online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
Piso interior - część 2
<
TW#4 - Blacha XXX
>

Opis:

Piso interior to mieszkanie charakteryzujące się tym, że okna wychodzą na wewnętrzne patio, które zazwyczaj jest po prostu kanałem wentylacyjnym lub miejscem składowania śmieci. A jeśli ktoś ma wyjątkowe szczęście to może trafić na klitkę bez okna na świat, tylko na przykład na… korytarz

Piso interior - część 1

 Wpatrywanie się w pustą przestrzeń za oknem nie dawało wcale ukojenia. Czerń gromadząca się po drugiej stronie, budziła niemiłe skojarzenia. Faron nie zamierzał dać się ponieść wyobraźni, gdyż czasami, gdy zbyt długo wpatrywał się w mroczną pustkę, słyszał głosy. Nie wiedział, co mówiły. Prawdopodobnie należały do sąsiadów mieszkających nad lub pod nim. On jednak odnosił wrażenie, że dochodzą ze znacznie odleglejszego punktu, dziury ciągnącej się daleko w głąb ziemi i od zamieszkujących ją istot.

 Ciężka sprawa. Wolał zbyt długo nie siedzieć w pobliżu okienka wychodzącego na mroczny szyb, by nie nabawić się dodatkowych koszmarów. I tak cały czas wydawało mu się, jakby coś próbowało dostać się do jego domu od strony ciemnego tunelu. A co dopiero mieli powiedzieć sąsiedzi mieszkający dużo niżej? Przecież to oni pierwsi padliby ofiarą tajemniczych istot.

 Szyb służył przede wszystkim jednemu celowi. Wyrzucano do niego śmieci. Pochłaniał wszystko bez zawahania. Faron nigdy nie pytał, dokąd trafiają jego odpadki, mogły nawet wpadać w czarną dziurę i być wyrzucane po drugiej stronie galaktyki na łeb jakiegoś przypadkowego kosmity. Ważne było tylko jedno, żeby przypadkiem ów kosmita się wreszcie nie wściekł i nie postanowił sprawdzić skąd bierze się ten cały syf na jego planecie.

 W okresie zimowym większość mieszkań pustoszała. Sąsiedzi Farona przenosili się w inne lepsze miejsca, najczęściej dołączali do rodzin i znajomych, by przewegetować najtrudniejszy czas, zaś on sam i kilka innych osób zostawali na zimę. Pozostali najczęściej w ogóle nie opuszczały mieszkań albo przemykały cichutko w ciemnościach, jakby nie chciały by ktokolwiek je dostrzegł. Z szybu coraz częściej dochodziły dziwaczne odgłosy. Najwidoczniej miejsce starych lokatorów zajmowali nowi. Coś postanowiło wykorzystać czas, gdy przysłowiowego kota nie było w domu.

 Faron czuł doskwierającą samotność, a na dodatek przerażały go tajemnicze odgłosy. Pewnego dnia, gdy popadł w swego rodzaju apatię, do mieszkania nad nim ktoś się wprowadził. Nie były to jednak istoty nie z tego świata, a wyjątkowo hałaśliwi sąsiedzi, którzy nie dość, że głośno rozmawiali to jeszcze puszczali na cały regulator jakąś heavymetalową muzykę. Cienie wewnątrz szybu najwyraźniej to zdenerwowało, gdyż zaczęły się zachowywać jak rozwścieczone kuny, wydawały prychnięcia, drapały i warczały.

 „Akurat ja muszę być niżej. Te stwory najpierw zajrzą do mnie, a dopiero potem na górę.”

 Przestał wyrzucać śmieci. Zalegały mu w domu, piętrzyły się po kątach i zaczynały wydzielać nieprzyjemny zapach. Obawiał się, że jak tylko wystawi rękę poza krawędź szybu zaraz coś go złapie i pociągnie w czeluść. Był pewien, że teraz to jego mieszkanie leży najbliżej otchłani, po tym, jak pozostali się wynieśli. Kiedy sąsiedzi z góry zbyt głośno się zachowywali stukał w sufit, ale nie dawało to żadnego rezultatu, wręcz przeciwnie, miał wrażenie, jakby na złość jeszcze głośniej podkręcali muzykę.

 Musiał się spotkać z nimi oko w oko, choć obawiał się, że mogą nie zrozumieć o co mu chodzi, wyśmiać go i pogonić. Za krótko tam mieszkali i zbyt głośno się zachowywali by móc usłyszeć odgłosy dochodzące z szybu. Należało zachować absolutną ciszę, tak by słyszeć jedynie szum krwi w głowie, wtedy właśnie najlepiej było wyłapywać te podejrzane stuknięcia i odgłosy naśladujące ludzką mowę. Czasem coś próbowało się wspinać po mrocznym wnętrzu szybu.

  Opuścił swoje mieszkanie i wszedł po schodach na górę, po czym zastukał do drzwi. Ktoś bardzo szybko otworzył, nawet nie przyciszając muzyki, przez co na korytarz wylała się potwornie głośna kakofonia dźwięków.

 - Cześć, ziomuś – powiedział właściciel długich skołtunionych włosów, pod którymi ledwo dostrzec można było resztę twarzy. – Ale macie tutaj kiepski zasięg. Ani Internetu, ani telefonu.

 - Zgadza się – odparł Faron tonem sztywnego urzędnika, który właśnie przyszedł po odbiór należnego podatku. Początkowo zawsze był nieufny wobec nieznajomych, potrzebował czasu, by wyrobić sobie o kimś właściwą opinię, a to był zazwyczaj długi i bolesny proces.

 - A możesz mi wytłumaczyć, dlaczego tak jest?

 - Przykro mi, ale nie wiem.

 - Ciekawie tu macie. Włóczyłem się wczoraj bez celu po okolicy i nikogo nie spotkałem. Są tu jacyś inni ludzie poza tobą?

 - Tak, wy.

 - Aha. A co się stało z resztą?

 - Idzie zima. Większość ludzi odlatuje do ciepłych krajów.

 - A ty dlaczego zostałeś?

 - Bo nie mam skrzydeł.

 Faron zdał sobie sprawę, że ta rozmowa zmierza w dziwnym kierunku.

 - Przepraszam – powiedział. – Nazywam się Faron.

 - Fajnie. Ja jestem Aron, a mój kumpel to Faraon.

 - Naprawdę?

 - Ale z ciebie naiwniak. Jasne, że nie, ale w sumie możemy się tak nazwać. Takie artystyczne pseudonimy.

 - Jesteście artystami?

 - Można tak powiedzieć.

 - Czyli do ciebie mam mówić Aron?

 - Tak.

 - A twój kumpel…?

 - Już zapomniałeś? Faraon. Wybacz, on jest trochę wstydliwy. Ma pewien defekt, którym nie chce się chwalić. Wiesz…

 Faron nie wiedział, ale pokiwał głową na znak, że rozumie, iż najlepiej nie dopytywać, jeśli ktoś sam z siebie nic więcej nie chce powiedzieć.

 - Sorry, brachu, ale muszę ci coś wyznać – rzekł Aron. - Strasznie od ciebie wali.

 - Słucham?

 - Znaczy, że śmierdzi. Wybacz, że jestem takim gburem, ale moje receptory węchowe właśnie zwijają się z bólu i chłoszczą nawzajem kolczastymi pejczami.

 - To nie ja śmierdzę, tylko ten budynek. Ubrania, a nawet ciało, przesiąkły mi tym zapachem.

 - Czyli za chwilę też będę tak pachniał? Pewnie twoje mieszkanko złapało jakiegoś grzyba albo inną kiłę, bo moje wygląda na całkiem schludne. Tylko nie wiem, dlaczego nie ma w nim żadnego okna, oprócz tego wychodzącego na zajebiście ciemny tunel. Macie tu jakąś windę?

 - Nic mi o tym nie wiadomo, ale ten szyb prawdopodobnie sięga samego Piekła.

 Aron zaśmiał się. Wyglądało na to, że nowi sąsiedzi byli zbyt wyluzowani by zrozumieć powagę sytuacji.

 - Przyszedłem tylko powiedzieć, że… Przywitać się i powiedzieć… Czy moglibyście zachowywać się trochę ciszej?

 - Jasne, po prostu chcieliśmy obudzić trupy zalegające w innych mieszkaniach i czekaliśmy, aż któryś w końcu wypełznie z nory. No i się zjawiłeś.

 - Najwyraźniej jesteśmy tu sami albo innym to nie przeszkadza.

 - Mówiłeś, że wyjechali, bo jest im zimno? Faktycznie, trochę zmarzły mi giry. A ty jak się rozgrzewasz?

 - Mam… piecyk.

 - Przydałby nam się.

 - Eee… No to kupcie sobie jakiś.

 - Jedyny czynny sklep, jaki minęliśmy oferuje tylko gówno pierwszej potrzeby, a żadnych piecyków tam nie widzieliśmy. Jak nawet jego właściciel spierdzieli, to będziemy musieli nauczyć się stwarzać przedmioty z powietrza.

 - To twardy facet.

 - Tak jak ty?

 - Nie, ja po prostu nie lubię przeprowadzek.

 - Dość słaby argument.

 - Lepszego nie wymyślę.

 - Czyli mamy przyciszyć, bo to ci przeszkadza? Tylko tobie i nikomu innemu. To tez słaby argument, żeby mnie przekonać. Szkoda, że nie dali nas, gdzie indziej. Akurat na takiego kręcinosa musieliśmy trafić.

 - To nie było miłe.

 - Ty też nie jesteś zbyt miły, wiesz? Może chcieli, żebyś nas grzał od dołu. No cóż… Na to wygląda, że musimy zostać przyjaciółmi.

 - Zdecydowanie jestem za.

 - To jak będzie, pożyczysz mi ten piecyk?

 - Ale… wtedy ja będę miał zimno.

 - No i?

 - Nie jestem Eskimosem.

 - My też nie, ale dobra… Zapytamy w tym sklepiku, a potem będziemy się martwić. Nie chcę, żebyś widział we mnie wroga. Zaraz przyciszę.

 Faron lekko się uśmiechnął i pokiwał głową.

 - Dzięki, bo wiesz… w tym tunelu coś mieszka.

 - Szczury?

 - Możliwe.

 - Głośna muzyka na pewno je przepłoszy.

 - Albo wkurzy.

 - Na jedno wychodzi. Spoko, ziomuś. Zluzuj gacie, szum na chacie. Do następnego!

 Faron wrócił do swoich czterech kątów. Tak naprawdę nie miał piecyka. Okłamał nowych lokatorów, bo gdyby poznali prawdę zapewne nie byliby tak miło nastawieni.

 

 https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=9445

 

 

 

 

 

7814 zzs

Liczba ocen: 3
71%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: +fanthomas
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 29

Folder: Piso interior
Dodano: 2021-11-23 11:02:02
Komentarze.
marok 11 d.
z wykopem
No zaczyna się ciekawie. Trochę weirdowo, na razie licznik bizarro nie wystrzelił, ale to dopiero początek, więc jest na co czekać zapewne. Zaciekawiło. Można pisać dalsze!
Odpowiedz
fanthomas 11 d.
marok dzięki, jeszcze 95 stron
Odpowiedz
Ritha 11 d.
z wykopem
Część narracyjna bardzo mnie wciągnęła, gdy jednak przechodzisz do dialogu moja uwaga się trochę kurczy, dialog pędzi swoim torem tracąc klimat początkowej narracji przez to, że w tej ścianie dialogu brakuje wtrętów tej klimatycznej narracji. Wrzuciłabym ciut narracji w dialog dla utrzymania klimatu
Tematyka świetna, w me gusta.
Odpowiedz
fanthomas 10 d.
Ritha dzięki, z tymi wtrąceniami często mam problem
Odpowiedz
Ritha 10 d.
fanthomas no właśnie, jak wpadniesz w tryb dialogowy to zapominasz o narracji, trza popracować nad tym
Odpowiedz
fanthomas 10 d.
Ritha muszę sobie odpowiednim pokrętłem pokręcić, zeby wejść w inny tryb
Odpowiedz
Ritha 10 d.
fanthomas powodzenia!
Odpowiedz
Canulas 10 d.
Nie wiem czy Ci dotrzymam kroku w tym wszystkim, bo w pracy deadline, ale szacunek za podjęcie walki.
Odpowiedz
Rewka 9 d.
Siema!

1. Pochłaniał wszystko bez zawahania. - ałabym "bez wahania", wg. mnie lepiej brzmi.

2. W okresie zimowym większość mieszkań pustoszała. Sąsiedzi Farona przenosili się w inne lepsze miejsca, najczęściej dołączali do rodzin i znajomych, by przewegetować najtrudniejszy czas, zaś on sam i kilka innych osób zostawali na zimę. - strasznie długie zdanie. Chyba bym przedzieliła na dwa. Po "czas" kropka. A potem "On zaś wraz z kilkoma innymi osobami zostawali na zimię".

3. Pozostali najczęściej w ogóle nie opuszczały - nie opuszczali

4. Nie były to jednak istoty nie z tego świata, a wyjątkowo hałaśliwi sąsiedzi, którzy nie dość, że głośno rozmawiali to jeszcze puszczali - po "rozmawiali" przecinek

końcówka mnie zaciekawiła czym ogrzewa, jak nie piecykiem? :O Czekam na wyjaśnienie w kolejnej czesci!

Odpowiedz
Canulas 7 d.
z wykopem
"Pozostali najczęściej w ogóle nie opuszczały mieszkań albo przemykały cichutko w ciemnościach, jakby nie chciały by ktokolwiek je dostrzegł." - jak pozostali, to nie opuszczali.


" - Idzie zima. Większość ludzi odlatuje do ciepłych krajów.

- A ty dlaczego zostałeś?

- Bo nie mam skrzydeł. " - zajebiste


Jak już wpadasz w dialogi, lecisz nimi za bardzo hurtowo. Za mało wtrętów obserwacyjnych czy takich dookreślających gesty.
Natomiast klimat jest naprawdę w porządku. Pomysł też.
Trochę taka martwica mózgu w oparach Delicatesen
Odpowiedz
Po jednej części ciężko coś powiedzieć, ale klimat był, przynajmniej dopóki nie przeszłam do dialogów...
To najsłabsza strona tego opowiadania, bo zwyczajnie nie wierzę, że ktoś mógłby tak rozmawiać. Są troszkę sztywne jak wykrochmalona pościel i nie do końca w klimacie całości.
M.
Odpowiedz
MHSchaefer będę poprawiał
Odpowiedz
To ten maraton?
Odpowiedz
Zaciekawiony no, powiedzmy
Odpowiedz
Piszę dalej i byle do przodu
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.