online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
To nie jest kraj dla (słabych) ludzi
<
Na rejonie, czyli obserwacje spisane w notesie dziwactw
>

Opis:

Stare, ale przynajmniej bizarro

Kometooka

  Edwin wbiegł do mieszkania i trzasnął drzwiami. Wiszące w korytarzu lustro zatrzęsło się, a z wieszaka spadły dwie kurtki, których Edwin używał jako kostiumów maskujących gdy potajemnie wybierał się na wieczorne spektakle koła amatorskiego dramatu. Biegnąc jak oszalały pustą ulicą, starał się nie oglądać za siebie. Skupiał wzrok na kolejnych latarniach, jak na checkpointach. Gdy minął opuszczoną posesję sąsiadującą ze jego trawnikiem odwrócił się na moment. Dwie blondynki ciągle tam były. Jakim cudem mogły tak szybko biegać w najwyższych szpilkach, jakie widział w życiu? To nie było normalne, zupełnie odjechane i nawet ich urocze, dyndające piersi wciśnięte w ciasne podkoszulki, nie rekompensowały mu całego wachlarza konsternacji i strachu. Było już grubo po dziesiątej. Zmierzch dawno przerodził się w czarną jak smoła noc.

  Ciężkie, ołowiane chmury sunęły po niebie. Tym razem nie zaliczy tej konspiracyjnej przechadzki do udanych. Właściwie nie była w żaden sposób ukierunkowana na prześlizgnięcie się niezauważonym po alejach parku trzy przecznice dalej. Poczuł potrzebę zaczerpnięcia większej dawki letniego powietrza. Kiedy spotkał te dziewczyny, był w nie małym szoku. Wyglądały na bardzo zainteresowane jego osobą. Ich śmiałość wyzwoliła w nim większe pokłady odwagi i pewności siebie. Wyprężył pierś, a gdy spojrzał w oczy jednej z nich, na początku wzdrygnął się, a potem o mało nie wywrócił o własne nogi. Blondynka zamiast źrenic miała dwie komety sunące w przestrzeni zielonej tęczówki z delikatną czerwoną poświatą. Lśniące ogony co jakiś czas skręcały się i wyprężały. Dziewczyna zaniepokoiła się nagłą zmianą nastroju Edwina.

  — Wszystko w porządku? — spytała, unosząc dłoń w geście zacieśnienia relacji, jednak Edwin szybko cofnął się o krok.

  Nic nie było w porządku. Druga z nich stała obok, jak posąg i była tylko biernym obserwatorem. Z jej oczami też było coś nie tak, ale chyba wiedziała, że Edwin próbuje dociec co takiego. Szybko odwróciła się udając, że szuka czegoś na betonowych płytach parkowej alei.

  — Jesteś w porządku. Podobasz mi się — powiedziała, ponownie unosząc dłoń. Podejrzanie szeroki uśmiech był zapalnikiem, racą i wystrzałem w jednym. Gdy wyszczerzyła zęby, pomiędzy jedynkami pojawiła się czerwona smuga rozwidlająca się na białym szkliwie zębów jak pnącza. Edwin nie czekał na kolejne niespodzianki. Dał w długą jak rasowy amator sztuk dramatycznych.

  Zaryglował drzwi. Sprawdził dwa razy czy na pewno wszystkie zatrzaski wykonały powierzone im zadanie. Potem pobiegł do salonu i opuścił żaluzje. Kremowe prostokąty z motywem Kapitana Ameryki i Iron Mana według własnego projektu opadły na raz zasłaniając okno. Okno w kuchni nie posiadało żaluzji, ale Edwin i tak nie zamierzał tam iść Zdecydował, że przeczeka w salonie na wygodnym fotelu, z kubkiem zimnej herbaty stojącym na nocnej szafce od kilku godzin. Obok leżała książka Historia Kolei – Ciekawostki, które zryją Ci Banię. Losowy układ wielkich liter był celowym zabiegiem autora i wydawcy w jednym. Niszowa pozycja odgrzebana w antykwariacie, ale opasła jak Biblia. Do tego twarda okładka. W razie potrzeby przynajmniej jedną blondynkę załatwi kompleksowymi informacjami o kolei żelaznej w USA. Ale to nie będzie konieczne. I tak nie wejdą do środka.

  Pierwsze uderzenie było jak grzmot po kilku sekundach ciszy. Edwin poderwał się z fotela i chwycił za książkę. Kolejne wyrwało drzwi z zawiasów i posłało je kilka jardów dalej. Zatrzymały się schodach.

  — Nie mam pieniędzy! — krzyknął, póki jeszcze mógł. Oczywiście kłamał. Portfel leżał w szufladzie na sztućce razem z zawartością. Jakieś sto dwadzieścia dolarów.

  — Dlaczego uciekasz? — spytała jedna z blondynek. W jej oczach nadal widać było sunące komety. Wyglądała przez nie trochę jak niewidoma. Jej kumpela ponownie milczała. Pewnie niemowa.

  — Nie ufam kobietom z kometami w oczach.

  — To wszystko?

  — Właściwie... tak.

  Blondynka uśmiechnęła się szeroko. Tym razem jej zęby były czyste jak klozet w reklamach płynu do toalet.

  — Taka już rola wyroczni. I pewnie przekleństwo.

  — Nie wierzę w zabobony. Jestem realistą.

  — A jednak stoję przed tobą i mam komety w oczach. Właściwie to kometa jest jedna, ale jest zdublowana. Uderzy w Ziemię za czterdzieści dwa lata, trzy miesiące i dwa dni. Tym razem na pewno.

  Edwin zaśmiał się z niedowierzaniem.

  — Codziennie wychodzi nowy artykuł o kolejnej dacie końca świata. Nic nadzwyczajnego.

  Wyrocznia spojrzała na swoją kompankę. Ta przytaknęła bez słowa i wyszła na zewnątrz.

  — No nareszcie. Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia. Miła się gawędziło, ale...

  — Ja zostaję — oznajmiła stanowczo. — Podobasz mi się.

  — Lubię bezpośrednie kobiety, ale obecnie nie mam pary na związki długodystansowe. Wolę szybkie wsady co tydzień albo dwa.

  — Grasz w kosza?

  Edwin podrapał się po głowie, ściskając mocniej książkę. Nadal miał plan, żeby zrobić z niej użytek.

  — Można to tak nazwać. Ale nie jestem profesjonalistą, znaczy jestem, ale... to skomplikowane.

  — Naprawdę mi się podobasz. — Zbliżyła się o dwa kroki, po czym potrząsnęła piersiami jak tancerka w klubie go-go. — Tak to się robi? No wiesz, żeby poderwać faceta.

  — Nie, znaczy tak, ale powiesz mi, dlaczego wyrocznia jest blondynką?

  — Farbowaną. Tak naprawdę jestem ruda. Ale wasze stereotypy zmusiły mnie do zmiany koloru.

  — Z deszczu pod rynnę, tak mówimy.

  Wyrocznia przez moment wpatrywała się w Edwina w ciszy. Może właśnie prześwietlała jego ciało, żeby znaleźć dziurkę od klucza do jego serca.

  — Kiedyś byłam z jednym takim, ale ty jesteś o wiele lepszy. Zdrowe płuca, i nerki i wątroba. A na woreczku żółciowym wychodzi najlepszy rosół.

  — Że co?

  — Nic, zupełnie nic. Musimy scementować nasz związek.

  Objęła go ramionami i w silnym uścisku zmusiła, aby ich usta zetknęły się ze sobą. Edwin opierał się, jak tylko mógł. Jego dłonie falowały, próbując oswobodzić resztę ciała. Chwytał nimi powietrze, jakby przestał racjonalnie myśleć. W progu mieszkania stała druga blondynka. W prawej dłoni trzymał torbę podpisaną NA ŁADNYCH CHŁOPCÓW.

6104 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *marok
Kategoria: bizarro

Liczba wejść: 15

Dodano: 2021-11-24 12:25:59
Komentarze.
Manta 9 d.
A więc to jest to słynne bizarro! Szczerze to liczyłam na jakieś seksy na końcu (romans to bardziej mój gatunek hehe). Szkoda tego Edwina, skończy w rosole, ale może mu się należy?
Duży plus za zabawne dialogi

Odpowiedz
marok 9 d.
Manta, tak, to jest bizarro, ale, tu trzeba nadmienić, że w swojej latjtowej wersji. Na to mocniejsze też przyjdzie czas, hehehe
Odpowiedz
pkropka 9 d.
Ahoj!
"Edwin wbiegł do mieszkania i trzasnął drzwiami. Wiszące w korytarzu lustro zatrzęsło się, a z wieszaka spadły dwie kurtki, których Edwin" - po co dwa razy imię w tak krótkim odstępie. Pamięć może mam nienajlepszą, ale to mi nie pomoże
"Gdy minął opuszczoną posesję sąsiadującą ze jego trawnikiem odwrócił się na moment." - ze jego trawnikiem?
"To nie było normalne, zupełnie odjechane" - tu już może się czepiam, ale jak nie było normlane to ja czytam jakby nie było odjechane.
"smuga rozwidlająca się na białym szkliwie zębów jak pnącza" - zęby były jak pnącza?

Na tym kończę wychwytywanie. Widzę, że stary tekst, więc nie wiem czy będziesz chciał go uzdrawiać. Na pewno cierpi na gubienie podmiotu.

Ogólnie Marok, to ja cię lubię. Twoje teksty też. Ale z literówkami i drobnicą jesteś niereformowalny.

Co do treści - mam dwie myśli. Jedna, to czy Edwin był ładny naturalnie. czy ładny laluś? Może powinien mieć gdzieś grzebień i nerwowo się czesać w oczekiwaniu aż laski wywalą drzwi z zawiasów? Albo przeglądać się w oknach mijanych domów, kiedy przed nimi uciekał?
druga - całkiem spoko pomysł. Kometa w oczach niezła, a i farbowana ruda pasuje.
Odpowiedz
marok 9 d.
pkropka, a powiem ci że ostatnio podobno, z tymi literówkami u mnie lepiej. Czasami nawet dobrze
Także będę uparcie się bronił przed tezą że jestem niereformowalny. Nawet jak mam przegrać
Odpowiedz
pkropka 9 d.
marok dam ci kredyt zaufania i zobaczymy przy kolejnym tekście
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.