online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
burdel
<
karczma
>

Gorąco

  Wiosna zestarzała się, zmarszczyła, myślami celując we wsobność. Lato dostrzegło puste, acz jeszcze ciepłe miejsce i świtało, kiedy obdarty wędrowiec poznał, że już jest. Za jakiś czas owoce będą dyndać na wietrze jak kolczyki koloru lory. Klawe syny drugiej pory roku: owady, krowy, mordy, złote ordy rozsiane zamaszystym gestem po pofalowanej łące. Dżem jedzony na śniadanie, płatki zalane mlekiem, lekkie jogurty, morele, ptasie trele. O dwunastej ludzie biorą koce i idą piknikować. Gdy pan z panią lecą w ślinę, mrówki wchodzą pomiędzy nierówności białego pieczywa, lepkość marmoladowego noża przyciąga. Kiedy nabrzmiały członek wchodzi do pochwy, owady konają w małmazjach.

  Granatowy opel szosą mknął. Za kierownicą Franek a z tyłu dwie dziewczyny: Baśka i Luśka. Franek był niczym ranek, czysty i radosny. Jego kręcone włosy przypominały wełnianą czapkę a grube brwi i zakrzywiony nos wyostrzały oblicze odporne na złośliwe strzały. Baśka i Luśka to ogień i woda. Obie szatynki, lecz jedna bez spinki. Baśka nie miała spokojnej Baśki. Co rusz urojone zdrady, dymy i Kaśki, lecz wakacyjny czas najlepszy na wygładzanie i zagłębianie relacji. Młodzi jechali zobaczyć lasy, łąki i zapomniane bezdroża wschodniej Polski. Pomysłodawcą był Franek, urodzony organizator i dusza towarzystwa, a także towarzysz duszyczek zagubionych. Samochód zaparkował pod rzędem bezszelestnych brzóz. Gdy rozprostowywali kości ogarnął ich pewien rodzaj ulgi, chociaż sama jazda nie stanowiła żadnej, nawet szczątkowej męki. Widok niewieścich włosów wyzwolonych z gumek i spinek sprawił pomnożenie męskiej radości. Baśka i Luśka niby tak różne, ale w oczach Franka były niemal jedną osobą; Baśkoluśką, niebezpiecznym damskim bytem obarczonym dyskretną dychotomią. Prostokąt koca dokładnie strzepany, opadał łagodnie przykrywając spaloną słońcem trawę. Z otwartego termosidła popłynęła kawa - trzy plastikowe kubeczki dymiące kuszącym aromatem. Bezdusznym automatem musi być człowiek odporny na zapach kofeiny. Drożdżówka z serem jedzona przez Franka, niczym dysk z krainy w której do orgazmu wywołanego smakiem wiodą drogi poprzez brzegi nijakiego ciacha. Baśkoluśka w staniku i stringach, chłonąca promienie słoneczne całym jestestwem. Na niebie ani chmurki. Pstryk - desperados w dłoni desperata a kapsel w krzakach między zużytym kondomem a sztywną myszą. Franek zbyt głośno łykał ślinę, a łykanie śliny w towarzystwie dziewczyn świadczyło o słabo maskowanym podnieceniu. Zapuścił smartfonową nutę pod tytułem: ona tańczy dla mnie, a ty spierdalaj. Zegary wciąż tykały, lecz czas o którym się nie myśli jest martwy. Baśkoluśka puszczała gumowe balony, żuła mlaszcząc i mlaskała żując. Żyła czując, że oto nadeszła chwila prawilnej błogości: czasem bywa tak, że gdy sunie po szynach maszyna zwana lokomotywą, motywem towarzyszącym jednostajnemu ruchowi jest przeświadczenie o nadchodzącym końcu. Tu żadnego końca nie było, wszystko umieszczone na miejscu, bez zgrzytu, pesymizmu, lęku podskórnego. W trawie trwała radosna owadzia orgia. Kropla gorącego keczupu spadła komuś na stopę. Kurwa, uważaj sobie! W upalne dni rzeczy spożywcze ulegają rozmemłaniu. Miziaj mnie, wybrzmiał głos niewieści, a adresatem był Franek Kimono, Franek pożeracz pożarów o proweniencji chili, czyli ostre wzmaga wzwód, czy jak to tam szło. Od strony lasy pędziły ogary. Tam są maliny, rzekł wskazując palcem chłopak. Luśka poszła a Baśka została; moment olśnienia, odkrycie oczywistej oczywistości, przecież Baśka i Luśka to dwie odrębne dziewczyny! Franek palnął dłonią w czoło: kretyn ze mnie. Tamtej sok po brodzie ciekł, jakby malina wyssała ziemi wody żywotności. Baśka ukucnęła pod pochyłym drzewem i zaczęła sikać. Ale gorąc, rzucił on, ale chyba po to tylko, by odsunąć myśli niebezpiecznie niedojrzałe. Dojrzałe maliny przerobione na papkę w Lusinym żołądku. Potem wybrali drzemkę o dżemowej konsystencji i śliwkowym smaku.

  Obudzenie nastąpiło wraz z zaistnieniem czasu: piętnasta - obwieściła Luśka. Franek osiągnął pion nie bez wysiłku a bezlitosne słońce operowało, biorąc za wzór upaćkanego krwią chirurga. Spocony chłopiec ruszył w kukurydzę. Gorąco, gorąco, gorąco, gorąco dziś, muszę stąd odejść, muszę gdzieś iść: Iluminacja prosto z oddalonej smartfonowej stajni-muzodajni, stary, dobry hip-hop. Zagubiony w ku ku ku ku kukurydzy, gdzie czas tykał tak naprawdę dla beki a cholerny ukrop rozciągnięty między teraz a nigdy straszył gorzej niż strach na wróble wróble. Rozchylał badyle łodyg śmiejąc się z nawoływań Baśki i Luśki. Dajcie spokój, mamrolił pod haczykowatym nosem, i tak nie wracam.

  Bóg już nigdy nie zgasił światła a opalenizny z czasem uzyskały status perma, zresztą to nic, przecież można ludziom wciskać kity o solarium, co nie?

4737 zzs

Liczba ocen: 3
93%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~jagodolas
Kategoria: inne

Liczba wejść: 30

Dodano: 2021-11-22 14:08:58
Komentarze.
CptUgluk 12 d.
Masz niepodrabialny jagodolasowy styl, trzeba Ci to przyznać. Nigdy bym niektórych słów nie posądził o to, że wystąpią z innymi w konkretnej konfiguracji, Ty nie masz z tym problemu i po prostu to robisz, a efekt jest unikatowy. I choć od nadmiaru takiego stylu mogłoby mi się w głowie zakręcić, lubię raz na jakiś czas popłynąć z jagodolasowym nurtem
Odpowiedz
jagodolas 12 d.
CptUgluk o, fajnie że czasem zaglądasz, dzięki. Co do efektu ubocznego czyli kręcenia się w głowie, to postaram się coś z tym zrobić, no bo nie może tak być. Dzięki
Odpowiedz
CptUgluk 12 d.
jagodolas nie nie, nie chodzi mnie o to, żebyś coś z tym robił. Po prostu Twój styl jest tak specyficzny, że za dużo na raz mógłbym mieć trudność przerobić, ale w mniejszych ilościach jest git specyficzny nie w negatywnym wydźwięku oczywiście! Oryginalny to lepsze słowo chyba.
Odpowiedz
jagodolas 11 d.
CptUgluk właśnie ważne jest dla mnie to co piszesz, no bo chciałbym by moje pisanie było jak najbardziej przystępne, a ta sztuka nie zawsze mi wychodzi, ale dzięki też za dostrzeżenie oryginalności
Odpowiedz
CptUgluk 11 d.
jagodolas Wiesz, różne są style pisarskie i nie każdy czytelnik się w każdym odnajdzie. Nie ma co się na siłę kształtować pod jednego odbiorcę. Tak jak wspomniałem, uważam, że styl masz bardzo oryginalny i to jest git Lubię do Ciebie zajrzeć, choć nie każdy tekst mi siądzie tak samo. Ale to chyba normalne
Odpowiedz
jacek79 12 d.
z dużym wykopem
I poszedł Franek w maliny…z nuta niedopowiedzenia … ciekawe
Odpowiedz
jagodolas 12 d.
jacek79 heh, dzięki niezmienne za wizytacje
Odpowiedz
z dużym wykopem
Hej, hej, fajne, podoba mi sie Przypomina mi prozę poetycką, taka wierszowość, co w połączeniu z pewną pikanterią, czy nawet wulgarnością tworzy interesującą mieszankę.

Z technikaliów (marudzenia) - rozbiłbym te bloki tekstu, tekst ma wiele perspektyw, wg mnie każda powinna zaczynać się nowym akapitem, np.

"Granatowy opel szosą mknął. Za kierownicą Franek a z tyłu dwie dziewczyny: Baśka i Luśka.
Franek był niczym ranek, czysty i radosny. Jego kręcone włosy przypominały wełnianą czapkę a grube brwi i zakrzywiony nos wyostrzały oblicze odporne na złośliwe strzały. Baśka i Luśka to ogień i woda. Obie szatynki, lecz jedna bez spinki. Baśka nie miała spokojnej Baśki. Co rusz urojone zdrady, dymy i Kaśki, lecz wakacyjny czas najlepszy na wygładzanie i zagłębianie relacji.
Młodzi jechali zobaczyć lasy, łąki i zapomniane bezdroża wschodniej Polski. Pomysłodawcą był Franek, urodzony organizator i dusza towarzystwa, a także towarzysz duszyczek zagubionych.
Samochód zaparkował pod rzędem bezszelestnych brzóz. Gdy rozprostowywali kości ogarnął ich pewien rodzaj ulgi, chociaż sama jazda nie stanowiła żadnej, nawet szczątkowej męki. Widok niewieścich włosów wyzwolonych z gumek i spinek sprawił pomnożenie męskiej radości. Baśka i Luśka niby tak różne, ale w oczach Franka były niemal jedną osobą; Baśkoluśką, niebezpiecznym damskim bytem obarczonym dyskretną dychotomią."

Do zastanowienia też czy nie zaopatrzyć tekst w dialogi, fajnie by było posłuchać, co mówi Baśkoluśka, czy Franek

Pozdrosy!

Odpowiedz
jagodolas 11 d.
KluczDoPiwnicy dzięki za rady, na pewno dużo racji w sugestji dotyczącej akapitów. Co do dialogów, to szczerze mówiąc nie lubię ich pisać, ale za to lubię jak sam czytam jakąś książkę jak te dialogi się pojawiają, więc wychodzi na to że warto czasem robić to co niekoniecznie się lubi, a co czyni tekst bardziej atrakcyjnym. Dzięki
Odpowiedz
jagodolas w zasadzie to Ty te dialogi już masz, pewnie kwestia jedynie nieco innnego ich zapisu, np.:

"Kurwa, uważaj sobie! W upalne dni rzeczy spożywcze ulegają rozmemłaniu. Miziaj mnie, wybrzmiał głos niewieści, a adresatem był Franek Kimono,"

Można tak:

"- Kurwa, uważaj sobie! W upalne dni rzeczy spożywcze ulegają rozmemłaniu.
- Miziaj mnie - wybrzmiał głos niewieści, a adresatem był Franek Kimono".

Ewentualnie dodać nieco wiecej didaskaliów i gotowe.

Pozdro!
Odpowiedz
Canulas 10 d.
z dużym wykopem
Też lubię dialogi, ale styl Jagodolasowy - Jagodolasie - nie wymaga korekt.
Być może płacisz cenę za to, jak czasem piszesz. Może nawet ta cena jest wysoka. Ale dzięki niej płodzisz takie coś:
" Gdy pan z panią lecą w ślinę, mrówki wchodzą pomiędzy nierówności białego pieczywa" - to może dyskusyjne, na pewno subiektywne, ale dla mnie to poezja w zasadzie najwyższego piętra. Dalej dach, Nikt nie był na dachu. Z marszu dodaję ten tekst do wyróżnionych, w dupie mając, że to Twój 15 wyróżniony. Należy się.
Odpowiedz
Canulas ło kurde. Dzięki, ciesze się jak nie wiem co
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.