online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
TW#4 – Przychodnia Niezałatwionych Spraw
<
S.T.A.L.K.E.R. Zdążyć przed Zoną cz. 27
>

Opis:

Niespodziewane wsparcie

Tagi: #stalker #zona #czarnobyl #anomalia #mutant #artefakt #emisja

S.T.A.L.K.E.R. Zdążyć przed Zoną cz. 28

 Link do części 27: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=9372&am

 

 

  Z zarośli nieopodal wyłonił się obciągnięty gumą maski przeciwgazowej czerep. Po chwili, w ślad za łbem pojawiła się reszta pełzającego na czterech kończynach ciała. Snork patrząc na nas, zatrzymał się na skraju spękanej ziemi. Z jego gardzieli przez cały czas wydobywały się nieprzyjemne chrapliwe odgłosy i coś na wzór szczęknięć. Na razie nie atakował, łaził tylko z lewej na prawą. Z krzaków za nim wyczołgał się drugi stwór i powarkując, dołączył do kolegi. Gwałtownie potrząsał łbem, a resztka zwisającej z maski karbowanej rury dyndała na boki. Potem zaczął skakać wokół pierwszego, który kontynuował swój recital, nieprzerwanie się w nas wpatrując.

  Patrzyliśmy skonsternowani na to przedstawienie.

  Co jest? Co one kombinują? Boją się Spalaczy i czekają z atakiem, aż zejdziemy na bezpieczny grunt? Snorki instynktownie wyczuwają anomalie i potrafią ich unikać, więc raczej nie sądzę, żeby o to chodziło. Jeśli ponadprzeciętna agresywność, którą mutanty były przepełnione, nie stłumiła całkowicie wszystkich umiejętności z ich poprzednich żyć i zachowała się w nich choć odrobina sprytu, to wykorzystałyby ten teren na swoją korzyść. Chyba że…

  Oderwałem wzrok od tych absurdalnych jasełek i raptownie odwróciłem głowę w drugą stronę. Dotarło do mnie, że ostro daliśmy dupy. Nie doceniłem Snorków – okazało się, że były bardziej przebiegłe, niż zakładałem. W naszym kierunku skradały się jeszcze trzy bestie. Powarkująca i podskakująca para mutantów zajmowała się dywersją, podczas gdy reszta chciała podkraść się cichcem i zaatakować nas od drugiej strony. Kurwa mać, jak mogłem dać się tak podejść?!

  Byliśmy w dramatycznej sytuacji. Nie dość, że dopadły nas Snorki, to jeszcze nie było jak się wycofać – otaczały nas Spalacze. Czułem dochodzące do nas z różnych stron gorące podmuchy powietrza. Jeden fałszywy krok i przypał, dosłownie. Podobno dwa minusy dają plus, ale niestety wygląda na to, że nie w każdej sytuacji. Dla nas dwa minusy równały się temu, że mamy podwójnie przejebane.

  – Myka, kurwa, otaczają nas!

  – Co robimy?

  – Strzelamy, nie ma innego wyjścia. Ognia!

  Rozpoczęliśmy ostrzał. Ja skupiłem się na mutantach, którym udało się podejść bliżej, Myka walił do cyrkowców, którzy pokazali się jako pierwsi. Niestety zwinność i niska postura będących bez przerwy w ruchu stworów, znacznie utrudniała celowanie. Udało mi się trafić jednego czy dwóch, ale nie były to strzały śmiertelne i chyba tylko bardziej je rozjuszyły. Bestie biegały w tę i we w tę zacieśniając krąg wokół nas, zgrabnie przy tym omijając rozsiane po okolicy anomalie. My, zetknięci plecami mogliśmy tylko obracać się dookoła.

  W pewnej chwili Snork, który znajdował się najbliżej, bo mniej niż dziesięć metrów od nas, złożył się do skoku.

  – Myka, kucnij! – wrzasnąłem w tym samym momencie, w którym potwór wybił się z ziemi.

  Zrobiłem unik i mutant przeleciał tuż nad moją głową. Modliłem się w duchu, żeby mój partner również wykazał się refleksem. Nagle okolica bardziej się rozświetliła, a ja usłyszałem głośny syk płomienia i rozdzierający wrzask. Na ułamek sekundy spojrzałem przez ramię. Myka miał się dobrze, a ja zobaczyłem płonącego jak pochodnia, pełznącego po ziemi mutanta. Skoczek widocznie był zbyt pewny siebie i trochę przeliczył się z atakiem. Przeleciał nad nami, a że nie mógł zahamować ani skręcić w locie, wpadł prosto w Spalacz, który zamienił go w dogorywającą w cierpieniach skwarkę. Cóż, wszystko albo nic, tym razem trafiło mu się to drugie.

  Reszta Snorków warczała wściekle. Udało mi się położyć kolejnego potwora celnym strzałem w łeb, ale już nacierał na mnie następny. Przestałem się łudzić, że unikniemy bliskiego starcia. Za późno było na zmianę magazynka, więc sięgnąłem po nóż i stanąłem w gotowości do zadania ciosu, kiedy nagle szarżujący na mnie mutant padł na ziemię i znieruchomiał dosłownie dwa kroki ode mnie. Pozostałe stwory, jeden po drugim padały martwe. Czyżby Myka i jego Fort zostali bohaterami dnia?

  Wtedy zorientowałem się, że to nie mój towarzysz tak ładnie położył resztę Snorków. Z pobliskich zarośli wyłoniła się czteroosobowa grupka idących w szyku, solidnie uzbrojonych gości. Byli nieco zbyt daleko, bym mógł przyjrzeć się naszywkom, ale wcale nie musiałem ich oglądać – bez trudu zidentyfikowałem naszych wybawców. Iście wojskowa dyscyplina, profesjonalny sprzęt, czarne kombinezony z czerwonymi wstawkami. Panie i panowie, toć to sama Powinność przybyła nam z pomocą!

  Zona, mimo że tak nieprzewidywalna i niebezpieczna, przyciąga do siebie różnych ludzi. Tak naprawdę to jest tam gęściej, niż mogłoby się wydawać. To znaczy, nie wiem do końca, jak jest teraz. W każdym razie tak właśnie było, zanim jeszcze sfiksowała. Na jej terenie zaczęły się tworzyć społeczności, zwane też frakcjami. I tak można się tu natknąć na przykład na Bandytów – raczej nie trzeba tłumaczyć, kim są i czym się zajmują. Są też Samotnicy – grupa niezrzeszonych w żadnej innej frakcji stalkerów, którzy eksplorują Zonę na własną rękę. Dalej – Ekolodzy, czyli naukowcy, którzy badają zjawiska, artefakty i mutanty tu występujące. Wolność – anarchiści i wyluzowani (według mnie zbyt wyluzowani) goście, którzy uważają, że dostęp do Strefy powinien być otwarty dla każdego. Monolit – walący do wszystkich psychole, pilnujący dostępu do centrum. Jest też wojsko, najemnicy, o nich nie trzeba wiele mówić. No i wreszcie mamy Powinność, która dla mnie jest taką nieoficjalną policją Zony.

  Ta paramilitarna organizacja noszących naszywki w kształcie tarczy stalkerów podchodzi do tematu Strefy zupełnie odmiennie niż Wolnościowcy. Powinność skupia się na ochronie ludzi przed Zoną i tym, co z niej może wypełznąć, a nadrzędnym celem członków ugrupowania jest jej całkowite zniszczenie. Z tego względu do ich codziennych zadań należy eliminacja wszelkich zagrożeń, zwalczanie Bandytów i mutantów. Wśród stalkerów Powinności jest sporo byłych żołnierzy, a sama frakcja działa w oparciu o zasady wojskowe – każdy ma swój stopień i jasno określone obowiązki. Z tego, co wiem, Powinnościowcy wspierają działalność naukowców, niejednokrotnie oferując im pomoc czy dostarczając im znalezione artefakty. Krążą plotki, że ugrupowanie jest finansowane przez rząd Ukrainy, ale nie wiem ile w tym prawdy. Plotki i polityka mało mnie interesują. Teraz skupiam się na tym, że dzięki Powinności nadal żyjemy.

  – Czysto, kapitanie! – zameldował jeden z niższych rangą.

  – Zabezpieczyć teren – rozkazał dowódca.

  Oddział zatrzymał się na skraju suchej ziemi, a stalkerzy ustawili się tak, żeby mieć w zasięgu wzroku całe otoczenie. Działali jak dobrze naoliwiona maszyna, aż miło było patrzeć.

  – Schowajcie broń i podejdźcie tu. Uwaga na Spalacz! – zawołał stanowczo ten, którego tytułowali kapitanem.

  Posłusznie zwróciliśmy się w ich kierunku. Wyjąłem śrubę z kieszonki, żeby mieć pewność, że dojdziemy do nich w niezmienionym stanie, ale zanim rzuciłem ją przed siebie, podniosłem rękę do góry i krzyknąłem, że sprawdzam drogę. Może to przesadna ostrożność, ale w końcu nas nie znali, a nie chciałem zrujnować pierwszego wrażenia nagłym wymachem w ich stronę. W tej sytuacji opaczne zrozumienie mojego gestu mogło się bardzo źle skończyć.

  Gdy znaleźliśmy się parę kroków od oddziału, kapitan kazał nam się zatrzymać.

  – Dzięki za pomoc, zaczynało się robić nieciekawie – odezwałem się pierwszy.

  – Istotnie. Macie szczęście, że tędy przechodziliśmy.

  Powinnościowiec uważnie przyjrzał się naszemu wyposażeniu i przeszedł do rzeczy.

  – Kapitan Kyryło Łapczuk – przedstawił się. – Pracujecie dla Ekologów? Wy z laboratorium w Jantarze?

  – Nie, pracujemy dla Instytutu Naukowego imienia Iwana Puluja. Badamy zmiany zachodzące w Zonie i próbujemy dowiedzieć się, co jest ich powodem. Musimy pobrać próbki i dokonać pomiarów w konkretnych lokalizacjach – wyrecytował Myka. – Mogę pokazać przepustki i dokumenty z wytycznymi.

  Kapitan pokiwał głową.

  – Pokażcie – powiedział. – Gdzie konkretnie macie pobrać te próbki?

  – Już pokazuję. – Myka zaczął rozwijać mapę.

  Łapczuk sprawiał wrażenie człowieka surowego, nieznoszącego sprzeciwu i lubiącego kontrolować sytuację. Wydaje mi się jednak, że nasza skłonność do współpracy i sensowne wytłumaczenie celu spacerów po Zonie kupiły nam jego zaufanie. Nie byłem tylko do końca pewny, po co chciał znać szczegóły operacji – jak już wcześniej wspominałem, uważałem Powinność za swego rodzaju policję Zony, ale oficjalnie żadnej władzy nad nami nie mieli i nie mogli nam rozkazywać co mamy robić i gdzie iść. Czułem się trochę jak gówniarz, którego „pan władza” złapał na wagarowaniu i teraz sprawdzał jego legitymację szkolną.

  Myka pokazał dowódcy trasę i oficjalne miejsce docelowe, które przedziwnym zbiegiem okoliczności znajdowało się o rzut beretem od nieoficjalnego, lecz prawdziwego miejsca docelowego.

  – W porządku. Zaczekajcie chwilę. Nie składaj mapy – powiedział kapitan, po czym odwrócił się do swoich ludzi. – Poruczniku Abramiuk, na słowo.

  Czekaliśmy cierpliwie, podczas gdy dwóch Powinnościowców omawiało coś półgłosem. Pozostali czujnie lustrowali otoczenie, spoglądając co pewien czas na nas. Rzuciłem okiem na ich broń – kapitan i porucznik dzierżyli karabiny szturmowe, szeregowiec patrzył na świat znad strzelby gładkolufowej. Sierżant z kolei taszczył ze sobą karabin wyborowy. Normalnie jak na wojnie.

 Wreszcie Łapczuk obrócił się w naszą stronę.

  – Dobra, panowie, możemy was eskortować... pokaż jeszcze raz mapę… do tego miejsca. – Stuknął palcem w papier. – Tu się rozdzielimy. Zmierzamy w tym samym kierunku. Przyda wam się ochrona, tym bardziej teraz.

  Oddział miał towarzyszyć nam w podróży aż do północnego skraju Dziczy. Tam nasze drogi się rozejdą – my zgodnie z wytycznymi podążymy dalej na północ, oni zaś zawrócą do Rostoku – tamtejszy opuszczony kompleks przemysłowy Powinność zaadaptowała na swoją siedzibę.

  Byłem zaskoczony takim obrotem spraw, ale ucieszyła mnie decyzja dowódcy. Nie czułem się tu najpewniej. Okolica była nieciekawa – z jednej strony bagnisty, oblężony przez Zombie i Snorki Jantar, z drugiej Dzicz – teren obfity w liczne magazyny, bocznice kolejowe i całą masę zakamarków, w których może się czaić cokolwiek lub ktokolwiek. Dodatkowo, jeśli wierzyć naszym nowym kolegom z Powinności, co krok można tam natrafić na jakąś paskudną anomalię, a nocami od strony zabudowań słychać przyprawiające o gęsią skórkę wycie i zawodzenie. Zapuszczanie się w Dzicz traktowałbym jako skrajną ostateczność, a i to niechętnie.

  Tak, byłem zadowolony z niespodziewanej eskorty. Chociaż mam świadomość, że nawet uzbrojony po zęby, wyposażony w najlepsze gadżety, świetnie przygotowany oddział może w Zonie rozsypać się jak domek z kart – wystarczy chwila, jeden błąd i wszyscy możemy momentalnie wyparować. Jednak zawsze takie wsparcie daje człowiekowi nadzieję, poczucie bezpieczeństwa i jakąś tam dozę pewności, że będzie dobrze. Chociaż tu na tej pewności można się czasem nieźle przejechać…

  Mijaliśmy z daleka podejrzane kępy przerośniętej paproci i całe połacie barszczu Sosnowskiego, do których lepiej było się nie zbliżać. Już w normalnych warunkach roślina może zafundować człowiekowi oparzenia trzeciego stopnia, nie chcę myśleć jakie szkody jest w stanie wyrządzić jej zmutowana czarnobylska odmiana o nieproporcjonalnych, poskręcanych liściach i przerośniętych kwiatostanach.

  A, podobno kiedyś stalker Pietrow przyszedł do obozu cały czerwony i spuchnięty na twarzy i sepleniąc, poskarżył się towarzyszom, że poparzył się, jedząc barszcz. Oni spytali, czy jadł biały, czy czerwony, a on odpowiedział, że ani ten, ani ten – on jadł barszcz Sosnowskiego. Ha, ha. Tak, że ten. Jak to jest, że człowiek istotne rzeczy zapomina, a takie pierdoły siedzą w głowie całymi latami?

 

 

 Link do części 29: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=9438&am

11962 zzs

Liczba ocen: 2
87%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: !CptUgluk
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 23

Dodano: 2021-11-20 14:40:35
Komentarze.
behemot48 13 d.
z dużym wykopem
czekam na zakończenie
Odpowiedz
CptUgluk 11 d.
behemot48 Cieszę się! Małymi kroczkami docieramy do finału
Odpowiedz
z dużym wykopem
Hej, hej,
fajna historia. Zwarty fragment, który przeczytałem osobno i nie mam poczucia wielkiego braku wiedzy, mimo, że to cześć - chwała Ci za to.

Zastanawiam się jak te zombiaki ich otoczyły? Nie do końca to rozumiem.

Dodatkowo wg mnie - snorki, spalacz, zombie, z małej litery, dlaczego z dużej?
Dlaczego spalacz się nie odmienia? „Spalacza, „spalaczu”, itd.?


Tutaj masz 3x słowo „pokazywać”:
„Mogę pokazać przepustki i dokumenty z wytycznymi.
Kapitan pokiwał głową.
– Pokażcie – powiedział. – Gdzie konkretnie macie pobrać te próbki?
– Już pokazuję. – Myka zaczął rozwijać mapę.”

Pozdrawiam serdecznie!


Odpowiedz
CptUgluk 11 d.
KluczDoPiwnicy Hejo! Fajnie, że mimo nieznajomości reszty dałeś radę przebrnąć przez fragmencik w miarę gładko

Hm, szczerze mówiąc trudno mi odpowiedzieć, jakbyś mógł doprecyzować pytanie, byłbym wdzięczny Chyba, że po prostu nie opisałem tego dość wyraźnie, jeśli tak - mea culpa.

Ach, z tymi nazwami własnymi miałem problem właśnie. Na początku dałem z wielkiej i uznałem, że skoro tak ruszyło, to trzeba być konsekwentnym. Jednak rozumiem, że może to nie do końca właściwa droga.
Hmm, zdawało mi się, że poodmieniałem te Spalacze, gdzie trzeba Muszę się przyjrzeć sprawie.

Co do powtórzeń, przyznaję rację, że dużo tam "pokazywania", ale w dialogach pozwalam sobie na takie nonszalanckie zabiegi, ze względu, że ludzie normalnie rozmawiając, powtórzeniami sypią często Na płaszczyźnie narracyjnej natomiast uważam na to o wiele bardziej. Choć tu odpowiedź Myki rzeczywiście obyłaby się bez "pokazuję".

Dzięki za wizytację!
Odpowiedz
CptUgluk doprecyzowanie

Z tym otoczeniem:

"Nie doceniłem Snorków – okazało się, że były bardziej przebiegłe, niż zakładałem. W naszym kierunku skradały się jeszcze trzy bestie. Powarkująca i podskakująca para mutantów zajmowała się dywersją, podczas gdy reszta chciała podkraść się cichcem i zaatakować nas od drugiej strony."

Trochę ich mało, bo tylko 3 dodatkowe, chyba, że jeszcze się czasi reszta w zasadce, ale odebrałem to jakoś dosłownie i nawet nieco śmiesznie, że 3 zombiaki ich otoczyły. Być może w domyśle jest ich więcej, a ja się czepiam szczegółów, no jakoś tego nie zrozumiałem.

Tutaj jeszcze:

"Bestie biegały w tę i we w tę zacieśniając krąg wokół nas, zgrabnie przy tym omijając rozsiane po okolicy anomalie. My, zetknięci plecami mogliśmy tylko obracać się dookoła."

Nie rozumiem, dlaczego atakowały "kręgiem". Przypomina mi to raczej jakichś łuczników na koniach, którzy otaczali przeciwników i strzaleli do nich będąc sami w ciągłym ruchu. Zombiaki - to chyba powinny raczej: naprzód jazda, zeżremy was? Czy też znają takie techniki?

Jezeli chodzi o odmianę:
np. tutaj "wpadł prosto w Spalacz", ja bym odmienił - w "spalacza", odmieniałbym jak "palacza" - "ten spalacz".

Podobnie dalej:
"– Schowajcie broń i podejdźcie tu. Uwaga na Spalacz!"

Powtórzenia w dialogach, rzeczywiście są bardziej okej, bo inaczej się mówi niż pisze. Do przemyślenia.

Pozdro!
Odpowiedz
CptUgluk 10 d.
KluczDoPiwnicy co do Snorków – nie są to klasyczne powłóczące nogami zombiaki, ale rozumiem, że jeśli uniwersum stalkerskie nie jest Ci bliskie, możesz się w temacie aż tak nie orientować Ale tak czy siak, stworów łącznie było pięć, a dodatkowo zamknęły bohaterów na swoistym polu minowym, więc osobiście jak najbardziej uważam, że można mówić o byciu otoczonym. Tak jak na ulicy - jak najdzie Cię trzech drabów, a Ty nie będziesz dość szybki i ogarnięty, żeby się odpowiednio ustawić, też możesz zostać otoczony i zebrać srogi wpierdziel

Co to ataku kręgiem - powraca kwestia z różnicowaniem Snork/Zombie. Mimo, że mają wspólne cechy, to jednak Snorki bardziej przypominają zwierzęta, drapieżniki, a nie bezmózgie mózgojady

Co do Spalacza-anomalii, przyjąłem, że odmienia się podobnie jak "miecz". Czyli analogicznie: "uwaga na miecza" brzmiałoby dziwnie

Dziękuję za wyrażone wątpliwości i analizę. Rzuca to nowe światło na pewne miejsca, których jako autor ze swojej pozycji nie byłbym w stanie doświetlić Dzięki!
Odpowiedz
alfonsyna 10 d.
Świetny suchar na koniec, prawie się uśmiechnęłam.
Wszystko dobrze wyriserczowane widzę, ale to nie nowość. Lubię tę gawędziarską narrację tutaj, co też nie jest nowością, ale jakoś tak chyba im dalej w las (lub w Zonę), tym lepiej się z nią zgrywam. I dość ciekawy zwrot akcji tu mamy jednak, mieszane uczucia mam, czy to dobrze, że będzie ta eskorta. Zobaczymy.
Odpowiedz
CptUgluk 10 d.
alfonsyna cholera, "prawie" robi wielką różnicę :/
Ajaj, mam nadzieję, że zgrasz się w pełni jeszcze przed końcem historii
Spoilerował nie będę, zamiast tego zachęcę serdecznie do odwiedzin pod kolejną częścią, która pojawi się lada moment Jak zawsze - dziękuję za wizytację!
Odpowiedz
alfonsyna 10 d.
CptUgluk no dla mnie "prawie" robi szczególną różnicę, ale nie ma co się martwić!
Spokojnie, dotrwam do końca, choćby się waliło i paliło, ciężko się mnie pozbyć, jak się uprę!
Odpowiedz
alfonsyna Bardzo dobrze zatem, trzymam za słowo!
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.