online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
Kac #2
<

Opis:

Cześć! Piast Gliwice to pierwszy rozdział dłuższej historii, którą staram się stworzyć od jakiegoś czasu. Zależy mi na wyłapaniu błędów w tym kawałku tekstu, ponieważ mam wrażenie, że coś jest w nim nie tak. Może narracja? Przywędrowałam na Waszą stronę, bo liczę na opinię bardziej doświadczonych :) Pozdrawiam serdecznie i z góry dzięki za wszelkie uwagi :)

Piast Gliwice #1

 MARZEC 2019. WROCŁAW.

 

 Nie opanował tej piłki Jorge Felix. Celeban szybko wykorzystał błąd Felixa. Podaje do Picha. Pich. Pich. Wykonał tutaj piękny balans ciałem. Dośrodkowanie do Robaka. Robak startuje. Robak. Rooobaaak.

 Rudowłosy mężczyzna zacisnął mocniej palce na zimnym kuflu piwa. Kwadratowa szczęka zarysowała się silnie, a szyja niekontrolowanie wyciągnęła w stronę małego telewizorka zawieszonego nad barem. Nabrał powietrza przez rozwarte nozdrza i zamarł. Trwał tak do chwili, w której komentator urwał nagle podniesiony głos i dużo mniej entuzjastycznie, oznajmił:

 Chwycił tę piłkę Plach bez żadnego problemu. Wygląda na to, że początek drugiej połowy nie zaowocuje poprawą wśród zawodników Śląska.

 – Kurwa.

 Rudzielec sapnął ciężko, wyraźnie rozdrażniony obecnym wynikiem meczu. Zero do jednego. Zdawał się jako jedyny interesować przebiegiem spotkania między Śląskiem Wrocław a Piastem Gliwice. Kompan dzisiejszej eskapady spoglądał na rudzielca z politowaniem. Mecze Ekstraklasy interesowały go tyle, co pensja pracowników przy uprawach bananowca w Ma'agan Micha'el w Izraelu. Czym tu się jarać? Przecież Marcin Robak to nie Ronaldo, a robienie z meczy Śląska wydarzeń na miarę finałów mistrzostw świata, to co najmniej o kapkę za dużo.

 Towarzysz entuzjasty WKSu był nieco niższy, lecz zdecydowanie przystojniejszy. Dominował aparycją głównie dlatego, że nie był rudy. Miał za to piękną blond czuprynę, której kosmyki właśnie przeczesywał. Powstrzymywał ogromne ziewnięcie, znudzony odrywając spojrzenie od ekranu telewizora.

 – Ty, widziałeś tego chudego tam przy barze?

 Rudy nie odpowiedział od razu. Nie odrywał brązowych oczu od małych sylwetek piłkarzy biegających po murawie.

 – Chudego?

 – No tego, co właśnie wstaje. Gdzieś idzie. Może na fajkę? – Przystojny podrapał się po gładkim podbródku. Popił z kufla i odstawił go na blat z nadmiernym impetem. – O, trącił ramieniem jakiegoś sebastiana. Oblali się piwem. Ty, Rudy, patrz! Chyba bitka będzie.

 Ale Rudy nie słuchał. Telewizor przyciągał go jak magnes żelazne szpilki. Na murawie robiło się gorąco.

 Długie podanie w środkową linię pola. Głową odbił to Parzyszek. Jest Valencio. Valencioooo...

 – Kurwa!!! – wykrzyknął Rudy, chwytając się oburącz za głowę. Widownia na trybunach zaczęła entuzjastycznie wiwatować. Komentator obwieścił bramkę przeciągłym „oooo” w kluczowym słowie, a oglądający tę scenę mężczyzna aż jęknął.

 GOOOOOOOOL!

 Jakaś kobieta pisnęła. Poprosiła o spokój, ale na darmo. Rozległ się brzęk tłuczonego szkła. Ktoś stęknął. Ktoś runął na podłogę, a komentatorzy w niewielkim ekranie telewizora nadal opisywali piękny strzał Valencio. To jednak nie z tego powodu w knajpie toczył się raban.

 – Dawaj, chudy. Bierz go, kocurze – mruczał pod nosem przystojny blondyn, oglądając swoje prywatne przedstawienie przy barze. Mecz miał niezmiennie w dupie. Nawet bramka nie zrobiła na nim wrażenia. Tak jak na Rudym nie robiła wrażenia bijatyka tuż za jego plecami.

 – O, no i tyle w temacie. Seba ma kolegów. Już po chudym, nie będzie co zbierać jak go osaczą. Chyba, że...? Osz ty, kurwa. Rudy, patrz! – Gdy szale bitki zaczęły się zmieniać, podniecony przystojniak zaczął poklepywać kolegę po ramieniu. Chwycił go za głowę i odwrócił w kierunku baru. – Patrz, bo nie wierzę!

 Oderwany od żałoby Rudy, przyjrzał się rozgrywanej scenie z pewną konsternacją. Ciężko mu było wrócić do rzeczywistości po takiej akcji na murawie, lecz to, co działo się na sali, szybko pomogło zapomnieć o przegrywającej drużynie Śląska. Wychwycił moment, w którym szczupły, zalany w trzy dupy typ łamie nos jakiemuś knypkowi, a następnie zasadza silny cios z prostej w szczękę jego pomocnika. Trysnęła krew. Przewróciło się jedno krzesło. Barmanka zaczęła wrzeszczeć, próbując tym samym doprowadzić mężczyzn do porządku. Jej krzyk był jednak jak całus mamusi przy złamaniu otwartym. Beznadziejnie bezskuteczny.

 – Ładnie ich porobił. – Przystojny niebieskooki zdawał się być pod niemałym wrażeniem. Pokiwał z uznaniem głową. – Ach, ten finezyjny sposób w jaki rozkwasza sebkom kinole. Pasowałby do nas, nie?

 – Fakt. Niezłe ma uniki. Diabelnie szybki, jak na swój stan – mruknął Rudy, zupełnie pochłonięty nowym widowiskiem.

 Barmanka gdzieś zniknęła z telefonem w ręku. W tym czasie bitka szybko dobiegła końca. Chudzielec zamachnął się po raz ostatni. Przeciwnik runął na ziemię, dołączając do leżakujących już od jakiegoś czasu kolegów. Poskładani stękali ciężko z poziomu podłogowych desek, a sterczący pośrodku tego galimatiasu chudzielec otarł dłonią stróżkę krwi spod nosa. Zerknął mętnym wzrokiem na swoje niedopite piwo i po dłuższej chwili machnął lekceważąco ręką. Jakby przez ułamek sekundy rozważał dokończenie wygazowanego trunku. Ostatecznie okręcił się na pięcie i wolnym krokiem ruszył w stronę wyjścia. Opuścił bar przy akompaniamencie postękiwań zbierających się do pionu przeciwników.

 – Ty, Rudy. Idziemy za nim? Serio pytam.

 – Sylwek by go chciał, nie?

 – Ja bym go chciał. Może nie wygląda, ale jest ruchalny. Dawaj. – Klepnął rudzielca w ramię i wstał, pełen werwy do działania. Dopił piwo, poprawił spodnie, odetchnął i ruszył. Rudy zaraz za nim.

 Wyszli na zewnątrz prosto w rześkie powietrze. Chlastało przyjemnie po twarzy, zmywając z mężczyzn gęsty zapach pijalni. Chudzielec szedł kilka kroków przed nimi. Chyba zapomniał kurtki, bo szczupłe ramiona okrywała jedynie ciemnoszara bluza z naciągniętym na głowę kapturem. Rudzielec prawie mu współczuł, choć typ zdawał się zupełnie lekceważyć deszcz przy tylu promilach. Wspiął się niepewnym krokiem na chodnik. Rudy krzyknął za nim:

 – Hej! Hej, kolego!

 Chudzielec ich zignorował. Niezachwianym, ślimaczym tempem powłóczył nogami po chodniku. Przystojny podbiegł bliżej i z promiennym uśmiechem na twarzy zagrodził chudzielcowi drogę. Rozłożył ręce w powitalnym geście.

 – Cześć, kolego. Jestem Marcel, a to mój asystent, Robert. Sprzedajemy odkurzacze. Czy poświęciłbyś chwilę, aby wysłuchać naszej najnowszej oferty? Tak zajebiście poskładałeś tych typów w knajpie, że zrobiliśmy dla ciebie specjalną promkę. Warto.

 – Mam już odkurzacz – wymamrotał, nawet nie podnosząc wzroku. To zdziwiło przystojnego Marcela, gdyż po bitce w knajpie spodziewał się wrogiego spojrzenia lub choćby jakiejkolwiek prowokacji. Gość zdecydowanie jej jednak unikał. Spokojny jak baranek.

 – No dobra, skoro odkurzacz nie, to powiedz, co myślisz o ofercie pracy w naszym klubie? – szarmanckim ruchem wyjął z kieszeni wizytówkę. – Jako ktoś wyjątkowy.

 Chudzielec zignorował wizytówkę. Nawet po nią nie sięgnął. Spojrzeniem mętnych, chłodnych oczu przyjrzał się uważniej rozmówcy.

 – Pracę też już mam – wybełkotał.

 Przystojny uśmiechnął się głupkowato. Wyjątkowa aparycja powodowała jednak, że nie tracił przy tym na atrakcyjności. Prawdopodobnie nie istniała rzecz dość silna, by pozbawić go tego atutu. Może poza pocałunkiem zderzaka nadjeżdżającej z naprzeciwka ciężarówki.

 – Słuchaj. Ta robota jest lepsza. Bardziej pasuje do twojej wyszukanej osobowości. – Wsunął mu wizytówkę do kieszeni i przyjacielsko poklepał po ramieniu. – Spokojny z ciebie gość, to zastanów się na spokojnie. Dobrze płacimy. Robiłbyś to, co lubisz. To nie żadna ściema czy naciąganie. Od razu zauważyliśmy z Robciem, że jesteś gościem z talentem do bitek. Pomyśl, że mógłbyś prać ludziom mordy za pieniądze. I to bardzo konkretne pieniądze.

 Chudy pokręcił głową, wyraźnie zaprzeczając. Jak na stan upojenia alkoholowego asertywność zaskakiwała. Odsunął delikatnie Marcela i ruszył dalej. Ten chciał go powstrzymać, dodać coś jeszcze, ale rudzielec imieniem Robert szybko go upomniał.

 – Ej, Marcel. Zostaw go, zwijamy – rzucił, wskazując na coś ruchem głowy.

 Błysnęły niebieskie światła. Mina Marcela zrzedła. Skrzywił się.

 – Oho. Dobra. To cześć, chudy. Miłej nocki na wytrzeźwiałce – Pomachał na pożegnanie i zniknął z pola widzenia. Wraz ze swoim kompanem szybko się zawinął, zostawiając chudzielca sam na sam na rendez–vous z nadjeżdżającym policyjnym radiowozem.

 

 

 C.D. --> https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=9451

 

 

8132 zzs

Liczba ocen: 7
87%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Rewka
Kategoria: kryminal

Liczba wejść: 50

Dodano: 2021-11-22 21:37:30
Komentarze.
Canulas 11 d.
z dużym wykopem
Helloł
Pisać umiesz. Widać. Elementarne rzeczy śmigają jak tylko. Dialog skrojony dobrze. Bardzo naturalnie.
W zasadzie ja nie mam do czego się przyczepić. Reaserch (albo wiedza) też ogarnięty.
Można coś poucinać w dookreśleniach, ale to już dłubanina trochę na siłę.
Np: "Trwał tak do chwili, w której komentator urwał nagle swój podniesiony głos i dużo mniej entuzjastycznie, oznajmił:" — tutaj pokusiłbym się o wycinkę słowa "swój".
Tutaj: "Trysnęła krew. Przewróciło się jedno krzesło". – ustrzeliłbym słowo "jedno". Zwłaszcza w scenie dynamicznej jednowyrazowe zdania się sprawdzają.
A jeszcze w tym miejscu: "Chudzielec szedł kilka kroków przed nimi. Chyba zapomniał kurtki, bo szczupłe ramiona okrywała mu jedynie ciemnoszara bluza z kapturem naciągniętym na głowę". – utrąciłbym "mu". W zasadzie nie wadzi, ale zdanie dalej pojawia się drugi raz, więc pierwsze bez straty można.
No ale to dłubanina tylko. Fajne realia, ciekawe porównania. Skojarzenia z Jakubem Ćwiekiem i trochę z Orbitowskim.

Odpowiedz
Rewka 11 d.
Wielkie dzięki za wskazówki! Poprawki wprowadzone. Dłubanina przy tym fragmencie zdaje się nie mieć końca. Pierwsze rozdziały zawsze najgorsze w pisaniu, a tym ewidentnie czuję już przesyt.

Ćwieka czytałam, drugiego autora muszę nadrobić
Odpowiedz
marok 11 d.
z wykopem
Polskie klimaty! To co lubię najbardziej. W piłce nożnej nie siedzę, ale Piast Gliwice kojarzę. Ze słyszenia i takie tam. Ogólnie mi się podobało. Bardzo fajny, luźny styl. Nie sądzę, że jestem mało wymagający, ale mi ta narracja odpowiada. Dobrze współgra z całą otoczką tekstu. Nie nudziłem się od początku do końca. Widzę, że to pierwszy rozdział, i no jeszcze kryminał. Może być ciekawie
Odpowiedz
Rewka 11 d.
Dziękuję! Mówiąc o narracji, myślałam głównie o tych wtrąceniach komentatora sportowego i perspektywie. Nie byłam pewna, czy to wszystko się jakoś nienaturalnie nie plącze. I czy nie traci na płynności.
Odpowiedz
Nazareth 11 d.
z wykopem
"Trwał tak do chwili, w której komentator urwał nagle swój podniesiony głos i dużo mniej entuzjastycznie, oznajmił". - Tu coś nie styka z tym urwanym podniesionym głosem. Raz, to błędny związek frazeologiczny, dwa, bardzo dużo się dzieje w długim zdaniu. Ja bym ciął. Np. "Trwał tak do chwili, w której komentator urwał nagle. Gdy odezwał się znowu jego głos brzmiał dużo mniej entuzjastycznie"

"toczył się raban" - raban się toczy? Nie spotkałem się z takim zestawieniem. Trwa, podnosi się, rozlega, narasta... Jakoś to toczenie mi nie pasuje.

Przystojny blondyn ma nietypowy sposób wysławiania się. "Bitka", "osaczać" to archaizmy nie bardzo pasujące do obskurnego baru gdzie ludzie się leją a w tv leci mecz. Nie czuję tego, ale być może jest jakieś uzasadnienie dla jego idiolektu, którego jeszcze nie przedstawiłaś.

"bitki zaczęły się zmieniać, podniecony przystojniak zaczął bić kolegę po ramieniu" bitka to derywat czasownika bić. Strasznie blisko powtórzenia.

"ruchalny" - nie mogę się doczekać aż wytłumaczysz co to znaczy, bo mam bardzo brzydkie skojarzenia.

"Błysnęły niebieskie reflektory" - technicznie rzecz biorąc masz rację, w policyjnych kogutach starego typu znajdowały się zwierciadła optyczne wklęsłe kierujące wiązka światła co czyniło je reflektorami. Teraz to częściej diody led. To technicznie. Praktycznie, potocznie reflektory oświetlają drogę, kogut błyska na niebiesko dobrze się czasem trzymać uzusów żeby nie wprowadzać zbędnej konfuzji.

Widać, że umiesz pisać. Ładnie operujesz słowem, masz wyczucie, sznyt w narracji. Tym bardziej dziwi mnie dobór słownictwa w niektórych fragmentach. W ogóle nie pasującego do miejsca i sytuacji. Dziwi tym bardziej, że stylizacja językowa komentatora sportowego brzmi bardzo autentycznie, jest również zasadnie wprowadzona w wolniejszy fragment tekstu aby dodać mu dynamiki. Winszuję tego zabiegu, robi robotę. Jeżeli dopracujesz warstwę leksykalną tekstu, to ma on zadatki na naprawdę dobre opowiadanie.
Pozdrawiam



Odpowiedz
Rewka 10 d.
Nazareth, dziękuję bardzo za wszystkie uwagi. Cieszę się, że je poczyniłeś, bo dzięki nim inaczej spojrzałam na tekst

Ruchalny... no cóż. Skoro masz brzydkie skojarzenia, to nie muszę wyjaśniać ale generalnie gość miał na myśli, że chudzielec się dobrze rusza, ale przy okazji dodał dwuznaczności. Typ ma swój styl wypowiedzi Stąd też te wszystkie "bitki". Słowo "bitka" funkcjonuje w żargonie środowiska rudzielca i przystojniaka.

Niemniej uwagi pomocne. Dziękuję i pozdrawiam
Odpowiedz
Nazareth 10 d.
Rewka miło mi, że mogłem pomóc. Jeśli "bitka" ma funkcjonować w tym żargonie, to będzie. W języku piękne jest to, że można go dowolnie kształtować, żeby później z jego pomocą opisywać rzeczywistość. Jednak miej świadomość, że zanim niektóre słowa wejdą na stałe do kodu językowego, który tworzysz pomiędzy sobą a I czytelnikami, będzie musiało minąć trochę czasu zanim zaczną one brzmieć naturalnie. Może warto pomyśleć co zrobić, żeby ten proces przebiegał jak najłagodniej, np. używać żargonu tylko w kwestiach dialogowych a unikać go w narracji. Tym sposobem zaakcentujesz, że jest on charakterystyczny dla postaci. To tylko luźna propozycja, oczywiście.
Odpowiedz
Rewka 9 d.
Nazareth, tak też właśnie poczniłam Poprawki wprowadzam w oryginale, już pięknie się prezentują. Reflektor też zniknął
Odpowiedz
Rewka w takim razie wyczekuję ciągu dalszego, do którego również będę mógł dorzucić swoje trzy grosze.
Odpowiedz
Ritha 11 d.
z wykopem
Hello, piszesz w opisie, że jesteś nastawiona na wyłapanie błędów, więc pozwoliłam sobie pogrzebać Wszystkie uwagi oczywiście subiektywne

"Nie opanował tej piłki Jorge Felix" - czemu taka dziwna konstrukcja od progu?
Rozumiem, że to taka kreacja narracji komentatora (tak samo jak pomieszanie czasów w pierwszym akapicie), ale mimo to zapisałabym normalnie, tj. zaczynając pd podmiotu:
"Jorge Felix nie opanował tej piłki"

"dużo mniej entuzjastycznie, oznajmił" - przecinek zbędny

"O, trącił ramieniem jakiegoś sebastiana" - Sebastian zapisalabym z dużej, a jeśli chcesz podkreślić, że chodzi o typ człowieka to w cudzysłowie lub może: sebę (?)

"–Kurwa!!!" - zabrakło spacji po myślniku

"Barmanka zaczęła wrzeszczeć, próbując tym doprowadzić mężczyzn do porządku. Jej krzyk był jednak jak całus mamusi przy złamaniu otwartym. Beznadziejnie bezskuteczny" - świetne porównanie (!)

"Ach, ten finezyjny sposób w jaki rozkwasza sebkom kinole. Pasowałby do nas, nie?" - no i tu "sebkom" z małej już jest ok, nie powoduje dysonansu odbiorczego, że imię z małej, bo od razu można się domyślić, że chodzi o potoczne nazewnictwo

"Rudzielec prawie mu współczuł, choć sam chudzielec zdawał się zupełnie lekceważyć deszcz przy tylu promilach" - jakoś mi się gryzie bliskie sąsiedztwo określeń "rudzielec" i "chudzielec"

"To cześć, chudy. Miłej nocki na wytrzeźwiałce" - zabrakło kropki

Bardzo dobra, obrazowa narracja. Widać, że władanie piórem nie od wczoraj. Widząc gatunek, liczyłam na zawiazanie zagadki kryminalnej, tymczasem mamy wprowadzenie intrygującej postaci i... również kupuję taki start

Powodzenia w dalszym snuciu tej historii
Odpowiedz
Rewka 10 d.
Ritha, dziękuję bardzo za uwagi Jeśli chodzi o dziwny szyk zdania wypowiadany przez komentatora, został wprowadzony z pełną świadomością. Nasłuchałam się dużo meczy piłki nożnej, zanim to dopieściłam Oni naprawdę tak mówią
Odpowiedz
Ritha 10 d.
Rewka noo tak, wiem jak mówią, oglądam mecze, ale zanim się zorientowałam, że to wypowiedź komentatora, już mnie to zdanie zatrzymało, stąd wyłuskałam
Odpowiedz
Rewka 9 d.
No tak Wiem o co chodzi Dzięki wielkie
Odpowiedz
z wykopem
Fajna historia, interesująca Aż by się chciało dalej poczytać.

Czepiando małe:

„Był niższy o głowę i dużo przystojniejszy”

Wg mnie - okej, ale tylko pod warunkiem, że rudy był bardzo wysoki. Jeżeli rudy jest normalnego wzrostu, a blondyn jest niższy o głowę, to znaczy, że jest niski, a niski mężczyzna może nie podobać się aż tak bardzo.
Odpowiedz
Rewka 9 d.
KluczDoPiwnicy, kurczę, no w sumie racja!Trochę się to może gryźć. Dziękuję!
Odpowiedz
Wert 9 d.
z dużym wykopem
Zaczyna się ciekawie. Nietrzeźwy, zobojętniały chudzielec wkrótce zapewne wszystkich zadziwi. Czytało mi się na dwóch wdechach.
Odpowiedz
Rewka 9 d.
Wert, dziękuję
Odpowiedz
jacek79 8 d.
z dużym wykopem
Rzadko spotyka się opowiadania ze sportem w tle… ciekawie opowiedziana historia ( czy raczej cześć jak zasygnalizowane w opisie)…zaintrygowało mnie zakończenie tej i z ochota przeczytam cd
Odpowiedz
Rewka 8 d.
jacek79, dziękuję Niebawem wrzucę
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.