online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
TW#4 Klatka. Stop. Przebłysk
>

TW#4 - Moja własna partia szachowa

 Postać: Postać z Twoich koszmarów

 Zdarzenie: Bardzo długa partia szachowa

 Efekt: 85. Narrator wchodzi w polemikę z bohaterem, krytykuje go, wyśmiewa i obraża.

 

 Postacią z moich koszmarów byłam ja sama. Dopiero niedawno zdałam sobie z tego sprawę. Byłam swoim najgorszym wrogiem, nie mogłam sobie ufać. Wiedziałam o sobie zbyt wiele, to dlatego słowa w mojej głowie bolały tak bardzo i nie mogły się równać z nawet najgorszymi oszczerstwami innych osób. Moje trafiały w punkt. Dotykały pięty achillesowej, wyzwalały falę karmazynowego wstydu, który wykwitał na policzkach potęgowany uderzeniem gorąca. Wszystko to podlane samo nakręcającymi się słowami: I co, idiotko? Lepiej, żebyś umarła.

 Kiedyś wydawało mi się, że jestem tylko zwykłą dziewczyną. Jak wszystkie miałam problem z samoakceptacją, nie potrafiłam „polubić siebie”, choć w co drugim kolorowym magazynie, na których się wychowywałam, podkreślali, że TO BARDZO WAŻNE. Nie potrafiłam zastosować się do ich wskazówek, tak jak do innych, o których czytałam na łamach tychże. Nie potrafiłam schudnąć do lata, rozkochać w sobie faceta, zadowolić matki, być najlepszą przyjaciółką. Żadna z otaczających mnie kobiet nie była idealna, wszystkie zmagałyśmy się z podobnymi problemami, nie potrafiłyśmy sprostać oczekiwaniom, ale tak naprawdę to ja byłam najgorsza.

 Jak myślisz, idiotko, czy ktoś cię zechce z takim ryjem? Z tłuszczem na plecach i włochami nad wargą? Weź się za siebie, bo marnie skończysz.

 Albo nie. Wszystkim byłoby lepiej, gdybyś umarła.

 Kiedyś obwiniałam o wszystko innych. Matkę, ojca, siostrę, nauczycielkę od polaka, potem tego złamasa, który za mną chodził, by po trzech miesiącach powiedzieć, że to jednak nie to. Miałam ochotę rozjebać mu łeb. Moje niepowodzenia, to była ich wina! Gdybym miała innych rodziców, innego faceta! Kurwa, byłabym faktycznie jak ta dziewczyna z okładki Claudii. Schudnięcie do sylwestra nie byłoby żadnym problemem.

 Ciesz się, że ktoś chciał cię w ogóle dotknąć, krowo.

 Jaka jestem głupia, że to piszę! Słyszysz, jesteś głupią pizdą!

 Tutaj mówią, że sami jesteśmy odpowiedzialni za swoje czyny i decyzje. I za wszystkie swoje samobójstwa, więc uczę się brać odpowiedzialność.

 Tylko że odpowiedzialność nie musi iść w parze z obwinianiem się, idiotko głupia. Coś niby kurwa wiesz, coś niby kurwa słuchasz, co ci konowały pierdolą do ucha, a jednak wciąż nie łapiesz.

 Tak jak w tym filmie o szachach, który nam puścili w ramach terapii. Partia szachowa składa się z wielu posunięć. Każdy ruch wpływa na kolejny. Czasem już od początku wiadomo, jak rozgrywka się zakończy, a niekiedy do ostatniej chwili rozstrzygnięcia nie da się przewidzieć. W tym filmie opowiadali o genialnych szachistach, którzy potrafią planować kilkanaście kroków w przód w różnych kombinacjach i konfiguracjach.

 Może gdybym ja, zamiast ciągłego rozpizdzielu w głowie, potrafiła planować długie partie szachowe, wiedziałabym, jak skończy się moja własna. Czy opłaca mi się męczyć? Może już teraz lepiej poddać królową?

 A zatem może paradoksalnie bycie głupią pozwala mi przetrwać. Jakbym była mądrzejsza, użyłabym mocniejszego paska, a nie tego cienkiego, który kupiłam w zestawie z krótkimi spodenkami w H&M. Prawidłowo oceniłabym wytrzymałość lichego rzemyka, wiedziałabym, że człowiek w chwili zagrożenia życia, nawet ten, który pragnie śmierci, robi wszystko, żeby się uratować. Przewidziałabym, że zacznę wierzgać jak kasztanka Piłsudskiego, kiedy tylko zabraknie mi tchu, co w połączeniu z krowią masą ciała spowoduje zerwanie skaju, a ja runę w dół. Z łoskotem i ze zdziwieniem upadnę na podłogę. Gruba i śliska od potu ze strachu. Przewidziałabym to. Nie musiałabym tego przeżyć.

 Gdybyś była mądra, znalazłabyś sobie powód do życia.

 Kiedy byłam mała, zastanawiałam się, czemu nikt mnie nie kocha. Mama nie przytula, a ojciec tylko wrzeszczy. Nie awanturował się tylko, kiedy pił, a jak pił to bił. Zastanawiałam się, czemu oni w ogóle mieli dzieci? Matka patrzyła na mnie niekiedy z taką nienawiścią, jakbym zrobiła jej coś złego. A może zrobiłam? Zabrałam jej wolność, najlepsze lata życia. No, ale czy naprawdę jestem taka najgorsza? Nie musi mnie kochać, ale czemu mnie nienawidzi?

 Tak ciężko żyje się z perspektywą, że ktoś, kogo kochasz najbardziej na świecie, po prostu cię nienawidzi. Tak ciężko, że śmierć wydaje się wytchnieniem.

 Halo, gdzie mój wewnętrzny krytyk? Halo, gdzie jesteś? No, dowal mi, dowal tej idiotce. Halo, jesteś?

 Żal mi samej siebie.

 – Znowu się nad sobą użalasz?

 Zamknęłam zeszyt i przytuliłam go do brzucha, starając się zasłonić go rękawami obszernej bluzy. Nie słyszałam, jak Matylda wchodzi do pokoju. Matylda, moja współlokatorka w tym pierdolniku.

 – Drogi pamiętniczku, jest mi tak źle, mam chujowe życie, moi rodzice są chujowi – zaczęła mnie przedrzeźniać, choć wcale nie brzmiała jak ja. To znaczy, bardzo chciałam nie brzmieć jak ona w tej chwili. – Wszyscy mieliśmy przejebane. – Rzuciła się na łóżko. Wykorzystałam moment, kiedy na mnie nie patrzyła i schowałam dziennik pod poduszkę. – Taką lekcję wyniosę z tego gówna. Co jest? – Zwróciła twarz w moim kierunku. – Uważasz, że miałaś najgorzej z nas wszystkich?

 – Wcale tak nie uważam.

 – Jasne.

 – Byłaś u pani Małgosi? Coś ciekawego ci powiedziała?

 Pani Małgosia była naszą psychoterapeutką. Lubiłam ją, bo każde spotkanie podsumowywała jakąś sentencją, którą zawsze udawało mi się zapamiętać. Potem przez kilka kolejnych dni powtarzałam je, jak mantrę, nawet jeśli nie rozumiałam i nie wierzyłam w to za grosz.

 Ostatnie, które szczególnie zapadły mi w pamięci brzmiały: „Dziecko powinno być kochane”, „Każdy ma prawo do życia”, „Sensem życia jest życie”, „To rodzice są odpowiedzialni za dziecko, a nie dziecko za rodziców”.

 Matylda zaczęła się śmiać.

 – Powiedziałam jej o tym, że zbierasz te jej sentencje i pewnie kiedyś wydasz książkę pod tytułem „Sentencje pani Małgosi”. Koń by się uśmiał.

 – Rozmawiałyście o mnie? – Podciągnęłam kolana pod brodę i przytuliłam się do nóg. Czułam, jak serce wali w klatce piersiowej.

 – Taaaa… Powiedziałam, żeby podrzuciła mi jakieś zgrabne zdanko, bo ty zawsze na nie czekasz.

 Poczułam, jak palą mnie policzki.

 – I co ci powiedziała?

 – Zapytała, czy mi nie pomagają i czy nie powinnam pójść w twoje ślady. – Matylda prychnęła.

 – I co jej powiedziałaś? – zapytałam, czując się, jak katarynka. Zaczęłam nerwowo skubać skórkę przy paznokciu. Już po chwili zrobiła się mokra. Spojrzałam na kciuk. Czerwona główka krwi rosła. Ten widok przyniósł niewielką ulgę. Największy spokój dałoby mi, gdyby ta kurwa powiedziała zdanie podsumowujące pani Małgosi.

 Matylda odwróciła się do mnie, uniosła na łokciu i przez chwilę patrzyła, szczerząc zęby.

 – Zapytałam jej, czy namawia mnie do samobójstwa. – Wyraźnie czekała na moją reakcję. – Dziewczyno, jak ona mogła nas porównać? Jasne, cięłam się, ale robiłam to dla fanu! Daleko mi od zakładania pętli na szyję.

 Sięgnęłam po zeszyt leżący pod poduszką.

 Zajebię tę kurwę. Ty? Nie odważysz się. Nawet siebie nie potrafisz zabić, a co dopiero kogoś. No to patrz.

 

7110 zzs

Liczba ocen: 7
99%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Manta
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 48

Dodano: 2021-11-21 13:29:33
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?id_watku=18
Odpowiedz
Dzień dobry!
Właśnie ruszyło głosowanie!

Głosujemy tutaj:
https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?ktg=trening%2

Zapraszamy do czynnego udziału!
Odpowiedz
justyska 11 d.
z dużym wykopem
Kurcze, nieźle psychodeliczne. Zestaw pięknie zrealizowany. Świetne opowiadanie

Z czepialstwa to może dookreślenia na samym początku, ale w takiej pamiętnikowej formie może i pasuje.

Pozdrawiam z dużym wykopem!
Odpowiedz
Manta 7 d.
justyska dzięki piękne!
Odpowiedz
Canulas 10 d.
z dużym wykopem
Helloł

"wiedziałabym, że człowiek w chwili zagrożenia życia, nawet ten, który pragnie śmierci, robi wszystko, żeby się uratować" - to prawda, eeee, kolega mówił

"Zamknęłam zeszyt i przytuliłam go do brzucha, starając się zasłonić go rękawami obszernej bluzy." - tutaj spróbowałbym wyoutować jedno "go"

Masz coś takiego, że Twoje przekleństwa są inne od przekleństw innych autorów. Są mocniejsze. Bardziej przecinają powietrze. Nie wiem czemu.
Może kładziesz podwaliny miękkie i uderzasz nimi znienacka, może to co innego, ale faktem jest, że umacniają Twe przekazy. Nie są jedynie przecinkiem czy ozdobnikiem.
Dobre opko.
Odpowiedz
Manta 7 d.
Canulas dziękuję za wizytę i komentarz.
Miałam problem z tymi przekleństwami, normalnie nie daję tego tak dużo w tekstach. Ale tutaj mi pasowało ze względu na poziom frustracji bohaterki.
Odpowiedz
z dużym wykopem
To nie do końca moje klimaty, ale to bez znaczenia, bo napisane jest bardzo dobrze, sprawnie, emocjonalnie. Nie ma się do czego przyczepić. Ostatni akapit przedni - "No to patrz" wbija w fotel.
Odpowiedz
Manta 7 d.
Zdzislav dzięki! Skoro nie Twoje klimaty, to tym bardziej dziękuję za przeczytanie
Odpowiedz
Mia123a 9 d.
z dużym wykopem
Światne opowiadanie. Bardzo do mnie trafia, mocna rzecz.
Odpowiedz
Manta 7 d.
Mia123a dziękuję za wizytę i komentarz
Odpowiedz
z dużym wykopem
Umiesz Ty podejść od strony psychologicznej do bohatera na poziomie absolutnie zawodowym. I to stanowi całą siłę tego tekstu. Początkowo nie miałam pewności, czy dam się wciągnąć, ale z czasem dałam się porwać temu nurtowi. Ostatnie zdanie, patrząc z perspektywy całości, jest sztosem.
Odpowiedz
Manta 7 d.
alfonsyna wow! Dziękuję!
Odpowiedz
z dużym wykopem
Mocny tekst, bolesny wręcz. Co gorsza - prawdziwy. Wiele osób zmaga się z takimi myślami, często tłumiąc je w sobie i nie pozwalając sobie pomóc. A jak już się nazbiera odpowiednia ilość syfu w człowieku, szambo wybija, czego efekty mogą być tragiczne. Dobre tekst, pani Mantykoro, zgrabnie napisany i emocjonalny. Pozdrowionka!
Odpowiedz
Manta 7 d.
CptUgluk dzięki Kapitanie!
Odpowiedz
Poruszasz ważne i bolesne sprawy w tym tekście, poważne problemy młodego pokolenia... Tym bardziej boli, że zdecydowałaś się na taką formę. Pierwsza część to monolog wewnętrzny będący ekspozycją, a druga to dialog... Będący ekspozycją. W efekcie opowiadanie jest kompletnie pozbawione dynamiki i życia. Może taki był twój zamysł, jednak to ryzykowny zabieg bo znajdzie tyleż samo zwolenników co zdecydowanych przeciwników. Mnie osobiście jest żal, że np. nie poprzecinałaś introspekcji krótkimi scenkami retrospekcji. To nadałoby fabule tempo i rytm.
Odpowiedz
Manta 7 d.
Nazareth, dzięki za przeczytanie i wyrażenie swojego zdania. Pozdrawiam
Odpowiedz
pkropka 5 d.
Hejo,
" Postacią z moich koszmarów byłam ja sama. Dopiero niedawno zdałam sobie z tego sprawę. Byłam swoim najgorszym wrogiem, nie mogłam sobie ufać. Wiedziałam o sobie zbyt wiele, to dlatego słowa w mojej głowie bolały tak bardzo i nie mogły się równać z nawet najgorszymi oszczerstwami innych osób." - ja, sobie, swoim, sobie, sobie, mojej. Dużo tego jak na tak krótki fragment. Dalej jest już dobrze, ale wstęp razi.

"A zatem może paradoksalnie bycie głupią pozwala mi przetrwać. Jakbym była mądrzejsza, użyłabym mocniejszego paska, a nie tego cienkiego, który kupiłam w zestawie z krótkimi spodenkami w H&M." - dobry fragment. Nie można bohaterce odmówić inteligencji. Analizuje sytuację i wyciąga wnioski.

"Tak ciężko żyje się z perspektywą, że ktoś, kogo kochasz najbardziej na świecie, po prostu cię nienawidzi. Tak ciężko, że śmierć wydaje się wytchnieniem." - to ładne

Przedstawiasz to, co przeżyła pewnie większość pokolenia Y. Nawet fakt, że obie bohaterki chodzą do psychologa, który niekoniecznie przynosi im korzyść. Jest to swego rodzaju plus, bo tekst znajdzie szerokie grono czytelników, którzy w jakiś sposób z nim się utożsami.
Całość jest zgrabna, sprawnie napisana (u ciebie to już standard), zestaw wykorzystany pięknie. Niestety emocjonalnie obok mnie. Z chęcią przeczytałabym więcej o relacji głównej bohaterki i Matyldy. Bez powodu nikt się tak nie odnosi do innej osoby, która też cierpi. Problemy bohaterki też są potraktowane po macoszemu. Przez to mamy szablon standardowej młodej dziewczyny, zamiast osobę z krwi i kości.
Odpowiedz
z wykopem
Dzień dobry

Cóż za ciężar, hmm... hmm.... Mój wew krytyk nie jest chyba takim chu*em, choć różnie z nim bywało.
Czegoś mi tutaj brakuje, jakby był to wyrwany z wnętrza głowy konflikt, nie osadzony w świecie przedstawionym, jakby pozostał wyłącznie w głowie bohaterki, a nie przeniósł się na świat. I niby jest ta koleżanka, która próbuje udawać wew krytyka, ale jakoś u mnie to nie chwyciło.
Ostatnie zdanie są niezłe:

"Zajebię tę kurwę." szczególnie przypadło mi do gustu. Bo niby wulgarne i agresywane, ale też inteligenckie, z uwagi na te wszystkie "ę", no i właściwa odmiana zaimka "ta" nie jest znów aż taka powszechna.

I jeszcze sucharek mantowy, zainspirowany słowem z Twojego tekstu:

Manta jako egipski bóg? MantRa.

Pozdrowienia serdeczne!
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.