świeciło nisko nad horyzontem. Nie wiedziałem jak długo byłem w tym dziwnym świecie, wiedziałem jedynie, że wystarczająco by wykonać zadanie. Fale przerażenia przychodziły i odchodziły, mącąc myśli. Ale to nic, pomyślałem. Takiej przygody nie przeżył żaden z kolegów po fachu! Kiedy stopami stanąłem na trawie, poczułem się jak pierwszy człowiek na księżycu! Ale jazda!

  Mój zapał ostudził dopiero fakt, że kobieta wciąż stała nieruchomo w oknie. Znów przypomniały mi się sceny z horrorów o nawiedzonych domach i nagle obleciał mnie prawdziwy strach. A jeśli to moja ostatnia robota? A może to kara za małe oszustwo podatkowe? Za wyrzuconą puszkę na ulicy? Ostatnio też, miałem okazję pomóc starszej pani nieść zakupy, a nie pomogłem! Wystraszyłem się nie na żarty! Może to zjawa? Doprowadzi mnie do szaleństwa, a później zje! Wpadłem w panikę i prawie (o, ironio!) posrałem się w gacie. Zacisnąłem pośladki dosłownie w ostatniej chwili i pomachałem radośnie w stronę domu. Podobne pozytywne, bezinteresowne zachowania pomagają w nawiązywaniu kontaktów międzyludzkich. Chciałem dodać sobie/nam otuchy, ale ona nie odmachała. Schowała się za firanką. Przełknąłem ślinę tak głośno, że pewnie przyjaciele z dna szamba to usłyszeli.

 Kiedy doprowadziłem się do ładu, wciąż przerażony, zapukałem.

 – Proszę. Oto pani zguba.

  Kobieta wychyliła się, zabrała krzyżyk i trzasnęła drzwiami. Stałem przez chwilę osłupiały i nie wiedziałem, co zrobić. Zapukałem więc jeszcze raz.

  – Za usługę należy się…

  – Czy zrozumiał pan, co oznacza cud i nadzieja?! – krzyczała z wnętrza domu.

 – Tak… chyba tak – odpowiedziałem totalnie zbity z tropu.

 – To jest właśnie pana zapłata. Proszę odejść.

 Później usłyszałem trzask zamka. Czyli sprawa została zamknięta. Straciłem cały dzień, albo i dwa, i nie zarobiłem nawet grosza. Tak to jest, kiedy bierzesz robotę na czarno. Zaszczuty przez szczury, taplasz się w gównie, a piękna wariatka czyni z twojego życia krucjatę.

 Nic nie mogłem zrobić. Odwróciłem się więc na pięcie i śpiewając z uśmiechem „ Take a wrong turn and you’ll be out on your ass, it’s alright”, wróciłem do domu.

 Dla pewności przystawałem, mijając kapliczki.

 

 

 * https://www.youtube.com/watch?v=C5Z8CoKcrQc

 

15492 zzs

Liczba ocen: 10
87%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~justyska
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 102

Dodano: 2021-11-15 22:20:42
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?id_watku=18
Odpowiedz
z dużym wykopem
Hejka,

świetny tekst, umiesz w żarty, a kupa to jeden z moich ulubionych motywów. Pierwsze zdanie to prawdziwe złoto, a dalej jest tylko lepiej. Opowieści o randkowaniu, szczegóły związane z pracą - wiesz, chyba też będę od teraz bardziej żuł kukurydzę Swoistą klamrą jest prawie-zesranie się bohatera na końcu.
Myślę, że to najlepszy Twój tekst, który do tej pory czytałem, bardzo mi się podoba!

Literóweczka jeszcze tutaj:

„Ruszyłem powrotem”.


Pozdrawiam serdecznie
Odpowiedz
justyska 18 d.
KluczDoPiwnicy witaj. Niezmiernie mi miło, bo bałam się, że wyszła z tego kupa )
Literówkę poprawie wkrótce. Dzięki wielkie za wizytę i czujne oko!
Pozdrawiam!
Odpowiedz
Canulas 17 d.
z dużym wykopem
" Dom okazał się być zapuszczoną drewnianą chatą w środku lasu." - okazał się (bez "być"

"Ruszyłem powrotem" - zjadło "z"

Spoko, luźny tekścik, ale ostry w obrazie. Szczury i ten świat polubiłem. Natomiast tej babie dałbym młotem w łeb.

Zacne tekścicho
Odpowiedz
justyska 17 d.
Canulas witaj, dziękuję. Babole poprawione.
Zestaw wymagał luźnego podejscia

Pozdrawiam!
Odpowiedz
Canulas 17 d.
justyska nie lubię, gdy coś wymaga ode mnie luźnego podejścia. Śmieszkowanie pod rozkaz jest trudne. Dlatego podwójne "szambo ba"
Odpowiedz
Canulas 17 d.
I wierzę, że ma 14992 - o jakieś kilkaset przekłamuje liczydełko
Odpowiedz
Nazareth 16 d.
z dużym wykopem
Brawo. Po prostu brawo. Uwielbiam takie teksty, surrealistyczne, z pogranicza comedy-horror, a ten jest naprawdę dobry. Czysty (metaforycznie-gramatycznie przynajmniej, hłe-hłe), przemyślany, dopracowany. Rewela.
Odpowiedz
justyska 16 d.
Nazareth, witaj kurcze takie pochwały od Ciebie to zaszczyt. Dziękuję pięknie
Odpowiedz
Nazareth 16 d.
justyska oj, bez przesady, kto ja jestem? Zwykły mały żuczek.
Odpowiedz
alfonsyna 15 d.
Podziwiam lekkość i poczucie humoru, ja mam z tym zawsze problem, a Tobie to zdaje się wyszło łatwo i przyjemnie. Jakiś taki sznyt bizarro być może tam zawitał, więc fani tegoż gatunku też powinni być zadowoleni. Dobrze sobie poradziłaś z tym zestawem, gratuluję.
Odpowiedz
justyska 14 d.
alfonsyna dziękuję, podeszłam do zestawu jak do jeża także cieszę się, że wyszło. Dziękuję za odwiedziny i komentarz.
Pozdrawiam!
Odpowiedz
z wykopem
Surrealizm aż kipi z tego opowiadania. Podoba mi się lekkość odbioru. Czyta się po prostu przyjemnie. Fabuła mnie nie przekonuje, aczkolwiek to kwestia gustu.
Odpowiedz
justyska 14 d.
MHSchaefer witaj! Dzięki za wizytę i dobre słowo.
Pozdrawiam!
Odpowiedz
Dzień dobry!
Właśnie ruszyło głosowanie!

Głosujemy tutaj:
https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?ktg=trening%2

Zapraszamy do czynnego udziału!
Odpowiedz
z dużym wykopem
Bardzo mi podeszła ta historia. Fajna, lekka narracja i mnóstwo kapitalnych sformułowań, które popisowo podbijały odbiór:

"To niemal tak egzotyczne jak poławianie pereł…"

"Po przemierzeniu niemal dwudziestu kilometrów polnych dróg, minięciu chyba dziesięciu kapliczek i dwóch martwych kotów..."

"Będę taplał się w jej gównie w poszukiwaniu cudu…"

... i znacznie, znacznie więcej.

Przeczytałem z dużą przyjemnością, uśmiałem się, choć - w przeciwieństwie do Klucza - kupa nie jest moim ulubionym motywem
Odpowiedz
Zdzislav witaj. Skoro się uśmiałeś to i mi wesoło. Dzięki wielkie za ten uśmiech
Pozdrawiam serdecznie!
Odpowiedz
z dużym wykopem
Tekst o nieco przerażającej treści, podany jednak w sposób lekki i zabawny (nawet ten szambosmrodek nie przeszkadzał w odbiorze ). Efekt wykorzystany koncertowo. Fajny pomysł, poczucie humoru, można się było parę razy uśmiechnąć Dobrze opisane, ładnie operujesz słowem Pozdro!
Odpowiedz
CptUgluk dziękuję za miłe słowa.
Pozdrawiam!
Odpowiedz
Manta 7 d.
humor na plus niemniej zakończenie mnie nie przekonuje, zbyt łatwo odpuścił, ale może się nawrócił? Kto wie, kto wie... Pozdrawiam
Odpowiedz
Manta witaj. Zakończenie takie, żeby było zgodne z efektem. Tak przynajmniej to widzę.
Dziękuję za wizytę
Pozdrawiam!
Odpowiedz
pkropka 6 d.
Piękne bizarro. Już myślałam, że właścicielka krzyżyka będzie szczurołakiem, który zsyła ofiary swojemu plemieniu
Czytałam z przyjemnością, fajnie wybrnęłaś z zestawu.
Odpowiedz
pkropka dziękuję. Szczurołak? Kurcze, dobra myśl
Dziękuję pięknie
Odpowiedz
Mia123a 4 d.
z dużym wykopem
Trochę straszno ale i zabawnie. Światnie poradziłaś sobie z tym zestawem. Kawał dobrej roboty
Odpowiedz
Mia123a dziękuję z ukłonem
Odpowiedz
z dużym wykopem
Z przyjemnością przeczytałem ...Gratuluję
Odpowiedz
jacek79 4 d.
z dużym wykopem
Gratulacje!!!
Odpowiedz
z wykopem
Bardzo zabawne.
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.